Odwiedzający : )

niedziela, 17 czerwca 2012

*Oczami Pauline*

NASTĘPNEGO DNIA PO KONCERCIE...
 Była środa. Budzik zadzwonił o szóstej trzydzieści. Zupełnie nie chciało mi się wstać z łóżka. Wczoraj wróciłyśmy
bardzo późno z koncertu. No właśnie z koncertu. Od razu pokazał mi się uśmiech na twarzy. Zeszłam na dół. Otworzyłam
lodówkę i wyciągnełam  mleko. Jeszcze tylko miska, płatki i śniadanie gotowe. Potem doczołgałam się ospale do łazienki
zaliczyłam poranną toaletę. Ubrałam się. Popatrzałam na zegarek, była godzina ósma piętnaście. Spakowałam do torebki
potrzebne mi rzeczy i ruszyłam w stronę drzwi.  Wyszłam wcześniej, żeby skoczyć jeszcze po Rox. Jej dom znajdował się
dosłownie o kroczek, ale z moim tempem wolałam dmuchać na zimne. Pani ,,psor'' nie przyjełaby nam już następnych spóźnień,
więc wolałam  ruszyć się wcześniej z domu. A znając życie będziemy szły spacerkiem. Byłam już koło domu Roxanne,
zadzwoniłam do jej drzwi. Otworzyła.
-Hej, idziesz?-zapytałam.
-Jasne poczekaj tylko wezmę torebkę.-odpowiedziała Roxanne. Wzięła torebkę z szafki, zamknęła drzwi i wyszła z domu.
-Okej możemy iść.-powiedziałam.
Byłyśmy właśnie w drodze do szkoły, a dokładnie do liceum do którego chodziłyśmy od samego przyjazdu do LA. Nasza rozmowa
głownie skupiała się na wczorajszym koncercie. Nagle usłyszałam dzwoniącą komórkę Roxanne. Wyciągnęła ją z torebki
popatrzała na wyświetlacz. Po jej minie było widać, że jest zdziwiona.
-Co jest? Kto dzwoni?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Nie uwierzysz.-powiedziała zdumiona.
-Aj pokaż!-powiedziałam i wyrwałam jej telefon z ręki.
-To Louis!
- No właśnie!-powiedziała śmiejąc się i nadal nie dowierzając. Ocknęłam się i krzyknęłam:
-Odbierz, na co czekasz!
-Ookej-powiedziała.-Nie musiałam jej długo prosić żeby odebrała ten telefon. Wiedziałam, że podoba jej się Lou.
Rozmawiała z nim, a ja nie wiedziałam o czym. Byłam bardzo ciekawa. W końcu skończyli.
- No i co?-zapytałam podekscytowana.
-yy No nic.-odpowiedziała nieśmiało.
-Dobra daruj sobie tą skromność. Powiedz o czym rozmawialiście!- nalegałam.
- No w sumie to o niczym. Idziemy po południu na spacer. Przyjacielski.-powiedziała.
-Zaprosił cię na spacer, tak?-zapytałam spokojnie.
-Tak no przecież mówię-odpowiedziała.
-To świetnie! Już wiemy, że masz szanse!-powiedziałam.
-ej chwila moment jaka szansa co ty bredzisz! To przyjacielskie spotkanie a nie... nawet tego nie wyduszę!-powiedziała ze
złością.- Nie odezwałam się, bo wiedziałam jaka będzie odpowiedź. A ja i tak wiedziałam swoje. Dotarłyśmy na miejsce.
Od razu po szkole umówiłam się na szejka z Elizabeth, żeby omówić parę rzeczy związanych z projektem na WOS. Nie
powiedziałam o tym Roxanne, bo wiedziałam, że zaraz wybuchnie z tego afera jak zwykle. Nie przepadają za sobą, a ja nie
mam zamiaru rezygnować z innych przyjaciół.
_____________________________________________________________________________
Podoba się? Liczę na więcej komentarzy. Kolejna część *Oczami Roxanne*, a jeszcze następna którą już zaczynam pisać to * Oczami Harrego* Może coś w końcu z Pauline i Hazzą?-Kto wie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz