Odwiedzający : )

środa, 27 czerwca 2012

*Hazza i Pauline* ♥

Obudziłam się około 10.00 rano. Nie wiem co się wczoraj wydarzyło, a  w ogóle miało się coś wydarzyć. Tak, zdarzyło się, Harry. Nie myślmy
o tym na razie.
Dzisiaj z nimi wesołe miasteczko. Czasami czuję się przy nich jak dziecko. Tusz ba zachowujemy się jak dzieci. Tak czy siak. Wstałam z łóżka
popatrzałam w lustro myśląc-Boże wszechmogący co ja robię gdy śpię. Ten fryz sam się chyba nie robi. Nieważne.
Odbyłam poranną toaletę, uczesałam włosy i ubrałam się. Roxanne i Lena mieszkają na przeciwko mnie. Widziałam podjeżdżający samochód
Tomlinsona. Wraz z nim z auta wyszedł Hazza, Horan, Malik i Liam. Była z nimi też kuzynka Niall'a Cornelia. Ostatnia stójka weszła do domu
Rox. Harry nim zdecydował się wejść spojrzał w moje okno. Szybko odsunęłam się od niego. Miałam ogromną nadzieję, że mnie nie zauważył.
Po chwili dobiegł mnie dźwięk telefonu. Była to Roxanne.
-Schodź już. Czekamy wszyscy na dole.-powiedziała. Mając na myśli ,,wszyscy'' czyli też Harrego. Zupełnie nie wiedziałam jak mam się zachować
przecież niby nic się nie wydarzyło, a jednak coś. Dobra jakoś trzeba się przełamać i zejść na dół. Wzięłam torebkę ubrałam moje nowe
trampki i wyszłam z domu, wcześniej zamykając drzwi.

Lou i Rox stali koło siebie przy aucie. W pewnym momencie  Harry popatrzał na mnie. Odwróciłam szybko wzrok.
-To co jedziemy?-usłyszałam głos Louisa.
-Jedziemy!-powiedziała Roxanne.
Lou prowadził koło niego siedziała Rox jak zawsze. Ja razem z resztą z tyłu. Przez całą drogę Niall nasz głodomor mówił nam o jedzeniu.
Rox i Louis co jakiś czas zerkali na siebie. A ja i Hazza siedzieliśmy cicho.

Dojechaliśmy na miejsce. Malik głośno krzyknął kolejka! Chwycił Nialla i razem pobiegli na kolejkę. Cornelia przysiadła się do mnie na ławce.
Ale to tylko dosłownie na chwilę, bo zaraz Lena porwała ją i razem gdzieś poszły. Hazza stał i patrzył na mnie. Chciałam żeby przestał.
Już miał coś powiedzieć gdy nagle zawołał go Liam. Na calutkie szczęście. Liam jestem twoją dłużniczką. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
Nieopodal zauważyłam Lou i Roxanne jadących w filiżankach. Przytulali się do siebie. Jakie to było słodkie. Zazdroszczę im. Już od samego
początku wiedziałam, że coś między nimi zaiskrzy.No i proszę. Są razem szczęśliwi. Siedziałam na ławce sama.

Pół godziny później podeszła do mnie Rox. Bez Lou. On poszedł gdzieś z Malikiem i Niallem.
-Wszystko w porządku?-zapytała.
-Nic nie jest w porządku.-odpowiedziałam. Łzy napływały mi do oczu.
-Wiem co się stało.-powiedziała.-I nagle to zdziwienie skąd? jak? gdzie?!
-Nieważne.-powiedziałam.
-Posłuchaj. Jeśli ci na nim zależy nie rezygnuj. Widzę jak na siebie patrzycie ślepa nie jestem. Powiedz mu co czujesz potem może być już za
późno.-powiedziała miło Rox.
-Tylko ja właśnie nie wiem co czuję.-powiedziałam przybitym głosem.
-Widziałam was wczoraj. On cię kocha.-powiedziała.
-Nie wiem co robić.-powiedziałam.
-Zrobisz co uważasz.-powiedziała Roxanne. I odeszła.
Siedziałam myśląc co dalej zrobić. Harry to mój przyjaciel nie wiem o co mu wczoraj chodziło.Roxanne, łatwo jej mówić ona jest szczęśliwa
wie co czuje do Louisa, a ja? ja już kompletnie nie wiem. Po chwili zobaczyłam Harrego zmierzającego w moim kierunku. Nie chciałam z nim
o niczym rozmawiać. Za późno nim się obejrzałam Harry siedział obok mnie. Nie odzywał się ja też milczałam, aż w końcu nie wytrzymał.
-Dlaczego siedzisz tu sama.-zapytał.
-Bo lubię-odpowiedziałam krotko.
Harry rozejrzał się i zapadła na krótko znowu ta niezręczna cisza.
-Przepraszam za wczoraj. Nie wiem co mi odbiło. Jeśli nie czujesz tego co ja w porządku. Poczekam jeśli będziesz tego chciała.-tłumaczył.
Nie odezwałam się. Nie wiedziałam kompletnie co mam powiedzieć.
Że do niego nic nie czuję? Ale to nieprawda jest kimś więcej niż tylko przyjacielem, albo, że go kocham? To już chyba trochę za dużo powiedziane.
Po prostu gdybyśmy spędzili trochę czasu sam na sam lepiej byśmy się poznali. Znam go fakt. Jest moim przyjacielem najlepszym, ale tak
jak reszta zespołu choć trochę więcej go lubię.
Harry nadal siedział obok mnie. Oboje milczeliśmy. Nagle podeszli do nas Zayn i Lena. Wyciągnęli nas do jakiegoś domu strachów czy coś
w tym rodzaju. Malik zachowywał się jak małe dziecko. Zaczęłam się z niego śmiać. Harry patrzał na mnie i uśmiechnął się miło. Odwzajemniłam
to tym samym.

Po wypadzie do wesołego miasteczka wszyscy byli w dobrych humorach. Oprócz mnie i Harrego.
Chłopcy rozeszli się do domów. Już miałam wejść do swojego domu gdy nagle uświadomiłam sobie, że kocham Harrego.
Pobiegłam pod dom Hazzy zapukałam. Otworzył mi.
Podeszłam do niego.
-Kocham cię Harry-powiedziałam.
Harry nic nie powiedział nic. Uśmiechnął się i poczułam jego usta na moich. Byłam szczęśliwa.
___________________________________________________________________________________
Jak wam się podoba kolejna część? Komentujcie!.
Teraz coś do Pauli  WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO MAŁA!!!!

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Koncert ... Pauline i Harry? o.O

NASTĘPNEGO DNIA...

Było wcześnie. Obudził mnie sygnał dzwoniącego telefonu.
-Śpiochu!-Krzyknął mi do ucha Louis.-Uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Zaraz u ciebie będę.-powiedział cicho.
-Okej-odpowiedziałam.
Odłożyłam telefon na eteżerkę. Wstałam z łóżka. Ogarnęłam się trochę. U mnie ogarnąć się znaczy ubrać pierwsze lepsze ciuchy z szafy,
odbyć poranną toaletę i uczesać włosy. Były wakacje więc mogłam sobie na to pozwolić. Zeszłam na dół. Zobaczyłam Lenę w kuchni szykującą
śniadanie. Ja jakoś nie miałam ochoty nic jeść.
-Hej-powiedziała Lena.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Jakie plany na dziś?-zapytała.-Pomyślałam chwilę... no tak! zapomniałabym dzisiaj koncert chłopców! Całkiem wyleciało mi to z głowy.
-Hmm... pomyślmy. Musimy zalatwić sobie studia. Czyli złożyć papiery, a potem lecimy na koncert chłopców.-powiedziałam wesołym głosem.
-Poprawka ty idziesz na koncert chłopców.-powiedziała.-Popatrzałam na nią.
-I ty myślałaś, że ja tu cię zostawię samą? hahaha proszę cię. Idziesz ze mną. Podeszłam do komody. Odsunęłam szufladę i wyciągnęłam  bilet
. Wręczyłam go Lenie.
-Jej dzięki.-powiedziała zadowolona.
-A i z resztą obiecałam ci coś nie pamiętasz?-powiedziałam szyderczym głosem.
-Co?-zapytała zdziwiona.
-Masz bardzo krótką pamięć-oznajmiłam.-Lena nadal nie wiedziała o co mi dokładnie chodzi.
-No przecież miałam cię zapoznać z Zayn'em i resztą.- Zaśmiałam się.-Lena wytrzeszczyła oczy.
-Faktycznie!-przerwało jej pukanie do drzwi. To pewnie Lou ,pomyślałam. Otworzyłam drzwi. Miałam rację był to Louis.
-Przepraszam, że tak długo, ale jakieś szalone dziewczyny goniły mnie przez całą drogę.
-Tak, i przyprowadziłeś je przed mój dom. Czy ty chcesz mnie zabić?-zapytałam zabawnym głosem.
-Nie jestem taki głupi, pobiegłem do sklepu i  schowałem się za półkami. Potem to tylko szybko do ciebie. Mam nadzieje, że je zgubiłem.-
Naprawdę nie cierpiłam tego, że Louis był sławny. Może nie o to mi chodzi, ale bardziej o to, że nie możemy się nigdzie razem pokazać.
Przykładem tego było jedno z naszych spotkań, gdy byliśmy na spacerze w parku w którym bardzo lubiliśmy przebywać. Szalone ,,psychofanki''
goniły nas, aż w końcu dotarliśmy do mojego domu. Czekały tam prawie dwie godziny! Czy to jest normalne?-Nie wydaje mi się. Ale cóż życie.
Lena siedziała na kanapie w salonie i zaczęła się śmiać.
-Będziesz dzisiaj na koncercie?-zapytał Lou.
-Tak.-odpowiedziałam.
-To dobrze.-powiedział.
Spędziliśmy trochę czasu razem, a potem Lou leciał na próbę przed koncertem. Ja i Lena właśnie miałyśmy wychodzić żeby składać papiery na
studia, które miałyśmy zaczynać od września. Jeszcze nie wiedziałam jak to będzie. Bałam się, że sobie nie poradzę. Ale na szczęście była
ze mną Lena Na niej zawsze mogłam polegać. Dobrze, że zdecydowała się na studia razem ze mną w Los Angeles. Jedna z najlepszych uczelni
w tym kraju będzie nasza. Obie mamy tak samo wysoką średnią więc będzie to tylko formalność. Taką mamy nadzieję. Nigdy nic nie wiadomo.
Weszłyśmy do sekretariatu. Było to wielkie biuro. Ta szkoła była ogromna. Cieszyłyśmy się, że być może już od września właśnie w tej, a nie
innej szkole zaczniemy wszystko od początku. Przynajmniej Lena zacznie. Znam moją klasę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Wszyscy
świetnie się tu dogadują. Wszystkie formalności zajęły nam około godziny. Potem szybko poszłyśmy do domu żeby przygotować się na koncert.
Otworzyłam szafę i ubrałam bluzkę z 1D dokładnie tą samą co sześć miesięcy temu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam Lou, Nialla, Harrego, Zayna
i Liama na scenie. Pamiętam moją minę gdy zadzwoniła do mnie Pauline oznajmiając mi że idziemy na koncert One Direction. Właśnie Pauline
ona też ma być na koncercie. Ona i Harry to najlepsi przyjaciele jak kiedyś ja i Lou.
Była godzina 14.30 koncert zaczynał się o godzinie 15.00. Było mało czasu. Wzięłam kluczę i zawołałam Lenę. Wyszłyśmy z domu. Taksówka już
na nas czekała. Wsiadłyśmy. Dojechaliśmy na miejsce. Właśnie zaczynał się koncert. Chłopcy wybiegli na scenę. Jako pierwszą piosenkę
zaśpiewali One Thing. Potem Louis powiedział to mikrofonu:
-Tą piosenkę chciałbym zadedykować mojej dziewczynie, Roxanne kocham cię.-powiedział. Zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Uśmiechnęłam
się do niego. Zauważył mnie w tłumie i odwzajemnił to także swoim uśmiechem.

Po koncercie razem z Leną poszliśmy za kulisy gdzie znajdowali się chłopcy. Przywitałam się z nimi. Przytuliłam Louisa mówiąc cicho-
dziękuję. Nikt tego nie usłyszał po za nim.
Zapoznałam Lenę z resztą zespołu...
Bawiliśmy się naprawdę świetnie. Ich koncerty przewyższają wszystkie inne. Louis i ja wymknęliśmy się na chwilę, żeby chwilę porozmawiać
sam na sam.
-Zdecydowałaś już?-zapytał Lou.-Doskonale wiedziałam o co mu chodzi. Właśnie przypomniała mi się piosenka ,,moments'' zadedykowana dla mnie
od Lou. Wiedziałam, że jak wybiorę karierę muzyczną nie będzie juz tak jak teraz. Nie chcę nic zmieniać już postanowiłam.
-Tak, skończę studia i na tym koniec.- Louis uśmiechnął się i przytulił mnie.
Po chwili zauważyłam Harrego i Pauline trzymających się za ręce. Harry mówił coś do niej. Chwilę później Harry pocałował Pauline. Popatrzałam
na Louisa ze śmiechem, a on na mnie.
-Dobra, chodźmy z tąd. Nie będziemy im przeszkadzać-powiedział Louis. Złapał mnie za rękę i poszliśmy do reszty zespołu i do Leny...
_______________________________________________________________________________
Kolejna część. Myślę, że wam się podobało. Tytuły kolejnych części będę wymyślała. ; > Słabo u was z komentarzami tutaj. Komentujecie : >

niedziela, 24 czerwca 2012

Marzenie vs Miłość (*Oczami Roxanne*)

Następnego dnia pojechaliśmy z Louisem i mamą do szpitala który znajduje się w dalszej części Wrocławia. Przez całą drogę nikt z nas
się nie odzywał. Dojechaliśmy dosyć szybko. Byliśmy pod szpitalem. Nie cierpię szpitali tu wszystko jest takie obce takie dziwne.
Weszliśmy do środka. Bałam się wejść do sali w której leżała moja siostra, bałam się co tam zobaczę. Louis zauważył moją niepewność.
Przytulił mnie. Weszliśmy do sali w której leżała Anne. Myślałam, że zobaczę coś gorszego, ale na całe szczęście nie było to nic poważnego
prócz kilku połamanych kości i żeber. Odetchnęłam z ulgą. Anne widząc Louisa trzymającego mnie za rękę wytrzeszczyła oczy jakby zobaczyła
ducha, próbowała ukryć swoje zdziwienie, ale jakoś nie za bardzo jej to wychodziło. Ochłonęła i dopiero wtedy mogliśmy spokojnie porozmawiać.
- Jak się czujesz?-zapytałam.
-Nawet dobrze. Tylko wszystko mnie boli.-powiedziała cicho.- Uśmiechnęłam się nic nie mówiąc. Współczułam jej.
- Kiedy wychodzisz?-zapytałam ponownie.
- Po jutrze.-powiedziała.
Zostawiliśmy ją razem z mamą. Chcieliśmy spędzić trochę czasu sam na sam, bo ostatnio rzadko nam się to zdarza. Nie wiem czy można tak
powiedzieć, bo nasz związek jest dosyć krótki jak na razie. Ale mimo wszystko chcieliśmy spędzić trochę czasu razem. Wyszliśmy ze szpitala.
Pojechaliśmy do domu w którym wcześniej mieszkałam z mamą i siostrą. Otworzyłam drzwi. Położyłam klucze na stoliku. Już jutro mieliśmy
samolot do LA. Miałam zostać tu dłużej, ale po co skoro moja siostra wraca do zdrowia i nie jestem tu potrzebna. Louis miał dość siedzenia
w domu. Zaproponował wyjście nad jezioro. Było gorąco więc czemu nie chętnie się zgodziłam. Też już miałam dość tej monotonii.
Poszliśmy nad małe jeziorko. Rozłożyliśmy koc.
-Kochasz mnie?-zapytał Louis.- Miałam gotową odpowiedź na to pytanie. Jasne, że go kocham. Tylko czemu tak trudno mi to powiedzieć.
-Tak.-powiedziałam.- Louis uśmiechnął się. Wstał.
- Chodź, popływamy.-powiedział.
-Ale tu? teraz?- Pływanie w ubraniach to mogło być ciekawe.-pomyślałam.
Lou nie czekał na odpowiedź. Wziął mnie na ręce i wrzucił do wody. Było mi cholernie zimno. Ale mimo wszystko zaczęłam się śmiać. Wynurzyłam
się Lou śmiał się ze mnie. Zaczęłam go chlapać. Louis zbliżył się wziął mnie za rękę i pocałował. W końcu czułam się szczęśliwa.
Po tej całej zabawie w wodzie. Poszliśmy do domu. Robiło się późno.

Rano pojechaliśmy na lotnisko. Była z nami Lena. Od września będzie studiować razem ze mną universytecie w Los Angeles. Znowu podróż
samolotem i witamy w LA. Louis zaprowadził Lenę do pokoju na górze, który od dzisiaj miał być jej. Więc mam wspólokatorkę.
Otworzyłam skrzynkę na listy. Wypadło z niej kilka rachunków i list. List z wytwórni płytowej. Co to mogło być. Wzięłam rachunki i list do
domu. Usiadłam na kanapie obok Louisa położyłam rachunki na stole i otworzyłam list z wytwórni. Lena w tym czasie rozpakowywała walizki na
górze. Wyciągnęłam list z koperty. Czytałam go. Była to propozycja kontraktu płytowego! Byłam przeszczęśliwa moje marzenia w końcu zaczęły
się spełniać. Okazało się, że ktoś wysłał moje demo do wytwórni. Zaczęłam skakać po całym pokoju. Lena zeszła na dół.
-Coś się stało?-zapytała.-Podbiegłam do niej i przytuliłam ją. Lena nie wiedziała o co chodzi. Nie mogłam powiedzieć ani słowa. Więc Lou
zrobił to za mnie. Lena i Lou cieszyli się razem ze mną. Gdy już trochę ochłonęłam zadzwoniłam do studia. Umówiłam się na spotkanie
już za tydzień w sobotę. Lena poszła na górę. Widziałam przygnębioną minę Louisa. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Myślałam, że cieszy się
z mojego sukcesu.
-Coś się stało Lou?-zapytałam.
-Przemyśl to jeszcze.-powiedział.-Nadal nie wiedziałam co ma na myśli. Przecież właśnie po to przyjechałam do Los Angeles żeby zrobić
karierę w branży muzycznej. Udało mi się. O co chodzi? Co mam przemyśleć.
- Louis, co mam przemyśleć?-zapytałam zdziwiona.
-Będziemy mieli o wiele mniej czasu dla siebie, a co z twoimi treningami wiem jak bardzo to kochasz. Jeśli wybierzesz muzykę nie będziesz
miała czasu by trenować hokej, nie będziesz miała czasu dla mnie, a przynajmniej będzie tego czasu znacznie mniej. Uwierz mi wiem coś o tym
. Teraz są wakacje i pracy w studiu jest znacznie mniej, ale gdy zacznie się wrzesień nie będzie tak jak teraz.- Wiem, o tym doskonale
że będzie tego czasu mało. Zaczynam się poważnie zastanawiać  czy przyjąć tą ofertę. W prawdzie jest to moje marzenie. Trasa, fani koncerty
, ale kocham Louisa i chcę mieć też czas dla niego. To wszystko jest takie trudne.
-Obiecuję, że to przemyślę. Kocham cię.-powiedziałam.-Louis już nic nie powiedział, uśmiechnął się tylko i przytulił już mnie mówiąc te same
słowa. Nie wiem co bym teraz bez niego zrobiła. CDN...
________________________________________________________________________________
Dziękuję za komentarze z waszej strony i liczę, że będzie ich więcej ; ) Pozdrawiam /Rox

piątek, 22 czerwca 2012

*Oczami Roxanne* CD...

Obudziłam się  rano. Nareszcie wyspana. Nie musiałam już wstawać o godzinie 6.00 ,żeby nie spóźnić się do szkoły. Wczorajszy dzień był
jakiś nierealny. Na samą myśl zaczęłam się śmiać. Mam chłopaka jak to śmiesznie brzmi. Ta, która podobno się nikomu nie podoba. Mniejsza
z tym. Moja radość nie trwała zbyt długo. Właśnie przypomniałam sobie, że właśnie dziś wylatuję do Polski. Wczoraj kupiłam bilet. Odprawa
zaczyna się od 14.00. Te kilka godzin spędzę z Louis'em. Umówiłam się z nim o 10.00 czyli dokładnie za godzinę. Mam tylko godzinę!-
pomyślałam i od razu zerwałam się z łóżka na równe nogi. Szybko zaliczyłam poranną toaletę. Było gorąco. Ubrałam krótkie spodenki i bluzkę
na ramiączkach. Ogarnęłam włosy. Ta godzina zleciała bardzo szybko nawet nie zauważyłam kiedy. Ktoś zapukał do drzwi. To pewnie Louis.
Otworzyłam.
-Cześć-powiedział i przytulił mnie.
-Cześć-odpowiedziałam.
-Gotowa?-zapytał.
-Tak poczekaj tylko pójdę po torebkę.-odpowiedziałam.-Szybko pobiegłam na górę wzięłam torebkę i zbiegłam na dół. Louis czekał przy
samochodzie. Otworzył mi drzwi i wsiedliśmy.
-A dokąd tak właściwie jedziemy? -zapytałam zaciekawiona.
-Zobaczysz.-powiedział i uśmiechnął się.-W końcu dotarliśmy. Lodowisko?-pomyślałam. Bywam to prawie codziennie ze względu na moją pasję.
Weszliśmy do środka. Właśnie miał odbyć się mecz hokeja. Weszliśmy na miejsca dla Vip-ów. Grał Boston na, którego oboje liczyliśmy.
Od dawna chciałam iść na mecz, ale Pauline nie lubi hokeja, a sama nie chodzę. Za chwilę miał rozpocząć się mecz-Louis patrzał się na mnie.
W pewnym momencie usiadła koło nas jakaś dziewczyna. Widziałam zdenerwowanie na twarzy Lou.
-Wszystko w porządku Lou?-zapytałam zaniepokojona.
-Tak.-odpowiedział.- Zdziwiłam się. Nie wiedziałam o co chodzi. Po chwili, dziewczyna odezwała się do Lou.
-O Louis. Cześć. Cieszę się, że cię widzę.-powiedziała. Popatrzałam ze zdziwieniem na Louisa.
-Cześć-odpowiedział zimno Lou.
-Nie przedstawisz mnie koleżance?-zapytała dziewczyna. Lou przekręcił oczami.
-To moja dziewczyna, Roxanne.-powiedział.
Hej, ja jestem Natalie. Była dziewczyna Louisa.-powiedziała miło. - Czułam jakby ktoś uderzył mnie młotem. Louisowi zrobiło się głupio
widziałam to.  Cały mecz Lou siedział jakby ktoś go przykleił.

Po meczu poszliśmy na spacer. Louis zachowywał się już normalnie. Wyjaśnił mi wszystko. Nie dziwie mu się, że tak zareagował. Zbliżała się
godzina 14.00. Louis odwiózł mnie na lotnisko. Już miałam iść na odprawę, gdy nagle Louis zatrzymał mnie:
-Poczekaj, Roxanne lecę z tobą. -powiedział i uśmiechnął się. Byłam bardzo zdziwiona. Nie umiałam wydusić z siebie słowa.-Louis wyciągnął
z bagażnika walizkę.
-Kupiłem bilety wczoraj po naszym spotkaniu.-powiedział. Przytuliłam go mocno. On zbliżył się i mnie pocałował. Tym czasem zauważyliśmy, że
jakiś reporter zrobił nam zdjęcie.

Gdy wsiedliśmy do samolotu oparłam głowę o ramię Louisa i zasnęłam. Obudziłam się dopiero na miejscu. Przy turbulencjach. Wysiedliśmy z
samolotu. Byliśmy w Polsce. Od razu pojechaliśmy do domu rodziców. Mama czekała na mnie w domu. Nie miała pojęcia, że przyleciał ze mną Lou.
Weszliśmy. Mama była zaskoczona.
-Mamo to jest Louis, mój chłopak.-powiedziałam nieśmiało.
-Dzień dobry-powiedział miło Louis.
-Dzień dobry- odpowiedziała. Widać było, że była zdziwiona.
-Miło mi panią poznać-powiedział uprzejmie.
-Mi ciebie również Louisie.- Fakt było widać zdziwienie mamy, ale równiez radość.
-Mamo co jest z Anne?-zapytałam przestraszona. Mama spóściła głowę na dół.
-Przejdźmy do salonu, nie będziemy rozmawiać w przedpokoju.-powiedziała. Więc przeszliśmy do pokoju. Usiedliśmy na kanapie.
-Mamo co się w ogóle stało? Jak do tego doszło?-zapytałam.
-Anne szła do szkoły jak zawsze. Jechało auto nie wiem musiała go nie zauważyć, albo on jej i ją potrącił.-powiedziała smutna.
-Kiedy do niej pojedziemy, chcę ją zobaczyć.-powiedziałam stanowczo.
-Roxanne to teraz nie jest możliwe, jutro.-powiedziała.
Mama poszła się położyć ponieważ zarwała nockę. My z Lou postanowiliśmy się gdzieś przejść. Szliśmy przez rynkiem we Wrocławiu. Trzymaliśmy
się za ręce. Jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa, nie licząc wypadku mojej siostry. Kocham Louisa. Bardzo spodobała mu się Polska.
Kilka jego fanek z Polski poprosiło o autograf. Nagle usłyszałam głos.
-Roxanne?-zapytała dziewczyna stojąca za mną.
-Lena!-krzyknęłam. Właśnie spotkałam moją najlepszą przyjaciółkę za czasów gimnazjum. Bardzo się ucieszyłam tak dawno jej nie widziałam
stęskniłam się i od razu przypomniały mi się czasy jak było fajnie. Przedstawiłam jej Louisa. I obiecałam że zapoznamy ją z Zaynem.
podaliśmy jej jego numer telefonu. Wcześniej oczywiście poinformowałam Zayna o tym. Jak będziemy wracać do LA Lena jedzie z nami. To już
postanowione. Zapowiadały się cudowne wakacje spędzę je w gronie najlepszych przyjaciół i oczywiście w towarzystwie Louisa.


czwartek, 21 czerwca 2012

*Oczami Roxanne*

Trzy MIESIĄCE PÓŹNIEJ:

Ubierałam się do szkoły. Był to ostatni dzień przed wakacjami. Ubrałam białą bluzkę i czarną spódniczkę. Popatrzałam w
lustro. Uczesałam włosy, zaliczyłam poranną toaletę i zeszłam na dół. Było jeszcze trochę czasu do wyjścia, więc
usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Skakałam po kanałach. Jakoś żaden z nich nie był wart by go obejrzeć.
Wyłączyłam go. Już za chwilę wakacje. Pomyśleć, że jeszcze dwa miesiące temu zakuwałam ostro na kartkówki, a dziś mam
najlepszą średnią. Kujon ze mnie. Ostatnie miesiące spędzałam także dużo czasu z Louis'em i resztą zespołu. Ja i Lou
staliśmy się dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Nie obchodzi mnie kim on jest bardziej interesowało jaki on jest
i z czasem przekonałam się, że jest naprawdę świetnym przyjacielem. Popatrzałam na zegarek. Była godzina 9.35 zakończenie
jest na dziesiątą. Wzięłam torebkę i kluczę. Zamknęłam drzwi i ruszyłam w stronę szkoły.
Kilkanaście minut później byłam już na miejscu. Pauline czekała na mnie przy sali gimnastycznej. Obok niej stała Elizabeth.
Jak ja tej dziewczyny nie lubię pomyślałam.
-Hej Rox-odezwała się Pauline.
-Cześć-przywitałam się z nią, ale nie miałam zamiaru witać się z tą drugą. Chwilę potem przyszedł do mnie sms. Popatrzałam
na wyświetlacz ,uśmiechnęłam się.
-Czyżby to Louis, bo jakoś dziwnie szczerzysz się do tego telefonu. Ten Tomlinson zawsze pisze, albo dzwoni w
nieodpowiedniej chwili.-powiedziała i nie myliła się, był to Louis.
-Tak, to Louis.-odpowiedziałam krótko.
-Czego chce tym razem?-zapytała.
-Zaprosił nas na ognisko.-powiedziałam. Elizabeth patrzała na nas jak na jakiś wybryk natury.
-Eee Jaki Louis Tomlin.... wy znacie jednego z 1D?-zapytała podekscytowana.
-Nie-odpowiedziałam krótko.
-No ale przecież widzę mi możecie powiedzieć przecież jestem normalna nie zacznę piszczeć-powiedziała to, ale i tak ani ja
i chyba nawet Pauline jej nie wierzyłyśmy. Ona nie piszczeć jasne...
-Dobra skończ dużo jest Louis'ów na świecie, a ty akurat uparłaś się, że musi to być Louis Tomlinson z One Direction.-
powiedziałam. Elzabeth odeszła, ale nadal nie spuszczała z nas wzroku. Dobrze, że poszła nie miałam zamiaru wdawać się z
nią w żadne dyskusje na żaden temat.
Rozpoczęło się zakończenie. Przemówienia, podziękowania bla bla bla na mnie nie robiło to żadnego wrażenia, przecież
powtarza się to w kółko każdego roku. Dla mnie ta cała szopka była po prostu zbędna. Nagle usłyszałam swoje nazwisko.
-Roxanne Carly Tomson-powiedział dyrektor i wręczył mi świadectwo. Zaraz po mnie była Pauline. Po rozdaniu świadectw
wszyscy jeszcze na chwilę poszli do sali. Nasze największe ,, paniusie'' jeśli mogę to tak nazwać przytulały się jakby
już więcej miały się nie zobaczyć, a przecież został nam wszystkim jeszcze rok nauki w tej szkole. I potem każdy w swoją
stronę.
Po zakończeniu tej szopki wróciłyśmy do domu.  Weszłam do domu. Miałam nagrane chyba z trzy wiadomości na automatycznej
sekretarce. Postanowiłam sprawdzić od kogo.
-Roxanne twoja siostra jest w szpitalu, zadzwoń do mnie jak najszybciej.-Przestraszyłam się. Niby tak się nienawidziłyśmy
,ale jednak była to moja siostra.
Zadzwoniłam do mamy tak jak mnie prosiła. Była za bardzo roztrzęsiona żeby mówić. Postanowiłam, że ją odwiedzę. Kupię
bilety i wylatuję do Polski. Nie mogę ich tak zostawić. Zadzwoniłam do Lou.
-Tak?-odezwał się Louis w słuchawce.
-Posłuchaj nie dam jednak rady przyjść.-odpowiedziałam.
-Co? Dlaczego?-zapytał zdziwiony.
-Moja siostra jest w szpitalu. Kupuję bilet i jutro wylatuję do Polski.
-Na zawsze?-zapytał zdenerwowany jakby coś się stało ważnego.
-Nie, na jakiś tydzień dwa.-powiedziałam.
-Poczekaj zaraz u ciebie będę.
-Ale po co?-zapytałam zdziwiona.-Jednak Louis już się rozłączył. Byłam bardzo ciekawa co ma mi do powiedzenia. Bardzo go
lubię jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. To pewnie i tak nie ma znaczenia. Nie powiem mu co do niego czuje
, bo pewnie i tak bez wzajemności. Nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni. Louis zadzwonił do drzwi. Otworzyłam. Wszedł szybko
i zmachany zaczął mówić:
-Muszę ci coś powiedzieć-powiedział.-Zbliżył się. Chwycił mnie za rękę i patrzał w oczy. Serce waliło mi tak mocno, że
bałam się, że usłyszy. W końcu poczułam jego usta na moich. Zamarłam. Zupełnie nie wiedziałam co zrobić ,a co gorsza
powiedzieć. Nadal patrzał mi w oczy.
-Kocham Cię.-powiedział czule.
-Ja ciebie też-powiedziałam to proste zdanie, bo nie wiedziałam co powiedzieć. Dobrze, że wydusiłam z siebie chociaż to.
Louis uśmiechnął się czule do mnie. Nawet nie wiedział jak mi na nim zależy. Jemu chyba na mnie też...

wtorek, 19 czerwca 2012

*Oczami Harrego*

Nudziłem się jak mops. Dzień wolny żadnych prób ani niczego. W wolnym dniu powinno się odpoczywać spędzić ten dzień z
przyjaciółmi. A co jeśli moi przyjaciele gdzieś wyszli i nie ma ich w domu. Nie wiedziałem co z sobą zrobić. Przeglądałem
listę kontaktów w telefonie. Lou gdzieś wyszedł a Liam i Zayn w wesołym miasteczku. Wprawdzie mówili żebym z nimi poszedł, ale nie
przepadam za karuzelami i royalcosterami. Więc oni odpadają. A co z Niallem? Dzwoniłem do niego już kilka razy, ale
nie odbiera najwyraźniej jest zajęty czymś innym. No cóż. Hmmm a Carol? pomyślałem chwilę, ale zaraz sobie przypomniałem
, że przecież jestem w LA, a nie w Anglii. Natknąłem się na numer telefonu Pauline. Nie mogłem sobie przypomnieć kto to jest
 dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że poznałem ją na koncercie. Postanowiłem zadzwonić.
Wybrałem numer.
-Tak?-odezwał się głos w słuchawce.
-Cześć, tu Harry.-powiedziałem. Chwila ciszy.
-O cześć.-po jej głosie poznałem, że była zdziwiona.
-Co robisz?-zapytałem mając nadzieję, że nie ma żadnych planów. Miałem szczęście.
-Nic ,siedzę przed kompem-odpowiedziała znudzona.
-Hmm... pomyślałem sobie, że może wyszlibyśmy razem gdzieś. Skoro oboje się nudzimy.-zaproponowałem.
-Jasne, a gdzie byśmy poszli?-zapytała.
- Nie wiem może na szejka? albo coś.- powiedziałem.
-Okej-odpowiedziała.
-Spotkajmy się w parku za 20 minut okej?-zapytałem.
-Okej to widzimy się za 20 minut w parku. -powtórzyła.-Odłożyłem słuchwkę. Poszedłem na górę spojrzałem w lustro myśląc
Boże jak ja wyglądam. Włosy roztrzepane za wszystkie strony, a do tego piżama, chociaż była godzina 12.00. Otworzyłem
szafę długo myślałem co ubrać, aż w końcu wybrałem brązowe rurki i czerwoną bejsbolówkę. Ogarnąłem włosy zaliczyłem
poranną toaletę, którą w prawdzie powinienem odbyć trochę wcześniej no ale cóż. Wyszedłem z domu. Biegiem zmierzałem
ku parkowi ponieważ byłem już lekko spóźniony. Zobaczyłem Paulline stojącą przy małym jeziorku. Wpadłem na pewien pomysł
szedłem powoli skradając się aż w końcu zakryłem jej oczy rękami. Pauline odskoczyła. Odkryłem jej oczy. Popatrzała na mnie
jakbym był jakimś zabójcą próbującym właśnie coś jej zrobić. Po chwili uśmiechnęła się.
-Ale mnie przestraszyłeś-powiedziała śmiejąc się.
-Oto właśnie mi chodziło.-powiedziałem dumny, że udało mi się ją nastraszyć.
-Jak tak dalej pójdzie doprowadzisz mnie do zawału-powiedziała żartując sobie ze mnie.
-Haha nie śmiał bym. Za bardzo cię lubię żeby cię doprowadzić do zawału-powiedziałem.
-To ty mnie lubisz ? no proszę.-powiedziała nadal się śmiejąc.
- Wiesz może nie znamy się za dobrze...
-Prawie wcale -wtrąciła.
-Tak, ale zaczynam cię lubić.-Powiedziałem.
-Ja też cię lubię-powiedziała miło się do mnie uśmiechając.
-Idziemy na szejka? Ja stawiam.-powiedziałem stanowczo.

 Kilka minut potem piliśmy już szejki w parku nad małym jeziorkiem. Było gorąco. Pauline podeszła do jeziorka.
-Harry! Podejdź tu na chwilę-zawołała.-No więc podszedłem.
-Tak?-zapytałem.- Pauline zacząła mnie chlapać. A ja nie mogłem czekać aż sam będę cały mokry. Także zacząłem ją chlapać.
Zczęliśmy się śmiać. Zachowywaliśmy się jak małe dzieci, chociaż mieliśmy po 18 lat. Przechodnie patrzyły na nas jak na
bandę wariatów. Byliśmy przemoczeni do suchej nitki. Nie przeszkadzało nam to. Szliśmy parkiem rozmawiając:
-Zastanawiam się gdzie masz Roxanne?-zapytałem rozbawiony.
-  Roxanne jest teraz z Louisem.-powiedziała spokojnym głosem.
-Z Louisem?- powtórzyłem zdziwiony.
-Tak, ostatnio dużo czasu spędzają razem.-powiedziała.-Pomyślałem, że może Lou ponownie się zakochał..., jest moim
najlepszym przyjacielem, ale nie mieszam się w jego życie. Nagle zauważyliśmy znajomą osobę. Był to Niall idący z jakąś
dziewczyną.
-Harry!-zauważył mnie Niall.
-Cześć Niall-przywitałem się.
-To moja kuzynka  Cornelia.-przedstawił dziewczynę Niall.
-Hej, jestem Harry-powiedziałem.
-Wiem-odpowiedziała.
-A to jest Pauline.-przedstawiłem ją.
-No to się już wszyscy znamy-powiedział jak zwykle radośnie Niall.
Wkrótce Niall i Cornelia poszli. Cornelia  kuzynka Nialla przyjechała do LA na wakacje które właśnie powoli się zaczynają.
Razem z chłopakami te lato mamy wolne. Ten dzień z Pauline był bardzo udany liczę na powtórkę.
_______________________________________________________________________
Przepraszam za pomyłki, ale pisałam na szybko. Proszę o komentarze. Podoba się wam?

niedziela, 17 czerwca 2012

*Oczami Roxanne*

Wróciłam do domu. Położyłam plecak pod biurkiem i zajrzałam do szafy. Wyciągnęłam moją ulubioną bluzkę i ciemno niebieskie
rurki. Ogarnęłam jakoś szybko włosy i zeszłam na dół. Już miałam wyjść kiedy zadzwonił telefon. Popatrzałam na komórkę, ale
to nie ona dzwoniła. Przecież mam jeszcze stacjonarny. W pośpiechu zupełnie zapomniałam o jego istnieniu. Odebrałam.
-Cześć córeczko-powiedział głos w słuchawce.
-No cześć mamo.-odpowiedziałam.-Rzadko do mnie dzwoniła. Była przeciwko bym wyjechała z kraju do Ameryki. Ale byłam
pełnoletnia i zrobiłam to co wydawało mi się słuszne.
-Jak ci tam? co robisz?-zapytała.
-Jest okej właśnie wychodzę.-powiedziałam.
-o a gdzie to się wybierasz?- zapytała. Miałam już prawie 20 lat, a ona nadal o wszystko się pytała jak bym była w wieku
mojej siostry. No właśnie, siostry. Mała wredna poczwarka. W sumie to nie taka mała. Nie chwila dla mnie mała.
-eem ja właśnie idę spotkać się z ...-nie wiedziałam co odpowiedzieć. Lou to kolega nie chciałam o tym mówić mamie, bo jak
zwykle byłoby masę głupich pytań, które nie prowadziłby do niczego.
-z koleżankami z liceum-dodałam szybko. Było to pierwsze lepsze słowo przychodzące mi na myśl.
-Dobrze, to ja cię już nie będę zatrzymywać. Pa.-powiedziała.
-Pa.-odpowiedziałam.
Wzięłam małą torebkę wiszącą na wieszaku w przedpokoju i wyszłam. Idąc ulicą zastanawiałam się co teraz dzieje się w Polsce
, ciekawe co u Elizy i Julki tak dawno ich nie widziałam. Zbliżające się wakacje wydawały mi się jak na razie bez żadnych
planów pomyślałam, że może bym ich odwiedziła, lub one mnie. Szłam dalej myśląc, zupełnie nie zauważyłam kiedy dotarłam do
parku. Ocknął mnie głos Lou.
-Roxanne!-zawołał.-Rozejrzałam się. Muszę przestać tak bujać w obłokach jak gdzieś idę. Tak czy siak uśmiechnęłam się.
-Hej.-powiedziałam.
-Miałaś zamiar iść dalej?-zapytał- W głębi serca miałam nadzieję, że pomyśli iż idę do niego, ja to zawsze muszę się
ośmieszyć.
-Zamyśliłam się.-odpowiedziałam głupio śmiejąc się-To było najlepsze rozwiązanie według mnie w tej chwili.-Usiedliśmy na
pobliskiej ławce.
-Co u ciebie?-zapytał.
-W porządku.-standardowe pytanie i odpowiedź.-Nastąpiła chwila ciszy.
- Wczoraj mówiłaś, że nie jesteś Amerykanką, więc skąd jesteś?-zapytał z zaciekawieniem.
-Jestem z Polski-uśmiechnęłam się przypominając sobie lata spędzone w niej.
-Zawsze z chłopakami chcieliśmy tam pojechać.-powiedział.
-Uwierz mi nic ciekawego.-powiedziałam.- Powiedziałam prawdę tym razem. Nie ma tam nic ciekawego w porównaniu z LA.
-Czym się zajmujesz-zapytał.
-Chodzę do liceum muzycznego.-odpowiedziałam.
-czyli zajmujesz się muzyką, tak?-zapytał ponownie.
-Tak-powiedziałam miłym głosem.
-No to mamy wspólny temat-odpowiedział śmiejąc się.-Nic nie powiedziałam tylko uśmiechnęłam się.-Może się gdzieś
przejdziemy?-zapytał dodając.
-Jasne-odpowiedziałam.- Szliśmy parkiem. Rozmawialiśmy dalej o swoich zainteresowaniach. Minęło kilka godzin było już po
18.00.
-To ja już będę się zbierać-powiedziałam.
-Odprowadzę cię.-zaproponował. Szliśmy chodnikiem, gdy nagle usłyszałam jakieś krzyki za sobą. Odwróciłam się.
-AAAAAAAAAAAAAA To Louis Tomlinson!-krzyczało kilka dziewczyn.  Zaczęły biec. Lou chwycił mnie za rękę i pociągnął.
Biegliśmy jak najszybciej. Fanki Lou goniły nas pod sam dom. Szybko otworzyłam drzwi. I zaraz je zamknęłam. Oboje
zaczęliśmy się śmiać.Wyjrzałam przez okno. Fanki Lou nadal stały pod moim domem.Jednym słowem byłam przerażona, a zarazem
zdziwiona. Te dziewczyny miały na jego punkcie obsesję.
-Szybko ztąd nie wyjdziesz-powiedziałam.-Lou popatrzał na mnie i uśmiechnął się miło.
-haha.-zaśmiał się.
-W takim razie zapraszam na herbatę -zaproponowałam.
-z chęcią-powiedział.-Poszliśmy do salonu. Lou usiadł na kanapie. Poszłam zrobić herbatę. Nastawiłam wodę i wróciłam
z powrotem do pokoju. Lou przyglądał się zdjęciom.
-Kto to?-zapytał.
-To moja siostra. Tempa siostra.- Dodałam. Nie umiałam się powstrzymać żeby nie powiedzieć słowa tempa.
-Dlaczego tempa?-zapytał ponownie.
- Nie wytrzymałbyś z nią ani jednej godziny. Głupiutkie dziecko.-odpowiedziałam.
-Ile ma lat? Wygląda na starszą od ciebie.-Powiedział z zdziwieniem.-Starszą ode mnie powtórzyłam w myślach. Tak, na pewno
to dziecko daje tonę make-up na mordę to na pewno wydaje się starsza.
-17-powiedziałam.-Widać było zdziwienie Lou.
-Tak, wiem nic nie musisz mówić, ale nie, nie jestem młodsza haha.-dodałam.-Lou zaczął się śmiać. Usłyszałam gwizdek
czajnika. Poszłam do kuchni i zalałam herbatę. Potem wróciłam z nią do salonu. Minęło kilka godzin. Fanki Lou poszły już
dawno temu, ale dobrze nam się rozmawiało pijąc herbatę. Louis oznajmił, że musi się już zbierać. Odprowadziłam go do
drzwi. Znowu patrzał na mnie tym dziwnym wzrokiem. Czasem zaczynało być to denerwujące. Uśmiechnęłam się mimo wszystko.
-Pa, do zobaczenia-powiedział przemiłym głosem.
-Do zobaczenia-powiedziałam.- Udany dzień owszem. Nigdy nie myślałam, że poznam 1D. No i Lou. Dla mnie byli to zwykli
ludzie. A z Lou po prostu dobrze mi się rozmawiało. Jak z przyjacielem.
___________________________________________________________________________
Podoba się? Plosie o komentarze. Jak najwięcej. Następna część z Hazzą ; )

*Oczami Pauline*

NASTĘPNEGO DNIA PO KONCERCIE...
 Była środa. Budzik zadzwonił o szóstej trzydzieści. Zupełnie nie chciało mi się wstać z łóżka. Wczoraj wróciłyśmy
bardzo późno z koncertu. No właśnie z koncertu. Od razu pokazał mi się uśmiech na twarzy. Zeszłam na dół. Otworzyłam
lodówkę i wyciągnełam  mleko. Jeszcze tylko miska, płatki i śniadanie gotowe. Potem doczołgałam się ospale do łazienki
zaliczyłam poranną toaletę. Ubrałam się. Popatrzałam na zegarek, była godzina ósma piętnaście. Spakowałam do torebki
potrzebne mi rzeczy i ruszyłam w stronę drzwi.  Wyszłam wcześniej, żeby skoczyć jeszcze po Rox. Jej dom znajdował się
dosłownie o kroczek, ale z moim tempem wolałam dmuchać na zimne. Pani ,,psor'' nie przyjełaby nam już następnych spóźnień,
więc wolałam  ruszyć się wcześniej z domu. A znając życie będziemy szły spacerkiem. Byłam już koło domu Roxanne,
zadzwoniłam do jej drzwi. Otworzyła.
-Hej, idziesz?-zapytałam.
-Jasne poczekaj tylko wezmę torebkę.-odpowiedziała Roxanne. Wzięła torebkę z szafki, zamknęła drzwi i wyszła z domu.
-Okej możemy iść.-powiedziałam.
Byłyśmy właśnie w drodze do szkoły, a dokładnie do liceum do którego chodziłyśmy od samego przyjazdu do LA. Nasza rozmowa
głownie skupiała się na wczorajszym koncercie. Nagle usłyszałam dzwoniącą komórkę Roxanne. Wyciągnęła ją z torebki
popatrzała na wyświetlacz. Po jej minie było widać, że jest zdziwiona.
-Co jest? Kto dzwoni?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Nie uwierzysz.-powiedziała zdumiona.
-Aj pokaż!-powiedziałam i wyrwałam jej telefon z ręki.
-To Louis!
- No właśnie!-powiedziała śmiejąc się i nadal nie dowierzając. Ocknęłam się i krzyknęłam:
-Odbierz, na co czekasz!
-Ookej-powiedziała.-Nie musiałam jej długo prosić żeby odebrała ten telefon. Wiedziałam, że podoba jej się Lou.
Rozmawiała z nim, a ja nie wiedziałam o czym. Byłam bardzo ciekawa. W końcu skończyli.
- No i co?-zapytałam podekscytowana.
-yy No nic.-odpowiedziała nieśmiało.
-Dobra daruj sobie tą skromność. Powiedz o czym rozmawialiście!- nalegałam.
- No w sumie to o niczym. Idziemy po południu na spacer. Przyjacielski.-powiedziała.
-Zaprosił cię na spacer, tak?-zapytałam spokojnie.
-Tak no przecież mówię-odpowiedziała.
-To świetnie! Już wiemy, że masz szanse!-powiedziałam.
-ej chwila moment jaka szansa co ty bredzisz! To przyjacielskie spotkanie a nie... nawet tego nie wyduszę!-powiedziała ze
złością.- Nie odezwałam się, bo wiedziałam jaka będzie odpowiedź. A ja i tak wiedziałam swoje. Dotarłyśmy na miejsce.
Od razu po szkole umówiłam się na szejka z Elizabeth, żeby omówić parę rzeczy związanych z projektem na WOS. Nie
powiedziałam o tym Roxanne, bo wiedziałam, że zaraz wybuchnie z tego afera jak zwykle. Nie przepadają za sobą, a ja nie
mam zamiaru rezygnować z innych przyjaciół.
_____________________________________________________________________________
Podoba się? Liczę na więcej komentarzy. Kolejna część *Oczami Roxanne*, a jeszcze następna którą już zaczynam pisać to * Oczami Harrego* Może coś w końcu z Pauline i Hazzą?-Kto wie.

czwartek, 14 czerwca 2012

*Oczami Louisa*

Louis

Gdy dziewczyny poszły, razem z chłopakami rozeszliśmy się do swoich domów. Otworzyłem drzwi, położyłem klucze na komodzie.
Byłem wykończony po koncercie. Opadałem z sił. Nie miałem nawet siły by dojść do kuchni i zrobić sobie kolacje.
zrezygnowałem z niej. Wszedłem do pokoju, zobaczyłem, że ktoś siedzi w fotelu obróconym to okna balkonowego.Przestraszyłem
się. Myślałem, że to jedna z moich fanek. Tajemnicza postać odwróciła się twarzą do mnie. Postać była mi dobrze znana.
Była to Natalie moja była dziewczyna.
-Co ty tu robisz?- zapytałem kipiąc ze złości.
-Nie pamiętasz? Dałeś mi klucze.-powiedziała przemiłym głosem Natalie.- Kompletnie zapomniałem, że jeszcze ma moje klucze.
To było jakieś dwa miesiące temu, gdy się rozstaliśmy. Nie chciałem już jej pamiętać. Mało tego nie chciałem o niej słyszeć.
Już nigdy! A ona wchodzi sobie od tak do mojego mieszkania.
-Przestań się zgrywać! Idź nie chcę cię widzieć Natalie.- powiedziałem wściekły.
- Poczekaj. Chciałam tylko porozmawiać Louis.-powiedziała.
-Nie mamy o czym.-dodałem.
-Mamy o nas. Nie odzywałeś się do mnie prawie dwa miesiące!-krzyknęła.
- Jesteś śmieszna. To co było to tylko i wyłącznie przeszłość. Wszystko zostało skończone Natalie.!-powiedziałem.
- Ale Louis ja cię kocham!- powiedziała ze łzami w oczach, aż w końcu rozpłakała się.- Zupełnie nie wiedziałem co robić
w głębi serca nadal coś do niej czułem, bo od tak nie można przestać kochać drugiej osoby, ale nie potrafię jej wybaczyć
zdrady. Po prostu nie potrafię. To za trudne nawet jak dla mnie.
- Natalie ubieraj się. Proszę wyjdź nie chcę cię widzieć.-powiedziałem. Wiem, że po taktowałem tą sprawę dosyć okrutnie
, ale nie może od tak wchodzić sobie do mojego domu. Mówić jeszcze, że mnie kocha. Może i tak jest, ale nie chcę powtórki
z rozrywki, wszystko skończone.
-Natalie!-zawołałem gdy była już jedną nogą na progu ogrodu.
- tak?-zapytała z nadzieją, że może powiem coś co ją ucieszy. Co sprawi, że znowu będziemy razem. Niestety.
-Daj mi klucze.-powiedziałem głosem zbitego psa.- Natalie podała mi klucze. Płacząc wsiadała do auta. Chciałem ją wtedy
zatrzymać, ale nie mogłem coś mnie trzymało.
Pojechała. Wszedłem do domu otarłem twarz. Pomyślałem o Roxanne. Uśmiech pokazał mi się na twarzy. Pomyślałem, że trzeba
zacząć wszystko od początku. Zapomnieć o Natalie.To było najważniejsze w tym momencie.
_______________________________________________________________________________
Jak wam się podoba?- piszcie jak najwięcej komentarzy ; ) Pozdrawiam. Kolejna część będzie *oczami Pauline* : >

Część I.

Roxanne

Zadzwoniła do mnie Pauline. Mówiła tak szybko że ledwo ją zrozumiałam.
-Rox nie uwierzysz!-powiedziała z entuzjazmem.
-Co? o co chodzi?- zapytałam zdziwiona.
-Słuchaj mam bilety na One One...-Pauline nie umiała dokończyć zdania była tak podekscytowana, że nie umiała wykrztusić z
siebie tego słowa.
-Powiesz mi w końcu o co chodzi?!- Powiedziałam to poddenerwowana.
-Mam bilety na One Direction dwa rozumiesz dwa! wiesz co to oznacza idziesz ze mną ! aaa!-wykrzyczała mi prosto do
słuchawki telefonu.
-AAAAA! Paulla nie wierze!- Tak bardzo się cieszyłam, że przez chwilę nie umiałam nic powiedzieć. Idę na koncert mojego
ulubionego zespołu a raczej naszego ulubionego zespołu. I to już we wtorek!
-To uwierz ja kończę bo nie wiem! Pa! to do wtorku.
-Pa! Dzięki!-odpowiedziałam jej.
Zawsze marzyłam żeby pójść na ich koncert co prawda nie byłam ich ,, psychofanką'', ale kochałam muzykę jaką tworzą. Miał to
być mój najwspanialszy dzień! I właściwie taki był, a nawet jeszcze lepszy!

WTOREK GODZINA 19.30 PÓŁ GODZINY PRZED KONCERTEM ONE DIRECTION!

Pośpiesznie wziełam torebkę i bilet który otrzymałam od Pauline. Sięgnełam po klucze od mieszkania i wyszłam z domu ,wcześniej
go zamykając. Pauline czekała już pod domem razem z taksówką. Wsiadłyśmy. Jadąc myślałam o tym jak dalej to będzie. Przez
chwilę zapomniałam o koncercie. Myślałam czy dobrze zrobiłam przyjeżdżając do Los Angeles. Co prawda chodzę tu do szkoły.
Plany miałam takie żeby zarobić i wybudować sierociniec, ale nie taki zwykły rodzinny. Nie taki jak wszystkie inne
zimne ani trochę przypominające dom. Ocknął mnie głos Pauline:
-Jesteśmy.-powiedziała.- Wyszłam z taksówki rozglądałam się dookoła. Scena była ogromna. Zazdrościłam w tej chwili
zespołowi, że mogą jednocześnie spełniać swoje marzenia i dobrze się bawić. Niestety nie wszystkim dane jest takie
szczęście. Daliśmy bilety. Miejsca nasze znajdowały się na samym przodzie przy scenie. Zdumiewające jak Paulli udało się
zdobyć bilety w tak dobrym miejscu. Wolałam nie pytać. Ważne że tu po prostu jesteśmy.
Poszłyśmy pod scenę. Kilkanaście minut potem rozpoczął się koncert.Obie doskonale się bawiliśmy. Patrzałam ze zdumieniem
na piątkę utalentowanych chłopaków w różnym wieku, a nadal tak wspaniale się dogadują, przyjaźnią. My nie miałyśmy
tyle szczęścia w przyjaźni. Dawno temu byłyśmy takim One Direction Girl, ale niestety nasza czwórka się rozpadła. Wszystko
to spowodowały trzecie osoby.Mniejsza z tym. Byłyśmy tacy jak oni tylko że było nas cztery no i nie miałyśmy takiego
talentu wokalnego.
-Harry słodki jest!- nagle usłyszałam głos Paulline zagłuszony w tłumie krzyczących fanek One Direction. Popatrzałam
na nią uśmiechając się. Nie chciałam jej nic mówić. Mój wzrok przykuł Louis.-Szczeniackie marzenie-pomyślałam. Chłopcy
zrobili sobie małą przerwę. Poszłam gdzieś się przewietrzyć. Wodziłam wzrokiem zamyślona w chodnik. Nagle poczułam
szturchnięcie. Spojrzałam w górę. Zobaczyłam Louisa. Nie wiedziałam co powiedzieć w końcu wykrztusiłam:
-Ojej, przepraszam.-Przeprosiłam grzecznie.
-Nic się nie stało-powiedział Lou miło uśmiechając się. Patrzył mi w oczy. - Dziwnie się czułam.Zatkało mnie.
- Co tak dumasz?- zapytał mnie chłopak.
- Spacerek- powiedziałam z uśmiechem.
-Jestem Louis Tomlinson, ale to już pewnie wiesz.
-Tak ,jasne. Roxanne Tomson.- przedstawiłam się. Nagle reszta zespołu dołączyła do nas.
-Chłopaki to jest Roxanne Tomson.-przedstawił mnie zespołowi.
- Hej.- powiedzieli chórem.
-Cześć -odpowiedziałam. Louis nadal patrzał na mnie i miło się uśmiechał. W końcu szturchną go Harry.
-Lou idziesz?- zapytał.
- Tak, tak już zaraz do was dołączę.Idźcie. Chłopcy poszli szykować się do dalszej części koncertu.
-Może wpadłabyś do nas po koncercie?- zapytał.
-y ym, bardzo chętnie, ale jestem jeszcze z przyjaciółką. -powiedziałam z uśmiechem.
-Super zapraszamy- powiedział Louis z uśmiechem. Dołączył do reszty.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam do Pauline.

Po koncercie Lou i reszta zawołali nas za kulisy. Usiedliśmy na kanapie. W koło było pełno instrumentów i pięć
dodatkowych mikrofonów. Harry wziął Pauline i oprowadzał ją po budynku. Ja zostałam razem z Lou i resztą.
Louis znowu patrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Nie wytrzymałam. W końcu zapytałam:
-Co nie tak?-zdziwiłam się.
-Nie wszystko okej-powiedział z uśmiechem po czym dodał:
-Masz bardzo ładne oczy.- Pomyślałam taa... tani chwyt oczy mam brązowe tak jak on. Niee cierpię tego typu podrywu
tak robią dzieciaki w wieku trzynastu lat. Nic nie powiedziałam spuściłam wzrok na podłogę.
-Przepraszam jak coś powiedziałem nie jak trzeba, ale to prawda.-powiedział stanowczo.
-haha dobra skończ.-powiedziałam z uśmiechem. Lou także zaczął się śmiać. Rozmawialiśmy jeszcze z jakąś godzinę. Potem
wymieniliśmy się wszyscy numerami telefonu i wróciłyśmy do domu, wcześniej zamawiając taksówkę.
________________________________________________________________________________
Jak wam się podoba?- Piszcie w komentarzach, bo chcę wiedzieć czy mam pisać kolejne części. Bardzo bardzo bardzo proszę piszcie ;*


Liam Payne

Członek zespołu One Direction. Ma 19 lat. Ma dziewczynę o imieniu Katie. Poznał Rox i Paulline, zbiegiem czasu zostaną przyjaciółmi. Często spędza czas z zespołem o co Katie ma do niego żal.






Zayn Malik

Jest także członkiem zespołu. Gdy poznaje kuzynkę Roxanny Larisse zmienia się nie do pozanania. Uwielbia dobrą zabawę. Znakomicie dogaduje się z zespołem oraz z Rox. Ma ciemno brązowe włosy i czarne oczy.
Niall Horan

Blondyn pochodzący z Irlandii. Także członek zespołu One Direction. Zakochał się
w Roxanne, lecz wie że Louis czuje do niej to samo co on. Jest sympatyczny,
miły.
Harry Styles

Członek zespołu One Direction. Jest najmłodszy z zespołu. Ma zaledwie 18 lat,
lecz wspaniale dogaduje się z innymi. Bardzo lubi Paulline, którą poznaje przez
Lou i Rox po ich koncercie. Jest zabawny.
Louis Tomlinson

Członek zespołu One Direction. Poznaje Rox zupełnie przypadkiem.
Od razu wpada mu w oko. Zbiegiem czasu stają się najlepszymi przyjaciółmi
, a kto wie może nawet parą?
Lou jest przezabawnym chłopakiem. Potrafi rozweselić każdego.
Przystojny brunet ze świetnym stylem.
Larissa Benet

Kuzynka Rox. Jest jej nie tylko kuzynka, ale również przyjaciółką.
Obie dziewczyny świetnie się ze sobą dogadują. Natomiast Paulline
ma inne zdanie o Larisse. Uważa, że ona chce jej odebrać przyjaciółkę.
Dziewczyna jest bardzo ambitna i zawsze wszystkim pomaga.
Anne Tomson

Jest to siostra Rox. Przyjeżdża do niej raz na jakiś czas. Ma 17 lat.
Zawsze próbuje wszystko przekręcić starszej siostrze. Zbiegiem czasu zakochuje się
w Niallu. Z pozorów wydaje się być wredna, ale tak naprawdę jest bardzo miła o czym
przekonuje się potem Harry.
Paulline Wiliamson

Ma 18 lat. Do LA przyjechała razem z Roxanne by pomóc jej w
spełnianiu marzeń, ale również dla swoich korzyści. Jest twarda
umie dokopać, ale w miarę pozorów jest także wyrozumiała i czuła.
Nie wierzy w prawdziwą miłość. Jest ambitna.
 Jest mądrą blondynką.

Przedstawienie głównych bohaterów.







Roxanne Tomson

Ma 19 lat. Przyjechała do Los Angeles by spelniać swoje marzenia.
Jest osobą wrażliwą i czułą. Bardzo łatwo ją zranić. Na miarę
pozorów udaje twardą. Bardzo szybko się zakochuje. Jest inteligentna
i ambitna. Nie rezygnuje łatwo ze swoich planów, walczy do końca.
 Jest brunetką. Szalona brunetką.


Hejka!

Witam. Na tym blogu będę pisać opowiadania. Zapraszam do czytania. Komentujcie jak najwięcej bardzo mi się to przyda bo będę wiedziała czy mam pisać kolejne części. Już niedługo pierwsza.Pozdrawiam wszystkie Directionerki ;*