Po skończonej ceremonii pojechaliśmy do dużego pałacyku w
którym miało odbyć się wesele.
Przez całą drogą myślałam o tym wszystkim co się wydarzyło przed kościołem. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Co tu jest w ogóle grane. Louis żyje, tak po prostu i ja się dowiaduje o tym dopiero teraz. Teraz gdy wszystko miało się doskonale układać i gdy jestem szczęśliwa. Co jak co, ale moi przyjaciele mają bardzo fatalne wyczucie czasu. Nic nie rozumiem. Ja i Harry byliśmy w drodze do pałacyku. Siedziałam zamyślona.
-Roxanne wszystko okej?- zapytał troskliwie spoglądając to na mnie to na drogę.
-I czemu jeszcze głupio się pytasz! DOBRZE WIESZ, ŻE NIE JEST OKEJ!- wydarłam się na loczka. Harry spojrzał znowu na mnie.
-Wszystko ci wytłumaczymy-powiedział.
-No to tłumacz do cholery! W ogóle jak mogliście mi to zrobić?! No jak?!-byłam wściekła wiedzieli, że Louis żyje, że nie umarł. Przecież nadal go kochałam, a może po prostu się mu znudziłam? Już sama nie wiedziałam co myśleć… co czuje.
-Dojedziemy na miejsce to wszyscy ci to opowiemy, dobrze?- zapytał spokojnie Harry.
-Dobra. –odpowiedziałam
Przez całą drogą myślałam o tym wszystkim co się wydarzyło przed kościołem. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Co tu jest w ogóle grane. Louis żyje, tak po prostu i ja się dowiaduje o tym dopiero teraz. Teraz gdy wszystko miało się doskonale układać i gdy jestem szczęśliwa. Co jak co, ale moi przyjaciele mają bardzo fatalne wyczucie czasu. Nic nie rozumiem. Ja i Harry byliśmy w drodze do pałacyku. Siedziałam zamyślona.
-Roxanne wszystko okej?- zapytał troskliwie spoglądając to na mnie to na drogę.
-I czemu jeszcze głupio się pytasz! DOBRZE WIESZ, ŻE NIE JEST OKEJ!- wydarłam się na loczka. Harry spojrzał znowu na mnie.
-Wszystko ci wytłumaczymy-powiedział.
-No to tłumacz do cholery! W ogóle jak mogliście mi to zrobić?! No jak?!-byłam wściekła wiedzieli, że Louis żyje, że nie umarł. Przecież nadal go kochałam, a może po prostu się mu znudziłam? Już sama nie wiedziałam co myśleć… co czuje.
-Dojedziemy na miejsce to wszyscy ci to opowiemy, dobrze?- zapytał spokojnie Harry.
-Dobra. –odpowiedziałam
Po jakichś 20 minutach byliśmy na miejscu. Pośpiesznie
wyszłam z auta. Zauważyłam Niall’a i Camill którzy idą w moją stronę.
Kilka minut później przyjechali państwo młodzi. Zayn otworzył Lenie drzwi i wysiadła z auta. Oboje zaczęli witać gości. Potem wszyscy weszli do środka. Także Louis.
Kilka minut później przyjechali państwo młodzi. Zayn otworzył Lenie drzwi i wysiadła z auta. Oboje zaczęli witać gości. Potem wszyscy weszli do środka. Także Louis.
** 1 godzinę później**
Stałam z Harry’m na balkonie. Nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Nagle podeszli do nas Lena z Zayn’em i Camill z Niall’em oraz Louis. Nie wiedziałam jak się mam przy nim zachować.
-Powiecie mi w końcu jak było?- zapytałam już znudzona tym, że ciągle powtarzałam jedno i to samo pytanie . Wszyscy popatrzeli po sobie.
-No dobra. To kto zacznie ?-westchnął Louis.
-No raczej ty powinieneś !-powiedziałam .
-No dobra…to tak…-zaczynał, ale nie dokończył, bo wtrącił się Zayn.
-Dobra nie obijając w bawełnę. Było tak jak podawali w telewizji. Jak się dowiedziałaś od lekarzy, że Louis był bardzo pobity. Był w śpiączce. Wszyscy myśleliśmy, że się nie obudzi i poszliśmy na układ z lekarzami, bo mówili, że nie ma szans na to aby wszystko wróciło do normy. No ale jednak Lou się obudził i żyje. Nigdy nie umarł.-tłumaczył Zayn.
Byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co mówił Zayn. Przez cały ten czas myślałam, że Louis nie żyje. Już nawet nie mówię o tym co chciałam przez to zrobić i jak bardzo z tego powodu cierpiałam.
-A co z pogrzebem? O co z tym chodziło? I kto to był?-zapytałam ciekawa odpowiedzi.
-To nie byłem ja-powiedział Louis.
-Aha. Dobrze się bawiliście?! –powiedziałam i wyszłam.
Byłam wkurzona na moich przyjaciół. Musiałam ochłonąć. Nagle zobaczyłam Harry’ego biegnącego za mną.
-Roxanne!-krzyczał. Nie zwracałam na to uwagi. Dogonił mnie i złapał za rękę.
-Roxanne, czekaj!-powtórzył.
-Co?-odparłam wkurzona na loczka jak i na całą resztę.
-Gdzie idziesz?-zapytał.
-Muszę się przejść.-odpowiedziałam krótko.
-Pójdę z tobą .-odrzekł.
-Nie, idę sama-powiedziałam nieco spokojniej.
Już miałam iść dalej gdy nagle usłyszałam za plecami głos Harry’ego.
-Roxanne, ale to między nami nic nie zmienia tak?-zapytał.
Zignorowałam to i poszłam dalej nie odwracając się za siebie.
___________________________________________________________
No dodaję kolejny rozdział . Komentujciee: > z góry dzięki .
3 komentarze= dodaję następną część :)
Miłej niedzieli :*
Stałam z Harry’m na balkonie. Nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Nagle podeszli do nas Lena z Zayn’em i Camill z Niall’em oraz Louis. Nie wiedziałam jak się mam przy nim zachować.
-Powiecie mi w końcu jak było?- zapytałam już znudzona tym, że ciągle powtarzałam jedno i to samo pytanie . Wszyscy popatrzeli po sobie.
-No dobra. To kto zacznie ?-westchnął Louis.
-No raczej ty powinieneś !-powiedziałam .
-No dobra…to tak…-zaczynał, ale nie dokończył, bo wtrącił się Zayn.
-Dobra nie obijając w bawełnę. Było tak jak podawali w telewizji. Jak się dowiedziałaś od lekarzy, że Louis był bardzo pobity. Był w śpiączce. Wszyscy myśleliśmy, że się nie obudzi i poszliśmy na układ z lekarzami, bo mówili, że nie ma szans na to aby wszystko wróciło do normy. No ale jednak Lou się obudził i żyje. Nigdy nie umarł.-tłumaczył Zayn.
Byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć w to co mówił Zayn. Przez cały ten czas myślałam, że Louis nie żyje. Już nawet nie mówię o tym co chciałam przez to zrobić i jak bardzo z tego powodu cierpiałam.
-A co z pogrzebem? O co z tym chodziło? I kto to był?-zapytałam ciekawa odpowiedzi.
-To nie byłem ja-powiedział Louis.
-Aha. Dobrze się bawiliście?! –powiedziałam i wyszłam.
Byłam wkurzona na moich przyjaciół. Musiałam ochłonąć. Nagle zobaczyłam Harry’ego biegnącego za mną.
-Roxanne!-krzyczał. Nie zwracałam na to uwagi. Dogonił mnie i złapał za rękę.
-Roxanne, czekaj!-powtórzył.
-Co?-odparłam wkurzona na loczka jak i na całą resztę.
-Gdzie idziesz?-zapytał.
-Muszę się przejść.-odpowiedziałam krótko.
-Pójdę z tobą .-odrzekł.
-Nie, idę sama-powiedziałam nieco spokojniej.
Już miałam iść dalej gdy nagle usłyszałam za plecami głos Harry’ego.
-Roxanne, ale to między nami nic nie zmienia tak?-zapytał.
Zignorowałam to i poszłam dalej nie odwracając się za siebie.
___________________________________________________________
No dodaję kolejny rozdział . Komentujciee: > z góry dzięki .
3 komentarze= dodaję następną część :)
Miłej niedzieli :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz