Odwiedzający : )

wtorek, 25 września 2012

Nowe wyzwania cz. 1


Godzina 6.00 czas wstać. Uczelnia. Najlepsza muzyczna uczelnia w LA. Trzeba wziąść się w garść i ruszyć na przód, a dokładniej ubrać się i
ogarnąć, a potem tylko wsiąść w najbliższy autobus i ku szkole. Popatrzałam jeszcze raz na zegarek. 6.15 jak ten czas leci. Nawet nie można
chwilę pomyśleć, a tu już trzeba się ubierać.

Wyciągnęłam z szafy spodnie ze ściągaczami na kostkach, kremową luźną bluzkę i na to wszystko szary sweterek. Odbyłam poranną toaletę i
spakowałam potrzebne mi rzeczy na zajęcia. Zbiegłam na dół. Leny nie było. Noc chyba spędziła u Zayna. Położyłam torebkę na komodzie i szybko
poszłam zrobić śniadanie. Wyciągnęłam to co zwykle rano. A mianowicie płatki i mleko. Nie muszę chyba pisać dalszej części.

Wzięłam torebkę, zawiesiłam na ramieniu i wyszłam z domu wcześniej zamekając drzwi na klucz.

Weszłam do szkoły. Ogarnął mnie lekki strach mimo to, że chodzę już tu kilka dni. Otworzyłam torebkę i szybko wygrzebałam kluczyk od szafki.
Podeszłam do niej. Była ona metalowa, podłużna. Otworzyłam ją. W środku znajdowało się kilka półek i wieszak na kurtkę. Półki były z leksza
zapełnione moimi rzeczami. Wyciągnęłam to co było mi potrzebne i ruszyłam w kierunku sali.

Pierwsza lekcja. Jest to lekcja muzyki. Wszystko jak zwykle. Nuty i różne takie pierdoły. Nieważne.
Usiadłam w ostatniej ławce. Sama. Tylko przedemną siedziało kilka debilów. W każdej szkole i klasie tacy się trafiają w mojej nawet dwóch
udaje im się zepsóć każdą lekcję. Tylko co potem? Nic nie osiągną. Niepotrzebny trud.

Kilka minut później do klasy wparował pewnien chłopak. Brunet z dłuższymi włosami. Przeprosił miłym głosem za spóźnienie. Rozglądał się po
klasie szukając wolnego miejsca. W końcu usiadł obok mnie.

-Cześć-powiedział cicho.
Popatrzyłam ze zdziwieniem na chłopaka. Austin! Był to Austin, którego poznałam w Jastrzębiu. Jak miło widzieć jakąś znajomą twarz. Niestety
ja i Lena chodzimy do dwóch zupełnie różnych klas.
-Cześć-zwróciłam się z usmiechem w jego kierunku.

Mam tylko nadzieję, że o niczym nie wie. Że nie zdążył się dowiedzieć o mojej próbie samobójczej.

Lekca przebiegała dalej. Zadzwonił dalej i wyszlismy z klasy.

Szłam trzymając blisko siebie kilka książek. Obok mnie podążał Austin.

-No i znowu się widzimy!-powiedział.
-No. To chyba dobrze.-powiedziałam.
-Owszem.-oznajmił.
-A jak tam Nela? Jest tu z tobą?-zapytałam mając nadzieje, że jest sam. Nie wiem dlaczego. Ale chciałam, żeby był sam.
-Tak, Nela jest w Jastrzębiu.-odpowiedział.
-Nie miała nic przeciwko żebys wyjechał na drugi koniec świata?-zapytałam. Wiem, że zadawałam chamskie pytania.
-Miała, ale wystawiliśmy nasz związek na próbę. Zawsze bylismy blisko siebie. Teraz mam okazję sprawdzić czy nadal nam na sobię tak zależy
jak wcześniej.-tłumaczył.
-Podziwiam was.-powiedziałam.

Austin usmiechnął się i popatrzył na mnie.
-Wyglądasz jakoś inaczej.-powiedział.
-Czyli jak?-zapytałam z kpiną w głosie.
-Rox wszystko gra?-zapytał. Zmroziło mnie. Czy ja naprawdę tak źle wyglądam? Czy to co się zdarzyło ma aż tak wielki wpływ na moje życie, że
każdy to jest w stanie zauwazyć. Co to ma być.Nie mogłam mu powiedziec prawdy.
-T-tak wszystko jest w porządku-skałamałam.
-Napewno?
-Uwierz mi na słowo-uśmiechnęłam się miło.

Jasnowidz jakiś? Nie wiem. Ale wiem jedno. Że nikt w tej szkole nie może się dowiedzieć co się stało. Nigdy! Chcę żyć normalnie. Nie chcę
żeby ludzie się mnie bali. Pilnowali na każdym kroku. Jestem zwykłą dziewczyną... z niepoukładanym życiem...
_____________________________________________________________________
Hejka. Mam nadzieję, że się podoba. Piszcie w komentarzach. Nie wiem czy mam jeszcze pisać więc proszę was o pomoc. Napiszcie w komentarzu czy chcecie bym dalej pisała. 
                    Jestem zazdrosna o każdą dziewczynę, którą kiedykolwiek przytuliłeś, bo przez jeden moment miała w ramionach cały mój świat. ♥ 
Wszystko jest inaczej niż powinno. Nie daję rady...
/Roxanne
                                     

niedziela, 16 września 2012

Trzy miesiące na przód.


Szkoła. Ciężko mi nadrobić stracony czas. Ponad miesiąc temu wróciłam do domu. Nic nie pamiętam. Nic prócz tamtego dnia. Było już tak blisko.
Pomyśleć, że teraz mogłam... ach nieważne. Nie chcę do tego wracać. Trudno stało się i czasu nie cofnę. Trzeba iść dalej. Muszę podciągnąć
trochę z nauką. Jest ciężko. Lena i Łukasz pomagają mi jak tylko mogą. I jeszcze psycholog. Po cholere mi on. Robie co uważam za słuszne.
Gadać do niego, że nie chciałam tego zrobić, że to tylko chwila słabości i już nie mam zamiaru się ciąć. Ale nie on nie reaguje na te tłumaczenia.
Jednym uchem wpuszcza, a drugim wylatuje mu to co do niego mówię. Mam dość.

Lena mówiła, że gdy leżałam w szpitalu odwiedził mnie Kamil i był w Los Angeles przez kilka tygodni. Szkoda, że z nim nie mogłam porozmawiać
, zobaczyć. Tęsknie za nim.Muszę do niego zadzwonić, gdy tylko znajdę czas. Harry i Pauline przeprowadzili się dowspólnego mieszkania
 niedalego mnie. Tak właśnie nareszcie są w LA. Cieszę się z ich szczęścia choć cholernie zazdroszczę Pauline, ale cieszę się, że wszystko
się dobrze skończyło. Jestem wdzięczna Lenie, że tak szybko zareagowała. Nie wiem co by się stało gdyby nie było jej w domu. Co by teraz było.

Siedzę przy biórku w zadużej bluzie z kubkiem gorącej herbaty i stertą książek obok mnie. Próbuję nadrobić to co straciłam. Chodzi mi
oczywiście o szkołę. W pewnym momencie do pokoju weszła Lena.
Uchyliła wpierw lekko drzwi i zapukała delikatnie w futrynę.
-Mogę wejść?- zapytała cichym głosem.
-Skoro już prawie weszłaś to czemu miałabyś nie wejść dalej-powiedziałam.
Lena podsunęła pufę leżącą obok kasztanowej komody na której panował zupełnu rozpierdziel.
Przyblizyła się nieco bliżej.
-I jak ? Nadążasz?-zapytała niepewnie.
-Jakoś muszę. -powiedziałam obojętnie.
-Może ci w czymś pomogę? albo wytłumaczę.
-Nie dzięki nie trzeba.-powiedziałam tym samym tonem.
-Rox. Wiesz, że możesz na mnie liczyć...-mówiła.
-Tak wiem Lena. Przepraszam czy mogę chwilowo zostać sama.-przerwałam jej. Wiedziała do czego zmierza. Nie miałam ochoty na tego typu tematy.
Chciałabym zacząć wszystko od początku. Zapomnieć o tym co było, co się stało. Nie chcę dłużaj wałkować tego samego tematu.
-Jak chcesz-powiedziała Lena pośpiesznie wychodząc.

Odłożyłam długopis. Nie potrafiłam się skupić. Wyciągnęłam telefon. W spisie kontaktów najechałam na numer Kamila. Wybrałam.
-Tak ?-odezwał się Kamil.
-Cześć.-powiedziałam.
-Kto mówi?-zapytał.
W tym właśnie momencie uświadomiłam sobię, że mam nowy telofon wraz z nowym numerem.
-Roxanne Tomson.-przedstawiłam się.
-Roxanne!-wykrzyczał do słuchawki. Musiałam lekko odchylić komórkę inaczej bym ogłuchła.
-Jak się czujesz? Co u ciebie. Opowiadaj!-powiedział z entuzjazmem Kamil.
-Jak się czuję? Jest w porządku. Wróciłam do szkoły i próbuję nadgonić z materiałem, ale średnio mi to wychodzi. Psycholog mnie nęka co mnie
wkurza i doprowadza zarazem do ostateczności. Mówię ci mam go dość. I te blizny na rękach są paskudne. Nie mogę patrzeć na nie.-opowiadałam.
-Roxanne. Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi twojego głosu. Myślałem, że już nigdy go nie usłyszę.-powiedział.
-Ja też się cieszę, że cię słyszę. Byłeś tu prawda? Byłeś w Los Angeles. Dziękuję.
-Nie masz za co. Jesteś moją przyjaciółką. Wskoczył bym za tobą w ogień-powiedział.
-Nieważne i tak ci bardzo dziękuję.-powiedziałam.

Rozmawialiśmy jeszcze długo. Opowiedziałam mu o wszystkim. Uwielbiam z nim rozmawiać. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy. Napewno. Musimy.
Jutro z samego rana na uczelnię. Cieszę się, że o niczym nikt nie wie. Media na całe szczęście już się mną nie interesują. Zaczynam od początku.
Wiem, że mówię już to po raz setny, ale tym razem wierzę, że to moje gadanie się spełni i zacznę wszystko od początku. Tak bardzo bym chciała.
To był taki trzymiesięczny rejs po pustkowiu. Po niczym ♥
______________________________________________________________________________
Hejka . Długo nic nie dodawałam, ale po prostu dużo wszystkiego. Treningi szkoła, szkoła treningi. + wkuwanie na różnego rodzaju kartkówki i sprawdziany. Ale już jestem.
    Mijamy się jakbyśmy nigdy się nie znali, choć kiedyś łączyło nas tak wiele.♥
http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&NR=1&v=I6eaTvnVG38 kocham ♥
/Roxanne Tomlinson

piątek, 7 września 2012

Dlaczego to tak długo trwa...? (oczami Leny)

KILKA DNI PÓŹNIEJ...

Nie mogłam tak bezczynnie siedzieć w szpitalu. Poinformowałam najbliższych Rox o tym co się stało. Wszyscy byli zszokowani. Rodzice Roxanne chcieli jak najszybciej przylecieć do Los Angeles. Jednak udało mi się ich powstrzymać. Zapewniłam ich, że wszystko jest pod moją całkowitą kontrolą i jak coś tylko będzie wiadomo od razu ich poinformuję. Nie ma sensu by fatygowali się na drugi koniec świata. Zajmę się Rox, gdy tylko wróci do normalności.

Noc spędziłam w domu. Choć cały czas krzątałam się po domu jak zwykle od tej pory. Zasnęłam dopiero koło godziny 8.00. Jednak nie na długo. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Wstałam z łóżka i ubrałam szlafrok leżący na krześle. Ruszyłam w stronę drzwi. Otworzyłam. Przed nimi stał chłopak. Miał niebieskie oczy i dłuższe blond włosy. Ubrany był w szarą koszulkę przypominającą bokserkę i bluzę w niebiesko białe paski oraz granatowe rurki. Nie znałam go przynajmniej tak mi się wydawało.

-Cześć Lena.-powiedział chłopak.
-Przepraszam... kim jesteś?-zapytałam marszcząc czoło.
-Ah... no tak pewnie mnie nie pamiętasz. Jestem Kamil Baneja. -przedstawił się.
Kamil Baneja? Pomyślałam chwilę, ale żadne takie  nazwisko nie przychodziło mi do głowy.

-Przepraszam, ale jakoś nie kojarzę.-powiedziałam. Nie znałam nikogo o takim nazwisku, a przynajmniej nie pamiętałam.
-Jestem przyjacielem Roxanne. A my to chyba też się znamy. Może mnie nie pamiętasz, ale to nie ważne. Co z Rox?!-tłumaczył chłopak. Widać było, że był przejęty całą tą sytuacją.

Uznałam, skoro to przyjaciel Roxanne zaprosiłam go do środka. Rozmawialiśmy. Okazało się, że w zakładce przyjaciele w telefonie Rox do których wysłałam wiadomość z informacją, że Roxanne jest w szpitalu znajdował się tam również Kamil. Więc wytłumaczyłam mu wszystko po kolei. Był trochę zszokowany.
-Nadal nie mogę zrozumieć dlaczego ona to zrobiła. Przecież na jednym świat się nie kończy. -powiedział.
-Zapomniałam dodać jeden fakt. Louis o którym mowa nie żyje.-wytłumaczyłam. Kamil nie odezwał się.

Roxanne wspominała mi kiedyś, że planowali wspólne mieszkanie. Tego postanowiłam mu nie mówić. Tajemnica powinna pozostać tajemnicą.

Umówiliśmy się, że późnym popołudniem odwiedzimy Roxanne w szpitalu. W sumie to nie miałam wyjścia, bo Kamil strasznie nalegał.

Po jego wyjściu powoli przypominałam sobie kim jest Kamil. A więc to pierwsza miłość Rox. Uśmiechnęłam się.

Ze wszystkimi informacjami o stanie zdrowia Roxanne jestem na bieżąco i wszystko wiem. Rox jeszcze się nie obudziła, ale jej stan jest stabilny i z dnia na dzień się poprawia. Tylko dlaczego to tak długo trwa...
____________________________________________________________________
Siemka. Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale zaczęła się szkoła. No i zdecydowanie za dużo obowiązków z nią związanych. Ale postaram się żeby opowiadania były częściej. Oczywiście nie będzie ich tyle co w wakacje, ale będą. Dziękuje że czytacie :))
Pozdrawiam
/Roxanne Tomlinson :)

niedziela, 2 września 2012

Czemu miałabym dać ci odejść ? [ oczami Leny]


Usłyszałam huk. Obudziłam Zayna.
-Zayn. Zayn.-szeptałam.
-Co?-zapytał Zayn. Jeszcze zaspany i nie ogarnięty.
-Słyszysz?-zapytałam lekko przestraszona.
-Co mam słyszeć? Oj Lena oglądasz za dużo filmów kryminalnych.-powiedział zaspanym głosem.
Przewróciłam oczami. Wstałam i powoli wyszłam z pokoju. Szłam zaglądając w każde pomieszczenie na piętrze. Dotarłam do łazienki. Świeciło
się światło.
-Rox! Rox jesteś tam?-próbowałam uzyskać odpowiedź. Jednakże bez skutku.
Dziwne drzwi do lazienki były otwarte. Uchyliłam je lekko. Zajrzałam. To co zobaczyłam zmroziło mi krew w żyłach.
-Roxanne!-wykrzyczałam ile sił w płucach.
Roxanne powoli zapadała w sen.
-Słyszysz mnie?! Nie zasypiaj!-krzyczałam.
Łzy spływały mi po policzkach. Wzięłam jak najszybciej ręcznik i zawinęłam poszarpaną i zakrwawioną rękę Rox. Zaraz potem do łazienki przybiegł
Zayn.
-Co tak stiosz?! Dzwoń po karetkę!-wykrzyczałam zapłakana.
Zayn wyciągnął telefon i wezwał karetkę. Nie musieliśmy długo czekać. Karetka przyjachała blisko po pięciu minutach.

Sanitariusze zabrali Roxanne do najbliższego szpitala w Los Angeles.
Pospiesznie się ubrałam i razem z Zaynem pjechaliśmy do szpitala w do którego przewieziona została Roxanne. Sanitariusze podali nam wcześniej
adres.

Weszliśmy do szpitala. Podeszłam do recepcji.
-Gdzie leży Roxanne Tomson?-zapytałam zdenerwowana.
-Panna Tomson... A tak jest. Niestety nie możecie państwo teraz tam wejść. Lekarze robią co mogą.-powiedziała pani siedząca za recepcją.
-Dobrze! Ale gdzie i na którym piętrze?-zapytałam.
-Drugie piętro sala numer 19.
Zerwałam się szybko i pobiegłam tam. Drzwi były zamknięte.


Minęły już ponad dwie godziny. Nadal nic nie wiemy. Drzwi do sali numer 19 nadal są zamknięte. Co kilka minut wychodzą z niej tylko
pielęgniarki przynoszące jakies narzędzia i inne rzeczy.

Po chwili wyszedł lekarz.
-I co z nią?-zapytałam.
-Robiliśmy co mogliśmy.-powiedział niechętnie.
-Ale co z nią ? Będzie żyła?!-próbowałam dojść do odpowiedzi.
-Nic nie mogę obiecać. Trzeba czekać.-powiedział.
-Mogę teraz do niej wejść?-zapytałam.
-Teraz nie ma takiej możliwości. Jak wszystko dobrze pójdzie będzie ją pani mogła odwiedzić dopiero jutro.-powiedział i odszedł pospiesznie.
Usiadłam na krześle stojącym przy drzwiach. Oparłam głowę o ręce. I po prostu się rozplakałam.

Lekarze mówią, że nie ma sensu stać tam bezczynnie. Trzeba czekać. Zawsze i we wszystkim. To czekanie jest najgorsze. Nieważne. Tak czy siak
pojechalismy z Zaynem do domu. Snułam się bezmyślnie po pokojach. Weszłam do pokoju Roxanne. Zauważyłam kopertę opartą o wazonik z kwiatami.
Wyjęłam kartkę.
Napisała list? Myślała, że tak po prostu pozwolę jej odejść?! O nie! Nie teraz! Nigdy.
Przeczytałam list. Łzy napłynęły mi do oczu. Podarłam go. Otworzyłam okno i wyrzyciłam. Ścinki listu powoli spadały na dół. Wiatr rozwiewał
je na różne strony.

Oparłam się o parapet pytając siebie dalczego...
______________________________________________________________
Hejka. Jak wam się podoba? Piszcie w komentarzach.

Dzisiaj mile spędzony ostatni dzień tegorocznych wakacji :) Sesja  z Kamilą. Zdjęcia jakoś powychodziły.
Jutro szkoła. Ja idę do pierwszej gimnazjum. Mam nadzieję, że jakoś to będzie...
Następne opowiadanie dodam jutro, albo po jutrze. Zależnie od czasu.
         Mam nadzieję, że ten rok szkolny będzie lepszy niż ubiegły!
NIE DAMY SIĘ KOTYY! :)
/Roxanne

sobota, 1 września 2012

Nie potrafię kochać... (poranek w LA)


Ach jak dobrze zacząć dzień w swoim własnym domu. Los Angeles. Tęskniłam za tutejszą gwarą na ulicy. Ludźmi śpieszącymi się rano do pracy,a
późnym wiczorem wrącającym z niej.  Niektórzy wolą ciszę i spokój, ale ja wolę duże miasta. Lubię jak coś się dzieje. Wtedy wiem, że nie jestem
tak do końca sama, że jest dużo  ludzi takich jak ja. Dobra koniec tego zamulania.

Podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Pełno wszystkiego. Panował zupełny bałagan. Impreza chyba za bardzo się rozkręciła. No nic
trzeba zacząć sprzątać. No chyba, że mam spać i  funkcjonować w brudzie. Dobra nie ma opcji. Sprzątamy. Lena zeszła na dół. Zayn spał jeszcze
u góry. Resztę chłopców walało się po kanapach. To w salonie, a to w innych pokojach. Na szczęście jakimś cudem udało mi się uratować swój
pokój.

Lena pomogła mi z leksza i niebawem skończyłyśmy sprzątanie. Wszystko lśniło. No prawie wszystko. Mówiąc szczerze wszystko lśniło oprócz
chłopców śpiących wszędzie na kanapie. Bardzo śmiesznie to wyglądało. Lena nie mogła się powstrzymać. Zrobiła zdjęcia Niall'owi kiedy
przesłodko ślinił się na naszą poduszkę. I weź człowieku potem na niej leż albo coś w tym stylu.

Kilka godzin później...
Wszyscy byli już całkiem ogarnięci. Niall, Liam poszli już do siebie. Zostałam sama z Leną. No sama to pojęcie względne był jeszcze Zayn.
Oboje bardzo kleili się do siebie. Całe te ciuciuruciu doprowadzało mnie powoli do szału.
-Zayn wiesz jak bardzo cię kocham?-powiedziała Lena siedząc z nim na kanapie. Ja zaś usadowiłam się w wygodnym miejscu przy kuchni.
-Wiem, ale ja ciebie bardziej.-powiedział Zayn.
 I tak w kółko.
-Ludzie czy wy nie macie innych tematów niz te całe o boże jak ja cię kocham?-zapytałam lekko zdenerwowana.
-Rox wyluzuj.-powiedziała zdziwiona.
-Nie, nie wyluzuje. Wszędzie gdzie jestem tylko to całe ciuciuruciu. Ludzie umówcie się gdzieś na mieście i dopiero, albo dla odmiany weźcie
ślub!-powiedziałam wybiegając z salonu. Wbiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko.

Nie wiem dlaczego tak na nią naskoczyłam. Jest szczęśliwa. Ja też powinnam. Jest moją przyjaciółką powinnam cieszyć się z jej szczęścia.
Dlaczego tak nie jest. Co jest ze mną nie tak. Zaczynam się szczerze nienawidzieć.

Nagle dostałam sms-a.

''Hej Rox. Słyszałam, że jesteś już w Los Angeles. Dzwoniłaś do mnie wiem. Ale zgubiłam telefon. Lena pewnie ci już wszystko powiedziała
  gdzie jestem i w ogóle. Spotkałam niedawno Harrego wszystko sobie wyjaśniliśmy. Znowu jesteśmy razem. Bardzo się cieszę. Jestem tak
  cholernie szczęśliwa. A co u cb? Jak tam pobyt w Polsce? Spotkałaś kogoś ciekawego?''

  -Pauline.

Wszyscy potrafią być szczęśliwi. Wszyscy, oprócz mnie. Dlaczego? Czy jestem aż tak wredną suką, że akurat teraz czas na mnie? by mi się
wszystko spieprzyło, a innym układało. Mam tego serdecznie dość.

Jest godzina 22.00 od tamtej pory nie wychodziłam z pokoju. Przemyślałam wszystko dokładnie. I jestem już pewna na 100%, że to zrobię.
Dla mnie już tu po prostu nie ma miejsca. Nie mogę już tego wytrzymać.
Lena już dawno śpi. Zayn postanowił spędzić jeszcze jedną noc u nas. Znaczy u Leny.
Wyszłam po cichu z pokoju. Ruszyłam ku łazience. Otworzyłam trzecią szufladę od góry. Znajdowały się w niej róźnego rodzaju tabletki i to
czego szukałam. Małe ostrza po których ma być lepiej. Wziełam dwa i oparłam się o ścianę. Odpakowałam jedną żyletkę. Spojrzałam na nią.
Przyłożyłam do skóry. Coś mnie zatrzymało.
No dalej Rox! Kilka pociągnięć, chwila bólu, ale skutek bezcenny. Zapomnisz o wszystkim. Nie będziesz się niczym musiała już przejmować.
Będziesz na zawsze z Louis'em. No właśnie z Louis'em. Zacisnęłam zęby, wzięłam głeboki oddech i pociągnęłam. Kilka kropel krwi spadło na podłogę.
Łzy napływały mi do oczu. Nie z bólu zadanego sobię żyletką lecz z bólu który czułam w sercu. Powoli zjeżdżałam po ścianie w dół, aż w końcu
usiadłam na podłodze.
Zostawiłam list na szawce w moim pokoju. Nie chciałam odchodzić bez słowa wyjaśnienia. Chcę aby moi najbliźsi wszystko dokładnie zrozumieli.
Słowa listu mniej więcej brzmiały tak:

'' Gdy zaczniecie to czytać, mnie już prawdopodobnie tu nie będzie. Nie będzie mnie z wami. Nie będzie mnie na tym świecie. Pewnie zadajecie
   sobię pytanie dlaczego to zrobiłam? Otusz już wyjaśniam. Nie mogę znieść tego wszystkiego. Louis którego kochałam i planowałam wspólne
   życie ,odszedł. Ja nie mam po co żyć. Widzę te wszystkie pary zakochane w sobie i szczęśliwe. Dla mnie już po prostu nie było nadzieji.
   Nie obwiniajcie się o nic, bo to moja decyzja. Ja już po prostu nie potrafię kochać. Przepraszam.
   -Roxanne Tomson.''
I tym sposobem pociągnęłam drugi raz. Tym razem mocniej i pewniej. Widziałam tylko czerwoną kałużę obok mnie, pod sobą i na sobię. Po prostu
wszędzie. Chwilę później przestałam czuć ból. Powoli zasypiałam. Wiem, że stchurzyłam, że nie postawiłam czoła problemom, ale po prostu
nie potrafiłam pogodzić się z myślą, że już nie potrafię się zakochać. Że nie potrafię kochać. Już nikogo...
_____________________________________________________________
I jak wam się podoba? Proszę o jak najwięcej komentarzy.
Ostatnio wszystko się układa, ale wiem że moje szczęście nie trwa długo. ♥ I tak też jest. Nieważne.
''Żyję cicho krwawiąc'' ♥
/Rox