Odwiedzający : )

poniedziałek, 27 maja 2013

OGŁOSZENIA PARAFIALNE !

No to zacznijmy od początku.
1. Moja praca na tym blogu dobiegła właśnie końca. :(
2.Zakładam nowego bloga i piszę zupełnie o czymś innym . Chodzi o to, że dalej będę pisać opowiadanie, ale od nowa z nowymi bohaterami i na nowym blogu :)
3. Mam nadzieję, że będziecie wchodzić na nowego bloga i komentować oraz co chyba najważniejsze czytać .

Powód?
Powód jest prosty . Jeden komentarz góra dwa . :c  Chciałam BARDZO podziękować  za to, że przynajmniej ty to komentowałaś i czytałaś . Więc naprawdę wielkie dzięki : )

sobota, 18 maja 2013

,, ...Nic tu się nie zmieniło''

Czekałam na nią na lotnisku. Minął zaledwie jeden dzień, a ja już za nią tęsknię, bo nie mam z kim porozmawiać, poplotkować jak to dziewczyny. Co u Harry'ego? W prawdzie to nie mam zielonego pojęcia. Czemu? Bo wysłał parę sms'ów, a teraz cisza. Nie wiem już co mam o tym myśleć. Powoli mam takie wrażenie, że to nie ma sensu. Fakt zataił przede mną ważną informację, ale jakby nie patrzeć nadal go kocham. Dzwoniłam do niego kilka razy, ale nie odbierał. Tylko ta głupia sekretarka. W między czasie gdy czekałam na Manię na przystanku postanowiłam zadzwonić do Louis'a.
-Halo? -odezwał się miły głos mojego przyjaciela w słuchawce.
-Cześć Lou-odezwałam się .
-O Roxanne to ty! Cieszę się, że dzwonisz! Co tam u ciebie słychać ?!-powiedział brunet.
-Jest dobrze. Jestem w Polsce u taty . -uśmiechnęłam się mówiąc do słuchawki.
-Na prawdę ? I jak ? jakie plany na dziś ?-zapytał Louis.
-No idziemy z Manią na mecz, bo dzisiaj przyjeżdża. -powiedziałam .
-Oo no no to pozdrówcie chłopaków ! Przekaż, że One Direction trzyma za nich kciuki!-powiedział podekscytowany.
-Dobr...Jak to One Diection?-zdziwiłam się i to bardzo. Przecież dawno temu się rozpadli. Czyżby?... nie wierzę .
-Reaktywujemy zespół! Chłopaki stwierdzili, że byliśmy świetni! No i skoro jednak żyję warto by było powtórzyć tą przygodę! Co o tym myślisz?
-TO GENIALNY POMYSŁ! Louis to będzie coś !! -ucieszyłam się . Chłopcy są świetni i tego talentu nie powinno się zmarnować .
-Też tak myślimy . Mamy nadzieję, że się uda. Nadal jesteśmy przyjaciółmi . Mimo ostatnich spięć z Harry'm.
-Cieszę się, że już wszystko w porządku . A właśnie co u niego? Próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie odbierał . -postanowiłam zapytać .
-yy noo, bo ... chyba dobrze . Roxanne przepraszam Cię muszę kończyć . Miło było usłyszeć twój głos . Na razie !-powiedział to i rozłączył się .
Dziwne . Gdy tylko zaczęłam temat Harry'ego całkowicie urwał rozmowę . Miałam wrażenie, że coś się święci . Coś z czego nie będę szczególnie zadowolona.
**********************
Zobaczyłam przed sobą smukłą postać brunetki o lekko falowanych, długich włosach. Zmierzała rozpromieniona w moim kierunku z walizką . Tak, to była Mańka. Przytuliłam ją i razem weszłyśmy do taksówki . Gdy już dojechałyśmy pod dom Mani była godzina 14.20 mecz był na 15.00 postanowiłyśmy już wyjść . Lodowisko nie znajdowało się zbyt daleko, ale chciałyśmy iść powoli i jeszcze porozmawiać .
Mijałyśmy różne budynki i miejsca na spędzanie wolnego czasu we Wrocławiu. W tym park, basen i inne takie ciekawe miejsca.
Właśnie przechodziłyśmy obok basenu .
-Pamiętasz jak obie kochałyśmy się w Kamilu . Albo jak razem leżałyśmy na tym tam kwadratowym czymś i patrzałyśmy na chmury wyobrażając sobie, że właśnie ten ktoś podejdzie i nas wystraszy? -zaczęła
-Haha tak, a potem podszedł kolega z klasy i to zrobił...-powiedziałam
-Nie dokładnie o niego nam chodziło, ale okej . Dobry i on. -dokończyła.
-Haha owszem . Albo jak ci kolesie się na nas patrzyli leżąc na kocach. Podobali się nam i wtedy podeszli bliżej położyli się i dalej patrzeli, a my nie wiedziałyśmy co robić ? haha to było dobre.
-O ile pamietam były to najlepsze wakacje w naszym życiu ... przynajmniej w moim . Chciałam żeby takie były. I były.
-Tak, a pamiętasz noc spadających gwiazd ? Miałyśmy wtedy po 13 lat i wymyślałyśmy sobie różne życzenia? Jakie było twoje?-zapytała Mania.
-Moje życzenie... -pomyślałam chwilę.- A no tak było związane z Kamilem, a twoje ?-zapytałam.
-Dokładnie to samo. Zaczęłyśmy się śmiać . Nie wierzę w to. Minęło tyle czasu, a my nadal pamiętałyśmy te wakacje i ogólnie nasze dzieciństwo. Ale muszę przyznać Jestem wielką szczęściarą, że mam taką przyjaciółkę, która wytrwała ze mną do dziś . To naprawdę coś i wielkie szczęście. Ale w końcu ludzie, którzy chcą pozostać w Twoim życiu, zawsze znajdą na to sposób ...
______________________________________________________________________________
No przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale nie miałam weny. haha :D A tak na serio to nie miałam głowy, bo dosłownie wszystko mi się wali . Wszyściutko. Jest coraz trudniej no, ale w końcu nikt nie mówił, że życie będzie łatwe xD Dosyć tych sentymentów . Wracając do opowiadania . Jak myślicie co będzie dalej? I co z Harry'm? Liczę na wasze komentarze : ) :*
/Roxanne :**

piątek, 26 kwietnia 2013

Polska

Wróciłam bardzo późno. Zastałam Harry'ego śpiącego jak kamień . Po cichu zaczęłam dopakowywać różne rzeczy. Za dwie godziny samolot. W prawdzie mówiąc to już nie mogę się doczekać. Jak już mówiłam chcę od tego na razie uciec. Tak pobyć w innym gronie przez pewien czas. Zapomnieć o Los Angeles chociaż na chwilę. Zapięłam walizkę. Byłam już w pełni spakowana. Podniosłam walizkę z ziemi i powoli tachałam ją w stronę schodów prowadzących na przedpokój. Spojrzałam zdyszana na schody. Nie powiem było ich trochę. Po chwili poczułam zimną dłoń Harry'ego na mojej. Odwróciłam się i popatrzałam na zielonookiego loczka.  Wziął moją walizkę.
-Daj pomogę. -powiedział spuszczając wzrok na dół. Bezproblemowo zniósł ją na dół.
-Dzięki -odparłam cicho i skierowałam się w stronę salonu. Usiadłam na kanapie, a Harry zaraz po tym zrobił to samo. Wiedziałam, że na mnie patrzy więc wpatrywałam się przed siebie.
-Zawiozę cię na lotnisko. -oznajmił.
-Nie, poradzę sobie . Spokojnie. -odpowiedziałam .
-Roxanne zawiozę cię . -powtórzył.
-Nie trzeba już ci mówiłam. Zamówiłam taksówkę -odpowiedziałam loczkowi . Nie odezwał się . Dopiero po chwili milczenia raczył coś powiedzieć.
-I co ? -wydukał.
Spojrzałam na niego . Nie wiedziałam za bardzo o co u chodzi.
-Ale co? -zrobiłam dziwną minę.
-Teraz to tak ma wyglądać? Nasza rozmowa i w ogóle? -zapytał zirytowany.
Nie odpowiedziałam. Znowu patrzałam w jeden punkt przed sobą.
-Odpowiesz mi ?-zadał znowu pytanie. Cisza.
-Roxanne do cholery ! zależy mi na tobie! nie wyjeżdżaj . Przecież może być jak dawniej . Tylko ty i ja. -usiadł w taki sposób, że patrzał na mnie. Tylko na mnie.
-Co jak dawniej? Dobrze. Nadal będziemy się oszukiwać . Budować związek na kłamstwie! Tak tego chcesz?! A gdybym się o tym nie dowiedziała to nie powiedział byś mi o tym tak? powiedz szczerze. -wybuchłam .
Harry spojrzał w dół
-Nie. -odpowiedział cicho.
-No przynajmniej teraz jesteś szczery. -odpowiedziałam i szybko wstałam z kanapy i poszłam po bluzę . Ubrałam i z powrotem zeszłam na dół.
 Pod domem czekała już na mnie taksówka. Wzięłam walizkę i ruszyłam do niej . Minęłam Harry'ego w drzwiach.
-Cześć -rzuciłam szybko.
-Pa -odpowiedział patrząc jak wsiadam do taksówki. Odjechałam. Powoli traciłam z oczu nasz wspólny dom i znajome ulice, a także dom Leny i Zayn'a oraz Mani.
                                        *** NA LOTNISKU***
Odprawa bardzo długo się ciągła, ale po kilku godzinach opóźnienia weszłam do samolotu. Lot minął jak zawsze spokojnie. Wylądowałam na lotnisku we Wrocławiu. W Polsce powoli robiło się ciepło. Nie to co w LA . Tak już są upały, a tu ledwo dochodzi do 20 stopni, ale mimo to cieszę się, że tu jestem . 
Udało mi się złapać jakąś taksówkę. Podjechałam pod sam dom mojego taty. Tak teraz stwierdziłam, że nadal nic się tu nie zmienia. I dobrze stary dobry Wrocław nie jest zły. Takiego go pamiętam i chcę aby taki był . Kocham te miasto. Weszłam do klatki. Zadzwoniłam na domofon ponieważ drzwi do klatki schodowej były zamknięte.
-Tak? -odezwał się gruby głos mojego taty.
-Cześć tato . To ja Roxanne otworzysz? -zapytałam jak dawniej.
-Roksana! Tak pewnie !-Usłyszałam ten dziwny dźwięk i otworzyłam bez problemu drzwi. Roksana? Tak, tak własnie brzmiało moje polskie imię, ale w USA po prostu łatwiej niektórym mówić do mnie Roxanne. To tak bardziej w ich języku. Ja już z resztą też zdążyłam się do tego przyzwyczaić i nawet ,,Roxanne'' podoba mi się bardziej niż ,,Roksana''. No, ale znajdowaliśmy się w Polsce i tu raczej ludzie zwracali się do mnie po Polsku. Przywitałam się z tatą . Usiedliśmy w salonie. Tata oczywiście dopytywał co mnie tu sprowadza, ale na razie powiedziałam mu tylko tyle, że mam problem i chciałam od niego odpocząć i zostawić go w LA . Oczywiście dopytywał, ale nic więcej nie udało mu się ze mnie wyciągnąć . Nagle poczułam wibracje telefonu w kieszeni moich dżinsów. Dostałam sms'a. Nikt inny nie mógłby to być niż Mania.
''No SIEMA! I jak lot? Jutro ja wbijam do Polski więc ode mnie nie uciekniesz! ''-uśmiechnęłam się do aparatu.  Poszłam do swojego pokoju rozpakować się . Zajęło mi to trochę . Później było już późno. Weszłam na komputer. Facebook oczywiście . Nagle dostałam wiadomość :
No więc palny na jutro były już ustalone. 
________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. :) Bardzo dziękuję za miłe komentarze i mam nadzieję że będzie ich więcej . 

środa, 24 kwietnia 2013

Liebster Award

Na początek chciałam podziękować Natalii Styles za nominację *.* Bardzo bardzo bardzo Ci dziękuję :)
                                             Pytania i odpowiedzi :
1. Jak dowiedziałaś się o One Drection?
   Więc tak. O One Direction dowiedziałam się od mojej kuzynki. Byłam u niej i puściła What Makes You Beautifull i strasznie mi się spodobała ta piosenka. Potem w domu przesłuchałam inne ich piosenki i jakoś tak stałam się Directioner :)
2.Masz rodzeństwo?
    Nie, nie mam rodzeństwa, ale bardzo chciałabym mieć :)
3.Podaj pełną datę Twoich urodzin.
    2 luty 1999.
4.Jaka jest twoja ulubiona piosenka 1d?
   They don't know about us ♥
5.Trzy rzeczy jakie byś zabrała na bezludną wyspę.
   
Na pewno telefon, komputer i wiem, że to nie rzecz, ale spakowałabym jakimś cudem do walizki moich przyjaciół, bo bez nich jest nudno :)
6.Jaki jest twój ulubiony członek zespołu?
   Nie mam ulubionego członka zespołu. Wszyscy świetnie śpiewają i są na prawdę wspaniali, ale gdybym musiała wybierać np. po wyglądzie, albo co to wybrałam bym Harry'ego . 
7. Pamiętniki wampirów vs. Zmierzch.
    Zmierzch :)
8.Co cenisz w ludziach, a co nie znosisz?
   Cenię w ludziach szczerość i tolerancję. Wolę najgorszą prawdę niż kłamstwo. Nie znoszę to chyba łączy się z pierwszą częścią pytania kłamstwa :)
9.Jaki jest Twój ulubiony kolor?
   Zielony ♥
10.Ulubiony przedmiot w szkole?
      Polski ♥
11.Co sądzisz o swoim opowiadaniu?
     Trudno oceniać samemu coś co się pisze, ale zawsze pod opowiadaniem są miłe komentarze i po nich sądzę czy podoba Wam się to co piszę czy też nie :) 


Zasady:

Liebster Award jest to wyróżnienie przyznawane przez innych blogerów.Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która przyznała nagrodę. Następnie nagrodzony nominuję 11 osób (informując je o tym) oraz zadaje im 11 pytań.
Nie powinno się nominować bloga, od którego otrzymało się wyróżnienie.


NOMINUJĘ BLOGI :

Moje pytania :
1. Jak długi czas piszesz już opowiadania?
2. Podaj pełną datę swoich urodzin.
3. Masz rodzeństwo?
4. Masz zwierzątko?
5. Jaka jest twoja ulubiona piosenka? (nie koniecznie One Direction)
6. Masz płytę One Direction? Jak tak, to jaką ?
7. Masz książkę One Direction ,,Siła Marzeń''
8. Jak długo jesteś Directioner?
9. Ile blogów czytasz?
10. Jak ma na imię twoja Best Friend?
11. Jaki jest twój ulubiony sport ?

Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację :) 




wtorek, 23 kwietnia 2013

,,Pogubiłam się ...''

*Oczami Roxanne*
 Nie spałam całą noc. Nie mogłam zasnąć. Harry wrócił rano.  Ja zaś poszłam od razu po oczepinach. Przeprosiłam za to Lenę. Zrozumiała na szczęście. Było około godziny 6.00 Hazz właśnie wtedy wrócił do domu. Siedziałam na łóżku. Loczek wszedł do pokoju i stanął w drzwiach opierając się o futrynę. Był kompletnie pijany. Pierwszy raz widzę go tak nietrzeźwego. Spojrzałam na niego kontem oka.
-Na co się tak patrzysz ?-powiedział nieprzyjemnie.
-A to co już nie mogę na ciebie popatrzeć ? Z resztą nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. Jesteś pijany.-Mówiąc to wstałam z łóżka i podniosłam z ziemi swój telefon, który wcześniej mi wypadł.
-Ach no tak...zapomniałem. Przecież mnie już nie kochasz. Nigdy nie kochałaś! Byłem tylko taką odskocznią, zabaweczką od problemów. Powodzenia z Louis'em.-powiedział niewyraźnie i podszedł do mnie.
-Harry... połóż się lepiej i wytrzeźwiej to porozmawiamy, bo sam teraz nie wiesz co mówisz. -zwróciłam się do loczka.
-Ja nie wiem co mówię ? To ty nie wiesz co robisz! Ranisz mnie ! Nie rozumiesz tego!-prawie wykrzyczał chwiejąc się. -Chcę być z tobą a ty? Ty tak po prostu potrafisz zapomnieć o tym co było i nagle postanowiłaś przypomnieć sobie o Lou. -do oczu napłynęły mu łzy. Spojrzałam na niego.
-Harry ja nic nie postanowiłam. Nie odeszłam od ciebie . Ja po prostu muszę przemyśleć to wszystko . Myślisz, że mi jest tak łatwo. Co byś zrobił gdybym teraz umarła? Ułożył byś sobie po części życie z kimś innym . Wszystko byłoby genialnie tak jak sobie wymarzyłeś i po pewnym czasie okazało by się, że ja żyję i nadal Cię kocham . No co byś zrobił? - popatrzałam mu prosto w oczy.
Nastąpiła chwila ciszy.
-Na pewno nie rzuciłbym wszystkiego -powiedział .
-No tak, ale co byś zrobił ze mną . Zostawiłbyś mnie? Nic bym nie pamiętała. Nie wiedziałabym o tym, że masz nowe życie, nowe plany. Myślałabym, że nadal jesteśmy razem . Że zawsze byliśmy. -rzuciłam.
-Nie odpowiem na to pytanie. Kochasz mnie czy Louis'a ? -zapytał lokaty .
-Harry jesteś pijany...-zaczęłam .
-No odpowiedz!-krzyknął .
-Nic nie muszę Ci mówić . -powiedziałam obojętnie .
-Skoro jesteśmy nadal ''parą ''-podkreślił - to powiedz mi i bądź ze mną szczera.-oczekiwał wyjaśnień .
-Chcesz szczerości ?! Dobra ! Nie wiem rozumiesz, nie wiem . Kocham was obojga. Pogubiłam się już, a ty mi tego wszystkiego nie ułatwiasz ! Nie pomagasz mi! Zadajesz ciągle pytania. Mam was wszystkich dość! Tej całej porąbanej sytuacji! Szkoda, że Lena wtedy w łazience mnie zauważyła ... przynajmniej miałabym święty spokój. Ty byś był szczęśliwy z kimś innym, a Louis z kimś innym . -rozpłakałam się . Harry'emu zbladła mina. Wybiegłam z pokoju, a potem z domu. Nie odwracałam się za siebie choć w pewnym momencie usłyszałam głos Hazzy. Głos który mnie wołał. Omijałam ludzi a ulicy dalej biegnąc. Nie przejmowałam się niczym. Nie przejmowałam się tym co o mnie pomyślą, co powiedzą . Miałam to w dupie.  Jutro wylot do Polski. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko poukładać w jedną całość. Jeśli nie to... to już nie wiem ... Pogubiłam się totalnie i to we własnym życiu .
____________________________________________________________________________
Przepraszam za tak długą nieobecność, ale szkoła i te sprawy. Zbliża się koniec roku ♥ i trzeba popoprawiać oceny i tak dalej . Jak to zwykle przed wakacjami. No, ale dodaje coś macie! :) Komentujcie i  obserwujcie to bardzo motywuje. BARDZO DZIĘKUJĘ ZA NOMINACJĘ DO LIBSTER AVARD! Nawet nie wiecie jak się cieszę :)) ♥

niedziela, 24 marca 2013

Ślub cz. 3

* Oczami Harry'ego.**

Nie mogłem znaleźć sobie miejsca.  Siedziałem przy stole bawiąc się serwetką . Reszta gości doskonale się bawiła. Tylko ja i Louis siedzieliśmy jak jakieś kołki. Nawet nic do siebie nie mówiliśmy. Co jakiś czas spoglądałem na niego, a on na mnie. Martwiłem się. Nie wiedziałem gdzie jest Roxanne, a co gorsza nie wiedziałem co z nami dalej będzie. Wiedziałem jak bardzo kochała Louis'a. Bałem się, że wróci do niego, że już nie będzie tak jak kiedyś. Tak jak choćby kilka dni temu. Na prawdę mi na niej zależy. Kocham jej i jestem w stanie zrobić dla niej wszystko.
-Nie no ja nie wytrzymam zaraz!-powiedziałem do Louis'a. Ten popatrzał na mnie .
-Myślisz, że mi jest łatwo?! Nie, nie jest. -zwrócił się do mnie.
-Idę ją szukać!-oznajmiłem i zacząłem zakładać marynarkę . Louis wstał i powstrzymał mnie.
-Poczekaj. Przyjdzie. Daj jej trochę czasu. - usiadł z powrotem na swoje miejsce.
-Louis minęły już 2 godziny do cholery! A jeśli coś jej się stało?-zacząłem wyobrażać sobie najgorsze rzeczy.
-Co niby mogło jej się stać? No co?!-podniósł głos.
-Nie wiem, ale martwię się .
-Spokojnie, niedługo wróci.-uspokajał mnie przyjaciel. Znowu wróciliśmy do swoich wcześniejszych pozycji. Tyle, że zamiast bawić się serwetką zacząłem bawić się łyżeczką. Nagle podeszła do nas Lena.
-Nadal jej nie ma?- zapytała. Chcieliśmy by nie zepsuła sobie tego dnia, bo miał być to jej najlepszy dzień w życiu.
-A wygląda jakby wróciła?-rzuciłem oschle.
-Harry uspokój się do cholery!-podniosła ton.
-Przepraszam -powiedziałem cicho. Lena usiadła obok mnie i przytuliła mocno.
-Harry, wszystko będzie dobrze. -powiedziała panna młoda.  Pokiwałem głową na znak, że przyjąłem to do wiadomości, ale coś w to nie chciało mi się wierzyć.
-Idź się bawić . To twój dzień . - uśmiechnąłem się miło.
-Harry...-powiedziała.
-Idź .
Lena wstała i skierowała się w stronę Zayn'a. Odwracając się co jakiś czas. W końcu zaczęła z nim tańczyć. W pewnym momencie na salę weszła Roxanne. Pośpiesznie wstałem zostawiając swoją łyżeczkę już w spokoju. To samo zrobił Louis . Podeszliśmy do dziewczyny. Chciałem ją przytulić, ale odepchnęła mnie. Wyraźnie dała mi do zrozumienia, że nie ma ochoty na czułości.
-Jesteś. Martwiłem się. -odetchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem ją całą i zdrową.
-Niepotrzebnie-powiedziała zimno.  Chciało mi się płakać, ale starałem się tego nie okazywać . Nie teraz . Nie tutaj.
-Lou możemy porozmawiać ? -zwróciła się do chłopaka stojącego obok mnie.  Powoli wiedziałem co ta ich rozmowa będzie dla mnie znaczyć. Wyszli na taras. Patrzałem na nich cały czas. Rozmawiali o czymś . W pewnym momencie przytulili się oboje. To koniec-pomyślałem. Po dłuższej chwili  Rox podeszła do mnie i oznajmiła .
-Wyjeżdżam .- Zrobiłem wielkie oczy i starałem się nie rozpłakać jak małe dziecko.
-Ale jak ? gdzie? kiedy?-zadawałem pytania swojej sympatii.
-Do Polski. Muszę wszystko przemyśleć . Po ślubie Leny i Zayn'a. Samolot mam za dwa dni. -odpowiedziała. Widziałem, że nie jest to dla niej łatwe. Tak samo jak dla mnie. Nadal cholernie ją kochałem.  Nie chciałem żeby wyjeżdżała.
-A co z nami?-zapytałem ponownie.
Rox spuściła głowę na podłogę.
-Muszę to wszystko przemyśleć. -powiedziała przybitym głosem.
-Chcesz powiedzieć, że to koniec ? Że nas już nie ma? Tak? -podniosłem głos.
-Tego nie powiedziałam. Chcę to po prostu wszystko przemyśleć . Rozumiesz?-powiedziała  spokojnie.
-Roxanne, nie pozwolę ci teraz odejść ! Słyszysz! - nie miałem zamiaru się uciszyć .
Zbliżyłem się do dziewczyny i przytuliłem ją . Tym razem mnie nie odepchnęła. Zaczynałem szczerze żałować tego, że wpakowałem się w to całe gówno. Ale nie sądziłem wtedy, że się w niej zakocham.

____________________________________________________________________________
No to tak. Wiem, że cholernie namieszałam z tym wszystkim, ale postanowiłam doprowadzić to opowiadanie do końca. To znaczy, że dodam tu jeszcze inne części. Dodaje rozdział mam nadzieję że się podoba. Komentujcie :)

niedziela, 10 marca 2013

Ślub cz. 2



Po skończonej ceremonii pojechaliśmy do dużego pałacyku w którym miało odbyć się wesele.
Przez całą drogą myślałam o tym wszystkim co się wydarzyło przed kościołem. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Co tu jest w ogóle grane. Louis żyje, tak po  prostu i ja się dowiaduje o tym dopiero teraz. Teraz gdy wszystko miało się doskonale układać i gdy jestem szczęśliwa. Co jak co, ale moi przyjaciele mają bardzo fatalne wyczucie czasu. Nic nie rozumiem. Ja i Harry byliśmy w drodze do pałacyku. Siedziałam zamyślona.
-Roxanne wszystko okej?- zapytał troskliwie spoglądając to na mnie to na drogę.
-I czemu jeszcze głupio się pytasz! DOBRZE WIESZ, ŻE NIE JEST OKEJ!- wydarłam się na loczka. Harry spojrzał znowu na mnie.
-Wszystko ci wytłumaczymy-powiedział.
-No to tłumacz do cholery! W ogóle jak mogliście mi to zrobić?! No jak?!-byłam wściekła wiedzieli, że Louis żyje, że nie umarł. Przecież nadal go kochałam, a może po prostu się mu znudziłam? Już sama nie wiedziałam co myśleć… co czuje.
-Dojedziemy na miejsce to wszyscy ci to opowiemy, dobrze?- zapytał spokojnie Harry.
-Dobra. –odpowiedziałam

Po jakichś 20 minutach byliśmy na miejscu. Pośpiesznie wyszłam z auta. Zauważyłam Niall’a i Camill którzy idą w moją stronę.
Kilka minut później przyjechali państwo młodzi. Zayn otworzył Lenie drzwi i wysiadła z auta. Oboje zaczęli witać gości. Potem wszyscy weszli do środka. Także Louis.

** 1 godzinę później**
Stałam z Harry’m na balkonie. Nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Nagle podeszli do nas Lena z Zayn’em i Camill z Niall’em oraz Louis. Nie wiedziałam jak się mam przy nim zachować.
-Powiecie mi w końcu jak było?- zapytałam już znudzona tym, że ciągle powtarzałam jedno i to samo pytanie . Wszyscy popatrzeli po sobie.
-No dobra. To kto zacznie ?-westchnął Louis.
-No raczej ty powinieneś !-powiedziałam .
-No dobra…to tak…-zaczynał, ale nie dokończył, bo wtrącił się Zayn.
-Dobra nie obijając w bawełnę. Było tak jak podawali w telewizji. Jak się dowiedziałaś od lekarzy, że Louis był bardzo pobity. Był w śpiączce. Wszyscy myśleliśmy, że się nie obudzi i poszliśmy na układ z lekarzami, bo mówili, że nie ma szans na to aby wszystko wróciło do normy. No ale jednak Lou się obudził i żyje. Nigdy nie umarł.-tłumaczył Zayn.
Byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co mówił Zayn. Przez cały ten czas myślałam, że Louis nie żyje. Już nawet nie mówię o tym co chciałam przez to zrobić i jak bardzo z tego powodu cierpiałam.
-A co z pogrzebem? O co z tym chodziło? I kto to był?-zapytałam ciekawa odpowiedzi.
-To nie byłem ja-powiedział Louis.
-Aha. Dobrze się bawiliście?! –powiedziałam i wyszłam.
Byłam wkurzona na moich przyjaciół. Musiałam ochłonąć. Nagle zobaczyłam Harry’ego biegnącego za mną.
-Roxanne!-krzyczał. Nie zwracałam na to uwagi. Dogonił mnie i złapał za rękę.
-Roxanne, czekaj!-powtórzył.
-Co?-odparłam wkurzona na loczka jak i na całą resztę.
-Gdzie idziesz?-zapytał.
-Muszę się przejść.-odpowiedziałam krótko.
-Pójdę z tobą .-odrzekł.
-Nie, idę sama-powiedziałam nieco spokojniej.
Już miałam iść dalej gdy nagle usłyszałam za plecami głos Harry’ego.
-Roxanne, ale to między nami nic nie zmienia tak?-zapytał.
Zignorowałam to i poszłam dalej nie odwracając się za siebie.
___________________________________________________________
No dodaję kolejny rozdział .  Komentujciee: > z góry dzięki .
3 komentarze= dodaję następną część :)
Miłej niedzieli :*

wtorek, 5 marca 2013

Ślub cz. 1

Ja i Harry wstaliśmy bardzo wcześnie rano by się przygotować. Byłam już ubrana w błękitną sukienkę, która z boku miała przyczepioną kokardę również tego samego koloru. Do tego szpilki. Z włosów miałam zrobione same loki. W tym Harry mi doradził, a raczej się uparł. Lena nie odzywała się przez te kilka dni. Nawet nie odpowiadała na sms-y. Pewnie nie miała czasu. No nie ważne. Tak czy siak za godzinę mamy być w kościele, a mój kochany loczek nadal męczy się z zawiązaniem krawatu. Popatrzałam na niego.
-Haha gotować to ty potrafisz, ale krawatu zawiązać za chiny.-zaśmiałam się.  Podeszłam do niego i pomogłam mu z tym problemem. Zawiązałam.
-Dziękuję -uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta.
Nim się obejrzeliśmy czas kazał nam już wychodzić. I tak zrobiliśmy . Zamknęłam dom i wsiadłam do auta. Ruszyliśmy.

Dojechaliśmy w 15 minut. Goście stali już pod kościołem. Przywitałam się z Leną, Camill oraz Niall'em i Pauline.
-Jak tam denerwujesz się? -zapytałam choć i tak wiedziałam jaka będzie odpowiedź .
-Jeszcze pytasz? - przeczuwałam, że odpowie mi coś w tym stylu.
-Tak myślałam-zaśmiałam się.
Pauline patrzała na Harry'ego. To było do zauważenia, ale nie zwracałam na to uwagi. Jesteśmy przyjaciółkami, a że trochę się pozmieniało to już nie moja wina.
- Co u ciebie ?- w końcu odezwała się do loczka.
-A dobrze -odpowiedział. Sztywna rozmowa. Okej, można i tak . -pomyślałam. Zayn biedaczek czekał już w kościele na swoją przyszłą żonę.
-No to Zayn nie ma szans się już wycofać -palnął Niall.
-Dziękuję ci za wsparcie Niall-powiedziała poważnie Lena choć wszyscy wiedzieliśmy, że mówiła to na żarty.  W pewnym momencie moją uwagę przykuł jeden z gości. W średnim wzroście brunet w czarnym garniturze trzymający bukiet i prezent. Był odwrócony do nas tyłem. Wypatrywał kogoś. Przynajmniej tak mi się wydawało.  Nagle odwrócił się w naszą stronę . Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Myślałam, że zobaczyłam ducha, bo chyba nawet tak było. Brunet podszedł do nas.
-Cześć wszystkim ! Lena gratulacje -powiedział patrząc na pannę młodą. Niewiarygodne ten sam głos i wygląd. Jak to możliwe.
-O Roxanne nareszcie cię widzę. Tęskniłem . - powiedział. Zatkało mnie totalnie. Harry objął mnie. Chłopak widząc to trochę się zdziwił.
-Przepraszam, skąd mnie znasz?-zapytałam. Myślałam, że to... ale nie to nie mogło być prawdą.
-Nie pamiętasz mnie? Jestem Louis Tomlinson. -Przedstawił się ze zdziwieniem. Zrobiło mi się słabo. Louis? Czy to są jakieś żarty ? Przecież Louis nie żyje! Upadłam na ziemię .  Gdy się obudziłam nade mną stał Harry z wystraszoną miną, Lena, Camill, Pauline, a także Louis. Wstałam .
-Kochanie. Wszystko w porządku?!-zapytał troskliwie Harry. Lou popatrzał na niego dziwnym wzrokiem.
-Kochanie?-zapytał oburzony.
-Tak, oni są parą -odezwała się Camill.
-Parą?-powtórzył pytając.
-Tak -powiedział zdecydowanie Harry. Louis posmutniał. Więc to jednak on. Ale to przecież jest jakiś sen . Pewnie zaraz się obudzę . Louis nie żyje . Przynajmniej tak sądziłam do tej pory.
-Nic mi nie jest -odpowiedziałam na pytanie Harry'ego.
-Na pewno, a może jednak zawiozę cię do szpitala?-zaproponował loczek.
-Nie Harry wszystko w porządku.-oznajmiłam i popatrzałam na Louisa.
-Poczekajcie, bo ja tu czegoś nie rozumiem ...-odezwałam się nadal nie wierząc w to co się dzieje.
Wszyscy spojrzeli na mnie w tym także Lou.
-Ale przecież ty nie żyjesz?-zwróciłam się do Louisa.
Louis popatrzał na mnie z miną jakby zaraz miał się rozpłakać .
-To długa historia-powiedział.
-W takim razie chcę ją poznać !-rzekłam.
Lou popatrzał na wszystkich.
-A wy ? Wy też o tym wiedzieliście?!-rozejrzałam się po nich.

Nagle do Leny podszedł ojciec.
-Jesteś gotowa?-zapytał jej tata.
-Chyba tak -powiedziała. Spojrzała na mnie i szepnęła:
-Wszystko ci wytłumaczymy, obiecuję.- Po czym weszliśmy do kościoła. Przy ołtarzu czekał Zayn. Zajęliśmy miejsca i rozpoczęła się ceremonia ślubu. Po drugiej stronie siedział Louis i Pauline, a także reszta gości . Ja i Harry byliśmy w charakterze świadków. Co jakiś czas spoglądałam na Lou, a ten odwzajemniał to. Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się stało.  Louis żyje. Nie wiem już kompletnie co mam myśleć. Z trudem powstrzymywałam łzy.
_____________________________________________________________
Jak się podoba? Cz. 2 wstawię na 100% jutro około 19.00 Piszcie komentarze :> to bardzo motywuje : * Jak myślicie co się stanie? HAZZA CZUWA = 69 postów <3

niedziela, 3 marca 2013

Nieobecna

Kolejny dzień. Rano obudziłam się, a obok mnie leżał Harry. Spał jeszcze. Usiadłam i spojrzałam na zegarek. Była godzina 8.00. Wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i ruszyłam w kierunku szafy. Wyciągnęłam białą luźną bluzkę z pacyfką o krótkim rękawie i do tego czarne rurki. Włosy upięłam w niedbałego koka, a grzywkę spięłam do góry wsuwkami. Była niedziela. Ten dzień według mnie jest beznadziejny. Nudny, a do tego w Los Angeles lało jak cholera. Dzisiaj razem z Camill miałyśmy pomóc Lenie w wyborze sukni ślubnej.  Poszłam do kuchni i wyciągnęłam z lodówki mleko, zagotowałam je i wsypałam kilka łyżeczek kakao. Zabrałam swój napój i usiadłam przed telewizorem.  Jakieś 10 minut później usłyszałam czyjeś kroki na schodach. To był Harry. Na głowie burza loków i w długich, szarych dresowych spodniach i do tego bez koszulki zszedł na dół. Poszedł do kuchni, otworzył lodówkę  po czym ją z powrotem zamknął. Przyszedł i usiadł obok mnie. Popatrzałam na niego.
-Jesteś głodny?-zapytałam, bo nikt normalny nie otwiera lodówki bez powodu.
Harry pokiwał głową twierdząco.
-Może zrobimy naleśniki? -zaproponował zielonooki chłopak.
-Dobra-powiedziałam miło kładąc kubek z kakaem na stole i uśmiechając się do zaspanego loczka poszłam do kuchni i wyjęłam patelnię. Loczek zajął się składnikami. Zawsze razem robiliśmy śniadania. Odkąd zamieszkaliśmy razem było to takim naszym zwyczajem. Oboje uwielbialiśmy gotować i zawsze sprzeczaliśmy się kto ma dzisiaj gotować obiad albo jakiś inny posiłek, więc stwierdziliśmy, że będziemy gotować razem i muszę przyznać że całkiem nieźle nam to wychodzi. Po skończonym posiłku z powrotem wróciliśmy do oglądania telewizji.  Po godzinie oglądania dobiegł mnie dzwonek mojego telefonu.  Wzięłam go i popatrzałam na wyświetlacz ''Numer prywatny'' nagle przypomniałam sobie o wczorajszym dziwnym telefonie. Włosy zjeżyły mi się na głowie. Harry zauważył moje zaniepokojenie.
-Wszystko w porządku?-zapytał troskliwie.
-Tak, tak przepraszam cię na chwilę skarbie-powiedziałam i ruszyłam do kuchni . Odebrałam.
-Tak słucham?-powiedziałam poważnie.
-Witaj skarbie, jak mija poranek?-zapytał tajemniczy głos w  telefonie.
-skarbie? kim jesteś?-zapytałam nerwowo.
-Niedługo się nareszcie spotkamy!-ucieszył się.
-Ale kim jesteś? z kim rozmawiam?-zadawałam pytania.
-Strasznie za tobą tęsknię!-zignorował ktoś to co mówiłam.
Bardzo się wystraszyłam. Rozłączyłam się. Harry podszedł do mnie i złapał mnie w talii po czym mnie przybliżył do siebie.
-Kto dzwonił?-zapytał
-Koleżanka -odpowiedziałam krótko. Loczek popatrzał  na mnie i zmarszczył czoło.
-Hmm... i koleżanka ma na imię ''kim jesteś''-powiedział śmiejąc się .
Popatrzałam na niego i odłożyłam telefon na blat w kuchni.
-Powiesz mi w końcu o co chodzi? Martwię się. Od wczoraj chodzisz jakaś zdenerwowana. Coś się stało? O czymś nie wiem? Możesz powiedzieć mi wszystko. -uśmiechnął się miło.
Nie, wszystko jest dobrze-uśmiechnęłam się choć wcale nie było dobrze. Byłam bardzo ciekawa kim jest osoba która do mnie dzwoni i dlaczego mówi, że mnie kocha. Głos był znajomy. Nawet za bardzo znajomy, ale jak na złość nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należał. Skoro ten ktoś mówił, że tęskni to znaczy, że już kiedyś się widzieliśmy, że się znamy. Nic już nie rozumiem.
-Roxanne, przecież widzę, że coś jest nie tak. Możesz mi przecież powiedzieć -uśmiechnął się ponownie Hazza. Postanowiłam mu jednak powiedzieć.
-Od wczoraj ktoś do mnie dzwoni. Mówi, że mnie kocha i tęskni, a co najlepsze zna też ciebie.-tłumaczyłam.
-Mnie?-zapytał ze zdziwieniem loczek.
-Tak -odpowiedziałam.
-A nie przedstawił się?-usiadł na blacie w kuchni.
-No właśnie pytałam go o imię, ale nic. Ignoruje te pytania. -podeszłam do siedzącego loczka.
-Dziwne-powiedział.
-W jego głosie jest coś znajomego-spojrzałam na Harry'ego. Ten popatrzał na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem.
-Dobra jedziemy, bo zaraz będziemy spóźnieni-całkowicie zmienił temat . Chyba nie wziął tego wszystkiego na poważnie. Ruszył na górę. Po piętnastu minutach zszedł trzymając kluczyki od samochodu.

**Oczami Leny**
Zayn pojechał załatwić jeszcze kilka ostatnich spraw związanych z weselem. Już wszystko jest dopięte na ostatni guzik tylko jeszcze ta sukienka.  Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To pewnie Roxanne i Camill. Miały pomóc mi w wyborze sukni ślubnej. Otworzyłam.
-Witam panią młodą -powiedział Hazz. Obok niego stały dziewczyny.
-Jeszcze nie-powiedziałam uśmiechając się w ich kierunku.
-Oj tam -puścił oczko.
-No to jak jedziemy?-zapytała Camill.
-Tak, poczekajcie pójdę jeszcze tylko po torebkę .-oznajmiłam i poszłam szybko po nią do salonu.

**Oczami Harry'ego**
Byliśmy w domu Leny i Zayn'a. Lena wróciła i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Dziewczyny przez całą drogę rozmawiały o sukienkach, makijażu i innych takich duperelach. Dotarliśmy na miejsce.
-Jak skończycie to zadzwoń przyjadę po was-powiedziałem do Rox. Dziewczyna otworzyła drzwi  od samochodu.
-ekhem-chrząknąłem i spojrzałem na Roxanne która patrzała na mnie zdziwiona.
-Tak bez pożegnania wychodzisz?- zapytałem drażniąc się.  Roxanne posłała mi uśmiech i pocałowała mnie w policzek .
-Tak lepiej -powiedziałem. Rox i reszta wyszły z auta i skierowały się  w stronę sklepu. Odjechałem.

**Oczami Camill**
Najpierw poszłyśmy pomóc wybierać suknię dla Leny. Roxanne przez cały ten czas była jakaś nieobecna. Myślałyśmy, że pokłóciła się z Harry'm, albo coś w tym stylu, ale nie wszystko było dobrze, nawet za dobrze. Oni świetnie do siebie pasowali.  Nie mogłam już wytrzymać i zapytałam ją o co chodzi:
-Rox, co jest?
Roxanne podniosła głowę .
-hm?-zupełnie nie wiedziała co do niej powiedziałam.
-Zapytałam czy wszystko w porządku.
-Tak-posłała sztuczny uśmiech.
-No przecież widz...-nie dokończyłam, bo przerwał mi telefon Roxanne. Wyciągnęła go i spojrzała na wyświetlacz po czym znowu schowała go do torebki.
-Nie odbierzesz?-zapytała Lena przymierzająca suknię. Stała na wzniesieniu, a ekspedientka poprawiała suknię i przypinała różne ozdoby do niej.
-Nie.-odpowiedziała krótko, ale stanowczo.
-Ale może to coś ważnego?-zasugerowałam.
-Nic ważnego-powiedziała równie stanowczo jak wcześniej. Widać było, że jest zdenerwowana.
-Roxanne co się dzieje -zapytała Lena.
-Nic. Przepraszam was na chwilkę - powiedziała to i wyszła przed sklep. Rozmawiała z kimś przez telefon. Gdy skończyła wróciła do nas, ale w jej zachowaniu nic się nie zmieniło, nadal była zdenerwowana i nie potrafiła się na niczym skupić.
-Rox powiesz w końcu o co chodzi?-zapytałam zaniepokojona.
-No nic, a co ma się dziać -znowu posłała sztuczny uśmiech.
-Jesteś jakaś nieobecna-dodała Lena.
-Ja muszę już iść. Wybaczcie spotkamy się później. Sukienka jest świetna-pochwaliła i wyszła.
_________________________________________________________________
Przepraszam, że nic nie dodawałam. Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Komentujcie i obserwujcie : > To bardzo motywuje :*

wtorek, 26 lutego 2013

Dziwny telefon...

Wyszłam z lodowiska strasznie zdenerwowana. Camill próbowała mnie uspokoić . To cud, że jej czegoś nie zrobiłam, bo taki miałam zamiar. Jak ona w ogóle może mówić takie bzdury. Ledwo go znała i ogólnie ledwo znała mnie i już oceniała nasz związek. Miałam ochotę wrócić do tej szatni i jej tą za tapetowaną buźkę obtłuc, ale dałam za wygraną. Przed lodowiskiem czekał Harry i Niall. Rzuciłam się chłopakowi na szyję.
-Ooo jakie miłe powitanie –powiedział Hazz puszczając mi przy tym miły uśmieszek. Pocałowałam go w policzek.  Harry złapał moją dłoń .
-Idziemy?-zapytał.
-Tak-odpowiedziałam .
-Poczekajcie! Zapomniałam z szatni kija. –Camill szybko pobiegła po niego.  Nagle zauważyłam jak Lexi wychodzi z lodowiska. Patrzała na nas razem z tą swoją ‘’podwładną’’. Myślałam, że zaraz pożre Harry’ego wzrokiem.  W pewnym momencie zauważyłam, że zmierza w naszym kierunku.
-Cześć Harry –powiedziała tym swoim kiczowatym głosikiem. Myślałam, że zwymiotuję .
-Cześć- odpowiedział przyjaźnie Harry.  Patrzałam na nią . Śledziłam jej każdy ruch i analizowałam każde słowo i spojrzenie z jakim odzywała się do mojego chłopaka. Tak byłam zazdrosna, ale kto na moim miejscu by nie był? Camill stanęła w drzwiach widząc Lexi i Tiffany.  Przekręciła oczami i podbiegła do nas.
-O w końcu !-odetchnęłam z ulgą.  Miałam już dość przechwałek Lexi jaka to ona nie jest. Podobno zdobyła jakiegoś gola na meczu o którym właśnie opowiadała Harry’emu.  Myślałam, że wydrapię jej oczy. Wszystko się we mnie gotowało.
-Możemy iść –oznajmiła Camill.  Nagle zadzwonił mój telefon.  Wyciągnęłam go z kieszeni i popatrzałam na wyświetlacz. ‘’Numer prywatny’’. Odebrałam.
-Tak słucham?
-Roxanne! Tak długo nie słyszałem twojego głosu!-odezwał się głos w słuchawce. Był znajomy. Nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należał.
-Kim jesteś?-zapytałam zaniepokojona.
-Jesteś nadal w Los Angeles?-zapytał mężczyzna w słuchawce.
-Kim jesteś ?-zadałam ponownie to samo pytanie. 
-Roxanne wszystko w porządku ?-zauważył moje zaniepokojenie Harry. Dałam mu sygnał żeby się przez chwilę nie odzywał. Odeszłam trochę dalej. Harry rozmawiając z Lexi i Tiffany, patrzał na mnie cały czas.
-Harry! To był Harry prawda?!-wykrzyczał radośnie tajemniczy głos.  Byłam przerażona. Kim jest w ogóle ten mężczyzna i skąd zna Harry’ego? 
-T-tak, ale z kim rozmawiam –zapytałam ponownie .
-Przepraszam muszę kończyć. Dobrze było znów usłyszeć twój głos .  Kocham Cię . –powiedział ktoś w słuchawce i natychmiast się rozłączył. Byłam zdziwiona, a  zarazem przerażona. Głos był znajomy, ale nie mogłam sobie go z nikim skojarzyć . Nic już nie rozumiem … Kocha mnie? A to my się w ogóle znamy?  Patrzałam jeszcze na wyświetlacz telefonu .  Nagle poczułam, że ktoś mnie obejmuje od tyłu.
-Kochanie, idziemy?-zapytał zatroskany Harry.
-Tak-odpowiedziałam krótko. Po czym Harry złapał ponownie moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku domu.  Niall i Camill także planują zamieszkać razem.  Już za tydzień ślub Zayn’a i Leny . Nie mogę uwierzyć w to, że moja przyjaciółka wychodzi za mąż. Tak bardzo się cieszę z jej szczęścia.  Niall i Camill również zostali zaproszeni. Nareszcie zobaczę Liam’a  tak dawno go nie widziałam.

Usiadłam na kanapie, a obok mnie natychmiast zajął miejsce loczek.  Spoglądałam na telewizor. Harry patrzał na mnie jak w obrazek. W końcu się odezwał.
-Powiesz mi?-
Zwróciłam wzrok w kierunku zielonookiego.
-Ale co mam ci powiedzieć ?-zapytałam.
-No kto dzwonił .-powiedział ciekawy.
-Nie wiem –odpowiedziałam krótko i znowu skierowałam wzrok w kierunku ekranu.
-No jasne. Hmm… a może to jakiś przystojniak zawraca ci głowę ?-powiedział ze śmiesznym akcentem Hazza.
-Ależ oczywiście . Ma niebieskie oczy i jest mega przystojny –powiedziałam nadal patrząc w telewizor.  Harry popatrzał na mnie dziwnym wzrokiem .
-Głupek . Kocham tylko ciebie-powiedziałam i pocałowałam namiętnie lokowatego.
-Wariatka –odpowiedział uśmiechając się w moim kierunku . –A tak serio kto to był?-zapytał ponownie.
-Harry nie wiem. ‘’Numer prywatny’’ pewnie jakaś pomyłka –powiedziałam .
-Byłaś zbyt przejęta . –przyznał Harry.
-Wydawało ci się –uśmiechnęłam się do niego i ponownie go pocałowałam.  Harry posłał mi uśmiech i przytulił się do mnie. Razem zaczęliśmy oglądać film. Mam nadzieję, że dał za wygraną. Wiem, że to nie mogła być pomyłka . Ten mężczyzna znał mnie i jego . Postanowiłam nie mówić o tym dziwnym telefonie nikomu.
______________________________________________________________________________

No to macie kolejny rozdział . Mam nadzieję, że się podoba. Komentujcie! : *

piątek, 22 lutego 2013

2 miesiące później ...


Już po świętach . Spędziłam je wraz z  Harry’m  w Polsce  u moich rodziców, a sylwester w Londynie .  Jest Styczeń. Za kilka dni moje urodziny. Dokładnie za dwa dni. Ten dzień mam zamiar spędzić z przyjaciółmi i chłopakiem na jakiejś fajnej imprezie. Mieszkam już razem z Harry’m. Kupiliśmy dom niedaleko mojego starego miejsca zamieszkania.  Więc na szczęście nie muszę dojeżdżać na uczelnię mam blisko do Camill i na lodowisko. Zrobiłam kurs na prawo jazdy i zdałam egzamin pomyślnie za pierwszym razem. Było to takie moje noworoczne postanowienie, które udało mi się zrealizować.  Zdałam go za pierwszym razem pewnie dlatego, że oprócz kursów miałam dobrego nauczyciela , Harry’ego, który uczył mnie co nieco .
Dawno nie było mnie na treningu. Dziś idę pierwszy raz od tego wypadku na meczu. 
Więc wracając do początku . Obudziłam się około godziny 10.00. Poszłam się pośpiesznie ubrać, bo trening rozpoczynał się o godzinie 11.00 . Zaliczyłam poranną toaletę i zjadłam coś na szybko. Harry jeszcze spał.  Mój śpioszek –pomyślałam uśmiechając się patrząc na niego. Właśnie weszłam do naszej sypialni, bo zostawiłam tam torebkę. Ocknęłam się i zbiegłam na dół.  Umówiłam się z Camill, że spotkamy się w szatni.
Weszłam na lodowisko i pomknęłam do szatni .
-Roxanne ! Nic ci nie jest?-zapytała Megan.
-Nie nic w porządku –odpowiedziałam.
Camill właśnie wchodziła do szatni. 
-Caaam!-przywitałam przyjaciółkę.
-No nareszcie jesteś –powiedziała.  Uśmiechnęłam się .  Nagle do szatni weszła blondi . Tak właśnie, mówię o Lexi.  Jej koleżanka też zapisała się do naszej drużyny. Krew mnie zalewała gdy tylko widziałam jej …twarz, żeby nie powiedzieć brzydko.  Jej przyjaciółka miała na imię Tiffany . Również była blondynką . Po jej wyglądzie było widać, że  jest klonem swojej psiapsióły.  Weszły przeprały się i gadały o chłopakach. Zastanawiało mnie tylko jedno. Taka blond piękność i nie ma chłopaka? Haha a to ci nowina.

Weszłyśmy na lód. Camill podała do mnie krążek, a ja chciałam podać go do Megan . Niestety przeszkodziła mi Lexi która go przejęła.  Trener podzielił nas na dwie drużyny i mieliśmy trochę pograć.  Popchnęłam Lexi na bandę, a ta upadła. Podjechałam do niej.  Chciałam pomóc jej wstać, ale ta nie chciała.
-Mogłabyś trochę uważać !!-wykrzyczała dziewczyna.
-Sorry, ale na tym polega ta gra . Jesteś w przeciwnej grupie . Hokej to gra ciałem . Mogę rzucić cię na bandę laluniu-powiedziałam śmiejąc się.
Lexi wstała i masowała łokieć .
-Nie zasługujesz na Harry’ego.-powiedziała pod nosem jadąc w stronę boksu. Na jej nieszczęście to usłyszałam.
-Coś ty powiedziała!-wydarłam się .
-To co słyszałaś –powiedziałam chamsko. 
Podjechałam do niej i ponownie ją popchnęłam . Zobaczyły to Megan i Camill
-Rox co się stało ej!-krzyczała Camill próbując mnie odsunąć od Lexi.
-Ta szmata nie będzie mi mówić, że nie zasługuje na Harrego.!-krzyczałam wściekła.
-Bo nie zasługujesz!-powiedziała ponownie.  Podniosłam ją i postawiłam na nogi.
-Słuchaj laluniu . Jak ciebie nie było wszystko było okej. My byłyśmy jedną drużyną, a teraz wszystko psujesz!  To co łączy mnie i Harry’ego to tylko i wyłącznie nasza sprawa !-powiedziałam do niej.
-Wiesz mi Harry coś innego mówił, ale okej okej . To wasza sprawa. Ale ja wiem, że znudzisz się mu zobaczysz. Wtedy ja się nim zajmę.  On cię nie kocha. Rozmawiałam z nim . Ten wasz związek jest bez przyszłości. –powiedziała.  Co ona wygaduje . Harry nie mógłby…
________________________________________________________________________
No to tak. Opowiadania powoli dobiegają końca . To jest jedno z ostatnich . Nie wiem czy będziecie chcieli żebym pisała kolejne opowiadania . Całkiem nowe. A może wróce na nowego bloga którego niedawno założyłam . Tak chyba zrobię . Piszcie  w komentarzach . : *  

sobota, 16 lutego 2013

24 godziny na dobę ?


**Oczami Roxanne**
Obudziłam się następnego dnia w szpitalnym łóżku.  Koło mnie siedział Harry i patrzał na mnie.  Czekał aż się obudzę. W ręku trzymał wypis.  Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił to tym samym.
-Jak się spało pani Styles?-zapytał uśmiechając się.
-Chcę do domu panie Styles.-powiedziałam również z uśmiechem na twarzy.  Do pokoju wszedł lekarz . Przebadał mnie jeszcze na koniec i mogłam już iść do domu. Wszystko mnie bolało.  Przez najbliższe tygodnie treningi mam z głowy. Super nawet nie wiem jaki był wynik.  Trudno.
-Chodźmy do domu żono.-śmiał się loczek.
-Harry! Przestań –szturchnęłam go. 
Wyszliśmy. Wsiadłam do auta. Ruszyliśmy.
-Harry… a czy mój dom nie jest tam?-właśnie go minęliśmy.
-Tak jest.-powiedział patrząc na drogę.
-To nie powinieneś się tam… no nie wiem zatrzymać ?-zapytałam .
-Może.-odpowiedział krótko.
-Harry znowu zaczynasz?-zapytałam zrezygnowana.
-Teraz nie pozwolę ci mieszkać sama. Na jakiś czas pobędziesz u mnie –powiedział troskliwie.
-Harry, ale nic mi nie jest. –powiedziałam .
Nic nie odpowiedział. Zatrzymaliśmy się pod jego domem. Otworzył mi drzwi i wysiadłam.  Weszliśmy do środka. 
-Czuj się jak u siebie. –powiedział.
-Harry, ale naprawdę nic mi nie jest-powiedziałam  patrząc na niego. Ten podszedł do mnie i popatrzał mi w oczy.
-Wiem, ale to taki pretekst żebyś została na noc. –szepnął po czym mnie pocałował.  Zaczęłam się śmiać.
-Ja cię kiedyś uduszę…-szepnęłam.
-Też cię kocham skarbie.-uśmiechnął się miło. 
-Ja nawet nie mam ubrań. W czym ja będę spała hm?-zapytałam go.
-Nie marudź coś się wymyśli. Jesteś głodna?-zapytał.
-Trochę.-odpowiedziałam.
-To chodź.-powiedział loczek zachęcająco. Razem poszliśmy do kuchni i zrobiliśmy naleśniki z dżemem. Potem poszliśmy pooglądać filmy .  Tak jakoś szybko zleciał ten dzień. Było już dosyć późno . Harry dał mi swoją koszulkę i poszliśmy… spać …

Rano obudziłam się obok niego. Nie spał już .
-Mam wrażenie, że ty w ogóle nie sypiasz-powiedziałam ze śmiechem.  Ten uśmiechnął się tylko i dał mi buziaka na dzień dobry.
-Mogę ci coś zaproponować?-zawahał się.
-No mów.
Harry załapał mnie za rękę i popatrzał w oczy.
-Kupmy dom i zamieszkajmy razem. –powiedział. Zaniemówiłam. Dziwnie się poczułam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Harry, a to nie za szybko? –zapytałam zdziwiona.
-Ale przecież ja nie proponuję ci małżeństwa ani nic. Po prostu zamieszkajmy razem. –powtórzył.  Pomyślałam chwilę. W sumie dobrze było by mieć Harry’ego 24 godziny na dobę . Widzieć go codziennie.
-Dobrze-odpowiedziałam po dłuższej chwili.
Harry przytulił mnie .
-Kocham Cię wiesz?-powiedział.
-Wiem. Ja ciebie też kocham.-pocałowałam go.
__________________________________________________________________________
trochę ten rozdział taki bez sensu, ale jest :)

W szpitalu


**Oczami Harry’ego**
Jestem w szpitalu. Można tak powiedzieć, że się zgubiłem. Podszedłem do recepcji.
-Przepraszam. Niedawno przywieziono tu 20 letnią dziewczynę. –mówiłem szybko.
-Imię i nazwisko dziewczyny?-zapytała patrząc w jakieś papiery. Miałem wrażenie, że  w ogóle nie obchodziło ją to co do niej mówię. 
-Roxanne Tomson-powiedziałem  zasapany. Biegłem wcześniej.  Kobieta na recepcji popatrzała w stosik innych papierów i poprawiła okulary na nosie.
-Aaa tak. Panna Tomson. Jest teraz w zabiegowym. Bada ją lekarz- popatrzała na mnie uśmiechając się sztucznie. 
-A gdzie to jest?! –zapytałem przerażony. 
-Jest pan kimś z rodziny?-zapytała znowu ze sztucznym uśmiechem który doprowadzał mnie do szału.
Zaraz, zaraz jak powiem, że jestem jej chłopakiem czyli nie rodziną to mnie do niej nie wpuszczą . Wymyśliłem coś na poczekaniu.
-EE aa tak. Jestem jej mężem. –powiedziałem patrząc z poważną miną na starszą kobietę w recepcji.
-Ah dobrze.  Pana imię i nazwisko.-poprosiła. 
-Harry Styles-powiedziałem dumnie.
-Styles?-zapytała kobieta.
-Tak.-odpowiedziałem.
-I jest pan mężem Roxanne Tomson ? Tomson ? –zdziwiła się znowu poprawiając okulary. Cholera jaki ja jestem tępy. Znowu wymyśliłem coś na szybko.
-Tomson to jej nazwisko panieńskie- powiedziałem niepewnie.
-Ah no tak . Więc wzdłuż korytarza i po prawej jest gabinet zabiegowy. Zaraz pewnie pana wpuszczą. –powiedziała wskazując mi drogę.
-Dziękuję –odpowiedziałem i szybko pobiegłem w tamtym kierunku. Cieszyłem się, że ta baba to łyknęła.  Byłem już pod zabiegowym. Czekałem chwilę po czym wyszedł lekarz. Wstałem i podszedłem do niego.
- I co z nią?-zapytałem zniecierpliwiony.
- A kim pan jest?-zapytał lekarz.
-Mężem Roxanne.-powiedziałem uśmiechając się. Ależ wymyśliłem.
-Dobrze. Jest dobrze. To zasłabnięcie było spowodowane mocnym uderzeniem w głowę. Już wszystko jest w porządku. Pacjentka się wybudziła i teraz odpoczywa. Jutro już będzie mogła iść do domu.-powiedział lekarz.  Ulżyło mi. Na całe szczęście nic jej nie jest.
-Czy mogę do niej wejść?-zapytałem.
-Naturalnie, proszę. –otworzył drzwi. Wszedłem.
-Roxanne kochanie! Ale mnie wystraszyłaś !-powiedziałem i usiadłem obok niej . Roxanne uśmiechnęła się.
-Tak pani mąż biegał po szpitalu jak poparzony –powiedziała jedna z pielęgniarek która przypadkowo usłyszała moje słowa.
-Mąż?!-zapytała zdziwiona Roxanne.  Popatrzałem na nią w taki sposób, że zrozumiała o co mi chodzi po czym zaczęła się śmiać.
-A a no tak. –powiedziała .  Śmialiśmy się pod nosem.
Pielęgniarka wyszła z pokoju i zostaliśmy sami.
-Wow nie wiedziałam, że mam męża. –zaśmiała się Rox.  Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w usta.  Nagle do pokoju wbiegli Niall i Mania.
-Rox jak się czujesz ?! wszystko w porządku? –zapytała przestraszona Mania.
-Tak jest dobrze.-odpowiedziała jej Rox.
-Wyglądało to groźnie!-przyznał Nialler.
-Jest dobrze nie róbcie z tego afery! –powiedziała ponownie.
Oboje popatrzeli na siebie.  Do pokoju wszedł lekarz.
-Dobrze pani Styles. Jutro pani będzie mogła wyjść do domu, ale dzisiaj zostawimy panią na obserwacji. –powiedział i wyszedł z sali.
Niall i Mania popatrzeli na siebie ze zdziwieniem a potem skierowali swój wzrok na mnie.
-Harry czy coś nas ominęło?-zapytał Nialler.
-Tak. Szybki ślub przy recepcji –zacząłem się śmiać. 
-No pewnie, a ja jestem w 2 miesiącu ciąży.-powiedziała Roxanne śmiejąc się. Niall i Camill nie wiedzieli o co nam chodzi. Było widać po ich minach duże zdziwienie.
-A no właśnie Niall. Zostaniesz ojcem chrzestnym? A ty Camill matką chrzestną?-zapytałem zwijając się ze śmiechu.
-Roxanne ty na serio…?-nie dokończyła Cam, bo ja i Roxanne wybuchneliśmy śmiechem.
-Żartujemy przecież-odparła Roxanne. Niall i Camill odetchnęli z ulgą. Ja zwijałem się ze śmiechu z resztą tak jak Roxanne.  Lekarze nadal twierdzą, że Roxanne jest moją żoną.
_______________________________________________________________________________
Dodaje rozdział . Miłego czytania . Komentujcie, no . : *
xx 

piątek, 15 lutego 2013

mecz II


Dzisiaj mecz o 13.00. Obecnie jest godzina 11.00. Właśnie wychodzę na trening przedmeczowy. Zżera mnie stres jak nigdy dotąd. Nie wiem czemu, ale cała się trzęsę. Strasznie się denerwuje.  Mania czeka na mnie na dole już gotowa i razem zaraz wychodzimy.  Zeszłam do niej. Już ubierałyśmy buty gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Cam otworzysz? –zapytałam ubierając ostatniego buta.
-Jasne-odpowiedziała i ruszyła otworzyć drzwi.  Zaraz potem wstałam i podeszłam do Mani. W progu drzwi stali Niall i Harry.
-No to jak gotowe?-zapytał Hazza.
-Tak, ale mecz dopiero o 13.00 -powiedziałam.
-Wiemy , ale poczekamy na was na trybunach i popatrzymy na wasz trening. Mam nadzieje, że trener się zgodzi. –Uśmiechnął się Nialler.
-A czemu miałby się nie zgodzić?-zaśmiała się Camill. Wyszliśmy z domu. Dotarliśmy pod lodowisko.  Mieliśmy jeszcze 45 minut na przygotowanie wszystkiego . Czyli przebranie się i tak dalej.  Weszliśmy do środka. Nagle naszym oczom ukazała się blond włosa dziewczyna. Była ubrana w różowy sweterek i miętowe rurki.  Przekręciłam oczami. Na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Po co ona w ogóle dołączyła do drużyny po kiego grzyba nam taka lalka barbie. Nieważne.  Podeszłyśmy do szatni, a chłopcy mieli udać się na trybuny. No właśnie mieli. Gdy wchodzili po schodkach  zatrzymała ich Lexi.  Ja i Mania patrzyłyśmy na tą całą sytuację stojąc przy wejściu do szatni.
** Oczami Harry’ego**
-Cześć chłopaki.-powiedziała słodkim głosem Lexi.
-Cześć-odpowiedziałem i próbowałem iść na trybuny, ale poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
-I znowu się spotykamy. Za pierwszym razem to jeszcze, ale za drugim to już musi być przeznaczenie.-zachichotała niebieskooka blondynka. Spojrzałem na nią kątem oka. Przeznaczenie ? co ona bredzi. Nie zrozumiałem. Nie odezwałem się.
-Jesteś przyjacielem Roxanne prawda? –zapytała spoglądając na moją dziewczynę stojącą przy szatni.
-Chłopakiem-odpowiedziałem krótko.
-Ah, no tak. Harry Styles. Ładne loczki. –pochwaliła Lexi.  Byłem ciekaw do czego ona zmierza.  Nie wiedziałem czy miałem podziękować czy po prostu uśmiechnąć się i pójść na trybuny.  Znowu nic nie odpowiedziałem.
-Podaj mi swój numer telefonu . Może się kiedyś spotkamy  tak żeby pogadać bardziej się poznać. –zaproponowała blondynka. Podałem jej numer i poszedłem na trybuny wraz z Niall’em, który mnie ciągle pośpieszał.
-Stary po co ci jej numer? –zapytał zdziwiony Nialler.
-Nie wiem –odpowiedziałem.  Niall pokręcił głową niechętnie i popatrzył na lód. Właśnie dziewczyny zaczęły trening.  
Gdy go skończyły po krótkiej przerwie zaczął się mecz. Dziewczyny bardzo ostro walczyły o zwycięstwo, a my kibicowaliśmy im jak najgłośniej. Aż w pewnych momentach Rox albo Cam spoglądały na trybuny i zaczynały się śmiać.
W pewnym momencie jedna zawodniczka z drużyny przeciwnej zahaczyła kijem o łyżwy Roxanne. Ta zaś tracąc równowagę poleciała na bramkę.  Ja i Niall wstaliśmy żeby zobaczyć co się dzieje. Roxanne nie podnosiła się z lodu.  Na tafle wszedł trener dziewczyn . Rox nadal leżała nieruchomo.  Wystraszyłem się zbiegłem na dół po trybunach. Chciałem wejść na lód. Nie pozwolili mi.
-Nie może pan tam wejść-powiedział ochroniarz.
-Jak to?! Tam jest moja dziewczyna musi mnie pan tam wpuścić.-krzyczałem.
-Przykro mi nie mogę. –powiedział oschle.
Popatrzałem na lód. Nie było już na nim Roxanne. W boksie też jej nie ma.  Camill wskazała palcem na szatnie. Pobiegłem tam. Otworzyłem drzwi i razem z Niallem zobaczyliśmy kilku lekarzy i nieprzytomną Roxanne leżącą na podłodze. Zapytałem co się stało.
-Przewieziemy ją do szpitala-powiedział jeden z lekarzy.
-Którego? Gdzie? Proszę mi powiedzieć!!-krzyczałem.
-Stary uspokój się.-szturchnął mnie Niall.  Podali mi adres szpitala i nim się obejrzeliśmy przyjechała karetka która zabrała Rox. Byłem przestraszony. Niall został do końca meczu z Camill, a ja natychmiast pojechałem do szpitala gdzie trafiła Roxanne.

''Rozszarpię tą różową blondynkę !''


Po wczorajszej imprezie byłam wykończona. Kompletnie zapomniałam o treningu. Wzięłam wszystko co potrzebne i wybiegłam jak poparzona z domu.  Skierowałam się szybko do szatni i zaczęłam się przebierać. Na tafli trwała już zbiórka.  Wyjechałam na lód i stanęłam obok dziewczyn. Trener zmroził mnie wzrokiem po czym znowu zaczął wyjaśniać pewne rzeczy.  Nagle ktoś zaczepił mnie.
-Bu!-usłyszałam czyiś głos za sobą.  Odwróciłam się i zobaczyłam wysoką brunetkę w prostych włosach z grzywką na bok.  Nie miała na sobie kasku więc łatwo ją rozpoznałam.
-MANIA!-wykrzyczałam. Trener popatrzał  na mnie. Najwyraźniej mu przerwałam.
-Roxanne może ty powiesz to co chciałem wam przekazać? To naprawdę ważne. Jutro gramy mecz i usiłuję wam cos wyjaśnić, a ty mi przeszkadzasz. –powiedział trener.  Cała drużyna obróciła się i popatrzała na mnie.
-Dobrze. Przepraszam-powiedziałam lekko zaczerwieniona.
Trener objaśnił wszystko i przedstawił wszystkim nową zawodniczkę. 
-To jest Camill będzie razem z Roxanne na ataku.-oznajmił.  Ucieszyłam się . Damy radę jutro na jutrzejszym meczu. Już wszyscy mieli zaczynać trening gdy nagle trener Scoot na zatrzymał.
-Zaraz to nie wszystko. To jest Lexi moja córka. Również jest nowa. –powiedział. Zza jego boku ukazała się blondwłosa piękność. Miała niebieskie duże oczy i długie włosy sięgające do pasa.  Przyjrzałam się jej dokładnie i stwierdziłam po jej wyglądzie, że jej pusta.  I taka dziewczyna miała grać w hokeja? Haha wolne żarty. Prędzej się zabije na tym lodzie niż zdobędzie jakiś punkt dla drużyny.  Popatrzałam na Megan stojącą przede mną  i pokręciłam głową. 
-Dobra zaczynamy!-powiedział pan Scoot.
Zaczął się trening.  Nagle podjechała do mnie Megan.
-Widziałaś tą nową lalunie?-zapytała.
-No jasne ! daj spokój ! ona w drużynie ? super . –odpowiedziałam.
-Mam nadzieje, że trener nie będzie dawał jej forów tylko dlatego, że jest jego córką co? Jak myślisz?-zapytała ponownie Megan.
-Mam nadzieję, że nie . –mruknęłam spoglądając na Lexi która kompletnie nie radziła sobie na lodzie. 
-No, ale za to mamy Camill. Dobrze sobie radzi-powiedziała z uśmiechem Megan.
Potwierdziłam to i podjechałam do Cam.
-No hej . I jak?-zapytałam.
-Świetnie-uśmiechnęła się.
-Poznałaś już chyba wszystkich z tego co widzę-zaczęłam się śmiać.
-Tak . Dziewczyny są bardzo miłe-powiedziała Camill.
Zjechałyśmy do szatni po skończonym treningu i zaczęłyśmy się przebierać. Nagle do szatni wparowała Lexi.  Spojrzała na nas.  Szybko się przebrała i wyszła.  Wszystkie patrzałyśmy na siebie znacząco.  W naszej szatni zrobiło się różowo od jej rzeczy. Dosłownie w tym kolorze miała wszystko. Ochraniacze, łyżwy, a nawet kij.  Zaczynałam szczerze nienawidzić tego koloru. Gdy się przebrałyśmy  pożegnałyśmy się z dziewczynami i wyszłyśmy z szatni. Na zewnątrz zobaczyłam Harry’ego. Ah no tak obiecał, że po mnie przyjdzie.  Był z nim również Niall. Spostrzegłam, że chłopcy z kimś rozmawiają.  Tym kimś była Lexi ze swoimi psiapsiółami . Nie mogłam w to uwierzyć. Podeszłyśmy tam.
-Cześć kochanie-odezwał się Harry całując mnie w usta.  Uśmiechnęłam się. Lexi i Tatiana ta koleżanka od blondi patrzały z zazdrością na mnie i Harry’ego, a Tatiana kierowała swój wzrok na Niall’a i Camill którzy nie szczędzili sobie czułości . Innymi słowy całowali się.
-No nic my już chyba pójdziemy.  –powiedziała Lexi.  Spojrzałam na nią.
-Ok cześć-odparł Harry. To samo zrobił Niall.
-No to do zobaczenia chłopcy!- powiedziała słodkim głosem Lexi.
-Miło było was poznać- Tatiana mówiąc to puściła oczko do Niall’a. Spojrzałam na Camill. Myślałam że w tym momencie rozszarpię te dwie wiedźmy. Poczułam się wtedy jak w jakimś młodzieżowym serialu amerykańskim. Dwie zwykłe przyjaciółki, przystojniak i blondynka wraz ze swoją świtą.  Na całe szczęście obie dziewczyny odeszły.
Harry zawiózł nas do mojego domu i wszyscy miło spędziliśmy popołudnie. Jutro mecz.  Chłopcy obiecali, że nam pokibicują. Już nie mogę się doczekać.
___________________________________________________________________________
Wczoraj walentynki spędzone genialnie. Nie dodałam nic przepraszam.  Miłego czytania. 

środa, 13 lutego 2013

Niespodzianka !


Dojechaliśmy na miejsce. Dziwnie  się czułam. Byliśmy w środku lasu. Przed nami była wielka polana, a na niej stał tylko nieduży domek ogrodzony małymi choinkami.  Harry wysiadł z auta. Ja się wahałam. Loczek podszedł do mnie i otworzy drzwi podając mi rękę.  Wysiadłam. Ten złapał mnie za dłoń i ruszyliśmy w stronę domku. Harry otworzył drzwi. Weszliśmy do środka. Było to stare wnętrze. Na ścianach wisiały czarno-białe zdjęcia w lekko poniszczonych ramkach, zegar który praktycznie już nie chodził i meble też starego typu. Jedyne co mnie zastanawiało to drzwi z których dochodziły dźwięki głośnej muzyki.
-Harry gdzie my jesteśmy ?-zapytałam z przerażeniem rozglądając się po domku . Wyglądało to nawet trochę jak z horroru. Spostrzegłam nawet wypchane zwierzęta. Zmroziło mnie.
-Spokojnie choć-pociągnął mnie za sobą. Otworzył drzwi z których dochodziła muzyka.  Nagle moim oczom ukazały się balony, serpentyny, lampki i wiele innych takich ozdób. Wszystko to odbywało się na dworze tyle, że wszystko było zamknięte w szkle. Takie duże szklane pudełko.  Zdziwiłam się. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam.  Było tam mnóstwo ludzi, a nawet Mania z Niall’em którzy tańczyli razem wtuleni w siebie. HA! Wydało się w końcu. Teraz już się nie wykręci –pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-I jak masz ochotę zatańczyć?-zapytała podając mi rękę.
-Jasne-podałam mu moją dłoń i razem zaczęliśmy tańczyć. Akurat puszczona została wolna piosenka. Wszystko to było takie słodkie. Gdy się skończyła poszłam się przywitać z Manią i Niall’em.
-Hehe już wiem co tu się kroi –powiedziałam patrząc na nich.
-Nie wiem o czym mówisz –powiedziała Mania lekko się przy tym śmiejąc.
-Szczęścia kochana -przytuliłam ją.
-No a teraz powiedz jak długo jesteście ze sobą-popatrzałam na nią śmiejąc się.
-Em..no… to się zaczęło już przed wyjazdem do Californii.-powiedziała.
-Eh ja ci tu wszystko mówię, a ty co?-zaśmiałam się.
Nagle podszedł Harry i przytulił mnie od tyłu.
-Wszystko?-zapytał i uśmiechnął się łobuzersko.
-Zboczeńcu!-zaczęłam się śmiać. Było wesoło.  Razem z Harry’m tańczyliśmy i po prostu dobrze się bawiliśmy.  Na chwilę poszłam do toalety. Jakiś czas temu wyszła do niej Mania i długo nie wracała. Wiem może jestem przewrażliwiona, ale żeby tyle siedzieć w … nieważne.  Poszłam za nią. Nagle zobaczyłam, że Mania kłóci się z jakimś chłopakiem.
-Zostaw mnie słyszysz!-krzyczała.
-Oh daj spokój!-mówił do niej.
-Ej zostaw ją idioto !!- wydarłam się na chłopaka.  Ten podszedł do mnie i zaczął coś mamrotać . Był kompletnie pijany. Dobrze, że Mania pobiegła po pomoc. Do łazienki wbiegli Niall i Harry . Hazza odciągnął go ode mnie  i odepchnął go, a ten poleciał na drzwi.  Ja i Mania byłyśmy przerażone.
-Nic wam nie jest?-zapytał Niall.
-Nie nic-powiedziała  Mania.
-Jej jeszcze chwila i mogło by się to skończyć źle. Co on od ciebie chciał Camill?-zapytałam.
Niall słysząc to podszedł do leżącego i kompletnie pijanego  chłopaka i popatrzał na niego uśmiechając się.  Po czym solidnie go kopnął, a ten zaczął zwijać się z bólu.  Ja, Harry i Camill staliśmy patrząc na Niallera jakby ktoś nas przykleił do podłogi.  Nie znałam Niall’a od tej strony.
Camill rzuciła się na szyję chłopaka i pocałowała go namiętnie. Harry mnie przytulił. Wszyscy razem wróciliśmy na imprezę i znowu zaczęliśmy się dobrze bawić.

''Nie lubię niespodzianek''


Dzień zaczął się jakoś tak nudnie. Wstałam zrobiłam ze sobą to co trzeba i usiadłam na kanapie wraz z gorącą czekoladą. Pogoda była okropna. Ciągle padało i wszędzie były kałuże. Nawet na spacer nie było jak wyjść, a ciągłe oglądanie filmów robi się już po prostu nudne.  Nagle usłyszałam sygnał telefonu. Dostałam sms-a od Harry’ego.
‘’Kochanie. Bądź gotowa za 30 min. Będę punktualnie. ‘’
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Siedziałam tak jeszcze jakiś czas gapiąc się w tego sms’a , a potem stwierdziłam, że mam 30 minut na przyszykowanie się. Pobiegłam na górę i otworzyłam szafę. Nie wiedziałam co ubrać. W końcu wyciągnęłam białą bokserkę i czarne rurki, a na to jeszcze szary sweterek w czarne serduszka.  Ubrałam się i upięłam włosy w kok. Pomalowałam rzęsy i wyszłam z łazienki już gotowa do wyjścia. Wzięłam małą czarną torebkę włożyłam do niej chusteczki, portfel i telefon. Po czym zbiegłam na dół. Przez okno zauważyłam, że Harry czeka na mnie już pod domem. Wyszłam zamykając drzwi i wsiadłam do czarnego porsche Harry’ego. Ruszyliśmy.
-Harry dokąd jedziemy?-zapytałam podekscytowana.
-Wyglądasz zabójczo- skomplementował mnie loczek całkowicie zmieniając zdanie. Popatrzałam na niego zdziwiona.
-Harry kotek ja się pytam poważnie . Dokąd jedziemy?-zapytałam ponownie. Tym razem już z poważną miną. Harry zignorował moje pytanie.
-Harry żyjesz? Naprawdę zaczynam się bać.-Hazza patrzał na drogę uśmiechając się. 
Przez kolejne 20 minut drogi próbowałam wydusić od Harry’ego dokąd jedziemy. Bez skutku. Nawet się do mnie nie odezwał. Zaczęłam na niego krzyczeć. Byłam wkurzona, a on po prostu mnie ignorował.
-Harry do jasnej cholery zatrzymaj się ! Wysiadam!-krzyknęłam na niego. Ten zaczął się śmiać i dopiero wtedy zareagował i posłusznie się zatrzymał.
-Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?-zapytałam zdenerwowana.
-To niespodzianka. Gdybym ci powiedział nie byłoby już niespodzianki.-ponownie pokazał swoje dołeczki.
-Nie lubię niespodzianek –odparłam krótko .
Harry popatrzał na mnie i zaczął się śmiać.
- Ty nie lubisz niespodzianek. Jak to prawda to ja jestem święty.-powiedział.
-No to jesteś święty.-powiedziałam.
Harry zaczął się śmiać jeszcze bardziej.
-No i z czego się tak śmiejesz. Słuchaj jeśli teraz mi nie powiesz o co chodzi to ja wysiadam-powiedziałam.
-To wysiadaj –powiedział chamsko loczek.
-Ach tak?!-zapytałam nie dowierzając . Dobra!-dodałam i wysiadłam z auta. Harry odjechał. Nie wiedziałam kompletnie gdzie jesteśmy. Na moje szczęście przestało padać i pokazało się słońce. Szłam drogą prosto przez jakiś las. Bałam się. Cholernie się bałam. Jak on mógł mnie tu zostawić.
Nagle czarne porsche jechało bardzo szybko w moją stronę i będąc tuż obok mnie gwałtownie zahamowało. Harry otwierał powoli szybę.
-No nie wygłupiaj się . Wsiadaj !-zaproponował Hazza. Teraz to ja go ignorowałam.  Szłam dalej nie zwracając na niego uwagi. On jechał powoli przy mnie i próbował nakłonić mnie abym wsiadła.  Zatrzymał się a ja szłam dalej.  Wysiadł z auta i podbiegł do mnie.  Chwycił mnie od tyłu za rękę.
-Ej no weź proszę cię.-mówił zielonooki brunet. Nie zwracałam na to uwagi.  Szliśmy tak jakiś czas aż w końcu uległam i odezwałam się do Harry’ego.  Popatrzałam mu w oczy.
-Tak po prostu mnie tam zostawiłeś.-burknęłam.
-No już. Przepraszam. –powiedział słodkim głosem. Nie robiło to już na mnie żadnego wrażenia. Znowu go zignorowałam.  Szłam dalej. Harry w pewnym momencie zatrzymał mnie wplótł ręce w moje włosy i pocałował.
-Takie przeprosiny wystarczą?-powiedział uśmiechając się.  Pokręciłam głową i teraz to ja go pocałowałam.
-A taka odpowiedź wystarczy?-uśmiechnęłam się.
Razem wróciliśmy do auta trzymając się za ręce i ruszyliśmy. Choć Harry nadal nie chciał mi powiedzieć dokąd jedziemy, ale zostawiłam to już. Po prostu pojechaliśmy...
____________________________________________________________________________
Wczoraj nic nie wstawiłam bo nie miałam czasu. Dodaje dzisiaj i potem dodam kolejną część :> Komentujcie ^^

poniedziałek, 11 lutego 2013

Mania + Niall = ?

Dojechaliśmy nareszcie. Wysiadłam z auta Harry wziął moją walizkę i ruszyliśmy do mojego domu. Niall i Camill poszli do siebie. Otworzyłam drzwi, loczek położył walizkę obok komody w przedpokoju. Poszłam po pocztę do skrzynki przed domem. Hazza siedział na kanapie i czekał  na mnie. Gdy wróciłam usiadłam obok niego i zaczęłam przeglądać listy. Rachunek, rachunek... i? rachunek.  Aż  w końcu zobaczyłam list zaadresowany do mnie od Leny. Mieszkała parę przecznic dalej więc mogła po prostu do mnie przyjść, albo zadzwonić. Ale żeby od razu list? No cóż. Otworzyłam go i zobaczyłam zaproszenie. Nie na urodziny imieniny czy coś w tym stylu . Zaproszenie było na ślub. A dokładniej na ślub jej i Zayna. Wytrzeszczyłam oczy. Harry popatrzał na mnie.
-Łał szybko -powiedział. Spojrzałam na niego i potem z powrotem na zaproszenie. No nieźle pomyślałam.
-Wiesz w sumie są już nawet długo razem.-odpowiedziała. Harry uśmiechnął się. Pamiętam jak Lena wyprowadzała się z tego domu do jej własnego z Zayn'em. Pamiętam też w jakim byłam stanie i jak dużo mi wtedy pomogła. W prawdzie rzeczy gdyby nie ona ,mnie już by nie było na tym świecie. Pewnie wąchałabym kwiatki od spodu. Nie byłabym teraz z Harrym, a to wszystko przez własną głupotę. Wiele jej zawdzięczam. Sięgnęłam po telefon i napisałam do niej sms-a. '' GRATULACJE LENA! nawet nie wiesz jak się cieszę twoim szczęściem''-wysłałam.
Harry dziwnie się uśmiechał . Popatrzałam na niego i zmrużyłam oczy.
-Ale z głową wszystko okej? tak?-zapytałam.
Harry wybuchnął śmiechem.
-powiesz mi w końcu o co chodzi do cholery?-zdenerwowałam się.
-Miałem ci tego nie mówić, ale już nie mogę . -zaczął. Spojrzałam na niego pytająco.
-A to znaczy?-próbowałam go nieco pospieszyć z odpowiedzią.
-Wiesz, gdy wychodziliśmy z hotelu Niall pochwalił mi się, że tę noc spędził z Manią. I to wcale nie w clubie. Są razem-pokiwał głową twierdząco uśmiechając się mówiąc dwa ostatnie słowa.
-Co?!! dlaczego mi nic nie powiedzieli? -zapytałam.
-Nie wiem . Pewnie ci powie niedługo.- sypnął Harry dając mi buziaka w usta.
Mimo to cieszyłam się, że w końcu trafiła na odpowiedniego chłopaka. Ona i Niall bardzo do siebie pasowali. Dopełniają się nawzajem. Ci wszyscy kretyni co ją skrzywdzili powinni ją teraz po kolei na kolanach przepraszać. Zasługiwała na niego a on na nią.
Wszystko zaczynało powoli układać się jak trzeba. Oby już nic tego nie popsuło...
______________________________________________________________________
No to dodaję kolejną część. Dzięki za komentarze i liczę, że będzie ich coraz więcej :) Wypełnijcie ankietę obok ^^ chcę wiedzieć co myślicie na temat opowiadań na tym blogu. Mam nadzieje, że się podoba. Jutro koleja część.

Powrót do Los Angeles

Obudziłam się wcześnie rano. Nie było obok Harry'ego. Byłam już spakowana. Poszłam do łazienki się umyć i ubrać. Ubrałam na siebie bokserkę i krótkie spodenki. Wyszłam z łazienki już gotowa. Wzięłam swoją walizkę i już miałam wychodzić z pokoju. Rzeczy Camill nie było. Nie wiem jak to się stało, znikły?  nieważne. Tak czy siak otworzyłam drzwi i w progu zobaczyłam loczka. 
-No miałaś na mnie poczekać. Mówiłem, że po ciebie przyjdę-powiedział.
-Nie przypominam sobie. -zdziwiłam się . Coś przeoczyłam. 
-Heh to mówię teraz-wziął moją walizkę i pocałował w mnie w czoło. 
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.  Zeszliśmy na dół . Była tam już Mania z Niall'em. Ich walizki były już włożone do auta. Harry otworzył bagażnik i włożył tam mój bagaż.  Wszyscy wsiedliśmy do auta.
-Mania? Gdzie byłaś w  nocy?-zapytałam patrząc w lusterko w którym było widać dziewczynę. Dziewczyna popatrzała na Niall'a .
-Emmm byłam to znaczy byliśmy z Niall'em w clubie do rana. -odpowiedziała. Było to dosyć dziwne. Jak na nieprzespaną noc dobrze się trzyma. Harry zaczął się śmiać. 
-O czymś nie wiem?-zapytałam wszystkich. 
-Wiesz o wszystkim kochanie-powiedział Harry. 
-Kochanie?!-zdziwiła się Mania i teraz to ona patrzała w lusterko w którym było także moje odbicie. Hazza znowu się uśmiechnął. 
-To wy ... no wy ... -mamrotała coś pod nosem Mania. 
Aż zaczęłam się śmiać z tego jej całego gadania. 
-Camill chciała zapytać czy jesteście parą ?-przerwał mamrotanie Camill Nialler.
-No właśnie. -przytaknęła mu juz normalnym głosem. 
Popatrzeliśmy na siebie z Harrym. Ten zaś z powrotem zaczął patrzeć na ulicę. Prowadził. 
-Tak -przyznałam. 
-No w końcu!-odetchnął Niall. 
Uśmiechnęłam się znacząco. Zrobiliśmy przystanek na jakimś zajeździe z fast food'ami. Niall kupił chesseburgera i zaczął go zjadać. My z Camill wzięliśmy na spółę frytki,a Harry zamówił sobie coś do picia. 
Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. 
________________________________________________________________________________
Dobra łapcie kolejny rozdział . Taki krótki, ale jest, bo nie wiem czy dzisiaj będę mogła wbić na lapka. Jak tak to dodam potem coś jeszcze ! Miłego czytania . Komentujcie :**