Usłyszałam huk. Obudziłam Zayna.
-Zayn. Zayn.-szeptałam.
-Co?-zapytał Zayn. Jeszcze zaspany i nie ogarnięty.
-Słyszysz?-zapytałam lekko przestraszona.
-Co mam słyszeć? Oj Lena oglądasz za dużo filmów kryminalnych.-powiedział zaspanym głosem.
Przewróciłam oczami. Wstałam i powoli wyszłam z pokoju. Szłam zaglądając w każde pomieszczenie na piętrze. Dotarłam do łazienki. Świeciło
się światło.
-Rox! Rox jesteś tam?-próbowałam uzyskać odpowiedź. Jednakże bez skutku.
Dziwne drzwi do lazienki były otwarte. Uchyliłam je lekko. Zajrzałam. To co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach.
-Roxanne!-wykrzyczałam ile sił w płucach.
Roxanne powoli zapadała w sen.
-Słyszysz mnie?! Nie zasypiaj!-krzyczałam.
Łzy spływały mi po policzkach. Wzięłam jak najszybciej ręcznik i zawinęłam poszarpaną i zakrwawioną rękę Rox. Zaraz potem do łazienki przybiegł
Zayn.
-Co tak stiosz?! Dzwoń po karetkę!-wykrzyczałam zapłakana.
Zayn wyciągnął telefon i wezwał karetkę. Nie musieliśmy długo czekać. Karetka przyjachała blisko po pięciu minutach.
Sanitariusze zabrali Roxanne do najbliższego szpitala w Los Angeles.
Pospiesznie się ubrałam i razem z Zaynem pjechaliśmy do szpitala w do którego przewieziona została Roxanne. Sanitariusze podali nam wcześniej
adres.
Weszliśmy do szpitala. Podeszłam do recepcji.
-Gdzie leży Roxanne Tomson?-zapytałam zdenerwowana.
-Panna Tomson... A tak jest. Niestety nie możecie państwo teraz tam wejść. Lekarze robią co mogą.-powiedziała pani siedząca za recepcją.
-Dobrze! Ale gdzie i na którym piętrze?-zapytałam.
-Drugie piętro sala numer 19.
Zerwałam się szybko i pobiegłam tam. Drzwi były zamknięte.
Minęły już ponad dwie godziny. Nadal nic nie wiemy. Drzwi do sali numer 19 nadal są zamknięte. Co kilka minut wychodzą z niej tylko
pielęgniarki przynoszące jakies narzędzia i inne rzeczy.
Po chwili wyszedł lekarz.
-I co z nią?-zapytałam.
-Robiliśmy co mogliśmy.-powiedział niechętnie.
-Ale co z nią ? Będzie żyła?!-próbowałam dojść do odpowiedzi.
-Nic nie mogę obiecać. Trzeba czekać.-powiedział.
-Mogę teraz do niej wejść?-zapytałam.
-Teraz nie ma takiej możliwości. Jak wszystko dobrze pójdzie będzie ją pani mogła odwiedzić dopiero jutro.-powiedział i odszedł pospiesznie.
Usiadłam na krześle stojącym przy drzwiach. Oparłam głowę o ręce. I po prostu się rozplakałam.
Lekarze mówią, że nie ma sensu stać tam bezczynnie. Trzeba czekać. Zawsze i we wszystkim. To czekanie jest najgorsze. Nieważne. Tak czy siak
pojechalismy z Zaynem do domu. Snułam się bezmyślnie po pokojach. Weszłam do pokoju Roxanne. Zauważyłam kopertę opartą o wazonik z kwiatami.
Wyjęłam kartkę.
Napisała list? Myślała, że tak po prostu pozwolę jej odejść?! O nie! Nie teraz! Nigdy.
Przeczytałam list. Łzy napłynęły mi do oczu. Podarłam go. Otworzyłam okno i wyrzyciłam. Ścinki listu powoli spadały na dół. Wiatr rozwiewał
je na różne strony.
Oparłam się o parapet pytając siebie dalczego...
______________________________________________________________
Hejka. Jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach.
Dzisiaj mile spędzony ostatni dzień tegorocznych wakacji :) Sesja z Kamilą. Zdjęcia jakoś powychodziły.
Jutro szkoła. Ja idę do pierwszej gimnazjum. Mam nadzieję, że jakoś to będzie...
Następne opowiadanie dodam jutro, albo po jutrze. Zależnie od czasu.
Mam nadzieję, że ten rok szkolny będzie lepszy niż ubiegły!
NIE DAMY SIĘ KOTYY! :)
/Roxanne
Suuper. ;*
OdpowiedzUsuń_______
Dziękuję za dzień<3
Roksan ! głupku mój ! kocham twoje opowiadania ! :* ej ej Rox nie może umrzeć ! :)
OdpowiedzUsuń