Odwiedzający : )
sobota, 1 września 2012
Nie potrafię kochać... (poranek w LA)
Ach jak dobrze zacząć dzień w swoim własnym domu. Los Angeles. Tęskniłam za tutejszą gwarą na ulicy. Ludźmi śpieszącymi się rano do pracy,a
późnym wiczorem wrącającym z niej. Niektórzy wolą ciszę i spokój, ale ja wolę duże miasta. Lubię jak coś się dzieje. Wtedy wiem, że nie jestem
tak do końca sama, że jest dużo ludzi takich jak ja. Dobra koniec tego zamulania.
Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Pełno wszystkiego. Panował zupełny bałagan. Impreza chyba za bardzo się rozkręciła. No nic
trzeba zacząć sprzątać. No chyba, że mam spać i funkcjonować w brudzie. Dobra nie ma opcji. Sprzątamy. Lena zeszła na dół. Zayn spał jeszcze
u góry. Resztę chłopców walało się po kanapach. To w salonie, a to w innych pokojach. Na szczęście jakimś cudem udało mi się uratować swój
pokój.
Lena pomogła mi z leksza i niebawem skończyłyśmy sprzątanie. Wszystko lśniło. No prawie wszystko. Mówiąc szczerze wszystko lśniło oprócz
chłopców śpiących wszędzie na kanapie. Bardzo śmiesznie to wyglądało. Lena nie mogła się powstrzymać. Zrobiła zdjęcia Niall'owi kiedy
przesłodko ślinił się na naszą poduszkę. I weź człowieku potem na niej leż albo coś w tym stylu.
Kilka godzin później...
Wszyscy byli już całkiem ogarnięci. Niall, Liam poszli już do siebie. Zostałam sama z Leną. No sama to pojęcie względne był jeszcze Zayn.
Oboje bardzo kleili się do siebie. Całe te ciuciuruciu doprowadzało mnie powoli do szału.
-Zayn wiesz jak bardzo cię kocham?-powiedziała Lena siedząc z nim na kanapie. Ja zaś usadowiłam się w wygodnym miejscu przy kuchni.
-Wiem, ale ja ciebie bardziej.-powiedział Zayn.
I tak w kółko.
-Ludzie czy wy nie macie innych tematów niz te całe o boże jak ja cię kocham?-zapytałam lekko zdenerwowana.
-Rox wyluzuj.-powiedziała zdziwiona.
-Nie, nie wyluzuje. Wszędzie gdzie jestem tylko to całe ciuciuruciu. Ludzie umówcie się gdzieś na mieście i dopiero, albo dla odmiany weźcie
ślub!-powiedziałam wybiegając z salonu. Wbiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko.
Nie wiem dlaczego tak na nią naskoczyłam. Jest szczęśliwa. Ja też powinnam. Jest moją przyjaciółką powinnam cieszyć się z jej szczęścia.
Dlaczego tak nie jest. Co jest ze mną nie tak. Zaczynam się szczerze nienawidzieć.
Nagle dostałam sms-a.
''Hej Rox. Słyszałam, że jesteś już w Los Angeles. Dzwoniłaś do mnie wiem. Ale zgubiłam telefon. Lena pewnie ci już wszystko powiedziała
gdzie jestem i w ogóle. Spotkałam niedawno Harrego wszystko sobie wyjaśniliśmy. Znowu jesteśmy razem. Bardzo się cieszę. Jestem tak
cholernie szczęśliwa. A co u cb? Jak tam pobyt w Polsce? Spotkałaś kogoś ciekawego?''
-Pauline.
Wszyscy potrafią być szczęśliwi. Wszyscy, oprócz mnie. Dlaczego? Czy jestem aż tak wredną suką, że akurat teraz czas na mnie? by mi się
wszystko spieprzyło, a innym układało. Mam tego serdecznie dość.
Jest godzina 22.00 od tamtej pory nie wychodziłam z pokoju. Przemyślałam wszystko dokładnie. I jestem już pewna na 100%, że to zrobię.
Dla mnie już tu po prostu nie ma miejsca. Nie mogę już tego wytrzymać.
Lena już dawno śpi. Zayn postanowił spędzić jeszcze jedną noc u nas. Znaczy u Leny.
Wyszłam po cichu z pokoju. Ruszyłam ku łazience. Otworzyłam trzecią szufladę od góry. Znajdowały się w niej róźnego rodzaju tabletki i to
czego szukałam. Małe ostrza po których ma być lepiej. Wziełam dwa i oparłam się o ścianę. Odpakowałam jedną żyletkę. Spojrzałam na nią.
Przyłożyłam do skóry. Coś mnie zatrzymało.
No dalej Rox! Kilka pociągnięć, chwila bólu, ale skutek bezcenny. Zapomnisz o wszystkim. Nie będziesz się niczym musiała już przejmować.
Będziesz na zawsze z Louis'em. No właśnie z Louis'em. Zacisnęłam zęby, wzięłam głeboki oddech i pociągnęłam. Kilka kropel krwi spadło na podłogę.
Łzy napływały mi do oczu. Nie z bólu zadanego sobię żyletką lecz z bólu który czułam w sercu. Powoli zjeżdżałam po ścianie w dół, aż w końcu
usiadłam na podłodze.
Zostawiłam list na szawce w moim pokoju. Nie chciałam odchodzić bez słowa wyjaśnienia. Chcę aby moi najbliźsi wszystko dokładnie zrozumieli.
Słowa listu mniej więcej brzmiały tak:
'' Gdy zaczniecie to czytać, mnie już prawdopodobnie tu nie będzie. Nie będzie mnie z wami. Nie będzie mnie na tym świecie. Pewnie zadajecie
sobię pytanie dlaczego to zrobiłam? Otusz już wyjaśniam. Nie mogę znieść tego wszystkiego. Louis którego kochałam i planowałam wspólne
życie ,odszedł. Ja nie mam po co żyć. Widzę te wszystkie pary zakochane w sobie i szczęśliwe. Dla mnie już po prostu nie było nadzieji.
Nie obwiniajcie się o nic, bo to moja decyzja. Ja już po prostu nie potrafię kochać. Przepraszam.
-Roxanne Tomson.''
I tym sposobem pociągnęłam drugi raz. Tym razem mocniej i pewniej. Widziałam tylko czerwoną kałużę obok mnie, pod sobą i na sobię. Po prostu
wszędzie. Chwilę później przestałam czuć ból. Powoli zasypiałam. Wiem, że stchurzyłam, że nie postawiłam czoła problemom, ale po prostu
nie potrafiłam pogodzić się z myślą, że już nie potrafię się zakochać. Że nie potrafię kochać. Już nikogo...
_____________________________________________________________
I jak wam się podoba? Proszę o jak najwięcej komentarzy.
Ostatnio wszystko się układa, ale wiem że moje szczęście nie trwa długo. ♥ I tak też jest. Nieważne.
''Żyję cicho krwawiąc'' ♥
/Rox
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Rox umrze?. Czekam na dalsze częci. Twoje opowiadania są świetne! ;*
OdpowiedzUsuńrox umrze i nie będziesz pisać .... ?
OdpowiedzUsuńBędę pisać ... :)
Usuń