Piątek. Nareszcie. W sumie nic to zbytnio nie zmienia, bo i tak jest dużo nauki i zakuwanie do egzaminów. Nie rozumiem przecież dopiero
zaczął się rok szkolny, a tu już nauki w trzy dupy. W ten weekend obiecałam sobie, że jakoś mile spedzę ten weekend na spacerze w parku, albo
na przykład wybiorę się na jakieś zakupy, ale niestety chyba jak zwykle skończy się na moim gadaniu.
Leżałam w łóżku. Obudziłam się tuż przed zadzwonieniem budzika. Gdy zadzwonił pośpiesznie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Odbyłam
poranną toaletę i uczesałam w staranny kok włosy. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam bawełniany sweterek oraz granatowe rurki. Ubrałam się i
zbiegłam na dół. Zobaczyłam Lenę siedzącą przy stole z Zayn'em. Oboje rozmawiali o czymś szepcząc. Udało mi się podsłuchać co nieco.
-Nie wiem jak jej o tym powiedzieć Zayn. -powiedziała Lena głosem lekko przybitym.
-Powiemy jej to razem. Nie przejmuj się jakoś to zniesie jest dużą dziewczynką nie potrzebuje niańki.
-Zayn! ty nic nie rozumiesz! Nie chce jej zostawiać. Przecież wiesz... boję się, że zrobi to drugi raz, że w końcu Roxanne coś sobie zrobi.
Nie wytrzymałam wybuchłam!
-Nic sobie nie zrobię! dlaczego mi nie ufasz! Zrozum drugi raz nie popełnię takiego głupstwa!
Lena patrzała na mnie. Byłam wściekła. Nie mogłam w to uwierzyć. Ile razy mam powtarzać, że nie chcę do tego wracać! Chcę zapomnieć. Byłam
głupia, że próbowałam odebrać sobie życie, ale już tego nie zrobię. Nie chcę.
-Rox zrozum boję się o ciebie.-powiedziała troskliwie.
-Nie potrzebie.-odburknęłam.
-Ufam ci, ale po prostu... no...-próbowała coś wymyślić, ale chyba nie za bardzo jej sie to udawało.
-Traktujesz mnie jak dziecko. Czuje się jakbym rozmawiała z moją mamą w wieku trzynastu lat. I to jeszcze na tematy nauki.-powiedziałam
podniesionym tonem.
-Dobrze. Okej. Przepraszam. Przejdę od razu do sedna. Roxanne postanowiłam zamieszkać z Zaynem.-powiedziała stanowczo.
-Okej. To ta wielka tajemnica?
-Rox to nie żadna tajemnica. Po prostu mam wyrzuty sumienia, że chce cię zostawić. Przyjaźnimy się od zawsze. I trudno mi, ale kocham Zayna
i chce z nim być i ułożyć sobie życie.
-Rozumiem, nie mam nic przeciwko.-powiedziałam.
-To dobrze-odetchnęła z ulgą.
-Lena, porozmawiamy jak wrócę, bo śpieszę się. -oznajmiłam i wyszłam z domu.
Dosłownie przed progiem spotkałam Austina. Wpadłam na niego.
-Ojć! przepraszam.-przeprosiłam go.
-Nie ma za co. Własnie miałem po ciebie zapukać.-powiedział.
-No to już nie musisz. Jestem. Ale to milo z twojej strony.
-Idziemy?-zapytał.
-Tak.
Szliśmy rozmawiając głównie o szkole. W pewnym momencie naszą rozmowę przerwał sms od Pauline.
''Rox zapraszam cię na ślub. Szczegóły prześlę później w zaproszeniu. W ogóle jutro wieczorem wpadnę do ciebie. ''
Zaraz zaraz jaki ślub!? Wpadnie do mnie jutro wieczorem? Ok. Mam nadzieje, że się czegoś konkretnego dowiem. Czyżby to było to o czym myślę? Nie
to nie może być prawda.
~♣~
-Rox masz jakieś plany na sobotę?-zapytał.
-Nie, prócz książek.-odpowiedziałam.
-A może wybrałabyś się ze mną gdzieś?-zapytał ponownie.
-Gdzieś? to znaczy gdzie?
-Nie wiem. Wymyślę coś. -powiedział.
-Mam coś do stracenia. Chyba nie. Okej. -powiedziałam.
-Spoko wpadnę po ciebie o 20.00
Czyli randka? hah. Przecież nie można tego nazwać przyjacielskim spotkaniem. Czemu nie. Może być całkiem miło.
Wróciłam do domu po zajęciach. Leny nie było. Rzuciłam torbą, zabrałam swój kij i łyżwy i ruszyłam na trening.
Dosyć długo nie było mnie na treningu. Dziewczyny przywitały mnie serdecznie. Wyszłyśmy na lód. Jak zwykle mniej więcej to samo.
-Jutro bardzo ważny dla nas mecz-powiedział trener.
Musimy porządnie się przygotować.-dodał.
Zaczęliśmy ciężką pracę.
-Tomson!!-krzyczał trener.
Szybciej ruszasz się jak ciamajda!
Byłam przyzwyczajona do tego typu odzywek. To normalne.
Przyśpieszyłam. Jestem na pozycji napastnika. Po tej dłuższej przerwie trochę ciężko mi to szło, ale nie dałam za wygraną.
Jutro popołudniu mecz z drużyną z Kanady. Będzie ostro! Na całe szczęście nasz trener jest niesamowity i potrafi zmobilizować swoich
zawodników. Wszystkie jesteśmy znakomicie przygotowane na starcie z Kanadą. Będziemy walczyć o zwycięstwo.
Po treningu wróciłam do domu. Nie miałam już siły na nic. Lena widząc to dała mi spokój z rozmową na temat jej przeprowadzki. Położyłam kij
obok szafy i łyżwy umieściłam na półce gdzie ich miejsce. Byłam wykończona. Przebrałam się w cieplutką piżamę i padłam zmęczona na łóżko.
Nie trudno mi było zasnąć. Ale kocham to co robię...
_______________________________________________________________________
Po mojej długiej nieobecności tutaj. Znowu jestem. I mam opowiadanie. Kurde tak trudno mi wszystko pogodzić. Masakra z nauką nie nadążam, a wszystko inne wali mi się na głowę. Nieważne.
Komentujcie.
PS: Z góry przepraszam jak doszukacie się jakichś błędów, ale jest późno (przynajmniej dla mnie, bo miałam ciężki dzień) i naprawdę jestem zmęczona. :)
:d daleeej ;3
OdpowiedzUsuń