Odwiedzający : )
czwartek, 29 listopada 2012
Jak wolisz cz. 1
Usiedliśmy na ławeczce obok.
-Co u ciebie i Pauline. Tak się cieszę, że...-Harry spuścił wzrok na podłogę. Popatrzałam na niego. Położyłam rękę na ramieniu.
-Harry co się stało?-zapytałam bojąc się, że powie właśnie to co usłyszałam później.
-U niej? Wszystko w porządku. Na pewno. I u Jackson'a pewnie też .-powiedział.
-Jackson'a? Jakiego Jackson'a?-zapytałam . Byłam lekko zdziwiona . Przecież Pauline nie mogłaby tego zrobić. Może źle to wszystko zrozumiałam
, ale jak się później okazało, nie myliłam się.
-Nie jestem już z Pauline. Wybrała Jackson'a.-powiedział trochę przybity.
Przytuliłam go. Zrobiło mi się tak głupio. Po co ja w ogóle zaczynałam ten temat. Gówno mi za przeproszeniem do tego. To ich sprawy. Szkoda
tylko, że Harry musi cierpieć. Nie rozumiem. Przecież Pauline walczyła o Harry'ego.
-A co to za Jackson?-zapytałam.
-Jakiś kolega z uczelni do której chodzi Pauline. -rzucił smutno.
-Harry, wszystko będzie dobrze-powiedziałam ,próbując go pocieszyć.
Nie pytałam już o Pauline . Stwierdziłam, że sama ją o wszystko zapytam.
-Mam pytanie -zmienił temat .
-Tak?-zapytałam .
-Czy mogłabyś mi w czymś pomóc?-zapytał.
-Jasne!-powiedziałam z entuzjazmem.
-Mogłabyś pomóc wybrać mi jakąś ładną koszule?-zapytał śmiejąc się.
Koszule ? haha no tak. O ile pamiętam Harry zawsze miał z tym problem. Nigdy nie mógł się zdecydować . No cóż cały Harry.
-Pewnie.
Poszliśmy do odpowiedniego sklepu. Podeszłam do wieszaków, a wraz ze mną Harry.
-A może ta?-zapytałam.
-Nie. Za bardzo niebieska. -powiedział.
Szukałam dalej. Pokazałam mu jeszcze kilka innych. Wybrał jedną. Białą. Poszedł przymierzyć.
Gdy wyszliśmy ze sklepu poszliśmy do pobliskiej kafejki.
Usiedliśmy.
-A tak z ciekawości... po co ci nowa koszula ?-zapytałam wcinając rurkę z kremem.
- Chrzciny.-powiedział.
-Aha.
Zagadaliśmy się. Było już trochę późno. Musiałam się już zbierać, jutro uczelnia. Nie chciałam chodzić tam jak jakieś zombie. Nieważne.
Harry odprowadził mnie pod same drzwi.
-Fajnie cię było zobaczyć-powiedział ciepło.
Uśmiechnęłam się tylko. Spojrzałam mu w oczy. Brązowe mimo wszystko uśmiechnięte. Dobrze, że cię mam. -powiedziałam w myślach. Dobrze, że mam
takiego przyjaciela na którym mogę zawsze polegać .
I znowu ta dziwna myśl. Co by było gdybym nie poszła na ten koncert. To właśnie od niego się wszystko zaczęło. Gdyby nie ten koncert
nie poznałabym mojego najlepszego przyjaciela. Nie poznałabym Harry'ego.
Weszłam do domu. Zapaliłam światło i natychmiast chwyciłam za komórkę...
_____________________________________________________________
No to macie i miłego czytania. ; * Kto czyta daje kom. Chciałabym wiedzieć ile was jest :)
/Roxanne
Nagle zdajesz sobie sprawę, że to już koniec. Naprawdę. Nie ma drogi powrotnej, jest Ci żal. Próbujesz sobie przypomnieć kiedy to wszystko się zaczęło, a zaczęło się wcześnie, o wiele za wcześnie. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że nic nie zdarza się dwa razy. Już nigdy nie poczujesz się tak samo. Nigdy nie wzniesiesz się trzy metry nad niebo. (Trzy metry nad niebem).
poniedziałek, 12 listopada 2012
Wyprowadzka Leny i nieoczekiwane spotkanie .
Weszłam do domu. Na przedpokoju stały pudła. Było ich jeszcze więcej niż przed moim wyjściem. Po domu snuła się tylko Lena, pakując ostatnie
swoje drobiazgi które porozstawiane były po całym domu. Położyłam rzeczy na przedpokoju. Patrzałam tylko na to. Nie zauważyła mnie.
Nagle usłyszałam sygnał klaksonu samochodowego. Wyjżałam przez okienko. Był to Zayn. Przyjechał po Lenę. W tym momencie przyjaciółka zauważyła
mnie.
-Roxanne.-powiedziała cicho.
Odwróciłam się do niej. Łzy napływały mi do oczu, gdy patrzała na mnie. Podeszłam szybko do niej. Przytuliłyśmy się.
-Pamiętasz jak byłyśmy w Polsce. W szkole, gdy rozmawiałyśmy bodajże w szóstej klasie podstawówki jak to będzie, gdy zaczniemy własne życie.
Będziemy mieli własny dom. Własną rodzinę? Pamiętasz to?-zapytała cichym głosem.
-Tak, pamiętam.-odpowiedziałam drgającym głosem.
-Strasznie się bałyśmy jak to będzie.-dodałam.
-Właśnie. Zrozumiałam, że nie ma czego. Pamiętasz jak mówiłam, że nie chcę mieć dzieci, męża? Że chcę się skupić na karierze?-zapytała.
-Tak, pamiętam. -odpowiedziałam ponownie.
-Zmieniłam zdanie. Chcę być szczęśliwa. Wiesz o co mi chodzi.-powiedziała.
-Tak, wiem. Będę za tobą tęsknić.-powiedziałam.
-Ja za tobą też.- przytaknęła.
-Zawsze mogłam na ciebie liczyć-powiedziałyśmy równocześnie jakbyśmy się zmówiły. Jednak tak nie było.
Uśmiechnęłyśmy się.
-Łaa ! wy jesteście nawiedzone.-powiedział Zayn stojąc przy wejściu lekko opierając się o futrynę.
Oboje chwycili się za rękę i wyszli razem. Zayn wrócił się po rzeczy od Leny. Wniósł je do auta. I odjechali. Ja patrzałam oparta o drzwi
uśmiechając się co jakiś czas. Weszłam do środka. Było tak dziwnie pusto. Chodziłam po domu. Dotarłam do kuchni. Zauważyłam żółtą
samoprzylepną karteczkę przylepioną do lodówki na której pisało:
''Roxanne zapomniałam kupić mleko i płatki. Mogłabyś ? Dzięki.
-Lena'' Takich karteczek było mnóstwo każdego dnia. Zawsze któraś z nas czegoś zapomniała. Rozumiałyśmy się bez słów. Będzie mi jej brakowało...
Jestem ciekawa co by było teraz gdybyśmy nie poszły na ten koncert. Nie wiem. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Weszłam do swojego pokoju. Usiadłam na pufie leżącej przy toaletce. Patrzałam w lustro. Zmieniłam się. Zmieniłam się od czasu gdy tu
przyjechałam. Spóściłam wzrok na dół i otworzyłam szufladkę. Poszperałam trochę. Zupełnie nie wiem po co. Moją uwagę przykuło zdjęcie.
Wyjęłam je. Przedstawiało ono Louis'a i mnie. Byliśmy wtuleni w siebie.
Szepnęłam cicho ''nawet nie wiesz jak mi ciebie brakuje.'' Otarłam łzę, która spływała po policzku.
Owe zdjęcie przyczepiłam do lewego dolnego roku lustra...
NASTĘPNEGO DNIA.
Pośpiesznie wstałam z łóżka. Jak co rano zrobiłam to co do mnie należało. Dziś postanowiła wybrać się na miasto i spędzić trochę czasu na
włóczeniu się po sklepach. Wzięłam torebkę i klucze. Zamknęłam drzwi i ruszyłam ku galerii.
Pełno sklepów, a a nie wiem od którego zacząć. Nagle zauważyłam młodego chłopaka. Zdziwiłam się lekko. Wyglądem przypominał Harry'ego. Widziałam
go od tyłu więc nie byłam zupełnie pewna. Jednak utwierdziłam się w przekonaniu gdy ów chłopak się odwrócił.
-Rox!-powiedział entuzjastycznie Harry.
-Harry!-odwzajemniłam to.
Przywitaliśmy się. Dawno go nie widziałam. Zaczęła się cała gadka szmatka typu ''co u ciebie?'' i tak dalej. Ale to czego dowiedziałam się
później całkiem zwaliło mnie z nóg...
______________________________________________________________________
No więc dodaje kolejną część. Bardzo dziękuję Wam za komentarze których przybywa i mam nadzieję, że tak zostanie. :) Kolejną część dodam już niebawem. Mam taką nadzieję, a jak nie teraz to w późniejszym czasie ponieważ szykuje się szlabanik za oceny ; /
Pozdrawiam : *
PS: Camill dzięki, że jesteś ! Zawszę mogę na ciebie liczyć : )
/Roxanne.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)