Kolejny dzień. Rano obudziłam się, a obok mnie leżał Harry. Spał jeszcze. Usiadłam i spojrzałam na zegarek. Była godzina 8.00. Wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki. Odbyłam poranną toaletę i ruszyłam w kierunku szafy. Wyciągnęłam białą luźną bluzkę z pacyfką o krótkim rękawie i do tego czarne rurki. Włosy upięłam w niedbałego koka, a grzywkę spięłam do góry wsuwkami. Była niedziela. Ten dzień według mnie jest beznadziejny. Nudny, a do tego w Los Angeles lało jak cholera. Dzisiaj razem z Camill miałyśmy pomóc Lenie w wyborze sukni ślubnej. Poszłam do kuchni i wyciągnęłam z lodówki mleko, zagotowałam je i wsypałam kilka łyżeczek kakao. Zabrałam swój napój i usiadłam przed telewizorem. Jakieś 10 minut później usłyszałam czyjeś kroki na schodach. To był Harry. Na głowie burza loków i w długich, szarych dresowych spodniach i do tego bez koszulki zszedł na dół. Poszedł do kuchni, otworzył lodówkę po czym ją z powrotem zamknął. Przyszedł i usiadł obok mnie. Popatrzałam na niego.
-Jesteś głodny?-zapytałam, bo nikt normalny nie otwiera lodówki bez powodu.
Harry pokiwał głową twierdząco.
-Może zrobimy naleśniki? -zaproponował zielonooki chłopak.
-Dobra-powiedziałam miło kładąc kubek z kakaem na stole i uśmiechając się do zaspanego loczka poszłam do kuchni i wyjęłam patelnię. Loczek zajął się składnikami. Zawsze razem robiliśmy śniadania. Odkąd zamieszkaliśmy razem było to takim naszym zwyczajem. Oboje uwielbialiśmy gotować i zawsze sprzeczaliśmy się kto ma dzisiaj gotować obiad albo jakiś inny posiłek, więc stwierdziliśmy, że będziemy gotować razem i muszę przyznać że całkiem nieźle nam to wychodzi. Po skończonym posiłku z powrotem wróciliśmy do oglądania telewizji. Po godzinie oglądania dobiegł mnie dzwonek mojego telefonu. Wzięłam go i popatrzałam na wyświetlacz ''Numer prywatny'' nagle przypomniałam sobie o wczorajszym dziwnym telefonie. Włosy zjeżyły mi się na głowie. Harry zauważył moje zaniepokojenie.
-Wszystko w porządku?-zapytał troskliwie.
-Tak, tak przepraszam cię na chwilę skarbie-powiedziałam i ruszyłam do kuchni . Odebrałam.
-Tak słucham?-powiedziałam poważnie.
-Witaj skarbie, jak mija poranek?-zapytał tajemniczy głos w telefonie.
-skarbie? kim jesteś?-zapytałam nerwowo.
-Niedługo się nareszcie spotkamy!-ucieszył się.
-Ale kim jesteś? z kim rozmawiam?-zadawałam pytania.
-Strasznie za tobą tęsknię!-zignorował ktoś to co mówiłam.
Bardzo się wystraszyłam. Rozłączyłam się. Harry podszedł do mnie i złapał mnie w talii po czym mnie przybliżył do siebie.
-Kto dzwonił?-zapytał
-Koleżanka -odpowiedziałam krótko. Loczek popatrzał na mnie i zmarszczył czoło.
-Hmm... i koleżanka ma na imię ''kim jesteś''-powiedział śmiejąc się .
Popatrzałam na niego i odłożyłam telefon na blat w kuchni.
-Powiesz mi w końcu o co chodzi? Martwię się. Od wczoraj chodzisz jakaś zdenerwowana. Coś się stało? O czymś nie wiem? Możesz powiedzieć mi wszystko. -uśmiechnął się miło.
Nie, wszystko jest dobrze-uśmiechnęłam się choć wcale nie było dobrze. Byłam bardzo ciekawa kim jest osoba która do mnie dzwoni i dlaczego mówi, że mnie kocha. Głos był znajomy. Nawet za bardzo znajomy, ale jak na złość nie mogłam sobie przypomnieć do kogo należał. Skoro ten ktoś mówił, że tęskni to znaczy, że już kiedyś się widzieliśmy, że się znamy. Nic już nie rozumiem.
-Roxanne, przecież widzę, że coś jest nie tak. Możesz mi przecież powiedzieć -uśmiechnął się ponownie Hazza. Postanowiłam mu jednak powiedzieć.
-Od wczoraj ktoś do mnie dzwoni. Mówi, że mnie kocha i tęskni, a co najlepsze zna też ciebie.-tłumaczyłam.
-Mnie?-zapytał ze zdziwieniem loczek.
-Tak -odpowiedziałam.
-A nie przedstawił się?-usiadł na blacie w kuchni.
-No właśnie pytałam go o imię, ale nic. Ignoruje te pytania. -podeszłam do siedzącego loczka.
-Dziwne-powiedział.
-W jego głosie jest coś znajomego-spojrzałam na Harry'ego. Ten popatrzał na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem.
-Dobra jedziemy, bo zaraz będziemy spóźnieni-całkowicie zmienił temat . Chyba nie wziął tego wszystkiego na poważnie. Ruszył na górę. Po piętnastu minutach zszedł trzymając kluczyki od samochodu.
**Oczami Leny**
Zayn pojechał załatwić jeszcze kilka ostatnich spraw związanych z weselem. Już wszystko jest dopięte na ostatni guzik tylko jeszcze ta sukienka. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To pewnie Roxanne i Camill. Miały pomóc mi w wyborze sukni ślubnej. Otworzyłam.
-Witam panią młodą -powiedział Hazz. Obok niego stały dziewczyny.
-Jeszcze nie-powiedziałam uśmiechając się w ich kierunku.
-Oj tam -puścił oczko.
-No to jak jedziemy?-zapytała Camill.
-Tak, poczekajcie pójdę jeszcze tylko po torebkę .-oznajmiłam i poszłam szybko po nią do salonu.
**Oczami Harry'ego**
Byliśmy w domu Leny i Zayn'a. Lena wróciła i wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Dziewczyny przez całą drogę rozmawiały o sukienkach, makijażu i innych takich duperelach. Dotarliśmy na miejsce.
-Jak skończycie to zadzwoń przyjadę po was-powiedziałem do Rox. Dziewczyna otworzyła drzwi od samochodu.
-ekhem-chrząknąłem i spojrzałem na Roxanne która patrzała na mnie zdziwiona.
-Tak bez pożegnania wychodzisz?- zapytałem drażniąc się. Roxanne posłała mi uśmiech i pocałowała mnie w policzek .
-Tak lepiej -powiedziałem. Rox i reszta wyszły z auta i skierowały się w stronę sklepu. Odjechałem.
**Oczami Camill**
Najpierw poszłyśmy pomóc wybierać suknię dla Leny. Roxanne przez cały ten czas była jakaś nieobecna. Myślałyśmy, że pokłóciła się z Harry'm, albo coś w tym stylu, ale nie wszystko było dobrze, nawet za dobrze. Oni świetnie do siebie pasowali. Nie mogłam już wytrzymać i zapytałam ją o co chodzi:
-Rox, co jest?
Roxanne podniosła głowę .
-hm?-zupełnie nie wiedziała co do niej powiedziałam.
-Zapytałam czy wszystko w porządku.
-Tak-posłała sztuczny uśmiech.
-No przecież widz...-nie dokończyłam, bo przerwał mi telefon Roxanne. Wyciągnęła go i spojrzała na wyświetlacz po czym znowu schowała go do torebki.
-Nie odbierzesz?-zapytała Lena przymierzająca suknię. Stała na wzniesieniu, a ekspedientka poprawiała suknię i przypinała różne ozdoby do niej.
-Nie.-odpowiedziała krótko, ale stanowczo.
-Ale może to coś ważnego?-zasugerowałam.
-Nic ważnego-powiedziała równie stanowczo jak wcześniej. Widać było, że jest zdenerwowana.
-Roxanne co się dzieje -zapytała Lena.
-Nic. Przepraszam was na chwilkę - powiedziała to i wyszła przed sklep. Rozmawiała z kimś przez telefon. Gdy skończyła wróciła do nas, ale w jej zachowaniu nic się nie zmieniło, nadal była zdenerwowana i nie potrafiła się na niczym skupić.
-Rox powiesz w końcu o co chodzi?-zapytałam zaniepokojona.
-No nic, a co ma się dziać -znowu posłała sztuczny uśmiech.
-Jesteś jakaś nieobecna-dodała Lena.
-Ja muszę już iść. Wybaczcie spotkamy się później. Sukienka jest świetna-pochwaliła i wyszła.
_________________________________________________________________
Przepraszam, że nic nie dodawałam. Oto kolejny rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Komentujcie i obserwujcie : > To bardzo motywuje :*
Ciekawe co będzie dalej : ) Kiedy dodasz następną część ?
OdpowiedzUsuńByć może wieczorem, ale nie jestem pewna : >
UsuńNie uważasz, że Roxanne trochę za bardzo się tym przejmuje? No bo w końcu jak by mi ktoś tak dzwonił no to bym się aż tak nie przejmowała. Ale opowiadanie fajne czekam na dalsze <3 :*
OdpowiedzUsuńRoxanne jest histeryczką haha :D No ale cóż ty byś zrobiła tak, a ona inaczej proste :) Ale tak ogólnie to dzięki ^^
UsuńDodaj kolejne : > Jestem ciekawa ślubu Leny.
OdpowiedzUsuńCzytam bloga prawie od początku i mam pytanie . Jak założę własnego z opowiadaniami o 1D to zaobserwujesz i będziesz czytać ?
._. omn
OdpowiedzUsuń