Odwiedzający : )

wtorek, 26 lutego 2013

Dziwny telefon...

Wyszłam z lodowiska strasznie zdenerwowana. Camill próbowała mnie uspokoić . To cud, że jej czegoś nie zrobiłam, bo taki miałam zamiar. Jak ona w ogóle może mówić takie bzdury. Ledwo go znała i ogólnie ledwo znała mnie i już oceniała nasz związek. Miałam ochotę wrócić do tej szatni i jej tą za tapetowaną buźkę obtłuc, ale dałam za wygraną. Przed lodowiskiem czekał Harry i Niall. Rzuciłam się chłopakowi na szyję.
-Ooo jakie miłe powitanie –powiedział Hazz puszczając mi przy tym miły uśmieszek. Pocałowałam go w policzek.  Harry złapał moją dłoń .
-Idziemy?-zapytał.
-Tak-odpowiedziałam .
-Poczekajcie! Zapomniałam z szatni kija. –Camill szybko pobiegła po niego.  Nagle zauważyłam jak Lexi wychodzi z lodowiska. Patrzała na nas razem z tą swoją ‘’podwładną’’. Myślałam, że zaraz pożre Harry’ego wzrokiem.  W pewnym momencie zauważyłam, że zmierza w naszym kierunku.
-Cześć Harry –powiedziała tym swoim kiczowatym głosikiem. Myślałam, że zwymiotuję .
-Cześć- odpowiedział przyjaźnie Harry.  Patrzałam na nią . Śledziłam jej każdy ruch i analizowałam każde słowo i spojrzenie z jakim odzywała się do mojego chłopaka. Tak byłam zazdrosna, ale kto na moim miejscu by nie był? Camill stanęła w drzwiach widząc Lexi i Tiffany.  Przekręciła oczami i podbiegła do nas.
-O w końcu !-odetchnęłam z ulgą.  Miałam już dość przechwałek Lexi jaka to ona nie jest. Podobno zdobyła jakiegoś gola na meczu o którym właśnie opowiadała Harry’emu.  Myślałam, że wydrapię jej oczy. Wszystko się we mnie gotowało.
-Możemy iść –oznajmiła Camill.  Nagle zadzwonił mój telefon.  Wyciągnęłam go z kieszeni i popatrzałam na wyświetlacz. ‘’Numer prywatny’’. Odebrałam.
-Tak słucham?
-Roxanne! Tak długo nie słyszałem twojego głosu!-odezwał się głos w słuchawce. Był znajomy. Nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należał.
-Kim jesteś?-zapytałam zaniepokojona.
-Jesteś nadal w Los Angeles?-zapytał mężczyzna w słuchawce.
-Kim jesteś ?-zadałam ponownie to samo pytanie. 
-Roxanne wszystko w porządku ?-zauważył moje zaniepokojenie Harry. Dałam mu sygnał żeby się przez chwilę nie odzywał. Odeszłam trochę dalej. Harry rozmawiając z Lexi i Tiffany, patrzał na mnie cały czas.
-Harry! To był Harry prawda?!-wykrzyczał radośnie tajemniczy głos.  Byłam przerażona. Kim jest w ogóle ten mężczyzna i skąd zna Harry’ego? 
-T-tak, ale z kim rozmawiam –zapytałam ponownie .
-Przepraszam muszę kończyć. Dobrze było znów usłyszeć twój głos .  Kocham Cię . –powiedział ktoś w słuchawce i natychmiast się rozłączył. Byłam zdziwiona, a  zarazem przerażona. Głos był znajomy, ale nie mogłam sobie go z nikim skojarzyć . Nic już nie rozumiem … Kocha mnie? A to my się w ogóle znamy?  Patrzałam jeszcze na wyświetlacz telefonu .  Nagle poczułam, że ktoś mnie obejmuje od tyłu.
-Kochanie, idziemy?-zapytał zatroskany Harry.
-Tak-odpowiedziałam krótko. Po czym Harry złapał ponownie moją dłoń i ruszyliśmy w kierunku domu.  Niall i Camill także planują zamieszkać razem.  Już za tydzień ślub Zayn’a i Leny . Nie mogę uwierzyć w to, że moja przyjaciółka wychodzi za mąż. Tak bardzo się cieszę z jej szczęścia.  Niall i Camill również zostali zaproszeni. Nareszcie zobaczę Liam’a  tak dawno go nie widziałam.

Usiadłam na kanapie, a obok mnie natychmiast zajął miejsce loczek.  Spoglądałam na telewizor. Harry patrzał na mnie jak w obrazek. W końcu się odezwał.
-Powiesz mi?-
Zwróciłam wzrok w kierunku zielonookiego.
-Ale co mam ci powiedzieć ?-zapytałam.
-No kto dzwonił .-powiedział ciekawy.
-Nie wiem –odpowiedziałam krótko i znowu skierowałam wzrok w kierunku ekranu.
-No jasne. Hmm… a może to jakiś przystojniak zawraca ci głowę ?-powiedział ze śmiesznym akcentem Hazza.
-Ależ oczywiście . Ma niebieskie oczy i jest mega przystojny –powiedziałam nadal patrząc w telewizor.  Harry popatrzał na mnie dziwnym wzrokiem .
-Głupek . Kocham tylko ciebie-powiedziałam i pocałowałam namiętnie lokowatego.
-Wariatka –odpowiedział uśmiechając się w moim kierunku . –A tak serio kto to był?-zapytał ponownie.
-Harry nie wiem. ‘’Numer prywatny’’ pewnie jakaś pomyłka –powiedziałam .
-Byłaś zbyt przejęta . –przyznał Harry.
-Wydawało ci się –uśmiechnęłam się do niego i ponownie go pocałowałam.  Harry posłał mi uśmiech i przytulił się do mnie. Razem zaczęliśmy oglądać film. Mam nadzieję, że dał za wygraną. Wiem, że to nie mogła być pomyłka . Ten mężczyzna znał mnie i jego . Postanowiłam nie mówić o tym dziwnym telefonie nikomu.
______________________________________________________________________________

No to macie kolejny rozdział . Mam nadzieję, że się podoba. Komentujcie! : *

piątek, 22 lutego 2013

2 miesiące później ...


Już po świętach . Spędziłam je wraz z  Harry’m  w Polsce  u moich rodziców, a sylwester w Londynie .  Jest Styczeń. Za kilka dni moje urodziny. Dokładnie za dwa dni. Ten dzień mam zamiar spędzić z przyjaciółmi i chłopakiem na jakiejś fajnej imprezie. Mieszkam już razem z Harry’m. Kupiliśmy dom niedaleko mojego starego miejsca zamieszkania.  Więc na szczęście nie muszę dojeżdżać na uczelnię mam blisko do Camill i na lodowisko. Zrobiłam kurs na prawo jazdy i zdałam egzamin pomyślnie za pierwszym razem. Było to takie moje noworoczne postanowienie, które udało mi się zrealizować.  Zdałam go za pierwszym razem pewnie dlatego, że oprócz kursów miałam dobrego nauczyciela , Harry’ego, który uczył mnie co nieco .
Dawno nie było mnie na treningu. Dziś idę pierwszy raz od tego wypadku na meczu. 
Więc wracając do początku . Obudziłam się około godziny 10.00. Poszłam się pośpiesznie ubrać, bo trening rozpoczynał się o godzinie 11.00 . Zaliczyłam poranną toaletę i zjadłam coś na szybko. Harry jeszcze spał.  Mój śpioszek –pomyślałam uśmiechając się patrząc na niego. Właśnie weszłam do naszej sypialni, bo zostawiłam tam torebkę. Ocknęłam się i zbiegłam na dół.  Umówiłam się z Camill, że spotkamy się w szatni.
Weszłam na lodowisko i pomknęłam do szatni .
-Roxanne ! Nic ci nie jest?-zapytała Megan.
-Nie nic w porządku –odpowiedziałam.
Camill właśnie wchodziła do szatni. 
-Caaam!-przywitałam przyjaciółkę.
-No nareszcie jesteś –powiedziała.  Uśmiechnęłam się .  Nagle do szatni weszła blondi . Tak właśnie, mówię o Lexi.  Jej koleżanka też zapisała się do naszej drużyny. Krew mnie zalewała gdy tylko widziałam jej …twarz, żeby nie powiedzieć brzydko.  Jej przyjaciółka miała na imię Tiffany . Również była blondynką . Po jej wyglądzie było widać, że  jest klonem swojej psiapsióły.  Weszły przeprały się i gadały o chłopakach. Zastanawiało mnie tylko jedno. Taka blond piękność i nie ma chłopaka? Haha a to ci nowina.

Weszłyśmy na lód. Camill podała do mnie krążek, a ja chciałam podać go do Megan . Niestety przeszkodziła mi Lexi która go przejęła.  Trener podzielił nas na dwie drużyny i mieliśmy trochę pograć.  Popchnęłam Lexi na bandę, a ta upadła. Podjechałam do niej.  Chciałam pomóc jej wstać, ale ta nie chciała.
-Mogłabyś trochę uważać !!-wykrzyczała dziewczyna.
-Sorry, ale na tym polega ta gra . Jesteś w przeciwnej grupie . Hokej to gra ciałem . Mogę rzucić cię na bandę laluniu-powiedziałam śmiejąc się.
Lexi wstała i masowała łokieć .
-Nie zasługujesz na Harry’ego.-powiedziała pod nosem jadąc w stronę boksu. Na jej nieszczęście to usłyszałam.
-Coś ty powiedziała!-wydarłam się .
-To co słyszałaś –powiedziałam chamsko. 
Podjechałam do niej i ponownie ją popchnęłam . Zobaczyły to Megan i Camill
-Rox co się stało ej!-krzyczała Camill próbując mnie odsunąć od Lexi.
-Ta szmata nie będzie mi mówić, że nie zasługuje na Harrego.!-krzyczałam wściekła.
-Bo nie zasługujesz!-powiedziała ponownie.  Podniosłam ją i postawiłam na nogi.
-Słuchaj laluniu . Jak ciebie nie było wszystko było okej. My byłyśmy jedną drużyną, a teraz wszystko psujesz!  To co łączy mnie i Harry’ego to tylko i wyłącznie nasza sprawa !-powiedziałam do niej.
-Wiesz mi Harry coś innego mówił, ale okej okej . To wasza sprawa. Ale ja wiem, że znudzisz się mu zobaczysz. Wtedy ja się nim zajmę.  On cię nie kocha. Rozmawiałam z nim . Ten wasz związek jest bez przyszłości. –powiedziała.  Co ona wygaduje . Harry nie mógłby…
________________________________________________________________________
No to tak. Opowiadania powoli dobiegają końca . To jest jedno z ostatnich . Nie wiem czy będziecie chcieli żebym pisała kolejne opowiadania . Całkiem nowe. A może wróce na nowego bloga którego niedawno założyłam . Tak chyba zrobię . Piszcie  w komentarzach . : *  

sobota, 16 lutego 2013

24 godziny na dobę ?


**Oczami Roxanne**
Obudziłam się następnego dnia w szpitalnym łóżku.  Koło mnie siedział Harry i patrzał na mnie.  Czekał aż się obudzę. W ręku trzymał wypis.  Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił to tym samym.
-Jak się spało pani Styles?-zapytał uśmiechając się.
-Chcę do domu panie Styles.-powiedziałam również z uśmiechem na twarzy.  Do pokoju wszedł lekarz . Przebadał mnie jeszcze na koniec i mogłam już iść do domu. Wszystko mnie bolało.  Przez najbliższe tygodnie treningi mam z głowy. Super nawet nie wiem jaki był wynik.  Trudno.
-Chodźmy do domu żono.-śmiał się loczek.
-Harry! Przestań –szturchnęłam go. 
Wyszliśmy. Wsiadłam do auta. Ruszyliśmy.
-Harry… a czy mój dom nie jest tam?-właśnie go minęliśmy.
-Tak jest.-powiedział patrząc na drogę.
-To nie powinieneś się tam… no nie wiem zatrzymać ?-zapytałam .
-Może.-odpowiedział krótko.
-Harry znowu zaczynasz?-zapytałam zrezygnowana.
-Teraz nie pozwolę ci mieszkać sama. Na jakiś czas pobędziesz u mnie –powiedział troskliwie.
-Harry, ale nic mi nie jest. –powiedziałam .
Nic nie odpowiedział. Zatrzymaliśmy się pod jego domem. Otworzył mi drzwi i wysiadłam.  Weszliśmy do środka. 
-Czuj się jak u siebie. –powiedział.
-Harry, ale naprawdę nic mi nie jest-powiedziałam  patrząc na niego. Ten podszedł do mnie i popatrzał mi w oczy.
-Wiem, ale to taki pretekst żebyś została na noc. –szepnął po czym mnie pocałował.  Zaczęłam się śmiać.
-Ja cię kiedyś uduszę…-szepnęłam.
-Też cię kocham skarbie.-uśmiechnął się miło. 
-Ja nawet nie mam ubrań. W czym ja będę spała hm?-zapytałam go.
-Nie marudź coś się wymyśli. Jesteś głodna?-zapytał.
-Trochę.-odpowiedziałam.
-To chodź.-powiedział loczek zachęcająco. Razem poszliśmy do kuchni i zrobiliśmy naleśniki z dżemem. Potem poszliśmy pooglądać filmy .  Tak jakoś szybko zleciał ten dzień. Było już dosyć późno . Harry dał mi swoją koszulkę i poszliśmy… spać …

Rano obudziłam się obok niego. Nie spał już .
-Mam wrażenie, że ty w ogóle nie sypiasz-powiedziałam ze śmiechem.  Ten uśmiechnął się tylko i dał mi buziaka na dzień dobry.
-Mogę ci coś zaproponować?-zawahał się.
-No mów.
Harry załapał mnie za rękę i popatrzał w oczy.
-Kupmy dom i zamieszkajmy razem. –powiedział. Zaniemówiłam. Dziwnie się poczułam. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Harry, a to nie za szybko? –zapytałam zdziwiona.
-Ale przecież ja nie proponuję ci małżeństwa ani nic. Po prostu zamieszkajmy razem. –powtórzył.  Pomyślałam chwilę. W sumie dobrze było by mieć Harry’ego 24 godziny na dobę . Widzieć go codziennie.
-Dobrze-odpowiedziałam po dłuższej chwili.
Harry przytulił mnie .
-Kocham Cię wiesz?-powiedział.
-Wiem. Ja ciebie też kocham.-pocałowałam go.
__________________________________________________________________________
trochę ten rozdział taki bez sensu, ale jest :)

W szpitalu


**Oczami Harry’ego**
Jestem w szpitalu. Można tak powiedzieć, że się zgubiłem. Podszedłem do recepcji.
-Przepraszam. Niedawno przywieziono tu 20 letnią dziewczynę. –mówiłem szybko.
-Imię i nazwisko dziewczyny?-zapytała patrząc w jakieś papiery. Miałem wrażenie, że  w ogóle nie obchodziło ją to co do niej mówię. 
-Roxanne Tomson-powiedziałem  zasapany. Biegłem wcześniej.  Kobieta na recepcji popatrzała w stosik innych papierów i poprawiła okulary na nosie.
-Aaa tak. Panna Tomson. Jest teraz w zabiegowym. Bada ją lekarz- popatrzała na mnie uśmiechając się sztucznie. 
-A gdzie to jest?! –zapytałem przerażony. 
-Jest pan kimś z rodziny?-zapytała znowu ze sztucznym uśmiechem który doprowadzał mnie do szału.
Zaraz, zaraz jak powiem, że jestem jej chłopakiem czyli nie rodziną to mnie do niej nie wpuszczą . Wymyśliłem coś na poczekaniu.
-EE aa tak. Jestem jej mężem. –powiedziałem patrząc z poważną miną na starszą kobietę w recepcji.
-Ah dobrze.  Pana imię i nazwisko.-poprosiła. 
-Harry Styles-powiedziałem dumnie.
-Styles?-zapytała kobieta.
-Tak.-odpowiedziałem.
-I jest pan mężem Roxanne Tomson ? Tomson ? –zdziwiła się znowu poprawiając okulary. Cholera jaki ja jestem tępy. Znowu wymyśliłem coś na szybko.
-Tomson to jej nazwisko panieńskie- powiedziałem niepewnie.
-Ah no tak . Więc wzdłuż korytarza i po prawej jest gabinet zabiegowy. Zaraz pewnie pana wpuszczą. –powiedziała wskazując mi drogę.
-Dziękuję –odpowiedziałem i szybko pobiegłem w tamtym kierunku. Cieszyłem się, że ta baba to łyknęła.  Byłem już pod zabiegowym. Czekałem chwilę po czym wyszedł lekarz. Wstałem i podszedłem do niego.
- I co z nią?-zapytałem zniecierpliwiony.
- A kim pan jest?-zapytał lekarz.
-Mężem Roxanne.-powiedziałem uśmiechając się. Ależ wymyśliłem.
-Dobrze. Jest dobrze. To zasłabnięcie było spowodowane mocnym uderzeniem w głowę. Już wszystko jest w porządku. Pacjentka się wybudziła i teraz odpoczywa. Jutro już będzie mogła iść do domu.-powiedział lekarz.  Ulżyło mi. Na całe szczęście nic jej nie jest.
-Czy mogę do niej wejść?-zapytałem.
-Naturalnie, proszę. –otworzył drzwi. Wszedłem.
-Roxanne kochanie! Ale mnie wystraszyłaś !-powiedziałem i usiadłem obok niej . Roxanne uśmiechnęła się.
-Tak pani mąż biegał po szpitalu jak poparzony –powiedziała jedna z pielęgniarek która przypadkowo usłyszała moje słowa.
-Mąż?!-zapytała zdziwiona Roxanne.  Popatrzałem na nią w taki sposób, że zrozumiała o co mi chodzi po czym zaczęła się śmiać.
-A a no tak. –powiedziała .  Śmialiśmy się pod nosem.
Pielęgniarka wyszła z pokoju i zostaliśmy sami.
-Wow nie wiedziałam, że mam męża. –zaśmiała się Rox.  Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w usta.  Nagle do pokoju wbiegli Niall i Mania.
-Rox jak się czujesz ?! wszystko w porządku? –zapytała przestraszona Mania.
-Tak jest dobrze.-odpowiedziała jej Rox.
-Wyglądało to groźnie!-przyznał Nialler.
-Jest dobrze nie róbcie z tego afery! –powiedziała ponownie.
Oboje popatrzeli na siebie.  Do pokoju wszedł lekarz.
-Dobrze pani Styles. Jutro pani będzie mogła wyjść do domu, ale dzisiaj zostawimy panią na obserwacji. –powiedział i wyszedł z sali.
Niall i Mania popatrzeli na siebie ze zdziwieniem a potem skierowali swój wzrok na mnie.
-Harry czy coś nas ominęło?-zapytał Nialler.
-Tak. Szybki ślub przy recepcji –zacząłem się śmiać. 
-No pewnie, a ja jestem w 2 miesiącu ciąży.-powiedziała Roxanne śmiejąc się. Niall i Camill nie wiedzieli o co nam chodzi. Było widać po ich minach duże zdziwienie.
-A no właśnie Niall. Zostaniesz ojcem chrzestnym? A ty Camill matką chrzestną?-zapytałem zwijając się ze śmiechu.
-Roxanne ty na serio…?-nie dokończyła Cam, bo ja i Roxanne wybuchneliśmy śmiechem.
-Żartujemy przecież-odparła Roxanne. Niall i Camill odetchnęli z ulgą. Ja zwijałem się ze śmiechu z resztą tak jak Roxanne.  Lekarze nadal twierdzą, że Roxanne jest moją żoną.
_______________________________________________________________________________
Dodaje rozdział . Miłego czytania . Komentujcie, no . : *
xx 

piątek, 15 lutego 2013

mecz II


Dzisiaj mecz o 13.00. Obecnie jest godzina 11.00. Właśnie wychodzę na trening przedmeczowy. Zżera mnie stres jak nigdy dotąd. Nie wiem czemu, ale cała się trzęsę. Strasznie się denerwuje.  Mania czeka na mnie na dole już gotowa i razem zaraz wychodzimy.  Zeszłam do niej. Już ubierałyśmy buty gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Cam otworzysz? –zapytałam ubierając ostatniego buta.
-Jasne-odpowiedziała i ruszyła otworzyć drzwi.  Zaraz potem wstałam i podeszłam do Mani. W progu drzwi stali Niall i Harry.
-No to jak gotowe?-zapytał Hazza.
-Tak, ale mecz dopiero o 13.00 -powiedziałam.
-Wiemy , ale poczekamy na was na trybunach i popatrzymy na wasz trening. Mam nadzieje, że trener się zgodzi. –Uśmiechnął się Nialler.
-A czemu miałby się nie zgodzić?-zaśmiała się Camill. Wyszliśmy z domu. Dotarliśmy pod lodowisko.  Mieliśmy jeszcze 45 minut na przygotowanie wszystkiego . Czyli przebranie się i tak dalej.  Weszliśmy do środka. Nagle naszym oczom ukazała się blond włosa dziewczyna. Była ubrana w różowy sweterek i miętowe rurki.  Przekręciłam oczami. Na sam jej widok robiło mi się niedobrze. Po co ona w ogóle dołączyła do drużyny po kiego grzyba nam taka lalka barbie. Nieważne.  Podeszłyśmy do szatni, a chłopcy mieli udać się na trybuny. No właśnie mieli. Gdy wchodzili po schodkach  zatrzymała ich Lexi.  Ja i Mania patrzyłyśmy na tą całą sytuację stojąc przy wejściu do szatni.
** Oczami Harry’ego**
-Cześć chłopaki.-powiedziała słodkim głosem Lexi.
-Cześć-odpowiedziałem i próbowałem iść na trybuny, ale poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
-I znowu się spotykamy. Za pierwszym razem to jeszcze, ale za drugim to już musi być przeznaczenie.-zachichotała niebieskooka blondynka. Spojrzałem na nią kątem oka. Przeznaczenie ? co ona bredzi. Nie zrozumiałem. Nie odezwałem się.
-Jesteś przyjacielem Roxanne prawda? –zapytała spoglądając na moją dziewczynę stojącą przy szatni.
-Chłopakiem-odpowiedziałem krótko.
-Ah, no tak. Harry Styles. Ładne loczki. –pochwaliła Lexi.  Byłem ciekaw do czego ona zmierza.  Nie wiedziałem czy miałem podziękować czy po prostu uśmiechnąć się i pójść na trybuny.  Znowu nic nie odpowiedziałem.
-Podaj mi swój numer telefonu . Może się kiedyś spotkamy  tak żeby pogadać bardziej się poznać. –zaproponowała blondynka. Podałem jej numer i poszedłem na trybuny wraz z Niall’em, który mnie ciągle pośpieszał.
-Stary po co ci jej numer? –zapytał zdziwiony Nialler.
-Nie wiem –odpowiedziałem.  Niall pokręcił głową niechętnie i popatrzył na lód. Właśnie dziewczyny zaczęły trening.  
Gdy go skończyły po krótkiej przerwie zaczął się mecz. Dziewczyny bardzo ostro walczyły o zwycięstwo, a my kibicowaliśmy im jak najgłośniej. Aż w pewnych momentach Rox albo Cam spoglądały na trybuny i zaczynały się śmiać.
W pewnym momencie jedna zawodniczka z drużyny przeciwnej zahaczyła kijem o łyżwy Roxanne. Ta zaś tracąc równowagę poleciała na bramkę.  Ja i Niall wstaliśmy żeby zobaczyć co się dzieje. Roxanne nie podnosiła się z lodu.  Na tafle wszedł trener dziewczyn . Rox nadal leżała nieruchomo.  Wystraszyłem się zbiegłem na dół po trybunach. Chciałem wejść na lód. Nie pozwolili mi.
-Nie może pan tam wejść-powiedział ochroniarz.
-Jak to?! Tam jest moja dziewczyna musi mnie pan tam wpuścić.-krzyczałem.
-Przykro mi nie mogę. –powiedział oschle.
Popatrzałem na lód. Nie było już na nim Roxanne. W boksie też jej nie ma.  Camill wskazała palcem na szatnie. Pobiegłem tam. Otworzyłem drzwi i razem z Niallem zobaczyliśmy kilku lekarzy i nieprzytomną Roxanne leżącą na podłodze. Zapytałem co się stało.
-Przewieziemy ją do szpitala-powiedział jeden z lekarzy.
-Którego? Gdzie? Proszę mi powiedzieć!!-krzyczałem.
-Stary uspokój się.-szturchnął mnie Niall.  Podali mi adres szpitala i nim się obejrzeliśmy przyjechała karetka która zabrała Rox. Byłem przestraszony. Niall został do końca meczu z Camill, a ja natychmiast pojechałem do szpitala gdzie trafiła Roxanne.

''Rozszarpię tą różową blondynkę !''


Po wczorajszej imprezie byłam wykończona. Kompletnie zapomniałam o treningu. Wzięłam wszystko co potrzebne i wybiegłam jak poparzona z domu.  Skierowałam się szybko do szatni i zaczęłam się przebierać. Na tafli trwała już zbiórka.  Wyjechałam na lód i stanęłam obok dziewczyn. Trener zmroził mnie wzrokiem po czym znowu zaczął wyjaśniać pewne rzeczy.  Nagle ktoś zaczepił mnie.
-Bu!-usłyszałam czyiś głos za sobą.  Odwróciłam się i zobaczyłam wysoką brunetkę w prostych włosach z grzywką na bok.  Nie miała na sobie kasku więc łatwo ją rozpoznałam.
-MANIA!-wykrzyczałam. Trener popatrzał  na mnie. Najwyraźniej mu przerwałam.
-Roxanne może ty powiesz to co chciałem wam przekazać? To naprawdę ważne. Jutro gramy mecz i usiłuję wam cos wyjaśnić, a ty mi przeszkadzasz. –powiedział trener.  Cała drużyna obróciła się i popatrzała na mnie.
-Dobrze. Przepraszam-powiedziałam lekko zaczerwieniona.
Trener objaśnił wszystko i przedstawił wszystkim nową zawodniczkę. 
-To jest Camill będzie razem z Roxanne na ataku.-oznajmił.  Ucieszyłam się . Damy radę jutro na jutrzejszym meczu. Już wszyscy mieli zaczynać trening gdy nagle trener Scoot na zatrzymał.
-Zaraz to nie wszystko. To jest Lexi moja córka. Również jest nowa. –powiedział. Zza jego boku ukazała się blondwłosa piękność. Miała niebieskie duże oczy i długie włosy sięgające do pasa.  Przyjrzałam się jej dokładnie i stwierdziłam po jej wyglądzie, że jej pusta.  I taka dziewczyna miała grać w hokeja? Haha wolne żarty. Prędzej się zabije na tym lodzie niż zdobędzie jakiś punkt dla drużyny.  Popatrzałam na Megan stojącą przede mną  i pokręciłam głową. 
-Dobra zaczynamy!-powiedział pan Scoot.
Zaczął się trening.  Nagle podjechała do mnie Megan.
-Widziałaś tą nową lalunie?-zapytała.
-No jasne ! daj spokój ! ona w drużynie ? super . –odpowiedziałam.
-Mam nadzieje, że trener nie będzie dawał jej forów tylko dlatego, że jest jego córką co? Jak myślisz?-zapytała ponownie Megan.
-Mam nadzieję, że nie . –mruknęłam spoglądając na Lexi która kompletnie nie radziła sobie na lodzie. 
-No, ale za to mamy Camill. Dobrze sobie radzi-powiedziała z uśmiechem Megan.
Potwierdziłam to i podjechałam do Cam.
-No hej . I jak?-zapytałam.
-Świetnie-uśmiechnęła się.
-Poznałaś już chyba wszystkich z tego co widzę-zaczęłam się śmiać.
-Tak . Dziewczyny są bardzo miłe-powiedziała Camill.
Zjechałyśmy do szatni po skończonym treningu i zaczęłyśmy się przebierać. Nagle do szatni wparowała Lexi.  Spojrzała na nas.  Szybko się przebrała i wyszła.  Wszystkie patrzałyśmy na siebie znacząco.  W naszej szatni zrobiło się różowo od jej rzeczy. Dosłownie w tym kolorze miała wszystko. Ochraniacze, łyżwy, a nawet kij.  Zaczynałam szczerze nienawidzić tego koloru. Gdy się przebrałyśmy  pożegnałyśmy się z dziewczynami i wyszłyśmy z szatni. Na zewnątrz zobaczyłam Harry’ego. Ah no tak obiecał, że po mnie przyjdzie.  Był z nim również Niall. Spostrzegłam, że chłopcy z kimś rozmawiają.  Tym kimś była Lexi ze swoimi psiapsiółami . Nie mogłam w to uwierzyć. Podeszłyśmy tam.
-Cześć kochanie-odezwał się Harry całując mnie w usta.  Uśmiechnęłam się. Lexi i Tatiana ta koleżanka od blondi patrzały z zazdrością na mnie i Harry’ego, a Tatiana kierowała swój wzrok na Niall’a i Camill którzy nie szczędzili sobie czułości . Innymi słowy całowali się.
-No nic my już chyba pójdziemy.  –powiedziała Lexi.  Spojrzałam na nią.
-Ok cześć-odparł Harry. To samo zrobił Niall.
-No to do zobaczenia chłopcy!- powiedziała słodkim głosem Lexi.
-Miło było was poznać- Tatiana mówiąc to puściła oczko do Niall’a. Spojrzałam na Camill. Myślałam że w tym momencie rozszarpię te dwie wiedźmy. Poczułam się wtedy jak w jakimś młodzieżowym serialu amerykańskim. Dwie zwykłe przyjaciółki, przystojniak i blondynka wraz ze swoją świtą.  Na całe szczęście obie dziewczyny odeszły.
Harry zawiózł nas do mojego domu i wszyscy miło spędziliśmy popołudnie. Jutro mecz.  Chłopcy obiecali, że nam pokibicują. Już nie mogę się doczekać.
___________________________________________________________________________
Wczoraj walentynki spędzone genialnie. Nie dodałam nic przepraszam.  Miłego czytania. 

środa, 13 lutego 2013

Niespodzianka !


Dojechaliśmy na miejsce. Dziwnie  się czułam. Byliśmy w środku lasu. Przed nami była wielka polana, a na niej stał tylko nieduży domek ogrodzony małymi choinkami.  Harry wysiadł z auta. Ja się wahałam. Loczek podszedł do mnie i otworzy drzwi podając mi rękę.  Wysiadłam. Ten złapał mnie za dłoń i ruszyliśmy w stronę domku. Harry otworzył drzwi. Weszliśmy do środka. Było to stare wnętrze. Na ścianach wisiały czarno-białe zdjęcia w lekko poniszczonych ramkach, zegar który praktycznie już nie chodził i meble też starego typu. Jedyne co mnie zastanawiało to drzwi z których dochodziły dźwięki głośnej muzyki.
-Harry gdzie my jesteśmy ?-zapytałam z przerażeniem rozglądając się po domku . Wyglądało to nawet trochę jak z horroru. Spostrzegłam nawet wypchane zwierzęta. Zmroziło mnie.
-Spokojnie choć-pociągnął mnie za sobą. Otworzył drzwi z których dochodziła muzyka.  Nagle moim oczom ukazały się balony, serpentyny, lampki i wiele innych takich ozdób. Wszystko to odbywało się na dworze tyle, że wszystko było zamknięte w szkle. Takie duże szklane pudełko.  Zdziwiłam się. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam.  Było tam mnóstwo ludzi, a nawet Mania z Niall’em którzy tańczyli razem wtuleni w siebie. HA! Wydało się w końcu. Teraz już się nie wykręci –pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-I jak masz ochotę zatańczyć?-zapytała podając mi rękę.
-Jasne-podałam mu moją dłoń i razem zaczęliśmy tańczyć. Akurat puszczona została wolna piosenka. Wszystko to było takie słodkie. Gdy się skończyła poszłam się przywitać z Manią i Niall’em.
-Hehe już wiem co tu się kroi –powiedziałam patrząc na nich.
-Nie wiem o czym mówisz –powiedziała Mania lekko się przy tym śmiejąc.
-Szczęścia kochana -przytuliłam ją.
-No a teraz powiedz jak długo jesteście ze sobą-popatrzałam na nią śmiejąc się.
-Em..no… to się zaczęło już przed wyjazdem do Californii.-powiedziała.
-Eh ja ci tu wszystko mówię, a ty co?-zaśmiałam się.
Nagle podszedł Harry i przytulił mnie od tyłu.
-Wszystko?-zapytał i uśmiechnął się łobuzersko.
-Zboczeńcu!-zaczęłam się śmiać. Było wesoło.  Razem z Harry’m tańczyliśmy i po prostu dobrze się bawiliśmy.  Na chwilę poszłam do toalety. Jakiś czas temu wyszła do niej Mania i długo nie wracała. Wiem może jestem przewrażliwiona, ale żeby tyle siedzieć w … nieważne.  Poszłam za nią. Nagle zobaczyłam, że Mania kłóci się z jakimś chłopakiem.
-Zostaw mnie słyszysz!-krzyczała.
-Oh daj spokój!-mówił do niej.
-Ej zostaw ją idioto !!- wydarłam się na chłopaka.  Ten podszedł do mnie i zaczął coś mamrotać . Był kompletnie pijany. Dobrze, że Mania pobiegła po pomoc. Do łazienki wbiegli Niall i Harry . Hazza odciągnął go ode mnie  i odepchnął go, a ten poleciał na drzwi.  Ja i Mania byłyśmy przerażone.
-Nic wam nie jest?-zapytał Niall.
-Nie nic-powiedziała  Mania.
-Jej jeszcze chwila i mogło by się to skończyć źle. Co on od ciebie chciał Camill?-zapytałam.
Niall słysząc to podszedł do leżącego i kompletnie pijanego  chłopaka i popatrzał na niego uśmiechając się.  Po czym solidnie go kopnął, a ten zaczął zwijać się z bólu.  Ja, Harry i Camill staliśmy patrząc na Niallera jakby ktoś nas przykleił do podłogi.  Nie znałam Niall’a od tej strony.
Camill rzuciła się na szyję chłopaka i pocałowała go namiętnie. Harry mnie przytulił. Wszyscy razem wróciliśmy na imprezę i znowu zaczęliśmy się dobrze bawić.

''Nie lubię niespodzianek''


Dzień zaczął się jakoś tak nudnie. Wstałam zrobiłam ze sobą to co trzeba i usiadłam na kanapie wraz z gorącą czekoladą. Pogoda była okropna. Ciągle padało i wszędzie były kałuże. Nawet na spacer nie było jak wyjść, a ciągłe oglądanie filmów robi się już po prostu nudne.  Nagle usłyszałam sygnał telefonu. Dostałam sms-a od Harry’ego.
‘’Kochanie. Bądź gotowa za 30 min. Będę punktualnie. ‘’
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Siedziałam tak jeszcze jakiś czas gapiąc się w tego sms’a , a potem stwierdziłam, że mam 30 minut na przyszykowanie się. Pobiegłam na górę i otworzyłam szafę. Nie wiedziałam co ubrać. W końcu wyciągnęłam białą bokserkę i czarne rurki, a na to jeszcze szary sweterek w czarne serduszka.  Ubrałam się i upięłam włosy w kok. Pomalowałam rzęsy i wyszłam z łazienki już gotowa do wyjścia. Wzięłam małą czarną torebkę włożyłam do niej chusteczki, portfel i telefon. Po czym zbiegłam na dół. Przez okno zauważyłam, że Harry czeka na mnie już pod domem. Wyszłam zamykając drzwi i wsiadłam do czarnego porsche Harry’ego. Ruszyliśmy.
-Harry dokąd jedziemy?-zapytałam podekscytowana.
-Wyglądasz zabójczo- skomplementował mnie loczek całkowicie zmieniając zdanie. Popatrzałam na niego zdziwiona.
-Harry kotek ja się pytam poważnie . Dokąd jedziemy?-zapytałam ponownie. Tym razem już z poważną miną. Harry zignorował moje pytanie.
-Harry żyjesz? Naprawdę zaczynam się bać.-Hazza patrzał na drogę uśmiechając się. 
Przez kolejne 20 minut drogi próbowałam wydusić od Harry’ego dokąd jedziemy. Bez skutku. Nawet się do mnie nie odezwał. Zaczęłam na niego krzyczeć. Byłam wkurzona, a on po prostu mnie ignorował.
-Harry do jasnej cholery zatrzymaj się ! Wysiadam!-krzyknęłam na niego. Ten zaczął się śmiać i dopiero wtedy zareagował i posłusznie się zatrzymał.
-Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?-zapytałam zdenerwowana.
-To niespodzianka. Gdybym ci powiedział nie byłoby już niespodzianki.-ponownie pokazał swoje dołeczki.
-Nie lubię niespodzianek –odparłam krótko .
Harry popatrzał na mnie i zaczął się śmiać.
- Ty nie lubisz niespodzianek. Jak to prawda to ja jestem święty.-powiedział.
-No to jesteś święty.-powiedziałam.
Harry zaczął się śmiać jeszcze bardziej.
-No i z czego się tak śmiejesz. Słuchaj jeśli teraz mi nie powiesz o co chodzi to ja wysiadam-powiedziałam.
-To wysiadaj –powiedział chamsko loczek.
-Ach tak?!-zapytałam nie dowierzając . Dobra!-dodałam i wysiadłam z auta. Harry odjechał. Nie wiedziałam kompletnie gdzie jesteśmy. Na moje szczęście przestało padać i pokazało się słońce. Szłam drogą prosto przez jakiś las. Bałam się. Cholernie się bałam. Jak on mógł mnie tu zostawić.
Nagle czarne porsche jechało bardzo szybko w moją stronę i będąc tuż obok mnie gwałtownie zahamowało. Harry otwierał powoli szybę.
-No nie wygłupiaj się . Wsiadaj !-zaproponował Hazza. Teraz to ja go ignorowałam.  Szłam dalej nie zwracając na niego uwagi. On jechał powoli przy mnie i próbował nakłonić mnie abym wsiadła.  Zatrzymał się a ja szłam dalej.  Wysiadł z auta i podbiegł do mnie.  Chwycił mnie od tyłu za rękę.
-Ej no weź proszę cię.-mówił zielonooki brunet. Nie zwracałam na to uwagi.  Szliśmy tak jakiś czas aż w końcu uległam i odezwałam się do Harry’ego.  Popatrzałam mu w oczy.
-Tak po prostu mnie tam zostawiłeś.-burknęłam.
-No już. Przepraszam. –powiedział słodkim głosem. Nie robiło to już na mnie żadnego wrażenia. Znowu go zignorowałam.  Szłam dalej. Harry w pewnym momencie zatrzymał mnie wplótł ręce w moje włosy i pocałował.
-Takie przeprosiny wystarczą?-powiedział uśmiechając się.  Pokręciłam głową i teraz to ja go pocałowałam.
-A taka odpowiedź wystarczy?-uśmiechnęłam się.
Razem wróciliśmy do auta trzymając się za ręce i ruszyliśmy. Choć Harry nadal nie chciał mi powiedzieć dokąd jedziemy, ale zostawiłam to już. Po prostu pojechaliśmy...
____________________________________________________________________________
Wczoraj nic nie wstawiłam bo nie miałam czasu. Dodaje dzisiaj i potem dodam kolejną część :> Komentujcie ^^

poniedziałek, 11 lutego 2013

Mania + Niall = ?

Dojechaliśmy nareszcie. Wysiadłam z auta Harry wziął moją walizkę i ruszyliśmy do mojego domu. Niall i Camill poszli do siebie. Otworzyłam drzwi, loczek położył walizkę obok komody w przedpokoju. Poszłam po pocztę do skrzynki przed domem. Hazza siedział na kanapie i czekał  na mnie. Gdy wróciłam usiadłam obok niego i zaczęłam przeglądać listy. Rachunek, rachunek... i? rachunek.  Aż  w końcu zobaczyłam list zaadresowany do mnie od Leny. Mieszkała parę przecznic dalej więc mogła po prostu do mnie przyjść, albo zadzwonić. Ale żeby od razu list? No cóż. Otworzyłam go i zobaczyłam zaproszenie. Nie na urodziny imieniny czy coś w tym stylu . Zaproszenie było na ślub. A dokładniej na ślub jej i Zayna. Wytrzeszczyłam oczy. Harry popatrzał na mnie.
-Łał szybko -powiedział. Spojrzałam na niego i potem z powrotem na zaproszenie. No nieźle pomyślałam.
-Wiesz w sumie są już nawet długo razem.-odpowiedziała. Harry uśmiechnął się. Pamiętam jak Lena wyprowadzała się z tego domu do jej własnego z Zayn'em. Pamiętam też w jakim byłam stanie i jak dużo mi wtedy pomogła. W prawdzie rzeczy gdyby nie ona ,mnie już by nie było na tym świecie. Pewnie wąchałabym kwiatki od spodu. Nie byłabym teraz z Harrym, a to wszystko przez własną głupotę. Wiele jej zawdzięczam. Sięgnęłam po telefon i napisałam do niej sms-a. '' GRATULACJE LENA! nawet nie wiesz jak się cieszę twoim szczęściem''-wysłałam.
Harry dziwnie się uśmiechał . Popatrzałam na niego i zmrużyłam oczy.
-Ale z głową wszystko okej? tak?-zapytałam.
Harry wybuchnął śmiechem.
-powiesz mi w końcu o co chodzi do cholery?-zdenerwowałam się.
-Miałem ci tego nie mówić, ale już nie mogę . -zaczął. Spojrzałam na niego pytająco.
-A to znaczy?-próbowałam go nieco pospieszyć z odpowiedzią.
-Wiesz, gdy wychodziliśmy z hotelu Niall pochwalił mi się, że tę noc spędził z Manią. I to wcale nie w clubie. Są razem-pokiwał głową twierdząco uśmiechając się mówiąc dwa ostatnie słowa.
-Co?!! dlaczego mi nic nie powiedzieli? -zapytałam.
-Nie wiem . Pewnie ci powie niedługo.- sypnął Harry dając mi buziaka w usta.
Mimo to cieszyłam się, że w końcu trafiła na odpowiedniego chłopaka. Ona i Niall bardzo do siebie pasowali. Dopełniają się nawzajem. Ci wszyscy kretyni co ją skrzywdzili powinni ją teraz po kolei na kolanach przepraszać. Zasługiwała na niego a on na nią.
Wszystko zaczynało powoli układać się jak trzeba. Oby już nic tego nie popsuło...
______________________________________________________________________
No to dodaję kolejną część. Dzięki za komentarze i liczę, że będzie ich coraz więcej :) Wypełnijcie ankietę obok ^^ chcę wiedzieć co myślicie na temat opowiadań na tym blogu. Mam nadzieje, że się podoba. Jutro koleja część.

Powrót do Los Angeles

Obudziłam się wcześnie rano. Nie było obok Harry'ego. Byłam już spakowana. Poszłam do łazienki się umyć i ubrać. Ubrałam na siebie bokserkę i krótkie spodenki. Wyszłam z łazienki już gotowa. Wzięłam swoją walizkę i już miałam wychodzić z pokoju. Rzeczy Camill nie było. Nie wiem jak to się stało, znikły?  nieważne. Tak czy siak otworzyłam drzwi i w progu zobaczyłam loczka. 
-No miałaś na mnie poczekać. Mówiłem, że po ciebie przyjdę-powiedział.
-Nie przypominam sobie. -zdziwiłam się . Coś przeoczyłam. 
-Heh to mówię teraz-wziął moją walizkę i pocałował w mnie w czoło. 
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową.  Zeszliśmy na dół . Była tam już Mania z Niall'em. Ich walizki były już włożone do auta. Harry otworzył bagażnik i włożył tam mój bagaż.  Wszyscy wsiedliśmy do auta.
-Mania? Gdzie byłaś w  nocy?-zapytałam patrząc w lusterko w którym było widać dziewczynę. Dziewczyna popatrzała na Niall'a .
-Emmm byłam to znaczy byliśmy z Niall'em w clubie do rana. -odpowiedziała. Było to dosyć dziwne. Jak na nieprzespaną noc dobrze się trzyma. Harry zaczął się śmiać. 
-O czymś nie wiem?-zapytałam wszystkich. 
-Wiesz o wszystkim kochanie-powiedział Harry. 
-Kochanie?!-zdziwiła się Mania i teraz to ona patrzała w lusterko w którym było także moje odbicie. Hazza znowu się uśmiechnął. 
-To wy ... no wy ... -mamrotała coś pod nosem Mania. 
Aż zaczęłam się śmiać z tego jej całego gadania. 
-Camill chciała zapytać czy jesteście parą ?-przerwał mamrotanie Camill Nialler.
-No właśnie. -przytaknęła mu juz normalnym głosem. 
Popatrzeliśmy na siebie z Harrym. Ten zaś z powrotem zaczął patrzeć na ulicę. Prowadził. 
-Tak -przyznałam. 
-No w końcu!-odetchnął Niall. 
Uśmiechnęłam się znacząco. Zrobiliśmy przystanek na jakimś zajeździe z fast food'ami. Niall kupił chesseburgera i zaczął go zjadać. My z Camill wzięliśmy na spółę frytki,a Harry zamówił sobie coś do picia. 
Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej. 
________________________________________________________________________________
Dobra łapcie kolejny rozdział . Taki krótki, ale jest, bo nie wiem czy dzisiaj będę mogła wbić na lapka. Jak tak to dodam potem coś jeszcze ! Miłego czytania . Komentujcie :** 

niedziela, 10 lutego 2013

Wypad do Californii 3.

Siedziałam na łóżku i nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Niall i Camill (Mania) poszli już na plażę. Próbowali mnie jeszcze namówić na pójście z nimi, ale odmówiłam. Włożyłam słuchawki do uszu i myślałam nad wszystkim. Do pokoju wszedł Harry. Nawet go nie zauważyłam. Nie słyszałam jak wchodzi. Usiadł obok mnie i dopiero teraz zorientowałam się, że jest obok. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i popatrzałam na niego.
-Gdzie Pauline?-zapytałam zaciekawiona.
-Poszła.-odpowiedział krótko.
-A czego chciała?-zapytałam. Chciałam dowiedzieć się co mi odpowie.
-Chciała, żebym do niej wrócił -odrzekł.
-A ty?-podniosłam się patrząc na niego mając nadzieję, że nie jest chłopakiem Pauline.
-Zgodziłem się. -powiedział uśmiechając się.
- I z czego się śmiejesz kretynie! -byłam wkurzona. Czułam coś do niego, a ten jakby gdyby nigdy nic wrócił do niej! Wrócił po tym wszystkim co mu zrobiła .
-O co ci chodzi?-zdziwił się Hazza.
-Nadal nic nie rozumiesz?!-wydarłam się. Wstałam nadal patrząc na loczka.
-Nie.-odpowiedział dziwnym głosem.
-Nie?! kocham cię kretynie ! nie rozumiesz ! kocham cię i chcę być z tobą idioto, ale na to jak widać już za późno...-krzyczałam na Harry'ego płacząc. Podeszłam do okna. Usłyszałam za sobą cichy śmiech Harry'ego. Nie miałam zamiaru się odwracać choć nie powiem ciekawiło mnie z czego on się tak śmieje. To takie śmieszne, że osoba która go kocha cierpi. Choćby przyjaciółka o której wie wszystko, a on się po prostu śmieje.
Poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Harry'ego obejmującego mnie czule.
-Co ty robisz?-zdziwiłam się .
-Obejmuje cię . Nie widzisz?-powiedział spokojnie.
-A idź do Pauline . Pewnie na ciebie gdzieś czeka!-krzyknęłam na niego i go odepchnęłam. Harry znowu zaczął się śmiać.
Odwróciłam się z powrotem do okna. Znowu poczułam, że Harry stoi bardzo blisko mnie.
-Zazdrośnica -szepnął mi do ucha.
-Pff.- zignorowałam to.
-Wiesz nie jestem z Pauline. Droczę się z tobą, a ty się na mnie wściekasz. Ja też ciebie kocham i o tym bardzo dobrze wiesz, bo już ci to mówiłem. Obiecałem, że na ciebie poczekam. I poczekałem. Kocham Cię Roxanne. -szeptał mi do ucha loczek.
Odwróciłam się do Harry'ego przodem. Popatrzałam w jego zielone oczy .
-Mówisz poważnie?-zapytałam niepewnie.
-Nigdy jeszcze nie byłem tak poważny jak teraz-powiedział. Zbliżył się bliżej. Nasze nosy się spotkały. Wplótł ręce w moje włosy i pocałował w usta. Zamknęłam oczy. Czy on zawsze musi się zgrywać. Ehh cały Harry.
Gdy skończył patrzał mi w oczy i uśmiechnął się miło. Odwzajemniłam to tym samym. Razem spędziliśmy resztę dnia i noc razem. Mania nie wróciła do pokoju na noc. Nie mam pojęcia gdzie była.
_______________________________________________________________________
No więc postanowiłam nadal pisać tutaj opowiadania . Komentujcie i obserwujcie przynajmniej będę wiedziała, że ktoś to czyta. Szkoda mi było to wszystko tutaj zostawić i zaczynać wszystko od zera. Opowiadania będą tutaj. Zaczynam ferie więc będzie opowiadań znacznie więcej. Spróbuję dodawać codziennie przynajmniej jedno. 
/Roxanne.