Odwiedzający : )

czwartek, 14 czerwca 2012

Część I.

Roxanne

Zadzwoniła do mnie Pauline. Mówiła tak szybko że ledwo ją zrozumiałam.
-Rox nie uwierzysz!-powiedziała z entuzjazmem.
-Co? o co chodzi?- zapytałam zdziwiona.
-Słuchaj mam bilety na One One...-Pauline nie umiała dokończyć zdania była tak podekscytowana, że nie umiała wykrztusić z
siebie tego słowa.
-Powiesz mi w końcu o co chodzi?!- Powiedziałam to poddenerwowana.
-Mam bilety na One Direction dwa rozumiesz dwa! wiesz co to oznacza idziesz ze mną ! aaa!-wykrzyczała mi prosto do
słuchawki telefonu.
-AAAAA! Paulla nie wierze!- Tak bardzo się cieszyłam, że przez chwilę nie umiałam nic powiedzieć. Idę na koncert mojego
ulubionego zespołu a raczej naszego ulubionego zespołu. I to już we wtorek!
-To uwierz ja kończę bo nie wiem! Pa! to do wtorku.
-Pa! Dzięki!-odpowiedziałam jej.
Zawsze marzyłam żeby pójść na ich koncert co prawda nie byłam ich ,, psychofanką'', ale kochałam muzykę jaką tworzą. Miał to
być mój najwspanialszy dzień! I właściwie taki był, a nawet jeszcze lepszy!

WTOREK GODZINA 19.30 PÓŁ GODZINY PRZED KONCERTEM ONE DIRECTION!

Pośpiesznie wziełam torebkę i bilet który otrzymałam od Pauline. Sięgnełam po klucze od mieszkania i wyszłam z domu ,wcześniej
go zamykając. Pauline czekała już pod domem razem z taksówką. Wsiadłyśmy. Jadąc myślałam o tym jak dalej to będzie. Przez
chwilę zapomniałam o koncercie. Myślałam czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając do Los Angeles. Co prawda chodzę tu do szkoły.
Plany miałam takie żeby zarobić i wybudować sierociniec, ale nie taki zwykły rodzinny. Nie taki jak wszystkie inne
zimne ani trochę przypominające dom. Ocknął mnie głos Pauline:
-Jesteśmy.-powiedziała.- Wyszłam z taksówki rozglądałam się dookoła. Scena była ogromna. Zazdrościłam w tej chwili
zespołowi, że mogą jednocześnie spełniać swoje marzenia i dobrze się bawić. Niestety nie wszystkim dane jest takie
szczęście. Daliśmy bilety. Miejsca nasze znajdowały się na samym przodzie przy scenie. Zdumiewające jak Paulli udało się
zdobyć bilety w tak dobrym miejscu. Wolałam nie pytać. Ważne że tu po prostu jesteśmy.
Poszłyśmy pod scenę. Kilkanaście minut potem rozpoczął się koncert.Obie doskonale się bawiliśmy. Patrzałam ze zdumieniem
na piątkę utalentowanych chłopaków w różnym wieku, a nadal tak wspaniale się dogadują, przyjaźnią. My nie miałyśmy
tyle szczęścia w przyjaźni. Dawno temu byłyśmy takim One Direction Girl, ale niestety nasza czwórka się rozpadła. Wszystko
to spowodowały trzecie osoby.Mniejsza z tym. Byłyśmy tacy jak oni tylko że było nas cztery no i nie miałyśmy takiego
talentu wokalnego.
-Harry słodki jest!- nagle usłyszałam głos Paulline zagłuszony w tłumie krzyczących fanek One Direction. Popatrzałam
na nią uśmiechając się. Nie chciałam jej nic mówić. Mój wzrok przykuł Louis.-Szczeniackie marzenie-pomyślałam. Chłopcy
zrobili sobie małą przerwę. Poszłam gdzieś się przewietrzyć. Wodziłam wzrokiem zamyślona w chodnik. Nagle poczułam
szturchnięcie. Spojrzałam w górę. Zobaczyłam Louisa. Nie wiedziałam co powiedzieć w końcu wykrztusiłam:
-Ojej, przepraszam.-Przeprosiłam grzecznie.
-Nic się nie stało-powiedział Lou miło uśmiechając się. Patrzył mi w oczy. - Dziwnie się czułam.Zatkało mnie.
- Co tak dumasz?- zapytał mnie chłopak.
- Spacerek- powiedziałam z uśmiechem.
-Jestem Louis Tomlinson, ale to już pewnie wiesz.
-Tak ,jasne. Roxanne Tomson.- przedstawiłam się. Nagle reszta zespołu dołączyła do nas.
-Chłopaki to jest Roxanne Tomson.-przedstawił mnie zespołowi.
- Hej.- powiedzieli chórem.
-Cześć -odpowiedziałam. Louis nadal patrzał na mnie i miło się uśmiechał. W końcu szturchną go Harry.
-Lou idziesz?- zapytał.
- Tak, tak już zaraz do was dołączę.Idźcie. Chłopcy poszli szykować się do dalszej części koncertu.
-Może wpadłabyś do nas po koncercie?- zapytał.
-y ym, bardzo chętnie, ale jestem jeszcze z przyjaciółką. -powiedziałam z uśmiechem.
-Super zapraszamy- powiedział Louis z uśmiechem. Dołączył do reszty.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam do Pauline.

Po koncercie Lou i reszta zawołali nas za kulisy. Usiedliśmy na kanapie. W koło było pełno instrumentów i pięć
dodatkowych mikrofonów. Harry wziął Pauline i oprowadzał ją po budynku. Ja zostałam razem z Lou i resztą.
Louis znowu patrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Nie wytrzymałam. W końcu zapytałam:
-Co nie tak?-zdziwiłam się.
-Nie wszystko okej-powiedział z uśmiechem po czym dodał:
-Masz bardzo ładne oczy.- Pomyślałam taa... tani chwyt oczy mam brązowe tak jak on. Niee cierpię tego typu podrywu
tak robią dzieciaki w wieku trzynastu lat. Nic nie powiedziałam spuściłam wzrok na podłogę.
-Przepraszam jak coś powiedziałem nie jak trzeba, ale to prawda.-powiedział stanowczo.
-haha dobra skończ.-powiedziałam z uśmiechem. Lou także zaczął się śmiać. Rozmawialiśmy jeszcze z jakąś godzinę. Potem
wymieniliśmy się wszyscy numerami telefonu i wróciłyśmy do domu, wcześniej zamawiając taksówkę.
________________________________________________________________________________
Jak wam się podoba?- Piszcie w komentarzach, bo chcę wiedzieć czy mam pisać kolejne części. Bardzo bardzo bardzo proszę piszcie ;*

2 komentarze: