Odwiedzający : )

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Nie chcę tego popsuć ...

Weekend. Niedziela rano. Wczorajszy dzień spędzony w gronie przyjaciół był cudowny. Dawno tak dobrze się nie bawiłam. Chociaż brakuje mi całej paczki z Liam'em, Niall'em, Zayn'em, Harry'm no i ... Louis'em.
Ale mimo to sobota była świetna. No i jeszcze Mania w Los Angeles. Jest bardzo dobrze. Wstałam z łóżka. Ubrałam szlafrok i ruszyłam w kierunku kuchni. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam potrzebne składniki do zarobienia kanapki z masłem orzechowym. Posmarowałam nim chleb i położyłam ją na talerz. Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam wcinać swoje śniadanie. Skakałam po kanałach szukając czegoś ciekawego lecz bez skutku. O tej porze w niedzielę na amerykańskich kanałach telewizyjnych nie leciało nic co mogłabym z ciekawością obejrzeć.
Po chwili usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Zerwałam się z kanapy i ruszyłam w kierunku komody na której znajdowała się moja komórka.
Popatrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Harry. Uśmiechnęłam się przypominając sobie mile spędzony wczorajszy dzień w jego towarzystwie. Odebrałam.
-Tak?
-Cześć -przywitał się Harry.
-Hej-odwzajemniłam jego powitanie.
-Jak ci się podobał wczorajszy koncert?-zapytał zaciekawiony.
-Był genialny-odpowiedziałam żywo.
-Cieszę się, że ci się podobał.-powiedział.
Nastąpiła chwila ciszy. Potem postanowiłam mu podziękować za wszystko.
-Dziękuję-zaczęłam.
-Za co?- zapytał dobrze znając odpowiedź .
-No za wczorajszy dzień, za to że jesteś no i za tą wspaniałą piosenkę z dedykacją dla mnie. -oznajmiłam .
Harry przez chwilę nie odpowiadał.
Nie ma za co-odezwał się w końcu.
Może powtórzymy to dzisiaj?-zapytałam.
-Ale ja nie mam dzisiaj żadnego koncertu- zdziwił się lekko.
-Wiem, wiem, ale może gdzieś wyjdziemy całą paczką ?-zaproponowałam.
-Okej, ale mam do ciebie ogromną prośbę -powiedział.
-Mów-odpowiedziałam.
-Wkopałem się w pieczenie ciasteczek. Przegrałem zakład z Niall'em. Przyjechał z Irlandii na kilka dni i założyliśmy się kto więcej zje takich mały diabelskich czekoladek. Znasz Horana w tym sie go nie da pobić. Pomożesz?
-Jasne. Już idę.-powiedziałam śmiejąc się .
Odłożyłam słuchawkę i poszłam się ubrać i umyć . Zeszłam na dół i wyszłam z domu wcześniej go zamykając. Szłam w stronę domu Styles'a . No tak załóż się z Niall'em o jedzenie i myśl sobie, że wygrasz . Mądre Harry, naprawdę bardzo mądre. Pomyślałam.

                                                                              ~♥~

Jestem u Harry'ego. On naszykował wszystkie potrzebne składniki i zaczęliśmy robić ciasteczka przy tym żartując z wszystkiego dookoła. Harry więcej podjadał niż cokolwiek robił. W pewnym momencie, gdy wałkowałam ciasto Harry zawołał mnie. Odwróciłam się, a ten sypnął mi mąką w twarz. Zrobiłam śmieszną minę. Harry zaczął się śmiać .
-Ale wiesz, że nie dam za wygraną . -powiedziałam z szyderczym uśmiechem . Wzięłam garść mąki i zrobiłam to samo. Teraz to on wyglądał zabawnie. Zaczęliśmy się gonić z tą mąką po całym domu. Harry uciekł gdzieś na górę. Nie widziałam go. Wołałam. Nic. Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękoma. Odwróciłam się powoli. Harry złapał mnie w talii i przybliżył mnie do siebie. Czułam jego oddech. W pewnym momencie pocałował mnie. Gdy skończył szepnął cicho :
-Kocham Cię Roxanne.
Popatrzałam się w jego zielone oczy, wyrwałam się z jego ramion i wyszłam.

Wiem jak to się skończy. Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. Choć nie ukrywam, że coś do niego czuję ...
_______________________________________________________
No siema siema . Więc dodaje coś w końcu po długim czasie.
U mnie lipa w pewnym sensie, a z drugiej strony zajebiście. Od stycznia kurs na ratownika BICZYYYS! hahaha .
/Roxanne

środa, 5 grudnia 2012

Mańka w Los Angeles... Forever Friends ♥


Godzina 6.30 zadzwonił budzik. Zaraz na uczelnię-pomyślałam. Zerwałam się z łóżka. Ubrałam się i zaliczyłam poranną toaletę. Szybko zeszłam
na dół wcześniej biorąc torbę. Rzuciłam ją na komodę w przedpokoju. Popatrzałam na komórkę leżącą  na stole w jadalni. Jedna nowa wiadomość.
Od... Harrego.
''Cześć Rox. Masz jakieś palny na dzisiejszy dzień?''- było napisane w sms-sie.
''Tak. Uczelnia, a potem się zobaczy, a co?''-odpisałam.
Po chwili przyszedł sms o treści:
''W sobotę na uczelnię?'' -jaką sobotę?! Jest piątek... zerknęłam na powieszony na ścianie kalendarz. No tak sobota. Stuknęłam się w głowę.
Co ja robię, że nie pamiętam jaki dziś dzień. Jestem dziwna. Zaczęłam się śmiać sama do siebie. Wariatka-pomyślałam.
''O boże. Myślałam, że dzisiaj piątek haha. W takim razie po treningu jestem wolna. A co?''-odpisałam pytając ponownie.
Odłożyłam telefon na stolik obok i wróciłam do pokoju żeby się przebrać. Trening dopiero na 11.00 więc miałam jeszcze bardzo dużo czasu.
Chciałam położyć się spać, ale stwierdziłam, że teraz już nie zasnę. Przebrałam się w jakieś pierwsze lepsze ciuch i wróciłam do jadalni.
Wzięłam komórkę i usiadłam na kanapie w salonie włączając telewizor. Przyszedł sms. Znowu od Harrego.
''To dobrze. O 13.00  mam mały koncert. Wpadniesz?''-Napisał Harry.
Koncert?! A no tak. Zapomniałam. Harry po rozpadzie One Direction robi solową karierę. Nigdy jeszcze nie słyszałam Harrego jak śpiewa sam
bez chłopaków. Znaczy słyszałam, ale to tylko przy wspólnych wygłupach. Muszę tam być.
''Jasne''-odpisałam szybko.


Zanim się obejrzałam była godzina 10.30 Pośpiesznie wzięłam potrzebne rzeczy na trening i ruszyłam w stronę lodowiska.

Trening jak zwykle męczący. Schodząc do szatni zauważyłam pewną dziewczynę czekającą przy wyjściu. Była odwrócona tyłem do mnie więc nie
widziałam jej twarzy. Choć postać wydawała się znajoma. Gdy dziewczyna odwróciła się zamarłam. Wszystko we mnie aż skakało z radości.
-MAŃKA!!!!!!-wykrzyczałam na cały głos.
-Rooox!!!!-odwzajemniła to.
-Co ty tu robisz?-dodałam człapiąc do niej w łyżwach. Byłam jeszcze w stroju.
-Przeprowadziłam się do Los Angeles. Przekonałam rodziców że tu będzie mi lepiej. No i kiedyś mówiłaś mi gdzie trenujesz i w jakiej drużynie
jesteś . Tak więc cię znalazłam.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę ! -Powiedziałam.
-Ja też-odparła.
-No to jak idziemy do mnie? Muszę ci wszystko opowiedzieć !?-powiedziałam.
-Jasne. -odpowiedziała.
Chciałam wyjść z lodowiska, ale szybko zorientowałam się, że muszę ściągnąć łyżwy i kask oraz resztę stroju.


Jesteśmy już u mnie. Musiałam jej wszystko opowiedzieć. Więc zaczęłam od najbardziej małostkowych rzeczy do najbardziej powalających. Co było
ciekawe szczegóły o One Direction i mnie Mania wiedziała, a gdy zapytałam skąd? odpowiedziała, że z gazet. No tak gazet. Kolorowe pisemka
z plotkami. Ale każda plotka ma ziarenko prawdy. Więc nie byłam zbytnio zdziwiona. Nieważne. Rozmawiałyśmy, aż nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
-To pewnie Harry. -Powiedziałam.
Mania zrobiła wielkie oczy.
-Harry!-wykrzyczała.
W drodze do drzwi odwróciłam się i uśmiechnęłam.
Otworzyłam drzwi. W samej rzeczy. Był to Harry. Przyszedł po mnie. Ach no tak miałam iść na jego koncert. Postanowiłam, że wybiorę się tam z Manią.
Zapoznałam ich ze sobą. Widziałam jak Mańce świeca się oczy haha.

Poszłyśmy razem z  nim. Rozstałyśmy się z nim obok kulis. Pełno fotoreporterów. Wróciły stare dobre czasy. Tylko, że na billboardzie  nie pisało
już One Direction tylko Harry Styles. Nie było już chłopców był tylko on i tłumy piszczących fanek.  Znalazłyśmy się pod sceną. Nagle wybiegł
Harry i przywitał fanów. Później zaczął śpiewać swoje piosenki.
-A teraz coś specjalnego. Dla kogoś specjalnego. Kogoś kto zawsze był przy mnie! Dla mojej najlepszej przyjaciółki Roxanne Tomson. Dziękuję
, że jesteś.-powiedział. W patrzał mnie z tłumu i patrzał prosto w oczy. Uwielbiam go. Jest zawsze. Zawsze mogłam na niego liczyć i nadal mogę.
Piosenka miała tytuł Forever Friends.
Uśmiechnęłam się myśląc : szczęściara ze mnie...
_____________________________________________________________________
No to miłego czytania. : * Liczę na komentarze!

Czekałam na to uczucie już od bardzo dawna. I cieszę się, że mi się udało. : ) Jest mi dobrze jak jest.
____________
JA CHCĘ LUSTRZANKĘ! KUR**
-Roxanne.

czwartek, 29 listopada 2012

Jak wolisz cz. 1


Usiedliśmy na ławeczce obok.
-Co u ciebie i Pauline. Tak się cieszę, że...-Harry spuścił wzrok na podłogę. Popatrzałam na niego.  Położyłam rękę na ramieniu.
-Harry co się stało?-zapytałam bojąc się, że powie właśnie to co usłyszałam później.
-U niej? Wszystko w porządku. Na pewno. I u Jackson'a pewnie też .-powiedział.
-Jackson'a? Jakiego Jackson'a?-zapytałam . Byłam lekko zdziwiona . Przecież Pauline nie mogłaby tego zrobić. Może źle to wszystko zrozumiałam
, ale jak się później okazało, nie myliłam się.
-Nie jestem już z Pauline. Wybrała Jackson'a.-powiedział trochę przybity.
Przytuliłam go. Zrobiło mi się tak głupio. Po co ja w ogóle zaczynałam ten temat. Gówno mi za przeproszeniem do tego. To ich sprawy. Szkoda
tylko, że Harry musi cierpieć. Nie rozumiem. Przecież Pauline walczyła o Harry'ego.
-A co to za Jackson?-zapytałam.
-Jakiś kolega z uczelni do której chodzi Pauline. -rzucił smutno.
-Harry, wszystko będzie dobrze-powiedziałam ,próbując go pocieszyć.
Nie pytałam już o Pauline . Stwierdziłam, że sama ją o wszystko zapytam.
-Mam pytanie -zmienił temat .
-Tak?-zapytałam .
-Czy mogłabyś mi w czymś pomóc?-zapytał.
-Jasne!-powiedziałam z entuzjazmem.
-Mogłabyś pomóc wybrać mi jakąś ładną koszule?-zapytał śmiejąc się.
Koszule ? haha no tak. O ile pamiętam Harry zawsze miał z tym problem. Nigdy nie mógł się zdecydować . No cóż cały Harry.
-Pewnie.
Poszliśmy do odpowiedniego sklepu. Podeszłam do wieszaków, a wraz ze mną Harry.
-A może ta?-zapytałam.
-Nie. Za bardzo niebieska. -powiedział.
Szukałam dalej. Pokazałam mu jeszcze kilka innych. Wybrał jedną. Białą. Poszedł przymierzyć.

Gdy wyszliśmy ze sklepu poszliśmy do pobliskiej kafejki.
Usiedliśmy.
-A tak z ciekawości... po co ci nowa koszula ?-zapytałam wcinając rurkę z kremem.
- Chrzciny.-powiedział.
-Aha.

Zagadaliśmy się. Było już trochę późno. Musiałam się już zbierać, jutro uczelnia. Nie chciałam chodzić tam jak jakieś zombie. Nieważne.
Harry odprowadził mnie pod same drzwi.
-Fajnie cię było zobaczyć-powiedział ciepło.
Uśmiechnęłam się tylko. Spojrzałam mu w oczy. Brązowe mimo wszystko uśmiechnięte. Dobrze, że cię mam. -powiedziałam w myślach. Dobrze, że mam
takiego przyjaciela na którym mogę zawsze polegać .
I znowu ta dziwna myśl. Co by było gdybym nie poszła na ten koncert. To właśnie od niego się wszystko zaczęło. Gdyby nie ten koncert
nie poznałabym mojego najlepszego przyjaciela. Nie poznałabym Harry'ego.
Weszłam do domu. Zapaliłam światło i natychmiast chwyciłam za komórkę...
_____________________________________________________________
No to macie i miłego czytania. ; * Kto czyta daje kom. Chciałabym wiedzieć ile was jest :)
/Roxanne

Nagle zdajesz sobie sprawę, że to już koniec. Naprawdę. Nie ma drogi powrotnej, jest Ci żal. Próbujesz sobie przypomnieć kiedy to wszystko się zaczęło, a zaczęło się wcześnie, o wiele za wcześnie. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że nic nie zdarza się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się tak samo. Nigdy nie wzniesiesz się trzy metry nad niebo. (Trzy metry nad niebem).

poniedziałek, 12 listopada 2012

Wyprowadzka Leny i nieoczekiwane spotkanie .


Weszłam do domu. Na przedpokoju stały pudła. Było ich jeszcze więcej niż przed moim wyjściem. Po domu snuła się tylko Lena, pakując ostatnie
swoje drobiazgi które porozstawiane były po całym domu. Położyłam rzeczy na przedpokoju. Patrzałam tylko na to. Nie zauważyła mnie.
Nagle usłyszałam sygnał klaksonu samochodowego. Wyjżałam przez okienko. Był to Zayn. Przyjechał po Lenę. W tym momencie przyjaciółka zauważyła
mnie.
-Roxanne.-powiedziała cicho.
Odwróciłam się do niej. Łzy napływały mi do oczu, gdy patrzała na mnie. Podeszłam szybko do niej. Przytuliłyśmy się.
-Pamiętasz jak byłyśmy w Polsce. W szkole, gdy rozmawiałyśmy bodajże w szóstej klasie podstawówki jak to będzie, gdy zaczniemy własne życie.
Będziemy mieli własny dom. Własną rodzinę? Pamiętasz to?-zapytała cichym głosem.
-Tak, pamiętam.-odpowiedziałam drgającym głosem.
-Strasznie się bałyśmy jak to będzie.-dodałam.
-Właśnie. Zrozumiałam, że nie ma czego. Pamiętasz jak mówiłam, że nie chcę mieć dzieci, męża? Że chcę się skupić na karierze?-zapytała.
-Tak, pamiętam. -odpowiedziałam ponownie.
-Zmieniłam zdanie. Chcę być szczęśliwa. Wiesz o co mi chodzi.-powiedziała.
-Tak, wiem. Będę za tobą tęsknić.-powiedziałam.
-Ja za tobą też.- przytaknęła.
-Zawsze mogłam na ciebie liczyć-powiedziałyśmy równocześnie jakbyśmy się zmówiły. Jednak tak nie było.
Uśmiechnęłyśmy się.
-Łaa ! wy jesteście nawiedzone.-powiedział Zayn stojąc przy wejściu lekko opierając się o futrynę.

Oboje chwycili się za rękę i wyszli razem. Zayn wrócił się po rzeczy od Leny. Wniósł je do auta. I odjechali. Ja patrzałam oparta o drzwi
uśmiechając się co jakiś czas. Weszłam do środka. Było tak dziwnie pusto. Chodziłam po domu. Dotarłam do kuchni. Zauważyłam żółtą
samoprzylepną karteczkę przylepioną do lodówki na której pisało:
''Roxanne zapomniałam kupić mleko i płatki. Mogłabyś ? Dzięki.
-Lena'' Takich karteczek było mnóstwo każdego dnia. Zawsze któraś z nas czegoś zapomniała. Rozumiałyśmy się bez słów. Będzie mi jej brakowało...

Jestem ciekawa co by było teraz gdybyśmy nie poszły na ten koncert. Nie wiem. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Weszłam do swojego pokoju. Usiadłam na pufie leżącej przy toaletce. Patrzałam w lustro. Zmieniłam się. Zmieniłam się od czasu gdy tu
przyjechałam. Spóściłam wzrok na dół i otworzyłam szufladkę. Poszperałam trochę. Zupełnie nie wiem po co. Moją uwagę przykuło zdjęcie.
Wyjęłam je. Przedstawiało ono Louis'a i mnie. Byliśmy wtuleni w siebie.

Szepnęłam cicho ''nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje.'' Otarłam łzę, która spływała po policzku.

Owe zdjęcie przyczepiłam do lewego dolnego roku lustra...


NASTĘPNEGO DNIA.

Pośpiesznie wstałam z łóżka. Jak co rano zrobiłam to co do mnie należało. Dziś postanowiła wybrać się na miasto i spędzić trochę czasu na
włóczeniu się po sklepach. Wzięłam torebkę i klucze. Zamknęłam drzwi i ruszyłam ku galerii.

  Pełno sklepów, a a nie wiem od którego zacząć. Nagle zauważyłam młodego chłopaka. Zdziwiłam się lekko. Wyglądem przypominał Harry'ego. Widziałam
go od tyłu więc nie byłam zupełnie pewna. Jednak utwierdziłam się w przekonaniu gdy ów chłopak się odwrócił.

-Rox!-powiedział entuzjastycznie Harry.
-Harry!-odwzajemniłam to.

Przywitaliśmy się. Dawno go nie widziałam. Zaczęła się cała gadka szmatka typu ''co u ciebie?'' i tak dalej. Ale to czego dowiedziałam się
później całkiem zwaliło mnie z nóg...
______________________________________________________________________
No więc dodaje kolejną część. Bardzo dziękuję Wam za komentarze których przybywa i mam nadzieję, że tak zostanie. :) Kolejną część dodam już niebawem. Mam taką nadzieję, a jak nie teraz to w późniejszym czasie ponieważ szykuje się szlabanik za oceny ; /
Pozdrawiam : *
PS: Camill dzięki, że jesteś ! Zawszę mogę na ciebie liczyć : )
/Roxanne.

sobota, 27 października 2012

Mecz


Sobota. Jest wczesny ranek. Wstałam wcześniej żeby się przygotować. Mecz jest o godzinie 12.00, ale przed nim jeszcze mamy trening i omówienie
paru spraw. Ubrałam się i umyłam zęby. Uczesałam włosy w staranny kok. Wzięłam ze sobą łyżwy i kij. Zbiegłam na dół. Byłam w szczególnie
dobrym chumoże. Nie wiem dlaczego. Nic nie sprawiło mi jeszcze takiej przyjemności z samego rana. Nie wiem może to, że wracam do treningów i
właśnie dzisiaj gram mecz. A może po prostu tak od zasady. Nieważne. Na dole czekała Lena. Siedziała na kanapie oglądając telewizję.
-Cześć!-powiedziałam z entuzjazmem.
-O hej !- odpowiedziała równie entuzjastycznie.
-Miałyśmy pogadać o tej przeprowadzce.-dodała.
Przewróciłam oczami i skierowałam wzrok w kierunku  niej. Była godzina 10.00. Spieszyłam się iż trening przedmeczowy rozpoczynał się o godzinie
10.30, a dotarcie na lodowisko zajmowało trochę czasu plus czas na ubranie ochraniaczy i ogólnie całego stroju.
-Lena. Przepraszam, ale bardzo się śpieszę. Za chwilę mam trening, potem mecz.-powiedziałam stanowczo.
-ROXANNE! poświęć mi chociaż pięć minut do jasnej cholery!-przeklnęła próbując dotrzeć do mnie.
Stanęłam wryta. Lena nigdy nie była na mnie tak zdenerwowana. No cóż postanowiłam pogadać z nią przez tą chwilę. Usiadłam na krześle leżącym
obok.
-Okej posłuchaj. Zaczęłam się już pakować. Już dzisiaj wieczorem wynosimy z Zayn'em wszystko i ... to tyle.-dodała.
Siedziałam cicho przez chwilę. Szczerze byłam trochę zdziwiona. Nie chciałam żeby się wyprowadzała, ale chcę żeby była szczęśliwa. Tak
niezdecydowana Roxanne. Nieważne.
Postanowiłam odwołać dzisiejszy wypad z Austinem. Mam nadzieje, że się nie obrazi. Chcę ten ostatni wieczór spędzić z Leną. Pożegnać się.
-Dobrze. Spotkamy się wieczorem. Teraz naprawdę muszę lecieć. -rzuciłam obojętnie ( choć wcale nie było mi to obojętne) i wybiegłam z domu.

Idąc... a w sumie biegnąc na lodowisko, wysłałam sms-a Austinowi z przeprosinami iż dzisiejszy wypad nie wypali z wiadomych powodów.

Byłam już pod budynkiem. Otworzyłam drzwi. Wbiegłam szybko do szatni. Wszystkie dziewczyny były już gotowe. Przebrałam się jak najszybciej
potrafiłam.
-Co tak późno Rox?-zapytała Veronica.
Popatrzałam na nią kątem oka, sznurując mocno łyżwy.
-Miałam pewną sprawę do wyjaśnienia. -powiedziałam.
-Mmm jaka to sprawa? chłopak? No mów kto to? Co za przystojniak?-rzuciła Veronica. Jej zawsze trzymają się takie dziwne żarty, ale za to ją lubię, że po mimo wszystko
potrafi być pozytywna. Podziwiam ją.  Popatrzałam na nią i powiedziałam:
-Ależ oczywiście. Jest to mniej więcej brunet z włosami do pasa.-Zmrużyłam oczy.
Veronica zrobiła duże oczy i poważną zszokowaną minę. Zaczęłam głośno się śmiać. Naprawdę świetnie to wyglądało.
-Żartuję-powiedziałam ocierając łzy które puściły mi się ze śmiechu.

Wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać. Wyszłyśmy na taflę. Jakby gdyby nigdy nic weszłam licząc na to, że trener nie zauważy mojego spóźnienia.
-Tomson!-krzyknął.
-Myślisz, że nie wiem, że się spóźniłaś?-zapytał znając odpowiedź. Nie wiedziałam co powiedzieć .
-Trener to medium?-zapytałam zdziwiona. Po drodze nigdzie go nie widziałam. Więc pytam jak?!
-Nie Tomson. Nawet nie zauważyłaś kiedy szedłem za tobą w czasie gdy ty próbowałaś przemknąć po cichu do szatni. -powiedział.
O cholera! przeklnęłam cicho w myślach. Tępy mój łeb! no masakra. Jak ja mogłam tego nie zauważyć. Stałam bez słowa.
-Nieważne. Żeby mi się to więcej nie zdarzyło.!-dodał surowo trener.
-Oczywiście.

No i zaczął się trening.


                                                                              ~¦~
Dziewczyny zeszły do szatni. Ja również . Pół godziny przerwy i mecz. Usiadłam na ławce w naszej szatni. Ściągnęłam przepocony kask. Odłożyłam
kij na swoje miejsce i z plecaka leżącego obok mnie, wyciągnęłam  butelkę z wodą . Napiłam się. Dziewczyny rozmawiały o przeróżnych sprawach.
Już dawno wypadłam z tematu.
-Rox, a ty co o tym myślisz?-powiedziała pokazując mi zdjęcie z sukienką wieczorową.
-Ładna- odrzekłam nie za bardzo wiedząc o czym mowa. No dobra w ogóle nie wiedziałam o czym mówią.
-Roxanne! właśnie miałyśmy cię pytać. Czemu cię nie było na suchych treningach latem?-zapytała Megan.
-Yyy no bo ten no wiesz ja... byłam na wakacjach...-powiedziałam. Wymyślając coś na poczekaniu.
-Ach no tak ale zjawiłaś się tak w połowie. Myślałam, że chodzi o Lou...-w tym momencie szturchnęła ją Veronica. Dokładnie wiedziałam co
chciała powiedzieć. Dobrze, że naszą rozmowę przerwał trener.

Czas przerwy już minął. Zawodnicy z drużyny przeciwnej są już gotowi i czekają w sąsiadującej z nami szatni.  Zabrałam kij i kask oraz
poprawiłam łyżwy. I wyszłyśmy z szatni.

                                                                       ***

Mgła unosiła się nad lodem, kiedy zawodnicy, niczym duchy zaklętej armii, w ciszy zajmowali swe pozycje na lodzie. Staliśmy nieruchomo,
 oczekując sygnału, który poderwie nas do ataku.
Zawodniczki z drużyny przeciwnej nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Ale i tak wiedziałyśmy, że damy radę. Jesteśmy drużyną, ale również przyjaciółkami.

 Nagle każdy z nas usłyszał sygnał. Poderwaliśmy się do ataku. Przejęłam krążek podając go później do Megan. Zaś Megan do Nicole, a Nicole
prosto do bramki. I tak pierwszy punkt był nasz.  Komentator ogłosił:
 Zawodniczka z drużyny Białej Armii z numerem szesnaście Nicole Sprause zdobyła pierwszy punk. I na widowni zrobił się wielki szum. Oklaski
, gwizdy i krzyki. Nicole, Nicole. Ale to był dopiero pierwszy punkt. Później było juz coraz gorzej. Zawodniczki z drużyny Czarne Pantery
spóściły nam łomot wbijając kolejne trzy gole. Skończyła się pierwsza tercja. Wynik był niekorzystny dla nas. Wynosił 3:1. Zeszliśmy na
przerwę. Schodząc do szatni zauważyłam Austina, który śmiało podążał w moim kierunku. Powiedziałam, że zaraz dołączę do dziewczyn.
-Hej, jestem tu od początku. Świetne zagranie. -powiedział Austin.
-Cześć. Dzięki. Szkoda, że tylko te jedyne.-odparłam.
-Spokojnie dacie radę jeszcze całe dwie tercje przed wami.-powiedział dodając otuchy.
Uśmiechnęłam się miło. Choć nie mam pojęcia czy widział to dokładnie, bo na głowie wciąż miałam kask.
-A co do naszego wyjścia...-zaczął. Właśnie miała się rozpocząć druga tercja. Musiałam iść.
-Przepraszam muszę lecieć. Pogadamy później.-powiedziałam i szybko dołączyłam do drużyny która powoli wjeżdżała  na lód.
Druga tercja zakończyła się cząstkowym sukcesem dla naszej drużyny. Mega i Veronica wyrównały wynik 3:3.

Nie mogłyśmy pozwolić w trzeciej tercji na porażkę i wpuszczenie 4 gola dla Panter.
Zawodniczka z numerem 55 odebrała krążek Megan. Szybko podjechałam do niej . Zostały ostatnie sekundy meczu. Udało mi się odebrać krążek.
Ominęłam 44 i 56. Strzeliłam ostatniego gola dosłownie w ostatniej minucie meczu.
Usłyszałam nagle :
Zawodniczka z numerem trzynaście z drużyny Białej Armii strzeliła gola w ostatniej sekundzie. Roxanne Tomson. Na trybunach rozległ się
hałas. Teraz słychać było moje imię które wykrzykiwali kibice Białej Armii. Dziewczyny rzuciły się na mnie. A przegrana drużyna zeszła
z lodu. Wygrałyśmy mecz. I o to nam chodziło!
_____________________________________________________________________________
No to macie kolejny rozdział. A jak u nieogarniętej Roxanne ? Nadal tak samo, no. Wszystko jest jak było i nie zamierzam tego zmieniać. Dobrze mi tak jak jest . Noo jak będę miała czas to znowu dodam jakiś rozdział. SZCZĘŚCIA CAMILLA !
Piszcie komentarze, no.
/Roxanne 

niedziela, 14 października 2012

Szkoła, weekend, treningi i tak w kółko Macieja...


Piątek. Nareszcie. W sumie nic to zbytnio nie zmienia, bo i tak jest dużo nauki i zakuwanie do egzaminów. Nie rozumiem przecież dopiero
zaczął się rok szkolny, a tu już nauki w trzy dupy. W ten weekend obiecałam sobie, że jakoś mile spedzę ten weekend na spacerze w parku, albo
na przykład wybiorę się na jakieś zakupy, ale niestety chyba jak zwykle skończy się na moim gadaniu.

Leżałam w łóżku. Obudziłam się tuż przed zadzwonieniem budzika. Gdy zadzwonił pośpiesznie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Odbyłam
poranną toaletę i uczesałam w staranny kok włosy. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam bawełniany sweterek oraz granatowe rurki. Ubrałam się i
zbiegłam na dół. Zobaczyłam Lenę siedzącą przy stole z Zayn'em. Oboje rozmawiali o czymś szepcząc. Udało mi się podsłuchać co nieco.
-Nie wiem jak jej o tym powiedzieć Zayn. -powiedziała Lena głosem lekko przybitym.
-Powiemy jej to razem. Nie przejmuj się jakoś to zniesie jest dużą dziewczynką nie potrzebuje niańki.
-Zayn! ty nic nie rozumiesz! Nie chce jej zostawiać. Przecież wiesz... boję się, że zrobi to drugi raz, że w końcu Roxanne coś sobie zrobi.

Nie wytrzymałam wybuchłam!
-Nic sobie nie zrobię! dlaczego mi nie ufasz! Zrozum drugi raz nie popełnię takiego głupstwa!
Lena patrzała na mnie. Byłam wściekła. Nie  mogłam w to uwierzyć. Ile razy mam powtarzać, że nie chcę do tego wracać! Chcę zapomnieć. Byłam
głupia, że próbowałam odebrać sobie życie, ale już tego nie zrobię. Nie chcę.

-Rox zrozum boję się o ciebie.-powiedziała troskliwie.
-Nie potrzebie.-odburknęłam.
-Ufam ci, ale po prostu... no...-próbowała coś wymyślić, ale chyba nie za bardzo jej sie to udawało.
-Traktujesz mnie jak dziecko. Czuje się jakbym rozmawiała z moją mamą w wieku trzynastu lat. I to jeszcze na tematy nauki.-powiedziałam
podniesionym tonem.
-Dobrze. Okej. Przepraszam. Przejdę od razu do sedna. Roxanne postanowiłam zamieszkać z Zaynem.-powiedziała stanowczo.
-Okej. To ta wielka tajemnica?
-Rox to nie żadna tajemnica. Po prostu mam wyrzuty sumienia, że chce cię zostawić. Przyjaźnimy się od zawsze. I trudno mi, ale kocham Zayna
i chce z nim być i ułożyć sobie życie.
-Rozumiem, nie mam nic przeciwko.-powiedziałam.
-To dobrze-odetchnęła z ulgą.
-Lena, porozmawiamy jak wrócę, bo śpieszę się. -oznajmiłam i wyszłam z domu.
Dosłownie przed progiem spotkałam Austina. Wpadłam na niego.
-Ojć! przepraszam.-przeprosiłam go.
-Nie ma za co. Własnie miałem po ciebie zapukać.-powiedział.
-No to już nie musisz. Jestem. Ale to milo z twojej strony.
-Idziemy?-zapytał.
-Tak.

Szliśmy rozmawiając głównie o szkole. W pewnym momencie naszą rozmowę przerwał sms od Pauline.
''Rox zapraszam cię na ślub. Szczegóły prześlę później w zaproszeniu. W ogóle jutro wieczorem wpadnę do ciebie. ''

Zaraz zaraz jaki ślub!? Wpadnie do mnie jutro wieczorem? Ok. Mam nadzieje, że się czegoś konkretnego dowiem. Czyżby to było to o czym myślę? Nie
to nie może być prawda.

                                                          ~♣~

-Rox masz jakieś plany na sobotę?-zapytał.
-Nie, prócz książek.-odpowiedziałam.
-A może wybrałabyś się ze mną gdzieś?-zapytał ponownie.
-Gdzieś? to znaczy gdzie?
-Nie wiem. Wymyślę coś. -powiedział.
-Mam coś do stracenia. Chyba nie. Okej. -powiedziałam.
-Spoko wpadnę po ciebie o 20.00

Czyli randka? hah. Przecież nie można tego nazwać przyjacielskim spotkaniem. Czemu nie. Może być całkiem miło.


Wróciłam do domu po zajęciach. Leny nie było. Rzuciłam torbą, zabrałam swój kij i łyżwy i ruszyłam na trening.

Dosyć długo nie było mnie na treningu. Dziewczyny przywitały mnie serdecznie. Wyszłyśmy na lód. Jak zwykle mniej więcej to samo.
-Jutro bardzo ważny dla nas mecz-powiedział trener.
Musimy porządnie się przygotować.-dodał.

Zaczęliśmy ciężką pracę.
-Tomson!!-krzyczał trener.
Szybciej ruszasz się jak ciamajda!
Byłam przyzwyczajona do tego typu odzywek. To normalne.
Przyśpieszyłam. Jestem na pozycji napastnika. Po tej dłuższej przerwie trochę ciężko mi to szło, ale nie dałam za wygraną.

Jutro popołudniu mecz z drużyną z Kanady. Będzie ostro! Na całe szczęście nasz trener jest niesamowity i potrafi zmobilizować swoich
zawodników. Wszystkie jesteśmy znakomicie przygotowane na starcie z Kanadą. Będziemy walczyć o zwycięstwo.

Po treningu wróciłam do domu. Nie miałam już siły na nic. Lena widząc to dała  mi spokój z rozmową na temat jej przeprowadzki. Położyłam kij
obok szafy i łyżwy umieściłam na półce gdzie ich miejsce. Byłam wykończona. Przebrałam się w cieplutką piżamę i padłam zmęczona na łóżko.
Nie trudno mi było zasnąć. Ale kocham to co robię...
_______________________________________________________________________
Po mojej długiej nieobecności tutaj. Znowu jestem. I mam opowiadanie. Kurde tak trudno mi wszystko pogodzić. Masakra z nauką nie nadążam, a wszystko inne wali mi się na głowę. Nieważne. 
Komentujcie.
PS: Z góry przepraszam jak doszukacie się jakichś błędów, ale jest późno (przynajmniej dla mnie, bo miałam ciężki dzień) i naprawdę jestem zmęczona. :)

wtorek, 25 września 2012

Nowe wyzwania cz. 1


Godzina 6.00 czas wstać. Uczelnia. Najlepsza muzyczna uczelnia w LA. Trzeba wziąść się w garść i ruszyć na przód, a dokładniej ubrać się i
ogarnąć, a potem tylko wsiąść w najbliższy autobus i ku szkole. Popatrzałam jeszcze raz na zegarek. 6.15 jak ten czas leci. Nawet nie można
chwilę pomyśleć, a tu już trzeba się ubierać.

Wyciągnęłam z szafy spodnie ze ściągaczami na kostkach, kremową luźną bluzkę i na to wszystko szary sweterek. Odbyłam poranną toaletę i
spakowałam potrzebne mi rzeczy na zajęcia. Zbiegłam na dół. Leny nie było. Noc chyba spędziła u Zayna. Położyłam torebkę na komodzie i szybko
poszłam zrobić śniadanie. Wyciągnęłam to co zwykle rano. A mianowicie płatki i mleko. Nie muszę chyba pisać dalszej części.

Wzięłam torebkę, zawiesiłam na ramieniu i wyszłam z domu wcześniej zamekając drzwi na klucz.

Weszłam do szkoły. Ogarnął mnie lekki strach mimo to, że chodzę już tu kilka dni. Otworzyłam torebkę i szybko wygrzebałam kluczyk od szafki.
Podeszłam do niej. Była ona metalowa, podłużna. Otworzyłam ją. W środku znajdowało się kilka półek i wieszak na kurtkę. Półki były z leksza
zapełnione moimi rzeczami. Wyciągnęłam to co było mi potrzebne i ruszyłam w kierunku sali.

Pierwsza lekcja. Jest to lekcja muzyki. Wszystko jak zwykle. Nuty i różne takie pierdoły. Nieważne.
Usiadłam w ostatniej ławce. Sama. Tylko przedemną siedziało kilka debilów. W każdej szkole i klasie tacy się trafiają w mojej nawet dwóch
udaje im się zepsóć każdą lekcję. Tylko co potem? Nic nie osiągną. Niepotrzebny trud.

Kilka minut później do klasy wparował pewnien chłopak. Brunet z dłuższymi włosami. Przeprosił miłym głosem za spóźnienie. Rozglądał się po
klasie szukając wolnego miejsca. W końcu usiadł obok mnie.

-Cześć-powiedział cicho.
Popatrzyłam ze zdziwieniem na chłopaka. Austin! Był to Austin, którego poznałam w Jastrzębiu. Jak miło widzieć jakąś znajomą twarz. Niestety
ja i Lena chodzimy do dwóch zupełnie różnych klas.
-Cześć-zwróciłam się z usmiechem w jego kierunku.

Mam tylko nadzieję, że o niczym nie wie. Że nie zdążył się dowiedzieć o mojej próbie samobójczej.

Lekca przebiegała dalej. Zadzwonił dalej i wyszlismy z klasy.

Szłam trzymając blisko siebie kilka książek. Obok mnie podążał Austin.

-No i znowu się widzimy!-powiedział.
-No. To chyba dobrze.-powiedziałam.
-Owszem.-oznajmił.
-A jak tam Nela? Jest tu z tobą?-zapytałam mając nadzieje, że jest sam. Nie wiem dlaczego. Ale chciałam, żeby był sam.
-Tak, Nela jest w Jastrzębiu.-odpowiedział.
-Nie miała nic przeciwko żebys wyjechał na drugi koniec świata?-zapytałam. Wiem, że zadawałam chamskie pytania.
-Miała, ale wystawiliśmy nasz związek na próbę. Zawsze bylismy blisko siebie. Teraz mam okazję sprawdzić czy nadal nam na sobię tak zależy
jak wcześniej.-tłumaczył.
-Podziwiam was.-powiedziałam.

Austin usmiechnął się i popatrzył na mnie.
-Wyglądasz jakoś inaczej.-powiedział.
-Czyli jak?-zapytałam z kpiną w głosie.
-Rox wszystko gra?-zapytał. Zmroziło mnie. Czy ja naprawdę tak źle wyglądam? Czy to co się zdarzyło ma aż tak wielki wpływ na moje życie, że
każdy to jest w stanie zauwazyć. Co to ma być.Nie mogłam mu powiedziec prawdy.
-T-tak wszystko jest w porządku-skałamałam.
-Napewno?
-Uwierz mi na słowo-uśmiechnęłam się miło.

Jasnowidz jakiś? Nie wiem. Ale wiem jedno. Że nikt w tej szkole nie może się dowiedzieć co się stało. Nigdy! Chcę żyć normalnie. Nie chcę
żeby ludzie się mnie bali. Pilnowali na każdym kroku. Jestem zwykłą dziewczyną... z niepoukładanym życiem...
_____________________________________________________________________
Hejka. Mam nadzieję, że się podoba. Piszcie w komentarzach. Nie wiem czy mam jeszcze pisać więc proszę was o pomoc. Napiszcie w komentarzu czy chcecie bym dalej pisała. 
                    Jestem zazdrosna o każdą dziewczynę, którą kiedykolwiek przytuliłeś, bo przez jeden moment miała w ramionach cały mój świat. ♥ 
Wszystko jest inaczej niż powinno. Nie daję rady...
/Roxanne
                                     

niedziela, 16 września 2012

Trzy miesiące na przód.


Szkoła. Ciężko mi nadrobić stracony czas. Ponad miesiąc temu wróciłam do domu. Nic nie pamiętam. Nic prócz tamtego dnia. Było już tak blisko.
Pomyśleć, że teraz mogłam... ach nieważne. Nie chcę do tego wracać. Trudno stało się i czasu nie cofnę. Trzeba iść dalej. Muszę podciągnąć
trochę z nauką. Jest ciężko. Lena i Łukasz pomagają mi jak tylko mogą. I jeszcze psycholog. Po cholere mi on. Robie co uważam za słuszne.
Gadać do niego, że nie chciałam tego zrobić, że to tylko chwila słabości i już nie mam zamiaru się ciąć. Ale nie on nie reaguje na te tłumaczenia.
Jednym uchem wpuszcza, a drugim wylatuje mu to co do niego mówię. Mam dość.

Lena mówiła, że gdy leżałam w szpitalu odwiedził mnie Kamil i był w Los Angeles przez kilka tygodni. Szkoda, że z nim nie mogłam porozmawiać
, zobaczyć. Tęsknie za nim.Muszę do niego zadzwonić, gdy tylko znajdę czas. Harry i Pauline przeprowadzili się dowspólnego mieszkania
 niedalego mnie. Tak właśnie nareszcie są w LA. Cieszę się z ich szczęścia choć cholernie zazdroszczę Pauline, ale cieszę się, że wszystko
się dobrze skończyło. Jestem wdzięczna Lenie, że tak szybko zareagowała. Nie wiem co by się stało gdyby nie było jej w domu. Co by teraz było.

Siedzę przy biórku w zadużej bluzie z kubkiem gorącej herbaty i stertą książek obok mnie. Próbuję nadrobić to co straciłam. Chodzi mi
oczywiście o szkołę. W pewnym momencie do pokoju weszła Lena.
Uchyliła wpierw lekko drzwi i zapukała delikatnie w futrynę.
-Mogę wejść?- zapytała cichym głosem.
-Skoro już prawie weszłaś to czemu miałabyś nie wejść dalej-powiedziałam.
Lena podsunęła pufę leżącą obok kasztanowej komody na której panował zupełnu rozpierdziel.
Przyblizyła się nieco bliżej.
-I jak ? Nadążasz?-zapytała niepewnie.
-Jakoś muszę. -powiedziałam obojętnie.
-Może ci w czymś pomogę? albo wytłumaczę.
-Nie dzięki nie trzeba.-powiedziałam tym samym tonem.
-Rox. Wiesz, że możesz na mnie liczyć...-mówiła.
-Tak wiem Lena. Przepraszam czy mogę chwilowo zostać sama.-przerwałam jej. Wiedziała do czego zmierza. Nie miałam ochoty na tego typu tematy.
Chciałabym zacząć wszystko od początku. Zapomnieć o tym co było, co się stało. Nie chcę dłużaj wałkować tego samego tematu.
-Jak chcesz-powiedziała Lena pośpiesznie wychodząc.

Odłożyłam długopis. Nie potrafiłam się skupić. Wyciągnęłam telefon. W spisie kontaktów najechałam na numer Kamila. Wybrałam.
-Tak ?-odezwał się Kamil.
-Cześć.-powiedziałam.
-Kto mówi?-zapytał.
W tym właśnie momencie uświadomiłam sobię, że mam nowy telofon wraz z nowym numerem.
-Roxanne Tomson.-przedstawiłam się.
-Roxanne!-wykrzyczał do słuchawki. Musiałam lekko odchylić komórkę inaczej bym ogłuchła.
-Jak się czujesz? Co u ciebie. Opowiadaj!-powiedział z entuzjazmem Kamil.
-Jak się czuję? Jest w porządku. Wróciłam do szkoły i próbuję nadgonić z materiałem, ale średnio mi to wychodzi. Psycholog mnie nęka co mnie
wkurza i doprowadza zarazem do ostateczności. Mówię ci mam go dość. I te blizny na rękach są paskudne. Nie mogę patrzeć na nie.-opowiadałam.
-Roxanne. Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi twojego głosu. Myślałem, że już nigdy go nie usłyszę.-powiedział.
-Ja też się cieszę, że cię słyszę. Byłeś tu prawda? Byłeś w Los Angeles. Dziękuję.
-Nie masz za co. Jesteś moją przyjaciółką. Wskoczył bym za tobą w ogień-powiedział.
-Nieważne i tak ci bardzo dziękuję.-powiedziałam.

Rozmawialiśmy jeszcze długo. Opowiedziałam mu o wszystkim. Uwielbiam z nim rozmawiać. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy. Napewno. Musimy.
Jutro z samego rana na uczelnię. Cieszę się, że o niczym nikt nie wie. Media na całe szczęście już się mną nie interesują. Zaczynam od początku.
Wiem, że mówię już to po raz setny, ale tym razem wierzę, że to moje gadanie się spełni i zacznę wszystko od początku. Tak bardzo bym chciała.
To był taki trzymiesięczny rejs po pustkowiu. Po niczym ♥
______________________________________________________________________________
Hejka . Długo nic nie dodawałam, ale po prostu dużo wszystkiego. Treningi szkoła, szkoła treningi. + wkuwanie na różnego rodzaju kartkówki i sprawdziany. Ale już jestem.
    Mijamy się jakbyśmy nigdy się nie znali, choć kiedyś łączyło nas tak wiele.♥
http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=I6eaTvnVG38 kocham ♥
/Roxanne Tomlinson

piątek, 7 września 2012

Dlaczego to tak długo trwa...? (oczami Leny)

KILKA DNI PÓŹNIEJ...

Nie mogłam tak bezczynnie siedzieć w szpitalu. Poinformowałam najbliższych Rox o tym co się stało. Wszyscy byli zszokowani. Rodzice Roxanne chcieli jak najszybciej przylecieć do Los Angeles. Jednak udało mi się ich powstrzymać. Zapewniłam ich, że wszystko jest pod moją całkowitą kontrolą i jak coś tylko będzie wiadomo od razu ich poinformuję. Nie ma sensu by fatygowali się na drugi koniec świata. Zajmę się Rox, gdy tylko wróci do normalności.

Noc spędziłam w domu. Choć cały czas krzątałam się po domu jak zwykle od tej pory. Zasnęłam dopiero koło godziny 8.00. Jednak nie na długo. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam z łóżka i ubrałam szlafrok leżący na krześle. Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam. Przed nimi stał chłopak. Miał niebieskie oczy i dłuższe blond włosy. Ubrany był w szarą koszulkę przypominającą bokserkę i bluzę w niebiesko białe paski oraz granatowe rurki. Nie znałam go przynajmniej tak mi się wydawało.

-Cześć Lena.-powiedział chłopak.
-Przepraszam... kim jesteś?-zapytałam marszcząc czoło.
-Ah... no tak pewnie mnie nie pamiętasz. Jestem Kamil Baneja. -przedstawił się.
Kamil Baneja? Pomyślałam chwilę, ale żadne takie  nazwisko nie przychodziło mi do głowy.

-Przepraszam, ale jakoś nie kojarzę.-powiedziałam. Nie znałam nikogo o takim nazwisku, a przynajmniej nie pamiętałam.
-Jestem przyjacielem Roxanne. A my to chyba też się znamy. Może mnie nie pamiętasz, ale to nie ważne. Co z Rox?!-tłumaczył chłopak. Widać było, że był przejęty całą tą sytuacją.

Uznałam, skoro to przyjaciel Roxanne zaprosiłam go do środka. Rozmawialiśmy. Okazało się, że w zakładce przyjaciele w telefonie Rox do których wysłałam wiadomość z informacją, że Roxanne jest w szpitalu znajdował się tam również Kamil. Więc wytłumaczyłam mu wszystko po kolei. Był trochę zszokowany.
-Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego ona to zrobiła. Przecież na jednym świat się nie kończy. -powiedział.
-Zapomniałam dodać jeden fakt. Louis o którym mowa nie żyje.-wytłumaczyłam. Kamil nie odezwał się.

Roxanne wspominała mi kiedyś, że planowali wspólne mieszkanie. Tego postanowiłam mu nie mówić. Tajemnica powinna pozostać tajemnicą.

Umówiliśmy się, że późnym popołudniem odwiedzimy Roxanne w szpitalu. W sumie to nie miałam wyjścia, bo Kamil strasznie nalegał.

Po jego wyjściu powoli przypominałam sobie kim jest Kamil. A więc to pierwsza miłość Rox. Uśmiechnęłam się.

Ze wszystkimi informacjami o stanie zdrowia Roxanne jestem na bieżąco i wszystko wiem. Rox jeszcze się nie obudziła, ale jej stan jest stabilny i z dnia na dzień się poprawia. Tylko dlaczego to tak długo trwa...
____________________________________________________________________
Siemka. Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale zaczęła się szkoła. No i zdecydowanie za dużo obowiązków z nią związanych. Ale postaram się żeby opowiadania były częściej. Oczywiście nie będzie ich tyle co w wakacje, ale będą. Dziękuje że czytacie :))
Pozdrawiam
/Roxanne Tomlinson :)

niedziela, 2 września 2012

Czemu miałabym dać ci odejść ? [ oczami Leny]


Usłyszałam huk. Obudziłam Zayna.
-Zayn. Zayn.-szeptałam.
-Co?-zapytał Zayn. Jeszcze zaspany i nie ogarnięty.
-Słyszysz?-zapytałam lekko przestraszona.
-Co mam słyszeć? Oj Lena oglądasz za dużo filmów kryminalnych.-powiedział zaspanym głosem.
Przewróciłam oczami. Wstałam i powoli wyszłam z pokoju. Szłam zaglądając w każde pomieszczenie na piętrze. Dotarłam do łazienki. Świeciło
się światło.
-Rox! Rox jesteś tam?-próbowałam uzyskać odpowiedź. Jednakże bez skutku.
Dziwne drzwi do lazienki były otwarte. Uchyliłam je lekko. Zajrzałam. To co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach.
-Roxanne!-wykrzyczałam ile sił w płucach.
Roxanne powoli zapadała w sen.
-Słyszysz mnie?! Nie zasypiaj!-krzyczałam.
Łzy spływały mi po policzkach. Wzięłam jak najszybciej ręcznik i zawinęłam poszarpaną i zakrwawioną rękę Rox. Zaraz potem do łazienki przybiegł
Zayn.
-Co tak stiosz?! Dzwoń po karetkę!-wykrzyczałam zapłakana.
Zayn wyciągnął telefon i wezwał karetkę. Nie musieliśmy długo czekać. Karetka przyjachała blisko po pięciu minutach.

Sanitariusze zabrali Roxanne do najbliższego szpitala w Los Angeles.
Pospiesznie się ubrałam i razem z Zaynem pjechaliśmy do szpitala w do którego przewieziona została Roxanne. Sanitariusze podali nam wcześniej
adres.

Weszliśmy do szpitala. Podeszłam do recepcji.
-Gdzie leży Roxanne Tomson?-zapytałam zdenerwowana.
-Panna Tomson... A tak jest. Niestety nie możecie państwo teraz tam wejść. Lekarze robią co mogą.-powiedziała pani siedząca za recepcją.
-Dobrze! Ale gdzie i na którym piętrze?-zapytałam.
-Drugie piętro sala numer 19.
Zerwałam się szybko i pobiegłam tam. Drzwi były zamknięte.


Minęły już ponad dwie godziny. Nadal nic nie wiemy. Drzwi do sali numer 19 nadal są zamknięte. Co kilka minut wychodzą z niej tylko
pielęgniarki przynoszące jakies narzędzia i inne rzeczy.

Po chwili wyszedł lekarz.
-I co z nią?-zapytałam.
-Robiliśmy co mogliśmy.-powiedział niechętnie.
-Ale co z nią ? Będzie żyła?!-próbowałam dojść do odpowiedzi.
-Nic nie mogę obiecać. Trzeba czekać.-powiedział.
-Mogę teraz do niej wejść?-zapytałam.
-Teraz nie ma takiej możliwości. Jak wszystko dobrze pójdzie będzie ją pani mogła odwiedzić dopiero jutro.-powiedział i odszedł pospiesznie.
Usiadłam na krześle stojącym przy drzwiach. Oparłam głowę o ręce. I po prostu się rozplakałam.

Lekarze mówią, że nie ma sensu stać tam bezczynnie. Trzeba czekać. Zawsze i we wszystkim. To czekanie jest najgorsze. Nieważne. Tak czy siak
pojechalismy z Zaynem do domu. Snułam się bezmyślnie po pokojach. Weszłam do pokoju Roxanne. Zauważyłam kopertę opartą o wazonik z kwiatami.
Wyjęłam kartkę.
Napisała list? Myślała, że tak po prostu pozwolę jej odejść?! O nie! Nie teraz! Nigdy.
Przeczytałam list. Łzy napłynęły mi do oczu. Podarłam go. Otworzyłam okno i wyrzyciłam. Ścinki listu powoli spadały na dół. Wiatr rozwiewał
je na różne strony.

Oparłam się o parapet pytając siebie dalczego...
______________________________________________________________
Hejka. Jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach.

Dzisiaj mile spędzony ostatni dzień tegorocznych wakacji :) Sesja  z Kamilą. Zdjęcia jakoś powychodziły.
Jutro szkoła. Ja idę do pierwszej gimnazjum. Mam nadzieję, że jakoś to będzie...
Następne opowiadanie dodam jutro, albo po jutrze. Zależnie od czasu.
         Mam nadzieję, że ten rok szkolny będzie lepszy niż ubiegły!
NIE DAMY SIĘ KOTYY! :)
/Roxanne

sobota, 1 września 2012

Nie potrafię kochać... (poranek w LA)


Ach jak dobrze zacząć dzień w swoim własnym domu. Los Angeles. Tęskniłam za tutejszą gwarą na ulicy. Ludźmi śpieszącymi się rano do pracy,a
późnym wiczorem wrącającym z niej.  Niektórzy wolą ciszę i spokój, ale ja wolę duże miasta. Lubię jak coś się dzieje. Wtedy wiem, że nie jestem
tak do końca sama, że jest dużo  ludzi takich jak ja. Dobra koniec tego zamulania.

Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Pełno wszystkiego. Panował zupełny bałagan. Impreza chyba za bardzo się rozkręciła. No nic
trzeba zacząć sprzątać. No chyba, że mam spać i  funkcjonować w brudzie. Dobra nie ma opcji. Sprzątamy. Lena zeszła na dół. Zayn spał jeszcze
u góry. Resztę chłopców walało się po kanapach. To w salonie, a to w innych pokojach. Na szczęście jakimś cudem udało mi się uratować swój
pokój.

Lena pomogła mi z leksza i niebawem skończyłyśmy sprzątanie. Wszystko lśniło. No prawie wszystko. Mówiąc szczerze wszystko lśniło oprócz
chłopców śpiących wszędzie na kanapie. Bardzo śmiesznie to wyglądało. Lena nie mogła się powstrzymać. Zrobiła zdjęcia Niall'owi kiedy
przesłodko ślinił się na naszą poduszkę. I weź człowieku potem na niej leż albo coś w tym stylu.

Kilka godzin później...
Wszyscy byli już całkiem ogarnięci. Niall, Liam poszli już do siebie. Zostałam sama z Leną. No sama to pojęcie względne był jeszcze Zayn.
Oboje bardzo kleili się do siebie. Całe te ciuciuruciu doprowadzało mnie powoli do szału.
-Zayn wiesz jak bardzo cię kocham?-powiedziała Lena siedząc z nim na kanapie. Ja zaś usadowiłam się w wygodnym miejscu przy kuchni.
-Wiem, ale ja ciebie bardziej.-powiedział Zayn.
 I tak w kółko.
-Ludzie czy wy nie macie innych tematów niz te całe o boże jak ja cię kocham?-zapytałam lekko zdenerwowana.
-Rox wyluzuj.-powiedziała zdziwiona.
-Nie, nie wyluzuje. Wszędzie gdzie jestem tylko to całe ciuciuruciu. Ludzie umówcie się gdzieś na mieście i dopiero, albo dla odmiany weźcie
ślub!-powiedziałam wybiegając z salonu. Wbiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko.

Nie wiem dlaczego tak na nią naskoczyłam. Jest szczęśliwa. Ja też powinnam. Jest moją przyjaciółką powinnam cieszyć się z jej szczęścia.
Dlaczego tak nie jest. Co jest ze mną nie tak. Zaczynam się szczerze nienawidzieć.

Nagle dostałam sms-a.

''Hej Rox. Słyszałam, że jesteś już w Los Angeles. Dzwoniłaś do mnie wiem. Ale zgubiłam telefon. Lena pewnie ci już wszystko powiedziała
  gdzie jestem i w ogóle. Spotkałam niedawno Harrego wszystko sobie wyjaśniliśmy. Znowu jesteśmy razem. Bardzo się cieszę. Jestem tak
  cholernie szczęśliwa. A co u cb? Jak tam pobyt w Polsce? Spotkałaś kogoś ciekawego?''

  -Pauline.

Wszyscy potrafią być szczęśliwi. Wszyscy, oprócz mnie. Dlaczego? Czy jestem aż tak wredną suką, że akurat teraz czas na mnie? by mi się
wszystko spieprzyło, a innym układało. Mam tego serdecznie dość.

Jest godzina 22.00 od tamtej pory nie wychodziłam z pokoju. Przemyślałam wszystko dokładnie. I jestem już pewna na 100%, że to zrobię.
Dla mnie już tu po prostu nie ma miejsca. Nie mogę już tego wytrzymać.
Lena już dawno śpi. Zayn postanowił spędzić jeszcze jedną noc u nas. Znaczy u Leny.
Wyszłam po cichu z pokoju. Ruszyłam ku łazience. Otworzyłam trzecią szufladę od góry. Znajdowały się w niej róźnego rodzaju tabletki i to
czego szukałam. Małe ostrza po których ma być lepiej. Wziełam dwa i oparłam się o ścianę. Odpakowałam jedną żyletkę. Spojrzałam na nią.
Przyłożyłam do skóry. Coś mnie zatrzymało.
No dalej Rox! Kilka pociągnięć, chwila bólu, ale skutek bezcenny. Zapomnisz o wszystkim. Nie będziesz się niczym musiała już przejmować.
Będziesz na zawsze z Louis'em. No właśnie z Louis'em. Zacisnęłam zęby, wzięłam głeboki oddech i pociągnęłam. Kilka kropel krwi spadło na podłogę.
Łzy napływały mi do oczu. Nie z bólu zadanego sobię żyletką lecz z bólu który czułam w sercu. Powoli zjeżdżałam po ścianie w dół, aż w końcu
usiadłam na podłodze.
Zostawiłam list na szawce w moim pokoju. Nie chciałam odchodzić bez słowa wyjaśnienia. Chcę aby moi najbliźsi wszystko dokładnie zrozumieli.
Słowa listu mniej więcej brzmiały tak:

'' Gdy zaczniecie to czytać, mnie już prawdopodobnie tu nie będzie. Nie będzie mnie z wami. Nie będzie mnie na tym świecie. Pewnie zadajecie
   sobię pytanie dlaczego to zrobiłam? Otusz już wyjaśniam. Nie mogę znieść tego wszystkiego. Louis którego kochałam i planowałam wspólne
   życie ,odszedł. Ja nie mam po co żyć. Widzę te wszystkie pary zakochane w sobie i szczęśliwe. Dla mnie już po prostu nie było nadzieji.
   Nie obwiniajcie się o nic, bo to moja decyzja. Ja już po prostu nie potrafię kochać. Przepraszam.
   -Roxanne Tomson.''
I tym sposobem pociągnęłam drugi raz. Tym razem mocniej i pewniej. Widziałam tylko czerwoną kałużę obok mnie, pod sobą i na sobię. Po prostu
wszędzie. Chwilę później przestałam czuć ból. Powoli zasypiałam. Wiem, że stchurzyłam, że nie postawiłam czoła problemom, ale po prostu
nie potrafiłam pogodzić się z myślą, że już nie potrafię się zakochać. Że nie potrafię kochać. Już nikogo...
_____________________________________________________________
I jak wam się podoba? Proszę o jak najwięcej komentarzy.
Ostatnio wszystko się układa, ale wiem że moje szczęście nie trwa długo. ♥ I tak też jest. Nieważne.
''Żyję cicho krwawiąc'' ♥
/Rox

piątek, 24 sierpnia 2012

Los Angeles


Moje wakacje w polsce dobiegły końca. Czas wracać do domu. Do Los Angeles. Może w końcu dowiem się paru żeczy, a mianowicie dlaczego nie mogę
dodzwonić się do Pauline. Martwię się. Zawsze odbierała ode mnie telefon. Rozmumiem jakby nie odbierała przez dzień, dwa ale przez dwa tygodnie!

Pożegnałam się z tatą. Przez te dwa tygodnie zdążyłam przyzwyczaić się do niego i do przyjaciół, których tutaj mam.
Wyszłam z domu. Na dole stali : Kamil, Mania, Łukasz i co najdziwniejsze Austin.
Przytuliłam ich wszystkich po kolei.
-Mam nadzieje, że mnie kiedyś odwiedzicie.-powiedziałam
-Ty nas odwiedziłaś teraz nasza kolej.-powiedział Kamil.
-Tak-dodała Mania.
-No ja mam nadzieję.-powiedziałam ze łzami w oczach.
-Strasznie się do was tu przyzwyczaiłam.
-My to się chyba jeszcze spotkamy.-powiedział Austin.
Skierowałam wzrok na niego. Stał kilka kroków od nas. Pozwoliłam sobię go przytulić.
-My się spotkamy na pewno. W szkole.-powiedziałam.
-To widzimy sie pierwszego września.-powiedział.


Jestem już na lotnisku. Nagle usłyszałam glos z glośników. ''Odprawa na lot 139 kierunek Los Angeles została rozpoczęta'' Podeszłam do bramek.
Wszystko przebiegło pomyślnie. Mogłam wsiąść do samolotu.
Caly lot spędziłam nad zamyślaniem się co dzieje się teraz w LA. Chciałbym już tam być. Żeby wszystko się wyjaśniło.
Resztę lotu do LA przespałam. Obudziłam się przy lądowaniu.

Wysiadłam z samolotu. Widziałam już ulice Los Angeles. Uwilbiam to miasto.
Wsiadłam w taksówkę i ruszyłam do domu.

Stałam przed swoim domem. Było pusto. Leny chyba nie było w domu. Nie zastanawiałam sie dłuźej. Weszłam do środka. Ogarnęła mnie masa serpentyn
, balonów i przeróżnych kolorowych rzeczy.
-Witaj w domu Rox-powiedzieli wszyscy chórem.
Byli wszyscy. No prawię wszyscy. Nigdzie nie widziałam Harrego i Pauliny. Przywitałam się ze wszystkimi.
-Myślałam, że o mnie zapomnieliście.- powiedziałam. Mówiąc to miałam na myśli Liam'a, Niall'a i resztę zespołu.
-Coś ty! Mieliśmy dużo pracy. I dlatego. Ale już jesteśmy.-powiedzial Niall.
-Tak się cieszę, że was wszystkich widzę.-powiedziałam.
-My też się cieszymy.-powiedział Niall.

Nie wiem w ogóle po co były te balony i inne rzeczy. Wystarczyło by mi tylko żeby każdego z osobna z nich przytulić, porozmawiać, ale nie ma
co ukrywać było mi miło jak jeszcze nigdy.

Rozglądałam się po pomieszczeniu, ale nigdzie ich nie było. Nigdzie nie widziałam Harrego ani Pauline.
Zawołałam Lenę.
-Jest tutaj Harry?-zapytałam.
-Nie, nie ma.-odpowiedziała Lena.
-A Pauline?-zapytałam ponownie.
-Też nie ma.
-Co się z nimi dzieje? Gdzie są?-zapytałam.
-Harry jest w Amsterdamie.-powiedziała Lena.
-To wiem, ale gdzie jest Pauline?-zapytałam.
Lena spóściła wzrok na podłogę.
-Lena gdzie Pauline?-zapytałam z niepokojem ponownie.
-Wyjechała.-powiedziała Lena.
-Gdzie? Kiedy?-pytałam.
-Wyjechała do Harrego. Chce żeby do niej wrócił.-powiedziała.
-Ale tak nagle?-zapytałam.
-Tak. W sumie sama jej to zaproponowałam. Nie mogłam patrzeć jak całe dnie przesiadywała w domu i płakała. Może sobie wszystko wyjaśnią.
Musi być dobrze.
-Oby.-powiedziałam.
-Nie odbiera telefonu. Gdzie w ogóle teraz jest w tym Amsterdamie?-zapytałam dodając.
-Nie odbiera telefonu, bo zanim wyjechała zgubiła go. Dzwoniła kilka dni temu z budki telefonicznej. Powiedziała, że zatrzymała się w hotelu niedaleko mieszkania
Harrego. Nie masz o co się martwić.
-To dobrze.-Powiedziałam.

Dołączyłyśmy do reszty. Impreza trwała do rana. Zayn i Lena? Nawet nie wiecie jak są ze sobą szczęsliwi. Od dawna nie widziałam Leny tak
rozbawionej.

  Mam nadzieję, że wszystko powoli wróci do normy. Pauline i Harry'emu się ułoży. Wrócą. I będzie dobrze. I mam nadzieję, że w końcu uporządkuje
myśli, bo nie wiem już o czym mam myśleć... od czego zacząć ...
___________________________________________________________________
Długo mnie tu nie było. Wiem. Ale po prostu tyle się dzieje, że nie mam głowy, ale dodaje opowiadanie i już
powoli biorę się za następne.

Więc wracamy do Los Angeles. Za cztery dni zaczynają się studia Rox. Najlepsza uczelnia  w tym mieście.
Czytajcie... Kolejna część już niebawem.
Prawdopodobnie jutro przed lodowiskiem. :)) ( 10.00-17.00) :D
Pozdrawiam gorąco ...
/Roxanne

niedziela, 19 sierpnia 2012

Skate Park cz. 3


Oczami Roxanne

Siedziałam pijąc swoją kawę. Nagle zobaczyłam Kamila. Dosiadł się do mnie.
-A ty nie na skate parku? -zapytał.
-Jak widać nie.-Przekręciłam oczami.
-Pokłóciłaś się z Mańką?-zapytał.
-Nie.
-A może z Łukaszem?-zapytał ponownie. Szukając odpowiedzi.
-Nie.-odpowiedziałam znów tym samym. Wpatrując się w kawę.
-Rox to o co chodzi?-zapytał.
-O nic po prostu miałam ochotę na kawę.-powiedziałam.
-Za dobrze cie znam.-powiedział.
-No dobra trochę mi się nudziło i sobię poszłam. Zadowolony?-wkurzyłam się lekko.
-Nie wierzę ci!-powiedział.
-To twój problem.-powiedział.
Kamil popatrzał na mnie.
-Martwisz się. Widzę to.-powiedział.
-A co jasnowidz jakiś jesteś?-zapytałam zmęczona tymi ciągłymi pytaniami.
-Nie, ale ślepy nie jestem.-powiedział.
-Może się martwię, ale naprawdę nie chcę o tym gadać.-odpowiedziałam.
-Okej.-odpowiedział.
-Przejdziemy się gdzieś?-dodał proponując.
-Możemy.-zgodziłam się.
Poszliśmy przejść się. Szliśmy milcząc przez chwilę.
-To... kiedy wracasz do Los Angeles?-zapytał.
-Po jutrze.-odpowiedziałam.
-Tak szybko!-zdziwił się Kamil.
Popatrzałam na niego.
-Jestem tu już prawie dwa tygodnie.-powiedziałam.
-No tak. Ale nie chciałabyś zostać w Polsce.-zapytał.
-Nie, moje miejsce jest w Los Angeles, a po za tym mam tam załatwioną szkołę.-odpowiedziałam mu.
-Ahh no tak.-powiedział.
Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę. Praktycznie o niczym. Taka gadka szmatka. Jak zwykle. Ostatnimi czasy moje życie całkowicie się zmieniło
i to tylko przez ten jeden, mały, śmierdzący koncert. Marzenie się spełniło. Szkoda tylko, że tak szybko wszystko prysło. Dobrze, że jest jeszcze
Harry. Przynajmniej on nie zerwał kontaktu nie to co inni.

Poszliśmy na skatepark. Łukasz i Mania siedzieli na ławce przy rampach. Rozmawiali. Zobaczyli nas.
-Ooo jesteście!! Szukalismy was.-powiedział Łukasz.
-Hah no no jasne.-powiedziałam.
-No tak szukaliśmy.-powiedziała Mania.
-A jak wam idzie nauka ?-zapytałam.
-Mania zrezygnowała-oznajmił Łukasz.
-A to czemu?-zapytałam zdziwiona. Sama zaroponowała żeby ją nauczył, więc myślałam, że trochę to potrwa.
-Nie chcesz wiedzieć. Łukasz nawet nie waż się coś mówić.-powiedziała. Łukasz spóścił wzrok na dół zakrył dłonią usta i zaczął się cicho
śmiać.
Kilka minut później zobaczyłam Austina jadącego na BMX. Wjechał na rampy. Patrzałam na niego. Był świetny. Robił różne triki. Uwielbiam
patrzeć jak jeżdżą. W pewnym momencie Austin zachaczył o jedną z barierek. Upadł. Nawet się nie zastanawiałam. Podbiegłam. Austin leżał
trzymając się za żebra. Ściskał zęby z bólu.
-Austin wszystko gra?-zapytałam.
-Tak, jest okej.-powiedział.
-Dobra przecież widzę, że coś cię boli.-powiedziałam lekko przestraszona. Widziałam to jak uderzył w barierkę i nie wyglądało to zbyt dobrze.
-Przejdzie.-powiedział.
Pomogłam mu wstać. Usiadliśmy na krawężniku, ponieważ właśnie do niego było najbliżej. Mania podeszła i przyprowadziła jego rower. Postawiła
go obok.
-Na pewno wszystko w porządku?-zapytałam ponownie.
-Tak, w porządku.-powiedział. Popatrzyl na mnie po czym dodał.
-Już dzisiaj drugi raz mi pomagasz.-uśmiechnął się.
-Tak jakoś wyszło.-powiedziałam.
-Dzięki.-zwrócił wzrok całkowicie w moją stronę.
-Nie ma za co. Przecież bym cię tak nie zostawiła.
W pewnym momencie podeszła do nas Mania.
-Cześć Mania jestem.-powiedziała.
Austin popatrzał na nią .
-Austin, miło mi.
-Naprawdę wymiatasz na rampach.-pochwialiła.
-Serio?-znowu zwrócił wzrok w moim kierunku.
-Serio, serio.-powiedziałam z uśmiechem.
Rozmawiałyśmy z Austinem przez dłuższy czas. Trochę bardziej poznaliśmy się. Opowiadał o sobię. A co jest bardzo ciekawe wybiera się na te
same studia co ja. Przeprowadza się do Los Angeles. Miło, przynajmniej kogoś poznałam. Chłopcy skakali nadal na rampach. Austin później
dołączył do nich. Gdybym była na jego miejscu po tym upadku już bym nie wstała. Przynajmniej tak szybko bym się nie pozbiarała. Teraz
skacze jak by wogóle upadku nie było. Jest naprawdę miły. Nela naprawdę ma niesamowite szczęście...
____________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że wam się podoba. Piszcie komentarze... 
Staram się by opowiadania były jak najczęściej. Na razie udaje mi się dodawać je prawie codziennie. 
Tylko jeszcze jakby było ciut więcej komentarzy niż tylko jeden lub od czasu do czasu dwa. One naprawdę motywują. 
STO LAT STO LAT NIECH ŻYJE ŻYJE NAM, NIECH ŻYJE NAM, A KTO PAULINAAA!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI TRZYNASTYCH URODZIN ♥

sobota, 18 sierpnia 2012

Skate Park cz.2


Łukasz nadal uczył Mańkę jeździć. Kamil właśnie to robił. Nie zwracał uwagi na nic. Jakby go nic nie obchodziło, najważniejsza deska. A ja
siedziałam sama. To dziwne chłopcy się nie odzywają jedyny, który z nich przez najbliższy czas odezwał się do mnie to Harry. Nieważne.
Od kilku dni próbóję dodzwonić się do Pauline. Bez skutku. Za każdym razem włącza się poczta głosowa. I za każdym razem się jej nagrywam.
Zostawiłam jej już chyba ich z milion. Coś się dzieje. Nie wiem jeszcze co. Martwię się. Wieczorem zadzwonię do Leny może ona coś wie.

Nie miałam zamiaru dłużej się nudzić. Zawołałam na chwilę Manię.
-Ja pójdę pochodzić po sklepach. Nudzi mi się trochę.-powiedziałam.
-To ja pójdę z tobą.-zaproponowała.
-Nie, widzę, że sobię świetnie radzisz. Pójdę sama. Będę za jakąś godzinę.-odpowiedziałam.
-No okej. Jak chcesz.-powiedziała i wróciła do Łukasza, który nadal próbował uczyć Manię jazdy na desce.
Odwróciłam się i ruszyłam w stornę najbliższego centrum handlowego. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu z ubraniami. Przeglądałam bezmyślnie
wieszaki z sukienkami, a potem ze spodniami i tak wszystko po koleji. Zupelnie nie wiem po co ja tu przyszłam. Mimo to przeglądałam dalej
ubrania. Wziełam parę rzeczy i weszłam do przymierzalni. Hm jakoś nic na mnie nie pasowało. Jestem wybredna. Wiem. Poodkładałam  wszystkie
rzeczy  na swoje miejsca. Dobra raczej miejsca podobne do nich. Nie chciało mi się chodzić po całym sklepie. Wyszłam ze sklepu i ruszyłam w
stronę małej kawiarenki.
Podeszłam do lady.
-Podać coś?-zapytała kelnerka.
-Kawę mrożoną.-odpowiedziałam.
-6.90zł.-powiedziała.
-Proszę.
Wzięłam swoją kawę i ruszyłam do najbliższego wolnego stolika.


                                                         Oczami Mani


Łukasz próbował nauczyć mnie jeździć na desce. Co jakiś czas pokazywał parę sztuczek. Jeju po co ja to robię. Ja się nigdy nie nauczę jeździć.
-Okej teraz ty spróbuj.-powiedział Łukasz.
-Ja?-powiedziałam niepewnie.
-Tak ty!-odpowiedział.
-Ale ja nie umiem.
-Jak nie spróbujesz to nigdy się nie nauczysz.-powiedział.
-No dobra.
Stanęłam na desce. Z pierwszego punktu widzenia nie wydawało się to trudne. Jednak rzeczywistość był z nieco leksza inna. Odepchnęłam się
noga raz potem drugi. Popatrzałam za siebie na Łukasza.
-Patrz nawet nieźle mi idzie-powiedziałam
-Lepiej patrz przed siebie.-powiedział Łukasz.
-To nie takie trudne-oznajmiłam znowu zwracając się w kierunku Łukasza, który stał patrząc sie na mnie.
-Patrz przed siebie!!-krzyczał Łukasz.
Odwróciłam się. Chciałam popatrzeć przed siebie. Tak jak mówił Łukasz. Kiedy odwróciłam się zauważyłam przed sobą słup. Nie zdążyłam zachamować
uderzyłam w niego. Usłyszałam tylko huk. Potem tylko już widziałam głowę Łukasza stojącego nade mną. Przyklęknął.
-Nic ci nie jest-zapytał lekko przestraszony.
-Nie nic. Czy ty też widzisz tamte aniołki?-zapytałam.
-Nie, nie widzę. Na pewno wszystko gra? -zapytał ponownie rozglądając się. Szukał aniołków.
-Tak jest okej. O patrz leci tu!-powiedziałam.
-Może jednak zaprowadzę cię do lekarza-zaproponował.
-Hahaha żartuję sobię przecież.-śmiałam się tak mocno, że aż rozbolał mnie brzuch. Zwijałam się ze śmiechu na chodniku. Nadal leżąc.
Łukasz także zaczął się śmiać. Pomógł mi wstać. Usiadlismy na ławce.
-To jak ćwiczymy dalej?-zapytał Łukasz śmiejąc się.
-Wiesz ja chyba sobię odpuszczę. Nie żeby coś, ale te tu słupy chyba za mną nie przepdają. Wzajemnie tez ich nie lubię.-powiedziała pokazując
palcem na słupy.
Łukasz popatrzał na mnie i zaczął się śmiać.
-Haha okej, okej.
-Gdzie jest Rox?-zapytał Łukasz.
-Poszła sie przejść.-odpowiedziałam.
-Aha. A Kamil nadal na rampach?-zapytał.
-No własnie nie ma go. -Powiedziałam rozglądając się.
__________________________________________________________________________
Brak komentarzy. Brak chęci do pisania...
/Rox

piątek, 17 sierpnia 2012

Skate Park


Doszliśmy do skate parku gdzie miałam się spotkać z Kamilem i Mańką. Siedzieli na ławce przy rampach. Zauwazyli nas. Pożegnałam się z Austinem
i ruszłyłam w stronę przyjaciół.
Usiadłam obok Mani.
-No to gadaj!-powiedziała.
-Ale o co ci chodzi?-zapytałam zdziwiona.
-No co to za przystojniak.?-zapytała ponownie.
Odwróciłam się w stronę Austina, który właśnie wchodził po schodach w kierunku bloków.
-A a ten. Nie ja mu tylko pzypomniałam o zeszycie, bo by zapomniał.-powiedziałam.
Kamil patrzał na nas ze zdziwieniem.
-Co wy macie z tymi chłopakami?-zapytał.
Obie jednocześnie popatrzałyśmy na niego.
-A tu się pojawia pytanie. Co miałbyśmy mieć z tym chłopakami jak to powiedziałeś?-zapytała Mania.
-No nie wiem zawsze się tak na nich gapicie. Jakby niewiadomo kto to był.-powiedział oburzony.
- Wiesz po to raczej są oczy  żeby się patrzeć.-powiedziałam.
-No tak, ale... a dobra nieważne.-powiedział.
Popatrzałyśmy na siebie z Mania i obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Później patrzałyśmy jak Kamil skacze na rampach. Byłam rozkojarzona. W sumie nie wiedziałam o czym myśleć. Mańka coś do mnie mówiła. Ale
wlatywało mi to jednym uchem, a wylatywało drugim. Bez sensu.
Rozglądałam się na wszystkie strony. W pewnym momencie spostrzegłam Łukasza. On chyba też mnie zauważył, bo zmierzał w naszą stronę.
Podszedł.
-Hej -przywitał się Łukasz.
-Cześć.-odpowiedziałam.
Łukasz przysiadł do nas.
-Co robicie?-zapytał.
-Hm no nic patrzymy na wyczyny Kamila haha-odpowiedziałam z humorem.
-Heh, ty Rox nie jeździsz?-zapytał.
-Ja nie umiem jeździć.-odpowiedziałam.
-Może cię nauczę hm?-zaproponował.
-Wiesz nie wydaje mi się żeby był to dobry pomysł. Szybciej z tego spadnę. Nieważne jestem na takie żeczy już za stara.-odpowiedziałam.
I stwierdziłam, że powiedziałam, że jestem stara. Ja. Ta co kiedyś powiedziała, że nigdy się nie zestarzeje.
-Oj przesadzasz.-powiedział po czym usmiechnął się.
-Wcale nie przesadzam.-powiedziałam.
Łukasz pokręcił głową śmiejąc się.
-A może ja skorzystam.-powiedziała Mania. Zawsze chcętna do wszystkiego. Kiedyś zawsze zazdrościłam jej tej śmiałości. Nigdy nie byłam
odważna i prawdopodobnie nigdy nie będę. Ludzie się nie zmieniają.Przynajmniej to moje zdanie.
Łukasz popatrzał na Manię.
-No a czemu nie.-powiedział.
Mańka uśmiechnęła się.
-No to chodź.-powiedział.
Razem poszli na mniejsze rampy. Patrzałam na nich. Lukasz coś jej tłumaczył. Potem pokazywał. Nie ma to jak glebnąć się kilka razy, ale co
to dla Mani.
Kamil nawet nie zauważył kiedy przyszedł Łukasz. On w tej chwili praktycznie nie widział niczego po za deskorolką i rampami.

Ja siedziałam patrząc to raz na Łukasza i Manię, a to na Kamila skaczącego.
Myślałam co by było gdyby... Wiele osób mówi, że taki tok myslenia nie prowadzi do niczego. Inni, ale nie ja. Po prostu chciałam w całosci
poukładac wszystkie mysli w całość...
________________________________________________________________________________
Ta wiem wiem, że znowu nic nie dodawałam. Ale to tylko dlatego, że dzięki mojemu tatusiowi nie miałam internetu. Hmm nie łapie się w kabelkach. Ale co tam, że przez taki kabelek połowa bloku nie miała neta hahah . Dobra dodane. Komentujemy kochani ;) i obserwujemy co najważniejsze. :)
/Roxanne

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Austin i Nela


Obudziłam się leżac na balkonie. Byłam przykryta kocykiem. Tata pewnie w nocy zatroszczył się i przykrył mnie kocem. Co ja bym bez niego zrobiła.
Wstałam. Było mi cholernie zimno. Położyłam się jeszcze na chwilę tym razem już w swoim łóżku. Moją drzemkę przerwał sms od Kamila.
''Cześć. Idziecie dzisiaj z Mańką z nami na miasto?''
Miasto? hmm zarwana nocka praktycznie. Bolący kręgosłup i zimno jak na antarktydzie. Ale co tam. Są wakacje, a możliwe, że drugiej takiej okazjji
spotykania się bez przerwy z przyjaciółmi z dawnych lat już nie będzie. Odpisałam, że chcętnie. Wszyscy mielismy się spotkać pod skate parkiem
o 14.00. Mańka będzie już tam czekać. Była jedenasta. Jeszcze czasu jest w cholere. Położyłam się spać do godziny 12.00.

Potem wstałam i zaliczyłam poranna toaletę. Wysuszyłam włosy. Jakoś je ogarnełam. Ubrałam moje rurki, niebieską bejsbolówkę i czapkę  z daszkiem.
Popatrzałam do lustra.
-Boże wyglądam ja skater, a ja nawet na głupiej desce nie umiem ustać.-pomyślałam. Zaczęłam uśmiechac się sama do siebie. Przypomniałam sobię
jak kiedyś mając trzynaście lat uwielbiałam przeglądac się co chwilę w tym lustrze. Wyobrażając sobię jak kiedyś będą wyglądać moje zdjęcia
do gazet, plakatów i tak dalej. Byłam blisko spełnienia swojego marzenia. Zajść tak daleko, a stracić wszystko. Może nie wszystko, ale osobę
na której cholernie mi zależało i nadal zależy.

Przed wyjściem postanowiłam sprawdzić jeszczę co dzieje się na facebooku. Jeden fanpage o One Direction dodał taki post.
''Nadal myślicie o chłopcach? Ja tak. Brakuje mi Louisa. Ciekawe co teraz czuje Roxanne. Chociaż ta wredna suka nie zasługiwała na niego.''
Może ona ma racje? może faktycznie na niego nie zasługiwałam. Tylko nadal nie wiem o co do cholery chodzi tym fankom. Nie znają mnie. Nie
znają żadnej z dziewczyn od chłopców. Praktycznie nie znają także chłopców. Znają ich tylko jako One Direction, a nie jako Niall'a, Zayn'a
, Liam'a, Harry'ego ani Louis'a. Nie znają ich osobiście. Nie znają ich charakterów. Gdyby nie gazety,media i inne źródła i gdyby nie ich
fantastyczny talent z którym zaszli na sam szczyt niegdy by ich nie pozanli. Ja także. Ale żadna fanka zupełnie nikt nie ma prawa nazywać
nas ''suką''. Miałam cholerne szczęście, że ich poznałam. Że poszłyśmy na ten koncert. Wiele dziewczyn o tym marzyło.

Wyszłam z domu. Szłam na przystanek słuchając muzyki. Właśnie nadjechał mój autobus. Wsiadłam. Skasowałam bilet. Usiadłam na wolnym miejscu
wpatrując się w okno. Na przeciwko mnie uśadł jakich chłopak. Zielone oczy i dłuższe brązowe włosy. Miał ze sobą plecak. Chwilę później obok niego
usiadła dziewczyna. Blondynka o niebieskich oczach. Widać było, że są parą. Dziewczyna wysiadła na następnym przystanku. Chłopak został i
jechał dalej. Wstał już miał wysiąść. Na siedzeniu na którym siedział zostawił zeszyt. Szybko wziełam zeszyt i wybiegłam za nim.
-Ej zostawiłeś zeszyt!-krzyknęłam.
-A tak dzięki.-powiedział patrząc na mnie.
-Autobus ci uciekł. Mogłaś jechać dalej to tylko zeszyt.-Zaśmiał się chłopak.
-Mogłam. Ale w sumie nie mam daleko przejdę się.-powiedziałam.
-Odprowadzę cię trochę. Gdzie idziesz?-zapytał.
-Skate park.-odpowiedziałam.
-Mieszkam niedaleko. Dotrzymam ci towarzystwa.-powiedział uśmiechając się miło.

Szliśmy jakiś kawałem nie mówiąc nic. Po chwili chłopak odezwał się.
-A tak w ogóle Austin jestem.-przedstawił się.
-Roxanne.-odpowiedziałam.
-Miło mi-powiedział.
-Mi również.
-Mieszkasz tutaj?-zapytał.
-Nie, jestem  tu na wakacjach.-powiedziałam.
-A, to gdzie mieszkasz jeśli można zapytać.-powiedział ze śmiechem.
- W Los Angles-odpowiedziałam.
-A to ja mieszkam w Katowicach. Troszkę bliżej wrocławia niż ty.-powiedział śmiejąc się.
-Haha troszkę? chyba w cholerę daleko.-powiedziałam.
Chłopak nic nie powiedział. Usmiechał się miło.
-Jeździsz na desce?-zapytał.
-Nie.-odpowiedziałam.
-BMX czy cos podobnego?-zapytał znów.
-Nie, nie jeżdżę na niczym.-odpowiedziałam.
-To po co idziesz na skate park.-zapytał zdziwiony.
-Spotykam się tam ze znajomymi.-powiedziałam.
 Szliśmy rozmawiając tak o sobię. Kiedy doszliśmy wymienilismy się numerami. Austin Moon. Zazdroszczę tej dziewczynie . Znaczy ja się dowiedziałam
to ta blondynka ma na imię Nela. Jest dziewczyną Austina od ponad dwóch lat. Zazroszczę jej. Muszę przestać się powtarzać haha...
_________________________________________________________________________________
Myślę, że się podoba. Pojawia się w drugiej części dosyć dużo osób i chyba znowu będę musiała trochę ich przedstawić jak na samym początku kiedy zaczęłam pisać. Dobra zobaczy się. Powiem tak Austin trochę namiesza w życiu Rox. Czytajcie dalej Pozdrawiam !
/Rox

niedziela, 12 sierpnia 2012

Znowu ty!? cz.2 / Roxanne Noc Spadających Gwiazd ♥


Popatrzałem na dziewczyne ciętym wzrokiem i odeszłem. Nie miałem zamiaru wdawać się z nią w jakieś dyskusje. Dziwne. Może i myślę jak egoista
, ale nie jestem już zbyt rozpoznawalny na ulicy jak kiedyś.  Ciekawe gdzie się podziali moi wierni fani. Jestem ciekaw czy w ogóle miałem
wiernych fanów. Napewno miałem. Ta dziewczynka jest tego dowodem.
Położyłem się na leżaku. Zamknąłem na chwilę oczy. Coś zasłoniło mi słońce. Otworzyłem oczy. Była to dziewczyna któą spotkałem wcześniej.
-Przepraszam. Tak w ogóle jestem Ashley.-powiedziała brunetka miłym głosem. Tak pierwszy raz jej głos wydawał się być bardzo miły. Zdziwiłem się
Mimo to przedstawiłem się.
-Niall Horan.-powiedziałem.
-Niall Horan?-zapytała zdziwionym głosem.
-Tak-odpowiedziałem.
-Jesteś jednym z One Direction?-zapytała z podekscytowaniem.
-Byłem jednym z One Direction.-poprawiłem Ashley.
- Uwielbiam was-powiedziała.
Ucieszyłem się. Było mi cholernie miło jak to powiedziała. Jednak ktoś naprawdę doceniał to co robimy, a raczej robiliśmy.
Długo rozmawialiśmy z Ashley. Miło się z nia rozmawia. Myślałem, że jest pusta i samolubna, ale jednak pozory mylą. Choć tez nie wiem o niej
praktycznie nic. Uwierzyć ludziom na słowo? Normalny człowiek by tak zrobił. Ja jestem normalny? Eh już naprawdę świruję...

                                                                Roxanne. (całkiem inaczej niż było)




Późny wieczór. Siedzę na balkonie. Oglądam gwiazdy. Podobno dzisiaj mają spadać. W końcu jest ''Noc spadających gwiazd''. Tak przynajmniej mówią.
Ale ja w to nie wierzę. Spadające gwiazdy też mi coś. Może i spadają, ale ja ich nigdy nie widziałam i nigdy bodajże nie zobaczę. Do
wszystkiego mam pecha. Po prostu do wszystkiego.  Chcę chociaż raz być cholernie szczęśliwa. Jak kiedyś. Moje rozmyślanie bóg wie o czym
przerwał dźwięk telefonu. Wyciągnęłam go z kieszeni i popatrzałam na wyświetlacz. Widniało tam zdjęcie chłopca w loczkach z niepowtarzalnym
smilem na twarzy. Pod zdjęciem pisało Harry Styles. Odebrałam.
-Cześć Rox.-powiedział głos w słuchawce.
-Harry! Tak się cieszę, że dzwonisz.-powiedziałam. Cieszyłam się jak dziecko. Nie ma to jak telefon od starego dobrego przyjaciela.
-Też się cieszę, że słyszę twój głos.-powiedział. Gdy Harry powiedział te słowa zobaczyłam na niebie spadającą gwiazdę. Lou pomyślałam. Tak
strasznie mi cię brakuje. Chciałabym żebys teraz był tu razem ze mną. Tak to było moje życzenie. Niestety nie możeliwe do spełnienia. No bo
co może taka mała gwiazdka. Zupełnie nic. Daje tylko tą nadzieje. Nadzieje na to, że życzenie się spełni. Niestety byłam już za duża na takie
bajeczki. Łzy spływały mi po policzkach i kapały na parapet.
-Rox jesteś?-zapytał Harry ponieważ przez dłuższy czas nic nie powiedziałam.
-t-tak-zająknęłam się lekko. Niestety Harry wyczuł chyba to, że płaczę.
-Roxanne wszystko w porządku?-zapytał.Nie wytrzymałam wybuchnęłam.
-Harry nic nie jest w porządku. Straszne mi go brakuje. Czasami to nawet mam ochotę coś sobie zrobić. Byle by znowu być z nim.-wykrzyczałam do
słuchawki.
-Rox! Nawet nie mów takich żeczy!-krzyczał Harry.
-Ale skoro to prawda!-powiedziałam.
-Rox masz wiele osób które cię kochają. Jedną z tych osób jestem ja. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
Słyszysz?-powiedział.
-Słyszę.-odpowiedziałam.
-Jesteś ładna, młoda. Całe życie masz przed sobą. Wiem, że to boli.-powiedział.
-Przepraszam muszę kończyć. Pa.-musiałam się rozłączyć. Nie mogłam tak dłużej. Chciałam być przez moment sama. Gwiazda którą zobaczyłam dawno pewnie już
spaliła się. Szkoda, że nie można tak spalić smutku, wspomnień, problemów, rzeczywistości...
________________________________________________________________________________
Hej mam nadzieję, że się podoba. Nie ma to jak pisząc siedząc na balkonie z kubkiem gorącego kakao. Kończysz pisać patrzysz w niebo widzisz spadającą gwiazdę. Uśmiechasz się sama do siebie. Spoglądasz z powrotem  na monitor i widzisz godzinę 22:22. Wspaniałe uczucie ♥
Pozdrawiam .
/Rox
PS: komentarze mile widziane. Motywują do dalszego pisania ♥ Dzięki że jesteście ! Dużo was tu zagląda codziennie z czego naprawdę jestem bardzo zadowolona. Uwielbiam pisać dla was. ♥ 
Dziękuję wam ♥ 

czwartek, 9 sierpnia 2012

Znowu ty!?... cz.1.


Jest późne popołudnie. Cały ranek przesiedziałem  na kanapie  w piżamie. Są wakacje, a ja ciągle siedze to przed komputerem to przed telewizorem.
Czas by jakoś spędzić czas. Pomyślmy siłownia? byłem wczoraj. Dzisiaj juz nie mam ochoty. Więc basen. Pobliski basen w Irladnii.
Wstałem z kanapy i poszedłem do mojego pokoju. Zanim wyjechałem za karierą do LA byłem zwykłym nastolatkiem. Mialem także swojego idola.
Teraz ja byłem na chwilę idolem nastolatków. Były to najwspanialsze dwa lata.

Ubrałem się i spakowałem kompielówki i ręcznik do plecaka. Wziąłem portfel leżący na biórku i wyszedłem z domu. Wsiadłem do najbliższego
autobusu jadącego w kierunku Aqua parku ''Century''. Mam 19 lat. Trzeba zrobic w końcu prawo jazdy.

Dotarłem do ''Century''. Zapłaciłem za bilet i ruszyłem w stronę leżaków. Rozlozyłem na nim ręcznik. Zostawiłem rzeczy i szłem wzdłuż basenu.
Chwilę później podbiegła do mnie jakas mała dziewczynka z notesikiem i długopisem.
-Przepraszam. Niall Horan?-zapytała bląd włosa dziewczynka o niebieskich oczach.
-Tak.-odpowiedziałem.
-Niall kocham cię i chłopaków . Przykro mi, że się rozpadliście.-Powiedziała dziewczynka.
-Mi również jest przykro.-powiedziałem.
-Nie załamuj sie nadal masz wiernych fanów którzy w ciebie i innych wierzą.-powiedziała z entuzjazmem. Dziewczynka wyglądała na conajmniej
4 lata. Mądra kruszynka. Może i mam fanów. Ale czym są fani bez zespołu? I czyimi oni są fanami. Kucnąłem i złapałem dziewczynkę za ręce.
-Dziękuję ci za te słowa.-powiedziałem.
Wstałem już miałem odejść, gdy nagle dziewczynka podbiegła jeszcze raz.
-Mogłabym autograf?-zapytała blondyneczka.
-Tak, jasne.-odpowiedziałem.
-Jak masz na imię ?-zapytałem.
-Maddie-odpowiedziała.

Dziewczynka podała mi karteczkę i długopis. Podpisałem się jej.
'' Dla najwspanialszej fanki zespołu One Direction, Maddie. Niall Horan''.

Dziewczynka pobiegła do swoich koleżanek wcześniej mi dziękując. Zupełnie nie miała za co. To ja powinienem jej podziękować. Powininem podziękować
każdemu z naszych fanów. Przytulić każdego z nich i pocałowac w czoło. Za to po prostu, że są. Albo za to, że po prostu byli. Byli
najwspanialszymi fanami na całym świecie.


Postanowiłem wskoczyc do wody i trochę się ochłodzić. Wskoczyłem. Przypadkowo ochlapałem jedną z dziewczyn.
Dziewczyna odwróciła się. Była to ta sama brunetka co wczoraj.
-Znowu ty!-wykrzyczała wściekła.
-Przepraszam.
-Co mi z twojego przepraszam. Zmoczyłeś mi włosy. Już miałam wychodzić do domu!-powiedziała wściekła.
-Nie dramatyzuj wysuszą się. To tylko włosy.-powiedziałem.
Dziewczyna pokręciła głową.

-Robisz to specjalnie! Podobam ci się i tak mnie podrywasz.
-Haha że co?-wybuchłem smiechem. Dziewczyna była bardzo ładna, ale charakter miała zrąbany. Przynajmniej tak na pierwszy rzut oka...
______________________________________________________________________________
Podoba się ? Piszcie w komentarzach.
  /Rox

środa, 8 sierpnia 2012

Believe that it will be better...


 oczami  Pauline

Wakacje. Tak to moje najgorsze wakacje w życiu. Jestem daleko od rodziny. Dalego od przyjaciół. Jest Lena, ale ona teraz więcej czasu spędza
z Zaynem. Nie dziwię się. Ciekawe co teraz robi Harry. Tak bardzo za nim tęsknie. Jest cholernie daleko. Strasznie żałuję tego co się stało.
Nie wiem jak mogłam dopuścić do tego, że ja i Harry to już przeszłość. Nie umiem zpomnieć tego co było. Jest mi tak strasznie ciężko. Oddałabym
wszysko by móc cofnąć czas i wszystko naprawić. Nie dopuścić do tego. Nie wiem co robić. Siedzę w łóżku. Chce mi się tak cholernie płakać.
Odkąd dowiedziałam się, że Harrego nie ma w Los Angeles i już raczej go tu nie zobaczę. Harry uklada sobię życie na nowo daleko. Daleko ode mnie.
w Amsterdamie.

Trzeba wziąść się w  garść. Otarłam łzy i zrzuciłam walające się na moim łóżku chusteczki. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro.
''Boże jak ja wyglądam''- pomyślałam. Tusz rozpływał mi się po twarzy. To jeszcze ze wczoraj. Musiałam ostro zabalować. W ogóle co ja wczoraj
robiłam. Gdzie ja byłam. Kompletnie nic nie pamiętam. Mam nadzieję, że nie popełniłam żadnego głupstwa. Doprowadziłam siebie do porządku.
Ubrałam się i zaliczyłam poranną toaletę. Wyglądałam juz jakos normalnie.

Na eteżerce leżała moja komórka. Spojrzałam na wyświetlacz. 10 nieodebranych wiadomości. Z jakieś pieć od Leny i cztery od Rox. Ostatnie
nieodebrane połączenie było od Harrego. Rzuciłam komórką z powrotem na eteżerkę. Czego chciał? Zadzwonić? Zadzwonię może to coś ważnego.
Wybrałam jego numer.  Zadzwoniłam z nadzieją, że od tego telefonu może zależeć wszystko. Mówić wszystko mam na myśli mnie i Harrego.

'' cześć tu Harry Styles. Niestety nie mogę odebrać teraz telefonu. Zostaw wiadomość, a na pewno się odezwę.''

Poczta głosowa. Nagrałam się mu na skrzynkę mając nadzieję, że niebawem oddzwoni.
''Część Harry dzwoniłeś. Chciałam zapytać czy wszystko w porządku i jaki miał cel twój telefon do mnie. Oddzwoń.''
Położyłam telefon na eteżerce czekając na telefon od Harrego.


                                                           oczami   Harry'ego

Nie odebrałem tego telefonu. Nie umiałem. Coś mi nie pozwoliło. Po chwili usłyszałem wiadomość na mojej skrzynce.
''Część Harry dzwoniłeś. Chciałam zapytać czy wszystko w porządku i jaki miał cel twój telefon do mnie. Oddzwoń.''
 Odłożyłem zpowrotem  telefon. Wróciłem do oglądania telewizji. Mętlik w głowie. Ja już chyba nie potrafię jej wybaczyć. Ja już chyba nie potrafię
zaufać nikomu. Tęsknie strasznie za zespołem . Chyba jeszcze do mnie nie dotarło, że to już koniec. Nadal kocham Pauline, ale nie mam odwagi
by do niej oddzwonić. Na razie nie mogę słyszęć jej głosy. Po prostu nie chcę. Ciekawe co u Roxanne. Ona wiedziałaby co teraz mam zrobić.
Napewno doradziłaby mi co dalej.  Mam nadzieję, że u niej wszystko w miarę się układa, że jest już dobrze.

Wakacje zapowiadały się cudownie, a kończą się zupełną klapą.  Lou dlaczego ty i dlaczego tak szybko. Gdybyś tu był wszystko było by zupełnie
inaczej. Lepiej.


                                                           oczami  Niall'a


Irlandia. Jak miło widziec te stare konty. Ale jednocześnie chciałbym byc teraz z chłopakami. Koncertować i jeździć z nimi po świecie.
Być znowu One Direction.
Chciałbym znowu chodzić na szejki i spacery z Rox, Leną, Pauline, Zayn'em, Harrym, Liam'em no i oczywiście Louis'em. Znowu spotkać się z nimi
w studiu nagraniowym. Wydać nasz drugi album. Wspólny album. Jako zespół.
Zaproponowano mi właśnie karierę solową. Zgodziłem się. Już za kilka dni zaczynam ciężką pracą nad solowym albumem. Jako Niall Horan, a nie
One Direction. Smutne, ale postanowiłem mimo tego co się wydarzyło dalej spełniać swoje marzenia.

Szłem chodnikiem myśląc o tym wszystkim. Nawet nie zauważyłem kiedy potronciłem łokciek jakąś dziewczynę.
-Oj Przepraszam.-powiedziałem. Było mi głupio.
-Nic się nie stało.-odpowiedziała brunetka.
- Na pewno?-zapytałem.
- Tak w porządku.-odpowiedziała.
Pomogłem jej wstać. Jejku jak zwykle niezdarny Niall. Ehh te fatum jest wszędzie nawet w Irlandii.Nieważne.
Chciałbym tak bardzo cofnąć czas. Uwierzyć, że wszystko będzie inaczej...
______________________________________________________________________________
Witam. Myślę, że się podoba.
Takie małe info teraz.  Do końca wakacji został niecały miesiąc. Toteż pospieszę się z pisaniem i opowiadania postaram się dodawać jak najczęściej. Gdy zacznie się rok szkolny będzie tego bardzo mało. Dlaczego? Ponieważ jest szkoła. Idę do gimnazjum. Nie wiem jak to będzie wyglądać. Potem jeszcze treningi pływackie, które odbywają się codziennie i jeszcze egzamin na ratownika. Więc sami widzicie jak to wygląda. Ale opowiadania będą tylko rzadziej to mogę wam obiecać .
Pozdrawiam : )
/Rox .

wtorek, 7 sierpnia 2012

Zayn i Lena (oczami Leny)


Jest popołudnie godzina około dwunastej.  Rox napisała mi wczoraj sms-a, że świetnie się bawi i powoli wraca do normalności. Tak, ale ja znam
te jej obietnice a raczej gadanie, że wszystko jest okej. Napisała, że spotkała Kamila i resztę. Cieszę się, że jest dobrze, ale niech już
wraca, bo nie ma z kim chodzić na zakupy.

Ostatnio sporo czasu spędzam z Zayn'em. Dobrze nam się ze sobą rozmawia. Jest napewno kims więcej niż tylko przyjacielem. Ale nic mu nie powiem,
że cos do niego czuje. Nie chcę tego spieprzyć. Dobra nie ważne. Jak narazie trzeba jakoś zorganizować dzień. Nagle usłyszałam dźwięk
przychodzącego sms-a.
'' Cześć Lena. Masz jakieś plany na dzisiaj? Spotkajmy się, bo bardzo mi na tym zależy. Prosz odpisz:
  - Zayn''
Taa Zayn jak zwykle ma bardzo dobre wyczucie czasu. To już dzień mam chyba zaplanowany. Spotkanie z Zaynem. Nieźle. Ale w sumie się cieszę.
Mogę z nim spędzić więcej czasu. Naprawdę go lubię. Od wyjazdu Rox praktycznie tylko z nim się widuję. Bo reszta zespołu chodzi jak koty.
Własnymi drogami. No cóż. Cieszę się, że przynajmniej Zayn jest ze mną. Odpisałam mu, że chętnie się z nim spotkam.
 Popatrzałam na wyświetlacz. Odpisał.
'' To świetnie. Widzimy się w parku koło jeziorka za pół godziny''.

Poszłam na górę ubrałam się jakoś normalnie. Ponieważ cały dzień spędziłam w piżamie. Wzięłam torebkę i ruszyłam w stronę parku.
Zayn'a jeszczę nie było.  Przynajmniej tak mi się wydawało. Nagle ktoś zasłonił mi oczy rękami.
-Zayn nie wygłupiaj się wiem, że to ty.-powiedziałam prawie pewna, że to on.
-haha Wystraszyłaś się?-zapytał.
-Nie no skąd... może troszeczkę.-powiedziałam z niewinnym usmiechem.
Zayn popatrzał na mnie . Wziął głęboki oddech i zaczął mówić.
- Posłuchaj zaprosiłem cię tu po to by ci coś powiedzieć. Ostatnio dużo czasu spędzamy razem. Zdążyłem cię bardzo dobrze poznać.
Nawet więcej stałaś sie moją przyjaciółką. Albo nawet kims więcej. Nie wiem czy ty czujesz do mnie to samo, ale ja jestem pewny, że cię kocham.
 Stałam jak wryta nie umialam nic powiedzieć.  Dokładnie niedawno właśnie o tym myslałam, że się w nim zakochałam. A tu proszę. Zaczynam się
naprawdę bardzo powaznie zastanawiać czy on aby nie podsłuchuje moich mysli.

Zayn zblizył się trochę bliżej nieśmiało. Nie był pewien, a ja nie umiałam mu odpowiedzieć.
Nagle zbliżył się jeszcze bardziej i pocałował mnie.

Potem poszliśmy na długi wspólny spacer. Dopiero wtedy mogłam coś z siebie wydusić i powiedziec mu, że czuję do niego to samo.


Wróciłam do domu późnym wieczorem. Od razu zadzwoniłam do Rox. Musiałam jej wszystko opowiedzieć ze szczegółami.
-ROX NIE UWIERZYSZ!-wykrzyczałam jej do słuchawki.
-Dobra o co chodzi, bo zaczynam się bać. Niewiem mam wsiadać w samolot i lecieć do LA czy mam skakać z radości...?-zapytała w żartach.
-Zayn zaprosił mnie na spacer.-powiedziałam.
-Boże myslałam, że cos się stało.-powiedziała.
-No bo się stało!-znowu wykrzyczałam.
-A co dokładnie sie stało, bo nie kumam.-zapytała zdziwiona.
-Ja i Zayn jesteśmy razem!-powiedziałam.
-Ale, że parą!?-zapytała zdziwiona.
-Tak.
-Wspaniale gratuluję!!-teraz ona wykrzyczała mi do słuchawki.
-Dziękuję.-odpowiedziałam.
-A jak ci tam we Wrocławiu.-zapytałam zupełnie zmieniając temat.
-Wspaniale. Spotkałam tu tyle znajomych osób. Jest na prawdę dobrze.-powiedziała.
-A kiedy wracasz, bo nudno tu bez ciebie.-powiedziałam pytając.
-Myślę, że za jakiś tydzień, bo potem już studia. Teraz to ci kochana nudno bezemnie nie będzie masz Zayna.-powiedziała.
-haha no jasne. Ale przyjeżdżaj szybko, bo nie mam z kim szwendac się p sklepach haha.-powiedziałam.
-Okej. Ja już muszę kończyć wybieram się do clubu z Kamilem, Łukszem i Mańką.-powiedziała.
-Okej pa. Uważaj na siebie i baw się dobrze.-powiedziałam.
-Dobra dobra dzieckiem nie jestem pa.
Rozłączyłyśmy się. Jestem szczęśliwa mam wszystko czego chciałam. Przyjaciół, dobrą szkołę no i chłopaka. Lepiej być nie może...
_______________________________________________________________________________
Hej ! jak wam się podoba? piszcie w komentarzach ;) 
Opowiadanie miało być wczoraj wiem. Ale tyle się działo, że masakra. Mam kompletnie dość wszystkiego. Kolejne opowiadanie już niebawem. Dziękuje za 895 wyświetleń!! Jeszcze tylko trochę i nasz upragniony tysiaczek haha : D dzięki, że czytacie ! ; *

niedziela, 5 sierpnia 2012

Znowu dzień na basenie. Wszyscy pytają o to samo. Przeszłość powraca...


Jest ranek. Godzina dziewiąta. Właśnie dostałam sms-a od Kamila. ''Idziesz na basen?'' odpisałam mu, że idę. Więc dzisiejszy ciepły dzień
znowu spędzę na basenie. Zadzwoniłam do Mani. Idziemy razem, a z Kamilem i Wojtkiem spotkamy się przy kasach o jedenastej. Paweł dziś nie może iść.
Właśne dostał propozycję pracy w New Jearsy. Zgodził się. No szkoda,  ale przecież nie mamy już trzynaście lat tylko dziewiętnaście. Każdy
z nas próbuje zacząć własne życie.

Jest godzina dziesiąta trzydzieści. Skoczyłam jeszcze do sklepu po parę rzeczy na basen. Wróciłam, spakowałam wszystko co potrzebne i ruszyłam
po Mańkę. Kilka minut później byłam już pod jej blokiem. Zadzwonilam na domofon.
-Idziesz?-zapytałam.
-Tak, już schodzę. Jestem na klatce.-powiedziała.
-Okej.
Kilka chwil po tym Mańka zbiegła na dół.
-Cześć Rox-powiedziała.
-Hej.
Szłyśmy i rozmawiałyśmy. Głównie mówiła Mania jak zawsze rozgadana. Przednim tematem rozmowy był Kamil.

W końcu doszłyśmy do basenu. Chłopców jeszcze nie było. Byłyśmy pół godziny przed czasem.
-Popatrz czy to nie Łukasz?-odezwała się Mania.
Popatrzałam na chłopaka. Tak to był Łukasz. Zmierzał w naszym kierunku.
-Cześć-powiedział Łukasz do Mani.
-O hej.-odpowiedziała. Jej twarz zrobiła się czerwona. Popatrzałam na nią. Przewróciłam wzrok.
Dobrze pamiętałam Łukasza. Tak, ale on chyba nie pamiętał mnie. Nie dziwie mu się. Minęło sporo lat.
-Hej, jestem Łukasz-powiedział przekierowując wzrok na mnie.
-Cześć, wiem. Ja jestem Roxanne-odpowiedziałam.
-Roxanne? Jakoś cię nie kojarze.-powiedział zdziwiony.
-A ja tak. Poznaliśmy się dawno temu na basenie.-tłumaczyłam.
-Na basenie?-powtórzył.
-Tak.
Chłopak zamyślił się na chwilę.
-Roxanne Tom.. Tom..-próbował ułożyć moje nazwisko w całość.
-Tomson.-pomogłam mu z tym trochę.
-Już cię pamiętam! Ta różowa!-wykrzyknął.
-O nie tylko nie to! Teraz mam czarny strój!-powiedziałam w żartach.
Łukasz i Mania zaczęli się śmiać.
-To gdzie podziewałaś się przez te pięć lat o ile dobrze pamiętam?-zapytał.
-Wiesz ja już nie mieszkam w Polsce. Tylko w LA.-odpowiedziałam.
-AA to nie ty chodziłaś z Louisem Tomlinsonem ?-zapytał nieśmiało.
-Tak właśnie.-Kiedy Łukasz wypowiedział słowo Tomlinson zmroziło mnie. Nie wiedziałam co mam robić. Spóściłam wzrok na podłogę.


Rozmawialiśmy jeszcze trochę i zaraz przyszli chłopcy. Weszliśmy na besen. Łukasz rozłożył ręcznik obok nas.
Cały dzień na basenie z wariatami...
_______________________________________________________________________________
Hej przepraszam, że długo nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu. Jak mówiłam są wakacje i staram spędzać je jak najwięcej w gronie przyjaciół. Kiedy zacznie się rok szkolny będzie ich jeszcze mniej, ale myślę, że nie zapomnicie o mnie :)) Macie tutaj taki króciutki rozdział ... Następny będzie dłuższy obiecuję.
Dzisiaj miałam napisać coś o Lenie i Zaynie, ale niestety nie wyrobiłam się więc jutro dodam kolejny rozdział i będzie on Oczami Leny.! SERDECZNIE POZDRAWIAM
/Rox .

czwartek, 2 sierpnia 2012

Basen. Mańka, Kamil, Wojtek i Paweł.


Jest ranek. Bardzo gorący dzień. Wstałam z łóżka. Zrobiłam rodzinne śniadanie.  Zjadliśmy. Postanowiłam wybrać się na basen. Wyciągnęłam
moją torebkę z walizki i spakowałam do niej dwa ręczniki i wszystko co mniej więcej jest potrzebne. Ubrałam strój i zpięłam włosy w wysoki
koczek, a na to wszystko ubrałam okulary przeciw słoneczne. Wyszłam z domu.  Basen znajduje się niedaleko.

Kilka minut później byłam na miejscu. Kubiłam bilet i weszłam na basen. Rozłożyłam ręcznik. Przebrałam się. I ruszyłam w kierunku mostku nad
jednym z basenów. Stałam i patrzałam w wodę przez kilka chwil. Później podeszłam do basenu i zanurzyłam stopę. O wiele lepiej chodziło się
na basen z przyjaciółmi. Szkoda, że nie ma tu Leny. Stałam zamyślona nad basenem.
Nagle ktoś popchnął mnie ku wodzie.
-Lecisz!-krzyknął chłopak.
Ale w ostatniej chwili zdążył mnie złapać. Byłam wściekła. Odwróciłam się i złość minęła. Uśmiechnęłam się. Był to Kamil.
-Wystraszyłaś się?-zapytał z uśmiechem Kamil.
-Trochę.-powiedziałam.
-Z kim jesteś?-zapytał.
-Jak widać sama.-odpowiedziałam.
-A ty?-dodałam.
-Ja jestem z Wojtkiem i Pawłem.-powiedział.
-OO dawno Pawła nie widziałam.-powiedziałam.
-To choć do nas-zaproponował.
Przeniosłam ręcznik obok nich. Paweł i Wojtek siedzieli na swoich ręcznikach. Paweł popatrzył na mnie  jakby zobaczył ducha.
-Roxanne!-wykrzyczał Paweł.
-Hej!-krzyknęłam.
-Dawno cię nie widziałem.-powiedział.
-Tak ja ciebie też-przyznałam.
-Jeju tyle razy widziałem cię w TV.-powiedział ze śmiechem.
-Tak wiem.-powiedziałam.
-Współczuję ci! Musiałaś kochać Louisa.-powiedział.
Spóściłam wzrok na dół.
-Paweł baranie!!!-krzyczał Kamil.
-Nie w porządku. Tak kochałam go. -powiedziałam lekko przybitym głosem.
I nagle wszystko mi się przypomniało. Zapadła niezręczna cisza. Po chwili odezwał się Kamil.
-No to jak idziemy do wody?
-Tak-powiedział Paweł, a zaraz po nim Wojtek.
-Idziesz Rox?-zapytał Kamil.
-Tak.-odpowiedziałam.
Kamil wyciągnął rękę w moim kierunku. Wstałam. Stanęłam nad basenem, a obok mnie Kamil. Paweł i Wojtek już dawno byli w basenie. Próbowali
topić się nawzajem. Woda była zimna. Kamil odszedł parę kroków do tyłu. Rozbiegł się i wrzucił mnie do wody. Pociągnęłam go za rękę więc nie
wpadłam sama.
Zaczeliśmy się chlapać.
-Haha dobra, dobra starczy.-powiedziałam śmiejąc się.
Siedziałam na brzegu, a obok mnie Kamil. Paweł i Wojtek nadal się topili. Usłyszałam gwizdek. Jedna z ratowniczek zawołała ich do siebie.
-Hahaha wiedziałem, że tak to się skończy-powiedział Kamil.
Chwilę później znów wrócili do wody. Oczywiście po długich kazaniach ratowniczki.
Obok mnie do wody wskoczyła jakaś dziewczyna. Wynurzyła się. Twarz wydawała mi się znajoma. Odwróciłam wzrok w inną stronę.
-Rox to ty?-zapytała dziewczyna.
Odwróciłam głowę znowu ku niej.
-Tak a ty to kto?-zapytałam zdziwiona.
-Ja jestem Mania. Nie pamiętasz mnie?-powiedziała pytając.
Pomyślałam chwilę.
-Mańka! Cześć tempaku!-powiedziałam.
-Co ty robisz we Wrocławiu hm? Ostatnio widziałam cię w LA na koncercie One Direction.W Tv. A propo współczuę kochana.-powiedziała.
-Nie potrzebuję współczucia. Przepraszam, ale nie mam ochoty żeby o tym gadać. A i tak przyjechałam na parę dni.-powiedziałam.
-Ja mieszkam niedaleko. Przeprowadziłam się do innego mieszkania.-powiedziała.
Jak tak dalej pójdzie spotkam tu całą moją podstawówkę.Pomyślałam.  I chyba to wykrakałam, bo po chwili zauważyl mnie Filip. Podszedł i zadawał
znów te same pytania co reszta. Paczka prawie cała w komplecie... no prawie.

Wszyscy razem świetnie się bawiliśmy.
Chłopcy poszli skakać. Ja z Manią postanowiłyśmy, że będziemy tylko patrzeć.
-Wiesz, że Kamil nadal mi się podoba?-powiedziała.
-Naprawdę? Jeju minęło ponad pięć lat!-powiedziałam.
-Dużo zmieniło się od twojego wyjazdu do Los Angeles.
Nie chciałam znać szczegułów. Za kilka dni znów wylatuję do Stanów i nie będę zagłębiać się dalej we Wrocław. Kocham to miasto, ale coś ciągnie
mnie do Los Angeles. Tam pragnę ułożyć sobię życie.

Kamil siedział obok. Mania miała nadzieję, że nie słyszał kilku ostatnich zdań rozmowy. Naszczęście nie. Patrzał się na mnie i uśmiechał się lekko.
W pewnym momencie zauważyłam to, ale nie chciałam znowu pytać czy wszystko gra.


Minęło parę godzin wszyscy się świetnie bawiliśmy. To był udany dzień.  Razem z Mańką posłyśmy do przebieralni. Doprowadziłyśmy siebie do porządku
i ubrałyśmy się. Chłopcy czekali na nas przed przebieralnią. Wyszliśmy z basenu.
Wojtek, Paweł i Kamil pożegnali się z nami. Zrobiliśmy parę kroków i w pewnym momencie podbiegł do mnie Kamil.
-Ej podaj mi swój aktualny numer telefonu.-powiedział.
-Jasne .- Podalam mu swój numer.
-Umówimy się kiedyś wszyscy razem i pójdziemy całą paczką.-powiedział uśmichając się.
-Okej-odpowiedziałam.

Faktycznie może i nadal czuję coś do Kamila, ale nie chcę powtórki z rozrywki. Nie teraz. Nie w tym momencie. Napewno nie w najbliższym czasie.
A z resztą jakie to ma znaczenie. Za parę dni wyjeżdżam do Stanów. Mam tam dom, wspomnienia, stuia, przyjaciół. Ale tęskie strasznie za
Wrocławiem. Kocham to miasto i nigdy nie przestanę. Ale czuje, że moje miejsce jest w Los Angele. Może i tu się wychowałam, ale chciałabym
zacząć własne życie mieć własny dom i rodzinę w Los Angeles.  Miasto aniołów jak to ładnie brzmi choć nie dokońca takie jest...
_______________________________________________________________________________
No i jak wam się podoba? Bardzo dziękuję za 845 wyświetleń z każdą godziną przybywa. Dziękuję to naprawdę bardzo motywuje do pisania. Stwierdziłam, że uwielbiam pisać!
     Nie ma to jak mieć solidny dołek :))
/Rox