Odwiedzający : )
wtorek, 31 lipca 2012
Spotkanie...
Weszłam dalej do klatki. Nacisnęłam guzik na domofonie. Nazwisko Tomson. Odezwał się zachrypnięty głos.
-Tak, słucham?-powiedział.
-Cześć tato.-odezwałam się czekając na jego reakcję.
-Roxanne? To ty?-zapytał.
-Tak nie poznajesz mnie.-powiedziałam śmiejąc się.
Otworzył drzwi. Weszłam. Drugie piętro. Weszłam do środka. Przywitałam się z tatą. Potem poszliśmy do salonu.
-Dawno mnie nie odwiedzałaś.-powiedział.
-Wiem przepraszam. Ale mieszkam w Los Angeles i to trochę daleko.-uśmiechnęłam się.
-No i jak tam opowiadaj.-powiedział.
-Jest dobrze. -powiedziałam. Choć tak nie było.
Tato zdążył zauważyć, że kłamie. Zawsze to wyczuwał.
-Roxanne nie kłam. widzę po tobie, że cos jest nie tak. A no i z resztą oglądam telewizję.-powiedział.
-Nic nie jest dobrze. Znaczy było na samym początku. Przyjechałam do Los Angeles i zachwycałam się tym miastem, bo naprawdę jest piękne.
Myślałam, że wszystko będzie prostrze niż tutaj.
-Ale nie jest prawda?-powiedział pytając.
-Tak. Ten zachwyt mija. Dalszą część już chyba znasz z TV .
-Znam, znam. Wszystko bedzie dobrze córeczko.-próbował pocieszyć.
Co jak co. Ale najlepiej z rodziny rozumiał mnie ojciec. Zawsze był po mojej stronie. Znaczy no przeważnie, kiedy racja rzeczywiście
była po mojej stronie, bo jak coś przeskrobałam to raczej wspierał mamę. Nieważne. Rozmawialiśmy jeszczę parę godzin. Wiele się tu zmieniło
.Teraz zobaczyłam jak dawno mnie tu nie było. Ale cóż wybrałam życie poza granicami Polski, a nawet jeszcze dalej. Los Angeles.
Była godzina 17.50. Postanowiłam się przejść. Postawiłam torbę w moim starym pokoju. Nadal ściana z tapetą myszki miki, stare figórki z pieskami
, które kiedyś tak bardzo mi się podobały. Miałam ich bardzo dużo. Zbierałam każdą. Niestety już niewiele z nich zostało. Minęło trochę czasu
i niektóre zdążyły się poniszczyć. Wyszłam z domu. Mijając klatkę schodową przypomniałam sobię jak razem z koleżankami uwielbiliśmy się razem
w niej bawić. Miałam wtedy z sześć lat, a teraz dzięwiętnaście. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wyszłam z klatki.
Szłam ulicami Wrocławia. Znam Wrocław jak własną kieszeń. Kompletnie się zamyśliłam. Myślałam o tym co było by teraz gdybym została w Polsce.
Może było by całkiem inaczej? Może tak bym nie cierpiała? Niewiem. Ale pojechałam spełniać marzenia. Był to mój wybór. Ale gdybym nie wyjechała
nie pozałabym Harrego, Lou, Niall'a, Liama i Zayna. Ciekawe co u nich. Nie mogłam być na ich ostatnim koncercie. Żałuję tego. Ale nie mogłabym
stać pod sceną i patrzeć na czwórkę moich idoli i najlepszych przyjaciół, a nie na piątkę. Oh Lou nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje.
Mam chociaż nadzieje, że fani przyjmą to dobrze. Po dłuższej chwili poczułam szarpnięcie i upadłam na ziemię.
-Nic ci nie jest?-usłyszałam zachrypnięty, mocy głos. Znajomy głos.
- Nie nic.-powiedziałam. Chłopak pomógł mi wstać. Popatrzałam na niego. Miał dłuższe bląd włosy, zielone oczy, czarne rurki i niebieską bluzę.
. Pomyślałam chwilę. Nagle mnie olśniło.
-Kamil?-zapytałam. Zielonooki chłopak popatrzał na mnie.
-Roxanne!-powiedział głośno. Ucieszył się na mój widok. Ja również. Kamil, ile z nim wspomnień. Nic się nie zmienił. Kamil to chłopak w którym się
zakochałam mając jakieś 14 lat. Haha . Jednak on nigdy mnie nie zauważał.
-Jak dawno cię nie widziałam! Nic się nie zmieniłeś!-powiedziałam.
-A ty za to bardzo. Ledwo cię poznałem.-powiedział uśmiechając się. Ugieły mi się nogi. Boże znowu te uczucie. Już wiem co myślałam jakieś pięć lat temu haha.
-Co u ciebie?-zapytałam.
-A no w sumię nie wiele się zmieniło. Może tak nie mam dziewczyny mieszkam w tym samym bloku co kiedyś tyle że w innym mieszkaniu.-powiedział.
-Ty nie masz dziewczyny!-wybuchałam śmiechem.
-Tak, coś w tym dziwnego?-zapytał zdziwiony.
-Nie, ale nawet sobię nie wyobrażasz ile dziewczyn się w tobię podkochiwało!-powiedziałam śmiejąc się.
-Naprawdę?-zapytał.
-Tak.
-Ty też?-zapytał ponownie.
Zamarłam. Przestałam się śmiać.
-Pewnie nie uwierzysz, ale owszem. Zawsze bałam się do ciebie napisać. Jak cię widziałam miałam nogi z waty. Jak widać mój sekret się doskonale zachował.
Kamil uśmiechnął się.
Potem poszliśmy na wspólny spacer, żeby powspominać parę żeczy. Opowiedziałam całą moją historię. Był zaskoczony. Z resztą kto by nie był...
_____________________________________________________________________________
Taa kolejna część miała być za dwa dni góra, a wyszło, że jest dopiero teraz czyli tydzień później. No nic. Mam nadzieje, że się podoba. Cieszę się że czytacie! Proszę o więcej komentarzy to na prawdę motywuję do pisania. Dziękuję wam za te 814 wyświetleń . Dobijemy do tysiaka prawda?
wtorek, 24 lipca 2012
Polska. Zakątki Wrocławia mojego rodzinnego miasta...
Budzik zadzwonił o godzinie 6.00 ,o ósmej wylot. Wstałam z łóżka i rozejrzałam się po pokoju. Było pusto. Wszystko spakowane zostało w dniu
wczorajszym. Obok lustra zostało tylko zdjęcie Lou. Spakowałam je do walizki. Na krześle przyszykowane były moje ubrania w których miałam
wylecieć do Polski. Właśnie Polska. Ciekawe jak bardzo się zmieniła. Ubrałam się i zaliczyłam poranną toaletę.
Gdy wszystko było przezemnie mniej więcej ogarnięte wziełam walizkę i zeszłam na dół. Czekała mnie dosyć długa podróż na lotnisko.
Czekając na windę przypomniałam sobię dzieciństwo. Nasze wspólne zabawy z Dorindą Gabryjelą i Victorią, oraz Pauline. Kiedyś myślałam
, że te chwile będą trwać wiecznie. Jednak nic nie trwa aż tak długo.
Zjechałam na dół. Wychodząc z windy zauważyłam Liama, Zayna i Nialla.
Wstali wcześnie by móc się jeszcze, ze mną pożegnać.
Podeszłam do nich. Przytulilam mocno swoich przyjaciół.
Każdy w swoją stronę. Niall wyjeżdża do Irlandii, Liam i Zayn zostają jeszcze przez parę dni i potem wracają do Los Angeles. Ja wrócę dopiero
pod koniec sierpnia. Więc my się jeszcze zobaczymy. Brakuje mi Harrego, a co dopiero Louisa.
Podniosłam walizkę i wyszłam z hotelu. Wsiadłam do taksówki. Teraz długa droga na lotnisko. Ciekawe co by było gdybym nie pojechala na ten
koncert. Było to moje marzenie, ale gdybym wiedziała, że to się akurat tak skończy, nigdy bym nie poszła na taki układ.
Tak brakuje mi tych dni kiedy byłam dzieckiem. Bawiłam się z przyjaciółmi. Chciałam jak najszybciej dorosnąć, założyc rodzinę. Wtedy wydawało
mi się to takie proste, ale rzeczywistość okazała się inna. Trudno teraz o prawdziwą miłość, a jak już znajdzie się ją bardzo łatwo o jej stratę.
Teraz mam prawie dwadzieścia lat i chcialabym wrócić do tych beztroskich dni. Zrobić wszystko inaczej. Zapomnieć o paru rzeczach.
Kierowca taksówki zauważył łzy splywające po moim policzku.
-Wszystko wporządku panienko?-zapytał patrząc w lusterku na tylnie siedzenie na którym siedziałam.
Ocknęłam się i otarłam ręką łzy. Na chwilę zapomniałam się.
-Tak, w porządku.-odpowiedziałam. Patrząc w dół. Nie miałam odwagi by spojrzeć mu w oczy, bojąc się żeby znowu się nie popłakać.
Kierowca znowu skupił się na drodze na lotnisko.
Dojechaliśmy w samą porę. Właśnie rozpoczęła się odprawa. Wszystko przebiegło pomyślnie. Weszłam do samolotu i usiadłam na przydzielonym mi
wczesniej miejscu.
Wystartowaliśmy. Nie chcę zapomniec tego co było i co przydarzyło mi się w Los Angeles przez te pół roku. Mimo niedociągnięć było naprawdę
wspaniale. Moje kochane treningi hokeja. Pamiętam jak po raz pierwszy przyszedł na niego Lou. Wszyscy zrobili wielki look w jegi kierunku i wyciągneli
aparaty i komórki. Oczywiście ludzie siedzący na trybunach, bo ci na lodzie nie mieli za bardzo jak. Ja zapatrzałam się zabardzo i rąbnęłam
głową w bandę. Przez chwilę nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie.
Nasze wypady nad jezioro. I wspólne ogniska. Brakuje mi tego jak cholera.
Doleciałam. Chciałam jak najszybciej dostać się do domu. Tego co dawniej.
Kilka minut drogi autobusem. Jestem na moim starym osiedlu. Nic tu się nie zmieniło. Zupełnie. Może po za ludźmi. Są starsi niż ich pamiętam.
Z klatki wybiegł mały chłopczyk śpiewający rymowankę.
,,Wpdła bomba do piwnicy
napisała na tablicy...''
Chłopczyk pobiegł do kolegów na sąsiedniej ławce. A ja w myślach dkokończyłam rymowankę:
''es o es głupi pies tam go nie ma, a tu jest''
Jeszcze to pamietam. Usmiechnęłam się sama do siebie. Nagle z klatki wyszła kobieta.
-Kacperku, zbieraj się, jedziemy.-powiedziała kobieta o bląd włosach.
-Ale mamo jeszcze chwilę-poprosił mały chlopczyk.
-Nie mamy czasu.-powiedziała kobieta.
Popatrzałam na kobietę. Jej twarz wydawała mi się znajoma. Nagle mnie oświeciło.
-Dorinda?-zapytałam.
-Roxanne?-zapytała kobieta, która okazała się Dorindą. Przyjaciołka za czasow piaskownicy.
-Jak dawno cię nie widziałam.-powiedziałam.
Przytuliłyśmy się. Dorinda założyła rodzinę. Chłopczyk o imieniu Kacperek to jej mały synek. Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny. Potem z klatki
wyszedł mąż Dorindy Romek. Pożegnałysmy się. Dorinda mieszka nieopodal.
Weszłam do klatki. Na ścianie było napisane:
''Roxi'' napisałam to w wieku trzynastu lat. Jeszcze nie domalowali klatek. Normalne.
Gdy wejdę do mojego starego mieszkania i zobaczę tatę nie wiem jak zareaguję. Testknię tu za wszystkim...
_____________________________________________________________________________
Jak wam się podoba. Pisałam to przy smutnej piosence. Aż mi się płakać zachciało przez nią. haha.
Liczę na więcej komentarzy. Jutro lub po jutrze dalszy ciąg.
Dziękuję za te 741 wyświetleń. Mało dla was, ale dla mnie to mega frajda. Mam nadzieje że dobijemy do tysiąca. Pomożecie spełnić to moje małe marzenie?
/Rox.
poniedziałek, 23 lipca 2012
Styles'owie w Amsterdamie.
Wstałam wcześnie rano. Razem z chłopakami umówiliśmy się na 9.00. Została jeszcze godzina. Wyciągłam z walizki swój ulubiony sweterek i
dżinsy. Ubrałam się i zaliczyłam poranną toaletę. Jutro postanowiłam, że kupie bilet do Polski. Chcę odwiedzić tatę i spojrzeć na dawne konty.
Wyszłam wcześniej. Chciałam być tam przed chłopakami, żeby przemyśleć jeszcze parę spraw.
Jednak gdy doszłam do kafejki w które mieliśmy się spotkać zobaczyłam Harrego. Co się dzieje do cholery z tym chłopakiem.
Podeszłam. Położyłam mu rękę na ramieniu.
-Harry?-powiedziałam.
Harry spojrzał na mnie i milo się uśmiechnął.
-oo cześć.-powiedział.
-Co tu robisz tak wcześnie?-zapytałam.
-A co ty tu robisz tak wcześnie?-zapytał Hazza.
-Chciałam być trochę wcześniej przed wami żeby przemyśleć sama parę spraw.-odpowiedziałam.
-Tak wiem i dlatego przyszedłem tu, bo wiedziałem, że przyjdziesz wczesniej. Chciałem z tobą porozmawiać.-powiedział.
-To jest już aż tak do przewidzenia? Okej nieważne. O czym chcesz ze mną porozmawiać?-zapytałam.
-Ogólnie to chciałem się pożegnać.-powiedział i popatrzał na mnie.
-Pożegnać?-powtórzyłam.
-Tak, postanowiłem, że wyjeżdżam do Amsterdamu. Moja rodzina właśnie sie tam przeprowadziła.-wytłumaczył.
-Kiedy masz samolot?-zapytałam.
-Dziś po południu. Więc nie mam za dużo czasu. Sama wiesz ile z tym zachodu. Z chłopakami się już pożegnałem w hotelu. Zostałaś tylko ty.-powiedział.
-Już dziś?- powtórzyłam ze zdziwieniem.
-Tak.-powiedział.
-Dlaczego wcześniej mi nic nie powiedziałeś? Dlaczego wcześniej mi nie powiedzieliście?-zapytałam.
-Oni też o niczym nie wiedzieli.-powiedział.
-A dlaczego ty nic nie powiedziałeś?
-Nie lubię pożegnań-odpowiedział.
Harry wstał a też. Mocno mnie przytulił.
-Będę za tobą tęsknić-powiedział Harry.
-Ja za tobą też.-powiedziałam.
-Odwiedź mnie kiedyś w Amsterdamie okej?-zapytał Harry.
-No pewnie, że odwiedzę.-powiedziałam śmiejąc się.
-Ale ja mówię poważnie.-powiedział.
-No ja też.-odpowiedziałam.
Gdy Harry odszedł uświadomiłam sobię, że moja przygoda w Los Angeles dobiegła końca. Czas wracać do kraju, Polski.
Może nie na zawszę, ale na jakiś czas tak odpocząć. A potem studia w LA.
Chłopcy przyszli punktualnie. Nie było zbutnio o czym gadać. Każdy powiedział jakie mamy plany. Potem jeszcze trochę o wylocie Harrego do Amsterdamu.
Po tym całym spotkaniu chłopcy poszli coś zjeść na mieście. Ja poszłam załatwić bilet. Potem wróciłam do hotelu.
Rano wylot do Polski. Chcę wreszcie odwiedzic rodzinę. Nie byłam u nich tyle lat. Ciekawe jak pozmienialo się we Wrocławiu...
_______________________________________________________________________________
Przepraszam, że opowiadanie takie krótkie, ale jest. Jutro dodam dłuugie. No a co chciałam powiedzieć.
ONE DIRECTION FOREVER. DZIŚ MIJAJĄ DWA LATA OD POWSTANIA BOYSBANDU! 21.22♥ I WSZYSCY SŁUCHALIŚMY ICH PIERWSZEJ PIOSENKI ♥
Ja osobiście się poryczałam... DIRECTIONER FOREVER! ♥
niedziela, 22 lipca 2012
Od nowa...
Dziś wylot do Londynu. Spakowałam parę żeczy, które leżały na łóżku. Było to parę bluzek, szczoteczka i tak dalej spowrotem do walizki.
Londyn kompletnie nie znam tego miasta. Lecę tam pierwszy raz. Mam nadzieje, że jest mniej pogmatwane niż Los Angeles w ktorym mieszkam.
A i jeszcze ta sytuacja z wczoraj. Nie wiem kompletnie co o tym myśleć. Nic do Harrego nie czuję, jest moim przyjacielem i tylko to.
Zapiełam walizkę rozejrzałam się jeszcze po pokoju czy czegoś nie zostawiłam. No jasne, zapomniałabym zdjęcia Louisa które zostawiłam wczoraj
wieczorem na małej komodzie obok łazienki. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Ktoś zapukał do pokoju. Otworzyłam. Był to Zayn.
-Gotowa?-zapytał.
-Tak już do was schodzę.-odpowiedziałam.
Zayn zbiegł szybko do chłopców. Wziełam walizkę, zamknęłam pokój i zjechałam windą do reszty. Wyszłam z windy.
-Jak już będziemy w Londynie musimy wpaść coś zjeść, bo umrę z głodu.-powiedział Niall. Ta a on jak zawsze tylko o jednym.
Reszta zespołu pokiwała głową. Harry siedział cicho nie odzywał się. Tylko kontem oka patrzał na mnie od czasu do czasu.
Pojechaliśmy na lotnisko. ,,Odprawa rozpoczęta. Lot do Wielkiej Brytanii kierunek Londyn (Pierwsza klasa)''-usłyszałam głos w głosnikach.
Podeszliśmy do bramek. Wszystko przebiegło pomyślnie. Wsiadliśmy do samolotu. Szukałam swojego miejsca. Znalazłam. Było to miejsce obok Harrego.
Usiadłam.Harry popatrzał na mnie miłym wzrokiem i uśmiechnął się. Odwzajemniłam to tym samym. Co się z nami dzieje. Jesteśmy najlepszymi
przyjaciółmi,a tu tylko głupi uśmieszek. Wszystko powoli wymyka mi się spod kontroli. Harry odwrócił się lekko przodem do mnie.
-Przepraszam, przepraszam za tamto.-powiedział.
Popatrzałam na niego. Trochę szczerze mówiąc mnie zatkało.
-Nie masz za co.-powiedziałam.
-Jesteś moją przyjaciołką i nie chcę tego popsuć. Poniosło mnie.-tłumaczył.
Znowu spojrzałam na Harrego i wybuchłam śmiechem.
-Harry wporządku.-powiedziałam.
-Nie musisz mi się tłumaczyć haha.-dodałam.
Harry popatrzał na mnie nie dowierzając. Po czym zaczął się śmiać. Cała ta niezręczna sytuacja przerodziła się w komedię. No bo co to niby było.
Nieważne. Jak już mówiłam Harry to mój przyjaciel i nie chcę, a raczej nie chcemy tego zmieniać.
Przytuliłam go. Dobrze mieć takiego przyjaciela na dobre i złe.
Zaraz po starcie wyciągnęłam MP3 i włożyłam słuchawki do uszu. Harry był zamyślony i wpatrzony w okno. Zasnęłam. Śniło mi się, że spadamy.
Zobaczyłam twarz Lou. Natychmiast się obudziłam. Harry spojrzał na mnie.
-Wszystko wporzadku Rox?-zapytał. Widział, że czegoś się przestraszyłam.
-Tak, to tylko zły sen.-powiedziałam.
-Tak mi go brakuje.-powiedziałam na głos. Zupełnie nie chciałam tego powiedzieć, ale chyba pomyliłam dymki. No cóż.
-Nam też go brakuje. Ale życie toczy się dalej. Wiem moja filozofia, ale taka jest prawda.-powiedział Harry.
-Nie wyobrażam sobię, że mogłabym o nim zapomnieć.-oznajmiłam.
-Nikt ci nie każe żebyś o nim zapomniała. Po prostu zacznij żyć swoim życiem.-tłumaczył Hazz.
-Co masz na myśli.-zapytałam nie bardzo wiedząc o co chodzi Harremu.
-Chodzi mi o to żebyś ułożyła sobię życie na nowo, on chiałby teraz żebyś była szczęśliwa. Jest przy tobie cały czas. Żyje w tobie. Kochasz go.-powiedział.
Harry miał racje. Czas aby zacząć wszystko od początku. Nigdy nie zapomnę o Lou, ale nie mogę ciągle czekać. Przecież on nie wróci, ale jest tu.
Nie będzie to proste, ale jeśli nie spróbuje nie zobaczę czy mi się uda. Miałam wielką szansę na karierę. Ciekawe czy nadal ją mam. Nie wiem
, ale wiem jedno, że muszę zacząć żyć.
Dolecieliśmy do Londynu. Pojechaliśmy do hotelu. Jutro chcemy omówić parę spraw. Każdy z nas chciałby zacząć wszystko od nowa...
_______________________________________________________________________________
Jak wam się podoba kolejna część. Kurczę liczę na więcej komentarzy no.
Taki tam fakt stwierdziłam, że strasznie lubię pisać. !
haha.
Zapraszam do obserwowania.../Rox.
piątek, 20 lipca 2012
II część One Direction Story ...
Minął tydzień od śmierci Louisa. W mediach cały czas huczy na ten temat. Zupełnie nie rozumiem tego co się stało, a raczej nie umiem tego
pojąć. Kilka dni temu wyjechałam do Australii. Chciałam zobaczyć się z chłopakami, a następnego dnia mieliśmy wyjechać do Londynu.
Chłopcy czekali na mnie na lotnisku. Lot minął spokojnie. Zobaczyłam ich stojących przy wejściu.
-Cześć-powiedział Harry, a za nim Niall, Zayn i Liam.
-Jak się czujesz?-zapytał Harry.
-Proszę nie pytaj. Kompletnie nie wiem co z sobą zrobić.- Powiedziałam ze łzami w oczach i głosem zbierającym się na płacz. I tak też się
stało. Wybuchnęłam płaczem. Nie obchodziło mnie to, że mnóstwo ludzi i reporterów się na mnie patrzy. Robili zdjęcia. Nie rozumiem zdążyłam
się już do tego przyzwyczaić, ale chociaż w tym momencie mogli sobie odpuścić. Nie obchodziło mnie w tym momencie nic. Nadal miałam nadzieje
, że wrócę do domu i Lou wyśle mi sms-a z treścią, że zaraz u mnie będzie lub, że zaraz wyjdziemy na wspólny spacer.
Harry spojrzał na mnie i przytulił mnie w tym cicho szepcząc:
-Wszystko będzie dobrze.-Wszystko będzie dobrze? Nic nie będzie dobrze. Wiem, że najłatwiej jest powiedzieć właśnie to krótkie zdanie, ale
rozumiem go. Wszystkim nam jest trudno.
-Chodź, to był długi lot, musisz odpocząć.-powiedział troskliwie Liam.
Dobrze, że są ze mną. Zawszę mogę na nich liczyć. Mieć przyjaciela to skarb, ale ja mam niesamowite szczęście, bo mam ich więcej.
Dotarliśmy do hotelu w Gold Cost. Harry odprowadził mnie pod drzwi od mojego hotelowego pokoju.
Włożyłam kartę do zamka. Otworzyłam drzwi. Położyłam torbę obok łóżka.
Usiadłam na nim i z torebki wyciągnęłam telefon. Zadzwoniłam do Leny z informacją, że już wylądowałam i obecnie przebywam w hotelu.
Do drzwi zapukał Harry.
-Proszę!-krzyknęłam.
Harry wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie. Popatrzał na mnie. Po czym oznajmił
-One Direction się rozpada.
Spojrzałam na niego. Nie mogę w to uwierzyć.
-Co? Dlaczego?-otarłam łzy i zwróciłam się w stronę Harrego wpatrującego się w podłogę.
-Bez Louisa to już nie jest to samo. To już nie jest ten sam zespół. Nie ma nas...-powiedział przybity.
-Może da się jeszcze coś zrobić?-zapytałam z nadzieją, że się nie rozpadną.
-Nie, to już postanowione. Rozmawialiśmy ze wszystkimi. Zostali nam już tylko fani.-powiedział.
-Jak chcecie to zrobić?-zapytałam.
-Zagramy nasz ostatni koncert w Londynie za tydzień.-powiedział.
-Rozumiem.-powiedziałam.
Nie należę do zespołu dlatego nic nie umiem zmienić. To ich decyzja, a ja i resztę fanów musimy się z tym pogodzić. Więc doszło do tego.
Właśnie w Londynie tam gdzie to się zaczęło tam właśnie to skończą. Zagrają swój ostatni koncert. Ostatni raz razem na scenie. Smutne.
-Jak ci się układa z Pauline?-zapytałam zupełnie zmieniając temat.
-Dobrze.-Harry spuścił wzrok na podłogę.-Kłamie widzę to. Za dobrze go znam.
-Harry mnie nie musisz okłamywać.-powiedziałam.
-Chcesz znać prawdę? Dobrze nas już nie ma. Wszystko mi się spieprzyło.-powiedział Harry. Nie chciałam wnikać o co chodzi. Nie mam zamiaru
jeszcze go dołować.
Przybliżyłam się bliżej Harrego i przytuliłam go mocno. Teraz ja powinnam powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Bo wiem, że będzie kiedyś musi
być. Harry odwrócił głowę w moją stronę. Zbliżył się. Chwilę później poczułam jego usta na moich. Odepchnęłam go. Harry zerwał się z łóżka i
wybiegł z pokoju.
-Przepraszam-powiedział wybiegając.
Nie mam pojęcia co to miało znaczyć. Co to w ogóle było. Przez te pół roku spełniły się moje marzenia, ale równocześnie mój świat legł w gruzach...
__________________________________________________________________________
No to ruszamy z drugą częścią One Direction Story.
Liczę na więcej komentarzy i obserwatorów.
Mam nadzieje, że wam się podoba. Miałam dodać wcześniej no, ale jak zwykle inne kuszące rzeczy (skate park) opóźniały dodanie opowiadania. Taa brawa dla nieogarniętej Rox.
Pozdrawiam Roxanne Tomlinson.
pojąć. Kilka dni temu wyjechałam do Australii. Chciałam zobaczyć się z chłopakami, a następnego dnia mieliśmy wyjechać do Londynu.
Chłopcy czekali na mnie na lotnisku. Lot minął spokojnie. Zobaczyłam ich stojących przy wejściu.
-Cześć-powiedział Harry, a za nim Niall, Zayn i Liam.
-Jak się czujesz?-zapytał Harry.
-Proszę nie pytaj. Kompletnie nie wiem co z sobą zrobić.- Powiedziałam ze łzami w oczach i głosem zbierającym się na płacz. I tak też się
stało. Wybuchnęłam płaczem. Nie obchodziło mnie to, że mnóstwo ludzi i reporterów się na mnie patrzy. Robili zdjęcia. Nie rozumiem zdążyłam
się już do tego przyzwyczaić, ale chociaż w tym momencie mogli sobie odpuścić. Nie obchodziło mnie w tym momencie nic. Nadal miałam nadzieje
, że wrócę do domu i Lou wyśle mi sms-a z treścią, że zaraz u mnie będzie lub, że zaraz wyjdziemy na wspólny spacer.
Harry spojrzał na mnie i przytulił mnie w tym cicho szepcząc:
-Wszystko będzie dobrze.-Wszystko będzie dobrze? Nic nie będzie dobrze. Wiem, że najłatwiej jest powiedzieć właśnie to krótkie zdanie, ale
rozumiem go. Wszystkim nam jest trudno.
-Chodź, to był długi lot, musisz odpocząć.-powiedział troskliwie Liam.
Dobrze, że są ze mną. Zawszę mogę na nich liczyć. Mieć przyjaciela to skarb, ale ja mam niesamowite szczęście, bo mam ich więcej.
Dotarliśmy do hotelu w Gold Cost. Harry odprowadził mnie pod drzwi od mojego hotelowego pokoju.
Włożyłam kartę do zamka. Otworzyłam drzwi. Położyłam torbę obok łóżka.
Usiadłam na nim i z torebki wyciągnęłam telefon. Zadzwoniłam do Leny z informacją, że już wylądowałam i obecnie przebywam w hotelu.
Do drzwi zapukał Harry.
-Proszę!-krzyknęłam.
Harry wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie. Popatrzał na mnie. Po czym oznajmił
-One Direction się rozpada.
Spojrzałam na niego. Nie mogę w to uwierzyć.
-Co? Dlaczego?-otarłam łzy i zwróciłam się w stronę Harrego wpatrującego się w podłogę.
-Bez Louisa to już nie jest to samo. To już nie jest ten sam zespół. Nie ma nas...-powiedział przybity.
-Może da się jeszcze coś zrobić?-zapytałam z nadzieją, że się nie rozpadną.
-Nie, to już postanowione. Rozmawialiśmy ze wszystkimi. Zostali nam już tylko fani.-powiedział.
-Jak chcecie to zrobić?-zapytałam.
-Zagramy nasz ostatni koncert w Londynie za tydzień.-powiedział.
-Rozumiem.-powiedziałam.
Nie należę do zespołu dlatego nic nie umiem zmienić. To ich decyzja, a ja i resztę fanów musimy się z tym pogodzić. Więc doszło do tego.
Właśnie w Londynie tam gdzie to się zaczęło tam właśnie to skończą. Zagrają swój ostatni koncert. Ostatni raz razem na scenie. Smutne.
-Jak ci się układa z Pauline?-zapytałam zupełnie zmieniając temat.
-Dobrze.-Harry spuścił wzrok na podłogę.-Kłamie widzę to. Za dobrze go znam.
-Harry mnie nie musisz okłamywać.-powiedziałam.
-Chcesz znać prawdę? Dobrze nas już nie ma. Wszystko mi się spieprzyło.-powiedział Harry. Nie chciałam wnikać o co chodzi. Nie mam zamiaru
jeszcze go dołować.
Przybliżyłam się bliżej Harrego i przytuliłam go mocno. Teraz ja powinnam powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Bo wiem, że będzie kiedyś musi
być. Harry odwrócił głowę w moją stronę. Zbliżył się. Chwilę później poczułam jego usta na moich. Odepchnęłam go. Harry zerwał się z łóżka i
wybiegł z pokoju.
-Przepraszam-powiedział wybiegając.
Nie mam pojęcia co to miało znaczyć. Co to w ogóle było. Przez te pół roku spełniły się moje marzenia, ale równocześnie mój świat legł w gruzach...
__________________________________________________________________________
No to ruszamy z drugą częścią One Direction Story.
Liczę na więcej komentarzy i obserwatorów.
Mam nadzieje, że wam się podoba. Miałam dodać wcześniej no, ale jak zwykle inne kuszące rzeczy (skate park) opóźniały dodanie opowiadania. Taa brawa dla nieogarniętej Rox.
Pozdrawiam Roxanne Tomlinson.
wtorek, 17 lipca 2012
Bez Louisa... (koniec pierwszej części).
Wyszłam na balkon. Wczesny ranek. Ubrana w krótkie spodenki i za duży sweter sięgający na taką długość, że spodenek nie widać. Zapach deszczu
, który ukazał nam się nocą i kropelki spływające po parapecie. Uwielbiam takie poranki. Chłopcy w nocy wylecieli do Australii. Ciekawe gdzie
teraz są, co robią. O czym myśli Louis mam nadzieje, że wylądują szczęśliwie. Po chwili otrzymałam sms-a.
'' Wylądowaliśmy, nie martw się.''- jak dobrze. Ten sms uspokoił mnie. Lou ma wyczucie czasu.
Zamknęłam balkon. Poszłam w stronę kuchni. Zaparzyłam herbatę i usiadłam z kubkiem na kanapie włączając telewizor.
-Co tak wcześnie wstałaś-usłyszałam głos Leny.
- Tak jakoś, nie mogłam spać.-odpowiedziałam.
-Rozumiem.-powiedziała.
Włączyłam wiadomości. Właśnie leciała zapowiedź koncertu chłopców w Australii.
'' Brytyjsko-Irlandzki boysband o nazwie One Direction dzisiaj wyda koncert w Australi. Australijskie fanki One Direction bardzo długo
czekały na ich koncert i w końcu doczekały się. Chłopcy obecnie przebywają w hotelu Summer w Gold Cost.''
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Pomyśleć, że właśnie przez taki jeden koncert moich idoli moje życie przewróciło się do góry nogami i to
dokładnie pół roku temu.
Lena wyszła gdzieś z Jerome. Ja postanowiłam dziś trochę poleniuchować. A może raczej próbowałam, ale nie za bardzo mi to wychodziło.
Zadzwonił telefon. Był to Fabian.
-Siema-powiedział.
-Hej-odpowiedziałam.
-Słyszałam, że cały dzień zamierzasz spędzić w piżamie przed telewizorem.-powiedział zabawnym głosem.
-Wieści szybko się rozchodzą. Niech zgadnę Lena ci powiedziała.-zapytałam.
-Nie ważne kto. Ale oficjalnie ja jako twój przyjaciel nie dopuszczę do tego. Będę u ciebie za jakieś piętnaście minut i widzę ciebie gotową
do wyjścia. Idziemy do kina.
Nie miałam zbytnio wyboru, bo zaraz po tych słowach się rozłączył.
Uczesałam się zaliczyłam poranną toaletę i zrobiłam wszystko co było potrzebne żebym mogla wyjść i pokazać się ludziom.
Kilkanaście minut później ktoś zapukał do drzwi. Był to Fabian. Jak obiecał zamierzał zabrać mnie do kina. Więc poszliśmy.
Nasza rozmowa nabrała dosyć dziwnych barw.
-Jak ci się układa?-zapytał.
-Układa ?-powtórzyłam nie rozumiejąc pytania.
-No z Louisem-wytłumaczył.
-A dobrze.-powiedziałam.
-Jesteś szczęśliwa-zapytał ponownie.
Nie wiedziałam do czego zmierza. Zadawał dziwne pytania. Jasne, że jest moim przyjacielem, ale bez przesady nie lubię rozmawiać na takie sprawy
z przyjacielem bądź kolegą. Rzadko się zwierzam.
-Książkę piszesz?-zapytałam zdziwiona.
-Heh nie pytam, bo jestem ciekawy.-powiedział.
-Aha.-tak zwykłe ,,aha'' powinno wystarczyć. Co to za pytanie! jasne że jestem szczęśliwa. Mieć takiego chłopaka jak Louis to skarb. Ufam mu
bezgranicznie. Mam nadzieje, że coś z tego będzie.
-Wiesz, od jakiegoś czasu mi się podobasz.-powiedział Fabian.
Myślałam, że się przesłyszałam. Dobra nieważne i tak mam Louisa i żaden inny nie ma dla mnie znaczenia. Znam Fabiana od podstawówki jest moim
przyjacielem, to wszystko.
-Przepraszam, ale nie chce mi się prawić ci morałów i przypominać, że mam chłopaka. Jesteśmy przyjaciółmi niech tak zostanie.-powiedziałam.
Fabian nie odezwał się. Rozumiałam go. Potem szybko dodałam.
- Ja już będę się zbierać. Dziękuję za ten wypad. Pożegnałam Fabiana i ruszyłam w stronę domu.
Dotarłam do drzwi. Otworzyłam je i położyłam klucze na komodzie. Leny jeszcze nie było. Ogarnęłam dom. Później usiadłam na fotelu włączając
telewizor. Serwis informacyjny jakby nie mogli puścić jakiegoś normalnego filmu.-Pomyślałam. Moją uwagę przykuł żółty pasek w rogu ekranu.
,,Jeden z członków boysbandu One Direction został ciężko okaleczony przez grupę antyfanów stojących przed hotelem w Gold Cost. Został on
przewieziony do najbliższego szpitala. Niestety lekarzom nie udało się go uratować. Nie zostały nam udzielone informacje na temat tożsamości
członka boysbandu. Czekamy na dalsze informacje. Bądźcie z nami na bieżąco.''
Zamurowało mnie. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Harrego.
Proszę odbierz-myślałam, a łzy napływały mi do oczu.
-Tak?-w słuchawce odezwał się głos Harrego.
-Powiedz mi, że to nieprawda...
-Już wiesz? No dobrze. Niestety to prawda. Louis...-Harry nie zdążył dokończyć zdania.
-Louis?!, ale on jest cały tak? Nic mu nie jest?-powiedziałam z przejęciem.
-No właśnie nie wiem jak mam ci to powiedzieć... To Louis zginął.-powiedział głosem jakby zaraz miał się rozpłakać. I właśnie to zrobił.
Zamknęłam klapkę od komórki. Zupełnie nie wiedziałam co robić. Wybuchłam płaczem. Po chwili do domu wbiegła Lena.
-Rox, lepiej usiądź!-powiedziała. Zobaczyła mnie siedzącą na fotelu i nie umiejącą powstrzymać płaczu.
-Już wiesz?-zapytała.
Nie odpowiedziałam jej. Nie umiałam wydusić z siebie nawet jednego słowa.
Wiedziałam, że teraz będę musiała żyć bez Louisa,, czy mi się to podoba czy nie. Nie wiedziałam jak to zrobić. W tym momencie nie wyobrażałam
sobie przyszłości, nie wyobrażałam sobie niczego...
_________________________________________________________________________________
No i mamy koniec pierwszej części opowiadań. Spodziewaliście się takiego końca?
Zmieniłam ustawienia komentarzy i możecie dawać je nie wpisując wcześniej kodu z obrazka. Komentarze może dodawać każdy. Myślę, że pierwsza część One Direction Story wam się podobała. Druga część prawdopodobnie zacznę pisać już jutro, a ukaże się na blogu około 20 lipca : P
Pozdrawiam zwariowana Rox Tomlinson ♥
, który ukazał nam się nocą i kropelki spływające po parapecie. Uwielbiam takie poranki. Chłopcy w nocy wylecieli do Australii. Ciekawe gdzie
teraz są, co robią. O czym myśli Louis mam nadzieje, że wylądują szczęśliwie. Po chwili otrzymałam sms-a.
'' Wylądowaliśmy, nie martw się.''- jak dobrze. Ten sms uspokoił mnie. Lou ma wyczucie czasu.
Zamknęłam balkon. Poszłam w stronę kuchni. Zaparzyłam herbatę i usiadłam z kubkiem na kanapie włączając telewizor.
-Co tak wcześnie wstałaś-usłyszałam głos Leny.
- Tak jakoś, nie mogłam spać.-odpowiedziałam.
-Rozumiem.-powiedziała.
Włączyłam wiadomości. Właśnie leciała zapowiedź koncertu chłopców w Australii.
'' Brytyjsko-Irlandzki boysband o nazwie One Direction dzisiaj wyda koncert w Australi. Australijskie fanki One Direction bardzo długo
czekały na ich koncert i w końcu doczekały się. Chłopcy obecnie przebywają w hotelu Summer w Gold Cost.''
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Pomyśleć, że właśnie przez taki jeden koncert moich idoli moje życie przewróciło się do góry nogami i to
dokładnie pół roku temu.
Lena wyszła gdzieś z Jerome. Ja postanowiłam dziś trochę poleniuchować. A może raczej próbowałam, ale nie za bardzo mi to wychodziło.
Zadzwonił telefon. Był to Fabian.
-Siema-powiedział.
-Hej-odpowiedziałam.
-Słyszałam, że cały dzień zamierzasz spędzić w piżamie przed telewizorem.-powiedział zabawnym głosem.
-Wieści szybko się rozchodzą. Niech zgadnę Lena ci powiedziała.-zapytałam.
-Nie ważne kto. Ale oficjalnie ja jako twój przyjaciel nie dopuszczę do tego. Będę u ciebie za jakieś piętnaście minut i widzę ciebie gotową
do wyjścia. Idziemy do kina.
Nie miałam zbytnio wyboru, bo zaraz po tych słowach się rozłączył.
Uczesałam się zaliczyłam poranną toaletę i zrobiłam wszystko co było potrzebne żebym mogla wyjść i pokazać się ludziom.
Kilkanaście minut później ktoś zapukał do drzwi. Był to Fabian. Jak obiecał zamierzał zabrać mnie do kina. Więc poszliśmy.
Nasza rozmowa nabrała dosyć dziwnych barw.
-Jak ci się układa?-zapytał.
-Układa ?-powtórzyłam nie rozumiejąc pytania.
-No z Louisem-wytłumaczył.
-A dobrze.-powiedziałam.
-Jesteś szczęśliwa-zapytał ponownie.
Nie wiedziałam do czego zmierza. Zadawał dziwne pytania. Jasne, że jest moim przyjacielem, ale bez przesady nie lubię rozmawiać na takie sprawy
z przyjacielem bądź kolegą. Rzadko się zwierzam.
-Książkę piszesz?-zapytałam zdziwiona.
-Heh nie pytam, bo jestem ciekawy.-powiedział.
-Aha.-tak zwykłe ,,aha'' powinno wystarczyć. Co to za pytanie! jasne że jestem szczęśliwa. Mieć takiego chłopaka jak Louis to skarb. Ufam mu
bezgranicznie. Mam nadzieje, że coś z tego będzie.
-Wiesz, od jakiegoś czasu mi się podobasz.-powiedział Fabian.
Myślałam, że się przesłyszałam. Dobra nieważne i tak mam Louisa i żaden inny nie ma dla mnie znaczenia. Znam Fabiana od podstawówki jest moim
przyjacielem, to wszystko.
-Przepraszam, ale nie chce mi się prawić ci morałów i przypominać, że mam chłopaka. Jesteśmy przyjaciółmi niech tak zostanie.-powiedziałam.
Fabian nie odezwał się. Rozumiałam go. Potem szybko dodałam.
- Ja już będę się zbierać. Dziękuję za ten wypad. Pożegnałam Fabiana i ruszyłam w stronę domu.
Dotarłam do drzwi. Otworzyłam je i położyłam klucze na komodzie. Leny jeszcze nie było. Ogarnęłam dom. Później usiadłam na fotelu włączając
telewizor. Serwis informacyjny jakby nie mogli puścić jakiegoś normalnego filmu.-Pomyślałam. Moją uwagę przykuł żółty pasek w rogu ekranu.
,,Jeden z członków boysbandu One Direction został ciężko okaleczony przez grupę antyfanów stojących przed hotelem w Gold Cost. Został on
przewieziony do najbliższego szpitala. Niestety lekarzom nie udało się go uratować. Nie zostały nam udzielone informacje na temat tożsamości
członka boysbandu. Czekamy na dalsze informacje. Bądźcie z nami na bieżąco.''
Zamurowało mnie. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Harrego.
Proszę odbierz-myślałam, a łzy napływały mi do oczu.
-Tak?-w słuchawce odezwał się głos Harrego.
-Powiedz mi, że to nieprawda...
-Już wiesz? No dobrze. Niestety to prawda. Louis...-Harry nie zdążył dokończyć zdania.
-Louis?!, ale on jest cały tak? Nic mu nie jest?-powiedziałam z przejęciem.
-No właśnie nie wiem jak mam ci to powiedzieć... To Louis zginął.-powiedział głosem jakby zaraz miał się rozpłakać. I właśnie to zrobił.
Zamknęłam klapkę od komórki. Zupełnie nie wiedziałam co robić. Wybuchłam płaczem. Po chwili do domu wbiegła Lena.
-Rox, lepiej usiądź!-powiedziała. Zobaczyła mnie siedzącą na fotelu i nie umiejącą powstrzymać płaczu.
-Już wiesz?-zapytała.
Nie odpowiedziałam jej. Nie umiałam wydusić z siebie nawet jednego słowa.
Wiedziałam, że teraz będę musiała żyć bez Louisa,, czy mi się to podoba czy nie. Nie wiedziałam jak to zrobić. W tym momencie nie wyobrażałam
sobie przyszłości, nie wyobrażałam sobie niczego...
_________________________________________________________________________________
No i mamy koniec pierwszej części opowiadań. Spodziewaliście się takiego końca?
Zmieniłam ustawienia komentarzy i możecie dawać je nie wpisując wcześniej kodu z obrazka. Komentarze może dodawać każdy. Myślę, że pierwsza część One Direction Story wam się podobała. Druga część prawdopodobnie zacznę pisać już jutro, a ukaże się na blogu około 20 lipca : P
Pozdrawiam zwariowana Rox Tomlinson ♥
wtorek, 10 lipca 2012
Nie potrafię przestać myśleć (CD *oczami Roxanne*)
Myślałam tylko o tym co dalej robić. Moj telefon nie przstawał dzwonić. Nie wytrzymałam. Odebrałam jeden z sms-ów. Pisało w nim mniej więcej
tak:
Roxanne, wiem co sobie teraz myślisz. Wyglądało to tak jak wyglądało, ale prawda jest inna. Proszę oddzwoń. Zależy mi na tobie jak na nikim
innym.!! <3
Prawda jest inna? czy on uważa mnie za idiotkę? Widziałam ich pocałunek. Nie dam się zbałamucić, kocham go to jasne. Ale nie wiem czy umiem mu
wybaczyć. To niby nic wielkiego. Jeden pocałunek. Tak to fakt, ale sam fakt tego, że to jego była dziewczyna, która przez ostatnie parę
miesięcy dawała mu do zrozumienia, że go nadal kocha. Dobrze wiedziała, że Louis chce ułożyć sobie życie z kimś innym mimo to, że był
szczęśliwy nadal przypominała o sobie ciągłymi telefonami i sms-ami. A może nie był szczęśliwy? już sama nie wiem. Taki jeden pocałunek może
zniszczyć tak wiele.
Chwilę później zapukała do pokoju Lena. Dobrze, że jest.
-Rox, jest już dziesiąta! Wyjdź z pokoju. Ubierz się i choć na śniadanie. Zrobiłam dla nas.-powiedziała zachęcająco.
-Przepraszam, ale wolałabym zostać tutaj.-powiedziałam. Nie miałam na nic ochoty. Chciałam pobyć sama. Uporządkować wszystkie myśli. Mam mętlik
w głowie, nie wiem co robić. Chcę pozbierać wszystkie myśli żeby móc spokojnie porozmawiać z Lou.
-Nie możesz tak ciągle siedzieć sama zamknięta w pokoju.-powiedziała.
-Ale ja nie jestem zamknięta. Drzwi są otwarte.-oznajmiłam.
Lena weszła do pokoju.
-Posłuchaj wiem, że jest ci ciężko, ale musisz być silna ! porozmawiaj z nim do cholery.-wytłumaczyła.
-Tak wiem, ale to nie jest takie proste.-powiedziałam.
-Wiem, życie nigdy nie jest proste i nigdy nie będzie. Ale nie można dawać za wygraną.
Spuściłam głowę w dół. Czułam się jak małe dziecko, któremu mama tłumaczy co wolno, a czego nie wolno. Mimo to nadal ją słuchałam. Już nic nie
mogło bardziej popsuć mi humoru.
-Kochasz go?-zapytała.
Popatrzałam na nią jak na jakiegoś mutanta.
-Tak!-powiedziałam stanowczo i zdecydowanie.
-A więc sama widzisz.-powiedziała.
Uśmiechnęłam się do niej. Jak dobrze, że teraz jest przy mnie. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Znamy się tyle lat, a ja zawsze mogę na niej
polegać. I mam nadzieje, że tak zostanie.
-No, ubieraj się i za pięć minut chcę widzieć cię na dole.-powiedziała rozkazem.
Wyszła z pokoju. Ogarnęłam chusteczki leżące na moim lóżku, a potem wzięłam się za siebie. Założyłam przydużą bluzkę i uczesałam włosy w
nie estetyczny koczek. Odbyłam poranną toaletę i zeszłam na dół.
Usłyszałam jakieś szepty schodząc po schodach do jadalni. Mimo to zeszłam. Kiedy byłam już w jadalni myślałam, że zemdleję. U progu salonu
stał Louis. Czekał aż zejdę. Odwrócił wzrok w moją stronę. Na chwilę mnie zamurowało. Zawróciłam już byłam jedną nogą na schodach, gdy nagle
poczułam czyjąś dłoń na moim nadgarstku. Odwróciłam się. Była to ręka Lou.
-Proszę porozmawiaj ze mną.-prosił.
-My już nie mamy o czym rozmawiać.-powiedziałam. Już miałam wbiec na schody, gdy Lou ponownie chwycił mnie za rękę i pociągnął do siebie.
-Daj mi wszystko wyjaśnić do cholery!-powiedział stanowczo.
Zgodziłam się. Usiedliśmy na kanapie. Louis nadal trzymał moją rękę.
-No więc słucham-powiedziałam.
-To co widziałaś... to nie było tak.
-A więc jak ?-wtrąciłam.
-Posłuchaj. Chciałem spotkać się z Natalie żeby wszystko wyjaśnić. Ze między mną a nią nic nie ma. Wszystko skończone. Zobaczyła cię wcześniej
niż ja. To ona mnie pocałowała. Rozumiesz ona nie ja. Ja ją odepchnąłem i pobiegłem za tobą.
-Czemu miałabym ci uwierzyć?-zapytałam.
Lou wstał, ja też wziął mnie za rękę i przysunął bliżej siebie po czym wyszeptał.
-Bo cię kocham.
Zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Co zrobić. Jak się zachować. I tak nie zdążyłam nic zrobić ani powiedzieć, bo chwilę później poczułam
jego usta na moich. Nie zrobił by tego gdyby mnie nie kochał. Postanowiłam wybaczyć mu. W końcu go kochałam, a on mnie. Nie mogłam tego
zaprzepaścić tylko dla jednego głupiego pocałunku, który nigdy nie powinien mieć miejsca. A co do Natalie brak mi słów. Wiedziałam, że jest
szalona, ale że posunęła by się do tego żeby zniszczyć to co między mną,a Louisem jest. Gdyby go kochała dała by mu odejść żeby mógł być
szczęśliwy. Pierwsza poważna sprzeczka za nami...
________________________________________________________________________________
No i wszystko skończyło się dobrze tym razem. Jak wam się podoba? Proszę o jak najwięcej komentarzy, bo nie wiem czy pisać kolejne./Rox
tak:
Roxanne, wiem co sobie teraz myślisz. Wyglądało to tak jak wyglądało, ale prawda jest inna. Proszę oddzwoń. Zależy mi na tobie jak na nikim
innym.!! <3
Prawda jest inna? czy on uważa mnie za idiotkę? Widziałam ich pocałunek. Nie dam się zbałamucić, kocham go to jasne. Ale nie wiem czy umiem mu
wybaczyć. To niby nic wielkiego. Jeden pocałunek. Tak to fakt, ale sam fakt tego, że to jego była dziewczyna, która przez ostatnie parę
miesięcy dawała mu do zrozumienia, że go nadal kocha. Dobrze wiedziała, że Louis chce ułożyć sobie życie z kimś innym mimo to, że był
szczęśliwy nadal przypominała o sobie ciągłymi telefonami i sms-ami. A może nie był szczęśliwy? już sama nie wiem. Taki jeden pocałunek może
zniszczyć tak wiele.
Chwilę później zapukała do pokoju Lena. Dobrze, że jest.
-Rox, jest już dziesiąta! Wyjdź z pokoju. Ubierz się i choć na śniadanie. Zrobiłam dla nas.-powiedziała zachęcająco.
-Przepraszam, ale wolałabym zostać tutaj.-powiedziałam. Nie miałam na nic ochoty. Chciałam pobyć sama. Uporządkować wszystkie myśli. Mam mętlik
w głowie, nie wiem co robić. Chcę pozbierać wszystkie myśli żeby móc spokojnie porozmawiać z Lou.
-Nie możesz tak ciągle siedzieć sama zamknięta w pokoju.-powiedziała.
-Ale ja nie jestem zamknięta. Drzwi są otwarte.-oznajmiłam.
Lena weszła do pokoju.
-Posłuchaj wiem, że jest ci ciężko, ale musisz być silna ! porozmawiaj z nim do cholery.-wytłumaczyła.
-Tak wiem, ale to nie jest takie proste.-powiedziałam.
-Wiem, życie nigdy nie jest proste i nigdy nie będzie. Ale nie można dawać za wygraną.
Spuściłam głowę w dół. Czułam się jak małe dziecko, któremu mama tłumaczy co wolno, a czego nie wolno. Mimo to nadal ją słuchałam. Już nic nie
mogło bardziej popsuć mi humoru.
-Kochasz go?-zapytała.
Popatrzałam na nią jak na jakiegoś mutanta.
-Tak!-powiedziałam stanowczo i zdecydowanie.
-A więc sama widzisz.-powiedziała.
Uśmiechnęłam się do niej. Jak dobrze, że teraz jest przy mnie. Nie wiem co bym bez niej zrobiła. Znamy się tyle lat, a ja zawsze mogę na niej
polegać. I mam nadzieje, że tak zostanie.
-No, ubieraj się i za pięć minut chcę widzieć cię na dole.-powiedziała rozkazem.
Wyszła z pokoju. Ogarnęłam chusteczki leżące na moim lóżku, a potem wzięłam się za siebie. Założyłam przydużą bluzkę i uczesałam włosy w
nie estetyczny koczek. Odbyłam poranną toaletę i zeszłam na dół.
Usłyszałam jakieś szepty schodząc po schodach do jadalni. Mimo to zeszłam. Kiedy byłam już w jadalni myślałam, że zemdleję. U progu salonu
stał Louis. Czekał aż zejdę. Odwrócił wzrok w moją stronę. Na chwilę mnie zamurowało. Zawróciłam już byłam jedną nogą na schodach, gdy nagle
poczułam czyjąś dłoń na moim nadgarstku. Odwróciłam się. Była to ręka Lou.
-Proszę porozmawiaj ze mną.-prosił.
-My już nie mamy o czym rozmawiać.-powiedziałam. Już miałam wbiec na schody, gdy Lou ponownie chwycił mnie za rękę i pociągnął do siebie.
-Daj mi wszystko wyjaśnić do cholery!-powiedział stanowczo.
Zgodziłam się. Usiedliśmy na kanapie. Louis nadal trzymał moją rękę.
-No więc słucham-powiedziałam.
-To co widziałaś... to nie było tak.
-A więc jak ?-wtrąciłam.
-Posłuchaj. Chciałem spotkać się z Natalie żeby wszystko wyjaśnić. Ze między mną a nią nic nie ma. Wszystko skończone. Zobaczyła cię wcześniej
niż ja. To ona mnie pocałowała. Rozumiesz ona nie ja. Ja ją odepchnąłem i pobiegłem za tobą.
-Czemu miałabym ci uwierzyć?-zapytałam.
Lou wstał, ja też wziął mnie za rękę i przysunął bliżej siebie po czym wyszeptał.
-Bo cię kocham.
Zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć. Co zrobić. Jak się zachować. I tak nie zdążyłam nic zrobić ani powiedzieć, bo chwilę później poczułam
jego usta na moich. Nie zrobił by tego gdyby mnie nie kochał. Postanowiłam wybaczyć mu. W końcu go kochałam, a on mnie. Nie mogłam tego
zaprzepaścić tylko dla jednego głupiego pocałunku, który nigdy nie powinien mieć miejsca. A co do Natalie brak mi słów. Wiedziałam, że jest
szalona, ale że posunęła by się do tego żeby zniszczyć to co między mną,a Louisem jest. Gdyby go kochała dała by mu odejść żeby mógł być
szczęśliwy. Pierwsza poważna sprzeczka za nami...
________________________________________________________________________________
No i wszystko skończyło się dobrze tym razem. Jak wam się podoba? Proszę o jak najwięcej komentarzy, bo nie wiem czy pisać kolejne./Rox
Tysiąc myśli...(*oczami Roxanne*).
Miesiąc później...
Jest już sierpień. Nie wierzę, że przez te niecałe pół roku zmieniło się aż tyle. Jestem szczęśliwa. Co prawda nie osiągnęłam jeszcze
postawionego sobie przed przyjazdem do LA celu, ale czuję, że jestem blisko. Zacznę studia ,znajdę pracę i uzbieram na swoją restauracje,
potem założę sierociniec. Tak wiem to dużo, ale już nie wiele mi brakuje. Jest godzina 16.00. Louis miał być u mnie godzinę temu. Dzwoniłam
do niego chyba z tysiąc razy, bez skutku. Nie ważne postanowiłam zrobić dzisiaj coś dla siebie. Więc wzięłam torebkę i klucze leżące koło
niej na komodzie i wyszłam z domu. Postanowiłam wybrać się na zakupy i przejść się do najbliższej galerii. Weszłam do pierwszego lepszego
sklepu. Nadal myślałam o Lou. Nigdy się nie spóźniał. Może coś ważnego mu wypadło? Nie wiem. Przeglądałam wieszaki z ubraniami bez celu
mając nadzieje, że któreś nich wpadnie mi w oko. Jednakże żadne z nich jakoś do mnie nie pasowało. Wyszłam ze sklepu. Usiadłam na ławce
i spróbowałam jeszcze raz połączyć się z Louisem. Niestety Louis nie odbierał po raz kolejny.
Chodziłam po sklepach. Wybrałam jakąś bluzkę i poszłam przymierzyć. Spodobała mi się. Zmierzałam do kasy. Zapłaciłam za bluzkę i wyszłam z
galerii. Wracając do domu ,,zastał'' mnie deszcz. Byłam przemoczona do suchej nitki.
Skróciłam sobie drogę. Szłam przez park. Moją uwagę przykuła para stojąca pod daszkiem od budki z goframi.
Twarz chłopaka wydawała mi się znajoma. W pewnym momencie para pocałowała się. Potem wyraźnie zobaczyłam twarz chłopaka.
Myślałam, że zwariowałam. Louis zauważył mnie, odepchnął dziewczynę, którą była Natalie. Nawet nie zauważyłam kiedy torba z zakupami wypadła
mi z rąk. Biegłam prosto przed siebie.
-Roxanne czekaj!-usłyszałam głos Lou, biegnącego za mną.
Nie chciałam go słyszeć. Dotarłam do domu, weszłam i szybko zamknęłam drzwi. Łzy spływały mi po policzkach. Podeszła do mnie Lena.
-Co się stało?-zapytała zdziwiona.
-Nic-odpowiedziałam krótko i szybko pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam na łóżku i płakałam. Nie wierzyłam, że
coś takiego mogło się wydarzyć. Lena zapukała do drzwi od mojego pokoju.
-Rox, wszystko gra?-zapytała.
-Tak, wszystko jest okej.-odpowiedziałam choć wiedziałam, że i tak mi nie uwierzy, no bo jak?
-Na pewno?-zapytała ponownie.
-Tak, mną się nie przejmuj zaraz do ciebie zejdę.-skłamałam.
Nagle zadzwoniła moja komórka. Wyciągnęłam ją z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Louis. Odrzuciłam połączenie i rzuciłam telefon
o ścianę. Wiedziałam, że to i tak nic nie da, mimo to rzuciłam go. Na ziemi leżała bateria i obudowa. Nie było to mądre, ale byłam wściekła.
Nie wiedziałam co robić.
Lena wróciła pod drzwi.
-Rox ślepa ani głucha nie jestem. Powiesz mi o co chodzi do cholery czy będziesz tak tam siedzieć i katować ścianę swoimi rzeczami!-powiedziała
stanowczym głosem.
Nie miałam wyboru. Wiedziałam, że i tak nie odpuści jeśli jej nie powiem.
Otworzyłam powoli drzwi. Usiadłyśmy razem na łóżku i po kolei wytłumaczyłam jej co dokładnie się wydarzyło.
-Ale jesteś pewna, że to był on?-zapytała.
-Sądzisz, że zmyśliłam sobie to?-zapytałam rozdrażniona.
-Nie Rox. Ja po prostu pytam czy masz pewność, że był to Louis.-wytłumaczyła.
-Tak, mam pewność.-Powiedziałam. Przecież mnie wołał.
Lena wstała podniosła mój telefon i poskładała go w całość. Włączyła go.
-Masz. Powinnaś z nim porozmawiać.-zaproponowała.
-Ty chyba żartujesz?-powiedziałam.
-Nie, nie żartuje.-odpowiedziała.
-Przepraszam, mogłabyś mnie zostawić samą?-zapytałam.
-Jasne, ale i tak uważam, że powinnaś do niego zadzwonić.-powiedziała wychodząc z pokoju.
Podniosłam telefon z łóżka. Popatrzałam na telefon. 10 nieodebranych połączeń od Louis'a. Taa odłożyłam go na eteżerkę, żeby znowu go nie
rozwalić. Położyłam się i próbowałam uporządkować myśli. Może faktycznie powinnam to wyjaśnić? na pewno, ale jeszcze nie teraz. Na razie nie
mam siły.
Położyłam głowę na rękach. Zasnęłam.
Obudziłam się rano. Myślałam, że to wszystko to zwykły zły sen, który po przebudzeniu pryśnie. Jednak nie. Patrząc na telefon nadal było tam
10 nieodebranych połączeń od Louisa i przybyły dwa nowe sms-y.
Nie miałam zamiaru wstawać z łóżka, nie miałam ochoty na nic. Wszystko sprzeciwiło się przeciwko mnie ...
__________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że wam się podoba. Proszę o jak najwięcej komentarzy z waszej strony. ; D
No to tak, pierwsza część powoli dobiega końca. Będzie jeszcze kilka opowiadań w tej części, a już potem biorę się za następną (II część). Pozdrawiam /Rox ;*
Jest już sierpień. Nie wierzę, że przez te niecałe pół roku zmieniło się aż tyle. Jestem szczęśliwa. Co prawda nie osiągnęłam jeszcze
postawionego sobie przed przyjazdem do LA celu, ale czuję, że jestem blisko. Zacznę studia ,znajdę pracę i uzbieram na swoją restauracje,
potem założę sierociniec. Tak wiem to dużo, ale już nie wiele mi brakuje. Jest godzina 16.00. Louis miał być u mnie godzinę temu. Dzwoniłam
do niego chyba z tysiąc razy, bez skutku. Nie ważne postanowiłam zrobić dzisiaj coś dla siebie. Więc wzięłam torebkę i klucze leżące koło
niej na komodzie i wyszłam z domu. Postanowiłam wybrać się na zakupy i przejść się do najbliższej galerii. Weszłam do pierwszego lepszego
sklepu. Nadal myślałam o Lou. Nigdy się nie spóźniał. Może coś ważnego mu wypadło? Nie wiem. Przeglądałam wieszaki z ubraniami bez celu
mając nadzieje, że któreś nich wpadnie mi w oko. Jednakże żadne z nich jakoś do mnie nie pasowało. Wyszłam ze sklepu. Usiadłam na ławce
i spróbowałam jeszcze raz połączyć się z Louisem. Niestety Louis nie odbierał po raz kolejny.
Chodziłam po sklepach. Wybrałam jakąś bluzkę i poszłam przymierzyć. Spodobała mi się. Zmierzałam do kasy. Zapłaciłam za bluzkę i wyszłam z
galerii. Wracając do domu ,,zastał'' mnie deszcz. Byłam przemoczona do suchej nitki.
Skróciłam sobie drogę. Szłam przez park. Moją uwagę przykuła para stojąca pod daszkiem od budki z goframi.
Twarz chłopaka wydawała mi się znajoma. W pewnym momencie para pocałowała się. Potem wyraźnie zobaczyłam twarz chłopaka.
Myślałam, że zwariowałam. Louis zauważył mnie, odepchnął dziewczynę, którą była Natalie. Nawet nie zauważyłam kiedy torba z zakupami wypadła
mi z rąk. Biegłam prosto przed siebie.
-Roxanne czekaj!-usłyszałam głos Lou, biegnącego za mną.
Nie chciałam go słyszeć. Dotarłam do domu, weszłam i szybko zamknęłam drzwi. Łzy spływały mi po policzkach. Podeszła do mnie Lena.
-Co się stało?-zapytała zdziwiona.
-Nic-odpowiedziałam krótko i szybko pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Usiadłam na łóżku i płakałam. Nie wierzyłam, że
coś takiego mogło się wydarzyć. Lena zapukała do drzwi od mojego pokoju.
-Rox, wszystko gra?-zapytała.
-Tak, wszystko jest okej.-odpowiedziałam choć wiedziałam, że i tak mi nie uwierzy, no bo jak?
-Na pewno?-zapytała ponownie.
-Tak, mną się nie przejmuj zaraz do ciebie zejdę.-skłamałam.
Nagle zadzwoniła moja komórka. Wyciągnęłam ją z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Louis. Odrzuciłam połączenie i rzuciłam telefon
o ścianę. Wiedziałam, że to i tak nic nie da, mimo to rzuciłam go. Na ziemi leżała bateria i obudowa. Nie było to mądre, ale byłam wściekła.
Nie wiedziałam co robić.
Lena wróciła pod drzwi.
-Rox ślepa ani głucha nie jestem. Powiesz mi o co chodzi do cholery czy będziesz tak tam siedzieć i katować ścianę swoimi rzeczami!-powiedziała
stanowczym głosem.
Nie miałam wyboru. Wiedziałam, że i tak nie odpuści jeśli jej nie powiem.
Otworzyłam powoli drzwi. Usiadłyśmy razem na łóżku i po kolei wytłumaczyłam jej co dokładnie się wydarzyło.
-Ale jesteś pewna, że to był on?-zapytała.
-Sądzisz, że zmyśliłam sobie to?-zapytałam rozdrażniona.
-Nie Rox. Ja po prostu pytam czy masz pewność, że był to Louis.-wytłumaczyła.
-Tak, mam pewność.-Powiedziałam. Przecież mnie wołał.
Lena wstała podniosła mój telefon i poskładała go w całość. Włączyła go.
-Masz. Powinnaś z nim porozmawiać.-zaproponowała.
-Ty chyba żartujesz?-powiedziałam.
-Nie, nie żartuje.-odpowiedziała.
-Przepraszam, mogłabyś mnie zostawić samą?-zapytałam.
-Jasne, ale i tak uważam, że powinnaś do niego zadzwonić.-powiedziała wychodząc z pokoju.
Podniosłam telefon z łóżka. Popatrzałam na telefon. 10 nieodebranych połączeń od Louis'a. Taa odłożyłam go na eteżerkę, żeby znowu go nie
rozwalić. Położyłam się i próbowałam uporządkować myśli. Może faktycznie powinnam to wyjaśnić? na pewno, ale jeszcze nie teraz. Na razie nie
mam siły.
Położyłam głowę na rękach. Zasnęłam.
Obudziłam się rano. Myślałam, że to wszystko to zwykły zły sen, który po przebudzeniu pryśnie. Jednak nie. Patrząc na telefon nadal było tam
10 nieodebranych połączeń od Louisa i przybyły dwa nowe sms-y.
Nie miałam zamiaru wstawać z łóżka, nie miałam ochoty na nic. Wszystko sprzeciwiło się przeciwko mnie ...
__________________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że wam się podoba. Proszę o jak najwięcej komentarzy z waszej strony. ; D
No to tak, pierwsza część powoli dobiega końca. Będzie jeszcze kilka opowiadań w tej części, a już potem biorę się za następną (II część). Pozdrawiam /Rox ;*
piątek, 6 lipca 2012
*Oczami Leny*
Właśnie wracałam razem z Roxanne z kina. To był chyba taki jedyny dzień w którym Rox nie zabrała ze sobą Louisa. Dobra nieważne. Dziś po
południu mają do nas wpaść chłopcy. To dobrze. W końcu może lepiej ich poznam. Wpadłyśmy potem szybko na szejka do ulubionej kawiarenki.
-Lena... Lena...-usłyszałam głos Rox. Zupełnie przerwał moje myśli.
-Przepraszam zamyśliłam się.-powiedziałam. Czasami zupełnie przestaje kontaktować.
- Myślałam jeszcze żeby kupić parę rzeczy.-powiedziała, a ja znowu bujałam w obłokach.
-Lena do cholery słuchasz mnie?!-powiedziała donośnie.- W prawdzie nie za bardzo chciało mi się jej słuchać. Wiem rozumiem zakupy do domu.
Chłopcy mieli wpaść o 14.00, a obecnie była godzina 12.00. Zupełnie nie wiem jak rozmawiać. Zwykle to Rox rozkręca rozmowę. Ale ja chciałabym
ich lepiej poznać. Może wtedy było by mi lżej z nimi rozmawiać. Przecież nie będę siedziała jak ostatni młotek i słuchała o czym rozmawiają
i tak zawsze Roxanne mówi coś w stylu ,, czemu nic nie mówisz'' albo ,, co tak cicho siedzisz''. Kiedy ja nie wiem jaki temat zacząć. Z
resztą zawsze tak było nie tylko w LA. Cholerna nieśmiałość.
Wypiliśmy szejki i wróciliśmy do domu. Nie ma to jak połączenie kina z zakupami po drodze. Roxanne zawsze musi się coś na mieście spodobać
i nie daje za wygraną musi to mieć. Dziś były to poduchy. Twierdziła że pasują do jej pokoju. Wróciłyśmy. Roxanne poleciała gdzieś na górę do
zapewne do swojego pokoju. Zadzwonił telefon.
Roxanne!...Roxanne!-wrzeszczałam żeby zeszła na dół i odebrała, bo zobaczyłam na wyświetlaczu Louisa, a dokładniej jego zdjęcie.
Ta to zawsze musi zostawić gdzieś ten telefon!-pomyślałam.
-To odbierz !-poprosiła.
-Dobra!-krzyknęłam.
Odebrałam. Usłyszałam głos, ale nie był to głos Louisa. Bardziej przypominał głos Zayna. Ta nie mylilam się był to właśnie on.
-Słucham-powiedziałam.
-Yyy Rox? To ty?-powiedział głos Zayna, a raczej Zayn.
-N-nie.-zająknęłam.
-To z kim rozmawiam?-Zapytał.-Jejku jasne najlepiej powiedz samo ,, nie'' i nie przedstaw się. -pomyślałam.
-Lena.-powiedziałam.
-Ach Lena przepraszam nie poznałem po głosie.-powiedział uprzejmie.
-Mogłabyś przekazać Rox, że Lou chciał już jechać i obecnie siedzimy w aucie i jedziemy do was.-powiedział.
-Okej-odpowiedziałam.
Rozłączyłam się. Kilka minut później Rox zeszła na dół i opowiedziałam jej kto dzwonił i tak dalej.
Ktoś zapukał do drzwi. Rox poszła otworzyć. Po chwili ujrzałam chłopców. Harry z pizzą wparował do pokoju i szybko położył ją na stoliku,
ponieważ parzyla go w ręce. Za nim Lou. Podszedł do Rox i czule się objęli. Zazdrościłam jej.
-No to gdzie ta pizza?-zapytał Niall.- Uśmiechnęłam się. On jak zwykle tylko o jedzeniu.
Na końcu wszedł Zayn. Jak zwykle nic nie mówił przywitał się tylko i usiadł na kanapie.
Kilka minut później dołączyły do nas jeszcze Cornelia kuzynka Nialla, Pauline i koledzy z liceum Fabian, Jerome i Eddie. Wszyscy siedzieli i
zajadali się pizzą.
-Może zagramy w butelkę?-zaproponował Louis.
-Dobry pomysł-powiedziała Rox. A reszta pokiwała głową.
No więc zaczęliśmy grać. Butelką zakręcił pierwszy Lou. Wypadło na Pauline.
-Prawda czy wyzwanie?-zapytał.
-Prawda.-odpowiedziała.
-Hmm... Kochasz Harrego?-zapytał śmiejąc się.
-Tak.-odpowiedziała i popatrzała na Harrego ten się do niej uśmiechnął. Nie wiedzieliśmy o co dokładnie chodzi. Pewnie powiedziała to dla
żartów.
Pauline zakręciła butelką. Tym razem wypadło na mnie. Popatrzała na mnie złowieszczo.
-Prawda czy wyzwanie?-zapytała.
-Wyzwanie.-odpowiedziałam stanowczo.
-Hmm... Pocałuj Zayna w usta.-powiedziała śmiejąc się.
O kurcze ja ją chyba... dobra raz się żyje. Podeszłam do Zayna. I szybko go pocałowałam. Po co ja brałam wyzwanie!
Zaraz zaczęły się głupie komentarze typu ,, uuuu'''. Zayn śmiał się.
Graliśmy bardzo długo prawie do wieczora. Wszyscy świetnie się bawili włącznie ze mną. Chłopcy byli u nas do godziny prawie drugiej w nocy.
Rox chciała to jeszcze kiedyś powtórzyć. Nie sprzeciwiałam się...
_______________________________________________________________________________
Heej. Sorka, że długo nic nie dodawałam, ale jest bardzo ciepło są wakacje i trzeba jakoś ten czas wykorzystać. Postaram się dodawać częściej opowiadania. Mamy 503 wyświetleń ,dziękuję.
Co myślicie o tym? Może jakieś komentarze.
południu mają do nas wpaść chłopcy. To dobrze. W końcu może lepiej ich poznam. Wpadłyśmy potem szybko na szejka do ulubionej kawiarenki.
-Lena... Lena...-usłyszałam głos Rox. Zupełnie przerwał moje myśli.
-Przepraszam zamyśliłam się.-powiedziałam. Czasami zupełnie przestaje kontaktować.
- Myślałam jeszcze żeby kupić parę rzeczy.-powiedziała, a ja znowu bujałam w obłokach.
-Lena do cholery słuchasz mnie?!-powiedziała donośnie.- W prawdzie nie za bardzo chciało mi się jej słuchać. Wiem rozumiem zakupy do domu.
Chłopcy mieli wpaść o 14.00, a obecnie była godzina 12.00. Zupełnie nie wiem jak rozmawiać. Zwykle to Rox rozkręca rozmowę. Ale ja chciałabym
ich lepiej poznać. Może wtedy było by mi lżej z nimi rozmawiać. Przecież nie będę siedziała jak ostatni młotek i słuchała o czym rozmawiają
i tak zawsze Roxanne mówi coś w stylu ,, czemu nic nie mówisz'' albo ,, co tak cicho siedzisz''. Kiedy ja nie wiem jaki temat zacząć. Z
resztą zawsze tak było nie tylko w LA. Cholerna nieśmiałość.
Wypiliśmy szejki i wróciliśmy do domu. Nie ma to jak połączenie kina z zakupami po drodze. Roxanne zawsze musi się coś na mieście spodobać
i nie daje za wygraną musi to mieć. Dziś były to poduchy. Twierdziła że pasują do jej pokoju. Wróciłyśmy. Roxanne poleciała gdzieś na górę do
zapewne do swojego pokoju. Zadzwonił telefon.
Roxanne!...Roxanne!-wrzeszczałam żeby zeszła na dół i odebrała, bo zobaczyłam na wyświetlaczu Louisa, a dokładniej jego zdjęcie.
Ta to zawsze musi zostawić gdzieś ten telefon!-pomyślałam.
-To odbierz !-poprosiła.
-Dobra!-krzyknęłam.
Odebrałam. Usłyszałam głos, ale nie był to głos Louisa. Bardziej przypominał głos Zayna. Ta nie mylilam się był to właśnie on.
-Słucham-powiedziałam.
-Yyy Rox? To ty?-powiedział głos Zayna, a raczej Zayn.
-N-nie.-zająknęłam.
-To z kim rozmawiam?-Zapytał.-Jejku jasne najlepiej powiedz samo ,, nie'' i nie przedstaw się. -pomyślałam.
-Lena.-powiedziałam.
-Ach Lena przepraszam nie poznałem po głosie.-powiedział uprzejmie.
-Mogłabyś przekazać Rox, że Lou chciał już jechać i obecnie siedzimy w aucie i jedziemy do was.-powiedział.
-Okej-odpowiedziałam.
Rozłączyłam się. Kilka minut później Rox zeszła na dół i opowiedziałam jej kto dzwonił i tak dalej.
Ktoś zapukał do drzwi. Rox poszła otworzyć. Po chwili ujrzałam chłopców. Harry z pizzą wparował do pokoju i szybko położył ją na stoliku,
ponieważ parzyla go w ręce. Za nim Lou. Podszedł do Rox i czule się objęli. Zazdrościłam jej.
-No to gdzie ta pizza?-zapytał Niall.- Uśmiechnęłam się. On jak zwykle tylko o jedzeniu.
Na końcu wszedł Zayn. Jak zwykle nic nie mówił przywitał się tylko i usiadł na kanapie.
Kilka minut później dołączyły do nas jeszcze Cornelia kuzynka Nialla, Pauline i koledzy z liceum Fabian, Jerome i Eddie. Wszyscy siedzieli i
zajadali się pizzą.
-Może zagramy w butelkę?-zaproponował Louis.
-Dobry pomysł-powiedziała Rox. A reszta pokiwała głową.
No więc zaczęliśmy grać. Butelką zakręcił pierwszy Lou. Wypadło na Pauline.
-Prawda czy wyzwanie?-zapytał.
-Prawda.-odpowiedziała.
-Hmm... Kochasz Harrego?-zapytał śmiejąc się.
-Tak.-odpowiedziała i popatrzała na Harrego ten się do niej uśmiechnął. Nie wiedzieliśmy o co dokładnie chodzi. Pewnie powiedziała to dla
żartów.
Pauline zakręciła butelką. Tym razem wypadło na mnie. Popatrzała na mnie złowieszczo.
-Prawda czy wyzwanie?-zapytała.
-Wyzwanie.-odpowiedziałam stanowczo.
-Hmm... Pocałuj Zayna w usta.-powiedziała śmiejąc się.
O kurcze ja ją chyba... dobra raz się żyje. Podeszłam do Zayna. I szybko go pocałowałam. Po co ja brałam wyzwanie!
Zaraz zaczęły się głupie komentarze typu ,, uuuu'''. Zayn śmiał się.
Graliśmy bardzo długo prawie do wieczora. Wszyscy świetnie się bawili włącznie ze mną. Chłopcy byli u nas do godziny prawie drugiej w nocy.
Rox chciała to jeszcze kiedyś powtórzyć. Nie sprzeciwiałam się...
_______________________________________________________________________________
Heej. Sorka, że długo nic nie dodawałam, ale jest bardzo ciepło są wakacje i trzeba jakoś ten czas wykorzystać. Postaram się dodawać częściej opowiadania. Mamy 503 wyświetleń ,dziękuję.
Co myślicie o tym? Może jakieś komentarze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)