Odwiedzający : )

czwartek, 21 czerwca 2012

*Oczami Roxanne*

Trzy MIESIĄCE PÓŹNIEJ:

Ubierałam się do szkoły. Był to ostatni dzień przed wakacjami. Ubrałam białą bluzkę i czarną spódniczkę. Popatrzałam w
lustro. Uczesałam włosy, zaliczyłam poranną toaletę i zeszłam na dół. Było jeszcze trochę czasu do wyjścia, więc
usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach. Jakoś żaden z nich nie był wart by go obejrzeć.
Wyłączyłam go. Już za chwilę wakacje. Pomyśleć, że jeszcze dwa miesiące temu zakuwałam ostro na kartkówki, a dziś mam
najlepszą średnią. Kujon ze mnie. Ostatnie miesiące spędzałam także dużo czasu z Louis'em i resztą zespołu. Ja i Lou
staliśmy się dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Nie obchodzi mnie kim on jest bardziej interesowało jaki on jest
i z czasem przekonałam się, że jest naprawdę świetnym przyjacielem. Popatrzałam na zegarek. Była godzina 9.35 zakończenie
jest na dziesiątą. Wzięłam torebkę i kluczę. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę szkoły.
Kilkanaście minut później byłam już na miejscu. Pauline czekała na mnie przy sali gimnastycznej. Obok niej stała Elizabeth.
Jak ja tej dziewczyny nie lubię pomyślałam.
-Hej Rox-odezwała się Pauline.
-Cześć-przywitałam się z nią, ale nie miałam zamiaru witać się z tą drugą. Chwilę potem przyszedł do mnie sms. Popatrzałam
na wyświetlacz ,uśmiechnęłam się.
-Czyżby to Louis, bo jakoś dziwnie szczerzysz się do tego telefonu. Ten Tomlinson zawsze pisze, albo dzwoni w
nieodpowiedniej chwili.-powiedziała i nie myliła się, był to Louis.
-Tak, to Louis.-odpowiedziałam krótko.
-Czego chce tym razem?-zapytała.
-Zaprosił nas na ognisko.-powiedziałam. Elizabeth patrzała na nas jak na jakiś wybryk natury.
-Eee Jaki Louis Tomlin.... wy znacie jednego z 1D?-zapytała podekscytowana.
-Nie-odpowiedziałam krótko.
-No ale przecież widzę mi możecie powiedzieć przecież jestem normalna nie zacznę piszczeć-powiedziała to, ale i tak ani ja
i chyba nawet Pauline jej nie wierzyłyśmy. Ona nie piszczeć jasne...
-Dobra skończ dużo jest Louis'ów na świecie, a ty akurat uparłaś się, że musi to być Louis Tomlinson z One Direction.-
powiedziałam. Elzabeth odeszła, ale nadal nie spuszczała z nas wzroku. Dobrze, że poszła nie miałam zamiaru wdawać się z
nią w żadne dyskusje na żaden temat.
Rozpoczęło się zakończenie. Przemówienia, podziękowania bla bla bla na mnie nie robiło to żadnego wrażenia, przecież
powtarza się to w kółko każdego roku. Dla mnie ta cała szopka była po prostu zbędna. Nagle usłyszałam swoje nazwisko.
-Roxanne Carly Tomson-powiedział dyrektor i wręczył mi świadectwo. Zaraz po mnie była Pauline. Po rozdaniu świadectw
wszyscy jeszcze na chwilę poszli do sali. Nasze największe ,, paniusie'' jeśli mogę to tak nazwać przytulały się jakby
już więcej miały się nie zobaczyć, a przecież został nam wszystkim jeszcze rok nauki w tej szkole. I potem każdy w swoją
stronę.
Po zakończeniu tej szopki wróciłyśmy do domu.  Weszłam do domu. Miałam nagrane chyba z trzy wiadomości na automatycznej
sekretarce. Postanowiłam sprawdzić od kogo.
-Roxanne twoja siostra jest w szpitalu, zadzwoń do mnie jak najszybciej.-Przestraszyłam się. Niby tak się nienawidziłyśmy
,ale jednak była to moja siostra.
Zadzwoniłam do mamy tak jak mnie prosiła. Była za bardzo roztrzęsiona żeby mówić. Postanowiłam, że ją odwiedzę. Kupię
bilety i wylatuję do Polski. Nie mogę ich tak zostawić. Zadzwoniłam do Lou.
-Tak?-odezwał się Louis w słuchawce.
-Posłuchaj nie dam jednak rady przyjść.-odpowiedziałam.
-Co? Dlaczego?-zapytał zdziwiony.
-Moja siostra jest w szpitalu. Kupuję bilet i jutro wylatuję do Polski.
-Na zawsze?-zapytał zdenerwowany jakby coś się stało ważnego.
-Nie, na jakiś tydzień dwa.-powiedziałam.
-Poczekaj zaraz u ciebie będę.
-Ale po co?-zapytałam zdziwiona.-Jednak Louis już się rozłączył. Byłam bardzo ciekawa co ma mi do powiedzenia. Bardzo go
lubię jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. To pewnie i tak nie ma znaczenia. Nie powiem mu co do niego czuje
, bo pewnie i tak bez wzajemności. Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. Louis zadzwonił do drzwi. Otworzyłam. Wszedł szybko
i zmachany zaczął mówić:
-Muszę ci coś powiedzieć-powiedział.-Zbliżył się. Chwycił mnie za rękę i patrzał w oczy. Serce waliło mi tak mocno, że
bałam się, że usłyszy. W końcu poczułam jego usta na moich. Zamarłam. Zupełnie nie wiedziałam co zrobić ,a co gorsza
powiedzieć. Nadal patrzał mi w oczy.
-Kocham Cię.-powiedział czule.
-Ja ciebie też-powiedziałam to proste zdanie, bo nie wiedziałam co powiedzieć. Dobrze, że wydusiłam z siebie chociaż to.
Louis uśmiechnął się czule do mnie. Nawet nie wiedział jak mi na nim zależy. Jemu chyba na mnie też...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz