Odwiedzający : )

niedziela, 17 czerwca 2012

*Oczami Roxanne*

Wróciłam do domu. Położyłam plecak pod biurkiem i zajrzałam do szafy. Wyciągnęłam moją ulubioną bluzkę i ciemno niebieskie
rurki. Ogarnęłam jakoś szybko włosy i zeszłam na dół. Już miałam wyjść kiedy zadzwonił telefon. Popatrzałam na komórkę, ale
to nie ona dzwoniła. Przecież mam jeszcze stacjonarny. W pośpiechu zupełnie zapomniałam o jego istnieniu. Odebrałam.
-Cześć córeczko-powiedział głos w słuchawce.
-No cześć mamo.-odpowiedziałam.-Rzadko do mnie dzwoniła. Była przeciwko bym wyjechała z kraju do Ameryki. Ale byłam
pełnoletnia i zrobiłam to co wydawało mi się słuszne.
-Jak ci tam? co robisz?-zapytała.
-Jest okej właśnie wychodzę.-powiedziałam.
-o a gdzie to się wybierasz?- zapytała. Miałam już prawie 20 lat, a ona nadal o wszystko się pytała jak bym była w wieku
mojej siostry. No właśnie, siostry. Mała wredna poczwarka. W sumie to nie taka mała. Nie chwila dla mnie mała.
-eem ja właśnie idę spotkać się z ...-nie wiedziałam co odpowiedzieć. Lou to kolega nie chciałam o tym mówić mamie, bo jak
zwykle byłoby masę głupich pytań, które nie prowadziłby do niczego.
-z koleżankami z liceum-dodałam szybko. Było to pierwsze lepsze słowo przychodzące mi na myśl.
-Dobrze, to ja cię już nie będę zatrzymywać. Pa.-powiedziała.
-Pa.-odpowiedziałam.
Wzięłam małą torebkę wiszącą na wieszaku w przedpokoju i wyszłam. Idąc ulicą zastanawiałam się co teraz dzieje się w Polsce
, ciekawe co u Elizy i Julki tak dawno ich nie widziałam. Zbliżające się wakacje wydawały mi się jak na razie bez żadnych
planów pomyślałam, że może bym ich odwiedziła, lub one mnie. Szłam dalej myśląc, zupełnie nie zauważyłam kiedy dotarłam do
parku. Ocknął mnie głos Lou.
-Roxanne!-zawołał.-Rozejrzałam się. Muszę przestać tak bujać w obłokach jak gdzieś idę. Tak czy siak uśmiechnęłam się.
-Hej.-powiedziałam.
-Miałaś zamiar iść dalej?-zapytał- W głębi serca miałam nadzieję, że pomyśli iż idę do niego, ja to zawsze muszę się
ośmieszyć.
-Zamyśliłam się.-odpowiedziałam głupio śmiejąc się-To było najlepsze rozwiązanie według mnie w tej chwili.-Usiedliśmy na
pobliskiej ławce.
-Co u ciebie?-zapytał.
-W porządku.-standardowe pytanie i odpowiedź.-Nastąpiła chwila ciszy.
- Wczoraj mówiłaś, że nie jesteś Amerykanką, więc skąd jesteś?-zapytał z zaciekawieniem.
-Jestem z Polski-uśmiechnęłam się przypominając sobie lata spędzone w niej.
-Zawsze z chłopakami chcieliśmy tam pojechać.-powiedział.
-Uwierz mi nic ciekawego.-powiedziałam.- Powiedziałam prawdę tym razem. Nie ma tam nic ciekawego w porównaniu z LA.
-Czym się zajmujesz-zapytał.
-Chodzę do liceum muzycznego.-odpowiedziałam.
-czyli zajmujesz się muzyką, tak?-zapytał ponownie.
-Tak-powiedziałam miłym głosem.
-No to mamy wspólny temat-odpowiedział śmiejąc się.-Nic nie powiedziałam tylko uśmiechnęłam się.-Może się gdzieś
przejdziemy?-zapytał dodając.
-Jasne-odpowiedziałam.- Szliśmy parkiem. Rozmawialiśmy dalej o swoich zainteresowaniach. Minęło kilka godzin było już po
18.00.
-To ja już będę się zbierać-powiedziałam.
-Odprowadzę cię.-zaproponował. Szliśmy chodnikiem, gdy nagle usłyszałam jakieś krzyki za sobą. Odwróciłam się.
-AAAAAAAAAAAAAA To Louis Tomlinson!-krzyczało kilka dziewczyn.  Zaczęły biec. Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął.
Biegliśmy jak najszybciej. Fanki Lou goniły nas pod sam dom. Szybko otworzyłam drzwi. I zaraz je zamknęłam. Oboje
zaczęliśmy się śmiać.Wyjrzałam przez okno. Fanki Lou nadal stały pod moim domem.Jednym słowem byłam przerażona, a zarazem
zdziwiona. Te dziewczyny miały na jego punkcie obsesję.
-Szybko ztąd nie wyjdziesz-powiedziałam.-Lou popatrzał na mnie i uśmiechnął się miło.
-haha.-zaśmiał się.
-W takim razie zapraszam na herbatę -zaproponowałam.
-z chęcią-powiedział.-Poszliśmy do salonu. Lou usiadł na kanapie. Poszłam zrobić herbatę. Nastawiłam wodę i wróciłam
z powrotem do pokoju. Lou przyglądał się zdjęciom.
-Kto to?-zapytał.
-To moja siostra. Tempa siostra.- Dodałam. Nie umiałam się powstrzymać żeby nie powiedzieć słowa tempa.
-Dlaczego tempa?-zapytał ponownie.
- Nie wytrzymałbyś z nią ani jednej godziny. Głupiutkie dziecko.-odpowiedziałam.
-Ile ma lat? Wygląda na starszą od ciebie.-Powiedział z zdziwieniem.-Starszą ode mnie powtórzyłam w myślach. Tak, na pewno
to dziecko daje tonę make-up na mordę to na pewno wydaje się starsza.
-17-powiedziałam.-Widać było zdziwienie Lou.
-Tak, wiem nic nie musisz mówić, ale nie, nie jestem młodsza haha.-dodałam.-Lou zaczął się śmiać. Usłyszałam gwizdek
czajnika. Poszłam do kuchni i zalałam herbatę. Potem wróciłam z nią do salonu. Minęło kilka godzin. Fanki Lou poszły już
dawno temu, ale dobrze nam się rozmawiało pijąc herbatę. Louis oznajmił, że musi się już zbierać. Odprowadziłam go do
drzwi. Znowu patrzał na mnie tym dziwnym wzrokiem. Czasem zaczynało być to denerwujące. Uśmiechnęłam się mimo wszystko.
-Pa, do zobaczenia-powiedział przemiłym głosem.
-Do zobaczenia-powiedziałam.- Udany dzień owszem. Nigdy nie myślałam, że poznam 1D. No i Lou. Dla mnie byli to zwykli
ludzie. A z Lou po prostu dobrze mi się rozmawiało. Jak z przyjacielem.
___________________________________________________________________________
Podoba się? Plosie o komentarze. Jak najwięcej. Następna część z Hazzą ; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz