Odwiedzający : )

wtorek, 24 lipca 2012

Polska. Zakątki Wrocławia mojego rodzinnego miasta...


Budzik zadzwonił o godzinie 6.00 ,o ósmej wylot.  Wstałam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju. Było pusto. Wszystko spakowane zostało w dniu
wczorajszym. Obok lustra zostało tylko zdjęcie Lou. Spakowałam je do walizki. Na krześle przyszykowane były moje ubrania w których miałam
wylecieć do Polski. Właśnie Polska. Ciekawe jak bardzo się zmieniła. Ubrałam się i zaliczyłam poranną toaletę.
Gdy wszystko było przezemnie mniej więcej ogarnięte wziełam walizkę i zeszłam na dół. Czekała mnie dosyć długa podróż na lotnisko.
Czekając na windę przypomniałam sobię dzieciństwo. Nasze wspólne zabawy z Dorindą Gabryjelą i Victorią, oraz Pauline. Kiedyś myślałam
, że te chwile będą trwać wiecznie. Jednak nic nie trwa aż tak długo.
Zjechałam na dół. Wychodząc z windy zauważyłam Liama, Zayna i Nialla.
Wstali wcześnie by móc się jeszcze, ze mną pożegnać.
Podeszłam do nich. Przytulilam mocno swoich przyjaciół.
Każdy w swoją stronę. Niall wyjeżdża do Irlandii, Liam i Zayn zostają jeszcze przez parę dni i potem wracają do Los Angeles. Ja wrócę dopiero
pod koniec sierpnia. Więc my się jeszcze zobaczymy. Brakuje mi Harrego, a co dopiero Louisa.

Podniosłam walizkę i wyszłam z hotelu. Wsiadłam do taksówki. Teraz długa droga na lotnisko. Ciekawe co by było gdybym nie pojechala na ten
koncert. Było to moje marzenie, ale gdybym wiedziała, że to się akurat tak skończy, nigdy bym nie poszła na taki układ.
Tak brakuje mi tych dni kiedy byłam dzieckiem. Bawiłam się z przyjaciółmi. Chciałam jak najszybciej dorosnąć, założyc rodzinę. Wtedy wydawało
mi się to takie proste, ale rzeczywistość okazała się inna. Trudno teraz o prawdziwą miłość, a jak już znajdzie się ją bardzo łatwo o jej stratę.
Teraz mam prawie dwadzieścia lat i chcialabym wrócić do tych beztroskich dni. Zrobić wszystko inaczej. Zapomnieć o paru rzeczach.

Kierowca taksówki zauważył łzy splywające po moim policzku.
-Wszystko wporządku panienko?-zapytał patrząc w lusterku na tylnie siedzenie na którym siedziałam.
Ocknęłam się i otarłam ręką łzy. Na chwilę zapomniałam się.
-Tak, w porządku.-odpowiedziałam. Patrząc w dół. Nie miałam odwagi by spojrzeć mu w oczy, bojąc się żeby znowu się nie popłakać.
Kierowca znowu skupił się na drodze na lotnisko.


Dojechaliśmy w samą porę. Właśnie rozpoczęła się odprawa. Wszystko przebiegło pomyślnie. Weszłam do samolotu i usiadłam na przydzielonym mi
wczesniej miejscu.

Wystartowaliśmy. Nie chcę zapomniec tego co było i co przydarzyło mi się w Los Angeles przez te pół roku. Mimo niedociągnięć było naprawdę
wspaniale. Moje kochane treningi hokeja. Pamiętam jak po raz pierwszy przyszedł na niego Lou. Wszyscy zrobili wielki look w jegi kierunku i wyciągneli
aparaty i komórki. Oczywiście ludzie siedzący na trybunach, bo ci na lodzie nie mieli za bardzo jak. Ja zapatrzałam się zabardzo i rąbnęłam
głową w bandę. Przez chwilę nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie.

Nasze wypady nad jezioro. I wspólne ogniska. Brakuje mi tego jak cholera.

Doleciałam. Chciałam jak najszybciej dostać się do domu. Tego co dawniej.
Kilka minut drogi autobusem. Jestem na moim starym osiedlu. Nic tu się nie zmieniło. Zupełnie. Może po za ludźmi. Są starsi niż ich pamiętam.

Z klatki wybiegł mały chłopczyk śpiewający rymowankę.

  ,,Wpdła bomba do piwnicy
    napisała na tablicy...''
Chłopczyk pobiegł do kolegów na sąsiedniej ławce. A ja w myślach dkokończyłam rymowankę:
''es o es głupi pies tam go nie ma, a tu jest''
Jeszcze to pamietam. Usmiechnęłam się sama do siebie. Nagle z klatki wyszła kobieta.
-Kacperku, zbieraj się, jedziemy.-powiedziała kobieta o bląd włosach.
-Ale mamo jeszcze chwilę-poprosił mały chlopczyk.
-Nie mamy czasu.-powiedziała kobieta.
Popatrzałam na kobietę. Jej twarz wydawała mi się znajoma. Nagle mnie oświeciło.
-Dorinda?-zapytałam.
-Roxanne?-zapytała kobieta, która okazała się Dorindą. Przyjaciołka za czasow piaskownicy.
-Jak dawno cię nie widziałam.-powiedziałam.
Przytuliłyśmy się. Dorinda założyła rodzinę. Chłopczyk o imieniu Kacperek to jej mały synek. Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny. Potem z klatki
wyszedł mąż Dorindy Romek. Pożegnałysmy się. Dorinda mieszka nieopodal.

Weszłam do klatki. Na ścianie było napisane:
''Roxi'' napisałam to w wieku trzynastu lat. Jeszcze nie domalowali klatek. Normalne.
Gdy wejdę do mojego starego mieszkania i zobaczę tatę nie wiem jak zareaguję. Testknię tu za wszystkim...
_____________________________________________________________________________
Jak wam się podoba. Pisałam to przy smutnej piosence. Aż mi się płakać zachciało przez nią. haha.
Liczę na więcej komentarzy. Jutro lub po jutrze dalszy ciąg.
Dziękuję za te 741 wyświetleń. Mało dla was, ale dla mnie  to mega frajda. Mam nadzieje że dobijemy do tysiąca. Pomożecie spełnić to moje małe marzenie?
/Rox.

2 komentarze: