Odwiedzający : )

wtorek, 31 lipca 2012

Spotkanie...


Weszłam dalej do klatki. Nacisnęłam guzik na domofonie. Nazwisko Tomson. Odezwał się zachrypnięty głos.
-Tak, słucham?-powiedział.
-Cześć tato.-odezwałam się czekając na jego reakcję.
-Roxanne? To ty?-zapytał.
-Tak nie poznajesz mnie.-powiedziałam śmiejąc się.
Otworzył drzwi. Weszłam. Drugie piętro. Weszłam do środka. Przywitałam się z tatą. Potem poszliśmy do salonu.
-Dawno mnie nie odwiedzałaś.-powiedział.
-Wiem przepraszam. Ale mieszkam w Los Angeles i to trochę daleko.-uśmiechnęłam się.
-No i jak tam opowiadaj.-powiedział.
-Jest dobrze. -powiedziałam. Choć tak nie było.
Tato zdążył zauważyć, że kłamie. Zawsze to wyczuwał.
-Roxanne nie kłam. widzę po tobie, że cos jest nie tak. A no i z resztą oglądam telewizję.-powiedział.
-Nic nie jest dobrze. Znaczy było na samym początku. Przyjechałam do Los Angeles i zachwycałam się tym miastem, bo naprawdę jest piękne.
Myślałam, że wszystko będzie prostrze niż tutaj.
-Ale nie jest prawda?-powiedział pytając.
-Tak. Ten zachwyt mija. Dalszą część już chyba znasz z TV .
-Znam, znam. Wszystko bedzie dobrze córeczko.-próbował pocieszyć.
Co jak co. Ale najlepiej z rodziny rozumiał mnie  ojciec. Zawsze był po mojej stronie. Znaczy  no przeważnie, kiedy racja rzeczywiście
była po mojej stronie, bo jak coś przeskrobałam to raczej wspierał mamę. Nieważne. Rozmawialiśmy jeszczę parę godzin. Wiele się tu zmieniło
.Teraz zobaczyłam jak dawno mnie tu nie było. Ale cóż wybrałam życie poza granicami Polski, a nawet jeszcze dalej. Los Angeles.

 Była godzina 17.50. Postanowiłam się przejść. Postawiłam torbę w moim starym pokoju. Nadal ściana z tapetą myszki miki, stare figórki z pieskami
, które kiedyś tak bardzo mi się podobały. Miałam ich bardzo dużo. Zbierałam każdą. Niestety już niewiele z nich zostało. Minęło trochę czasu
i niektóre zdążyły się poniszczyć.  Wyszłam z domu. Mijając klatkę schodową przypomniałam sobię jak razem z koleżankami uwielbiliśmy się razem
w niej bawić. Miałam wtedy z sześć lat, a teraz dzięwiętnaście. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wyszłam z klatki.

Szłam ulicami Wrocławia. Znam Wrocław jak własną kieszeń. Kompletnie się zamyśliłam.  Myślałam o tym co było by teraz gdybym została w Polsce.
Może było by całkiem inaczej? Może tak bym nie cierpiała? Niewiem. Ale pojechałam spełniać marzenia. Był to mój wybór. Ale gdybym nie wyjechała
nie pozałabym Harrego, Lou, Niall'a, Liama i Zayna. Ciekawe co u nich. Nie mogłam być na ich ostatnim koncercie. Żałuję tego. Ale nie mogłabym
stać pod sceną i patrzeć na czwórkę moich idoli i najlepszych przyjaciół, a nie na piątkę. Oh Lou nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje.
Mam chociaż nadzieje, że fani przyjmą to dobrze. Po dłuższej chwili poczułam szarpnięcie i upadłam na ziemię.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam zachrypnięty, mocy głos. Znajomy głos.
- Nie nic.-powiedziałam. Chłopak pomógł mi wstać. Popatrzałam na niego.  Miał dłuższe bląd włosy, zielone oczy, czarne rurki i niebieską bluzę.
. Pomyślałam chwilę. Nagle mnie olśniło.
-Kamil?-zapytałam. Zielonooki chłopak popatrzał na mnie.
-Roxanne!-powiedział głośno. Ucieszył się na mój widok. Ja również. Kamil, ile z nim wspomnień. Nic się nie zmienił. Kamil to chłopak w którym się
zakochałam mając jakieś 14 lat. Haha . Jednak on nigdy mnie nie zauważał.
-Jak dawno cię nie widziałam! Nic się nie zmieniłeś!-powiedziałam.
-A ty za to bardzo. Ledwo cię poznałem.-powiedział uśmiechając się. Ugieły mi się nogi. Boże znowu te uczucie. Już wiem co myślałam jakieś pięć lat temu haha.
-Co u ciebie?-zapytałam.
-A no w sumię nie wiele się zmieniło. Może tak nie mam dziewczyny mieszkam w tym samym bloku co kiedyś tyle że w innym mieszkaniu.-powiedział.
-Ty nie masz dziewczyny!-wybuchałam śmiechem.
-Tak, coś w tym dziwnego?-zapytał zdziwiony.
-Nie, ale nawet sobię nie wyobrażasz ile dziewczyn się w tobię podkochiwało!-powiedziałam śmiejąc się.
-Naprawdę?-zapytał.
-Tak.
-Ty też?-zapytał ponownie.
Zamarłam. Przestałam się śmiać.
-Pewnie nie uwierzysz, ale owszem. Zawsze bałam się do ciebie napisać. Jak cię widziałam miałam nogi z waty. Jak widać mój sekret się doskonale zachował.
Kamil uśmiechnął się.

Potem poszliśmy na wspólny spacer, żeby powspominać parę żeczy. Opowiedziałam całą moją historię. Był zaskoczony. Z resztą kto by nie był...
_____________________________________________________________________________
Taa kolejna część miała być za dwa dni góra, a wyszło, że jest dopiero teraz czyli tydzień później. No nic. Mam nadzieje, że się podoba.  Cieszę się że czytacie! Proszę o więcej komentarzy to na prawdę motywuję do pisania. Dziękuję wam za te 814 wyświetleń . Dobijemy do tysiaka prawda?  

1 komentarz: