Odwiedzający : )

sobota, 27 października 2012

Mecz


Sobota. Jest wczesny ranek. Wstałam wcześniej żeby się przygotować. Mecz jest o godzinie 12.00, ale przed nim jeszcze mamy trening i omówienie
paru spraw. Ubrałam się i umyłam zęby. Uczesałam włosy w staranny kok. Wzięłam ze sobą łyżwy i kij. Zbiegłam na dół. Byłam w szczególnie
dobrym chumoże. Nie wiem dlaczego. Nic nie sprawiło mi jeszcze takiej przyjemności z samego rana. Nie wiem może to, że wracam do treningów i
właśnie dzisiaj gram mecz. A może po prostu tak od zasady. Nieważne. Na dole czekała Lena. Siedziała na kanapie oglądając telewizję.
-Cześć!-powiedziałam z entuzjazmem.
-O hej !- odpowiedziała równie entuzjastycznie.
-Miałyśmy pogadać o tej przeprowadzce.-dodała.
Przewróciłam oczami i skierowałam wzrok w kierunku  niej. Była godzina 10.00. Spieszyłam się iż trening przedmeczowy rozpoczynał się o godzinie
10.30, a dotarcie na lodowisko zajmowało trochę czasu plus czas na ubranie ochraniaczy i ogólnie całego stroju.
-Lena. Przepraszam, ale bardzo się śpieszę. Za chwilę mam trening, potem mecz.-powiedziałam stanowczo.
-ROXANNE! poświęć mi chociaż pięć minut do jasnej cholery!-przeklnęła próbując dotrzeć do mnie.
Stanęłam wryta. Lena nigdy nie była na mnie tak zdenerwowana. No cóż postanowiłam pogadać z nią przez tą chwilę. Usiadłam na krześle leżącym
obok.
-Okej posłuchaj. Zaczęłam się już pakować. Już dzisiaj wieczorem wynosimy z Zayn'em wszystko i ... to tyle.-dodała.
Siedziałam cicho przez chwilę. Szczerze byłam trochę zdziwiona. Nie chciałam żeby się wyprowadzała, ale chcę żeby była szczęśliwa. Tak
niezdecydowana Roxanne. Nieważne.
Postanowiłam odwołać dzisiejszy wypad z Austinem. Mam nadzieje, że się nie obrazi. Chcę ten ostatni wieczór spędzić z Leną. Pożegnać się.
-Dobrze. Spotkamy się wieczorem. Teraz naprawdę muszę lecieć. -rzuciłam obojętnie ( choć wcale nie było mi to obojętne) i wybiegłam z domu.

Idąc... a w sumie biegnąc na lodowisko, wysłałam sms-a Austinowi z przeprosinami iż dzisiejszy wypad nie wypali z wiadomych powodów.

Byłam już pod budynkiem. Otworzyłam drzwi. Wbiegłam szybko do szatni. Wszystkie dziewczyny były już gotowe. Przebrałam się jak najszybciej
potrafiłam.
-Co tak późno Rox?-zapytała Veronica.
Popatrzałam na nią kątem oka, sznurując mocno łyżwy.
-Miałam pewną sprawę do wyjaśnienia. -powiedziałam.
-Mmm jaka to sprawa? chłopak? No mów kto to? Co za przystojniak?-rzuciła Veronica. Jej zawsze trzymają się takie dziwne żarty, ale za to ją lubię, że po mimo wszystko
potrafi być pozytywna. Podziwiam ją.  Popatrzałam na nią i powiedziałam:
-Ależ oczywiście. Jest to mniej więcej brunet z włosami do pasa.-Zmrużyłam oczy.
Veronica zrobiła duże oczy i poważną zszokowaną minę. Zaczęłam głośno się śmiać. Naprawdę świetnie to wyglądało.
-Żartuję-powiedziałam ocierając łzy które puściły mi się ze śmiechu.

Wszystkie dziewczyny zaczęły się śmiać. Wyszłyśmy na taflę. Jakby gdyby nigdy nic weszłam licząc na to, że trener nie zauważy mojego spóźnienia.
-Tomson!-krzyknął.
-Myślisz, że nie wiem, że się spóźniłaś?-zapytał znając odpowiedź. Nie wiedziałam co powiedzieć .
-Trener to medium?-zapytałam zdziwiona. Po drodze nigdzie go nie widziałam. Więc pytam jak?!
-Nie Tomson. Nawet nie zauważyłaś kiedy szedłem za tobą w czasie gdy ty próbowałaś przemknąć po cichu do szatni. -powiedział.
O cholera! przeklnęłam cicho w myślach. Tępy mój łeb! no masakra. Jak ja mogłam tego nie zauważyć. Stałam bez słowa.
-Nieważne. Żeby mi się to więcej nie zdarzyło.!-dodał surowo trener.
-Oczywiście.

No i zaczął się trening.


                                                                              ~¦~
Dziewczyny zeszły do szatni. Ja również . Pół godziny przerwy i mecz. Usiadłam na ławce w naszej szatni. Ściągnęłam przepocony kask. Odłożyłam
kij na swoje miejsce i z plecaka leżącego obok mnie, wyciągnęłam  butelkę z wodą . Napiłam się. Dziewczyny rozmawiały o przeróżnych sprawach.
Już dawno wypadłam z tematu.
-Rox, a ty co o tym myślisz?-powiedziała pokazując mi zdjęcie z sukienką wieczorową.
-Ładna- odrzekłam nie za bardzo wiedząc o czym mowa. No dobra w ogóle nie wiedziałam o czym mówią.
-Roxanne! właśnie miałyśmy cię pytać. Czemu cię nie było na suchych treningach latem?-zapytała Megan.
-Yyy no bo ten no wiesz ja... byłam na wakacjach...-powiedziałam. Wymyślając coś na poczekaniu.
-Ach no tak ale zjawiłaś się tak w połowie. Myślałam, że chodzi o Lou...-w tym momencie szturchnęła ją Veronica. Dokładnie wiedziałam co
chciała powiedzieć. Dobrze, że naszą rozmowę przerwał trener.

Czas przerwy już minął. Zawodnicy z drużyny przeciwnej są już gotowi i czekają w sąsiadującej z nami szatni.  Zabrałam kij i kask oraz
poprawiłam łyżwy. I wyszłyśmy z szatni.

                                                                       ***

Mgła unosiła się nad lodem, kiedy zawodnicy, niczym duchy zaklętej armii, w ciszy zajmowali swe pozycje na lodzie. Staliśmy nieruchomo,
 oczekując sygnału, który poderwie nas do ataku.
Zawodniczki z drużyny przeciwnej nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Ale i tak wiedziałyśmy, że damy radę. Jesteśmy drużyną, ale również przyjaciółkami.

 Nagle każdy z nas usłyszał sygnał. Poderwaliśmy się do ataku. Przejęłam krążek podając go później do Megan. Zaś Megan do Nicole, a Nicole
prosto do bramki. I tak pierwszy punkt był nasz.  Komentator ogłosił:
 Zawodniczka z drużyny Białej Armii z numerem szesnaście Nicole Sprause zdobyła pierwszy punk. I na widowni zrobił się wielki szum. Oklaski
, gwizdy i krzyki. Nicole, Nicole. Ale to był dopiero pierwszy punkt. Później było juz coraz gorzej. Zawodniczki z drużyny Czarne Pantery
spóściły nam łomot wbijając kolejne trzy gole. Skończyła się pierwsza tercja. Wynik był niekorzystny dla nas. Wynosił 3:1. Zeszliśmy na
przerwę. Schodząc do szatni zauważyłam Austina, który śmiało podążał w moim kierunku. Powiedziałam, że zaraz dołączę do dziewczyn.
-Hej, jestem tu od początku. Świetne zagranie. -powiedział Austin.
-Cześć. Dzięki. Szkoda, że tylko te jedyne.-odparłam.
-Spokojnie dacie radę jeszcze całe dwie tercje przed wami.-powiedział dodając otuchy.
Uśmiechnęłam się miło. Choć nie mam pojęcia czy widział to dokładnie, bo na głowie wciąż miałam kask.
-A co do naszego wyjścia...-zaczął. Właśnie miała się rozpocząć druga tercja. Musiałam iść.
-Przepraszam muszę lecieć. Pogadamy później.-powiedziałam i szybko dołączyłam do drużyny która powoli wjeżdżała  na lód.
Druga tercja zakończyła się cząstkowym sukcesem dla naszej drużyny. Mega i Veronica wyrównały wynik 3:3.

Nie mogłyśmy pozwolić w trzeciej tercji na porażkę i wpuszczenie 4 gola dla Panter.
Zawodniczka z numerem 55 odebrała krążek Megan. Szybko podjechałam do niej . Zostały ostatnie sekundy meczu. Udało mi się odebrać krążek.
Ominęłam 44 i 56. Strzeliłam ostatniego gola dosłownie w ostatniej minucie meczu.
Usłyszałam nagle :
Zawodniczka z numerem trzynaście z drużyny Białej Armii strzeliła gola w ostatniej sekundzie. Roxanne Tomson. Na trybunach rozległ się
hałas. Teraz słychać było moje imię które wykrzykiwali kibice Białej Armii. Dziewczyny rzuciły się na mnie. A przegrana drużyna zeszła
z lodu. Wygrałyśmy mecz. I o to nam chodziło!
_____________________________________________________________________________
No to macie kolejny rozdział. A jak u nieogarniętej Roxanne ? Nadal tak samo, no. Wszystko jest jak było i nie zamierzam tego zmieniać. Dobrze mi tak jak jest . Noo jak będę miała czas to znowu dodam jakiś rozdział. SZCZĘŚCIA CAMILLA !
Piszcie komentarze, no.
/Roxanne 

niedziela, 14 października 2012

Szkoła, weekend, treningi i tak w kółko Macieja...


Piątek. Nareszcie. W sumie nic to zbytnio nie zmienia, bo i tak jest dużo nauki i zakuwanie do egzaminów. Nie rozumiem przecież dopiero
zaczął się rok szkolny, a tu już nauki w trzy dupy. W ten weekend obiecałam sobie, że jakoś mile spedzę ten weekend na spacerze w parku, albo
na przykład wybiorę się na jakieś zakupy, ale niestety chyba jak zwykle skończy się na moim gadaniu.

Leżałam w łóżku. Obudziłam się tuż przed zadzwonieniem budzika. Gdy zadzwonił pośpiesznie wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Odbyłam
poranną toaletę i uczesałam w staranny kok włosy. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam bawełniany sweterek oraz granatowe rurki. Ubrałam się i
zbiegłam na dół. Zobaczyłam Lenę siedzącą przy stole z Zayn'em. Oboje rozmawiali o czymś szepcząc. Udało mi się podsłuchać co nieco.
-Nie wiem jak jej o tym powiedzieć Zayn. -powiedziała Lena głosem lekko przybitym.
-Powiemy jej to razem. Nie przejmuj się jakoś to zniesie jest dużą dziewczynką nie potrzebuje niańki.
-Zayn! ty nic nie rozumiesz! Nie chce jej zostawiać. Przecież wiesz... boję się, że zrobi to drugi raz, że w końcu Roxanne coś sobie zrobi.

Nie wytrzymałam wybuchłam!
-Nic sobie nie zrobię! dlaczego mi nie ufasz! Zrozum drugi raz nie popełnię takiego głupstwa!
Lena patrzała na mnie. Byłam wściekła. Nie  mogłam w to uwierzyć. Ile razy mam powtarzać, że nie chcę do tego wracać! Chcę zapomnieć. Byłam
głupia, że próbowałam odebrać sobie życie, ale już tego nie zrobię. Nie chcę.

-Rox zrozum boję się o ciebie.-powiedziała troskliwie.
-Nie potrzebie.-odburknęłam.
-Ufam ci, ale po prostu... no...-próbowała coś wymyślić, ale chyba nie za bardzo jej sie to udawało.
-Traktujesz mnie jak dziecko. Czuje się jakbym rozmawiała z moją mamą w wieku trzynastu lat. I to jeszcze na tematy nauki.-powiedziałam
podniesionym tonem.
-Dobrze. Okej. Przepraszam. Przejdę od razu do sedna. Roxanne postanowiłam zamieszkać z Zaynem.-powiedziała stanowczo.
-Okej. To ta wielka tajemnica?
-Rox to nie żadna tajemnica. Po prostu mam wyrzuty sumienia, że chce cię zostawić. Przyjaźnimy się od zawsze. I trudno mi, ale kocham Zayna
i chce z nim być i ułożyć sobie życie.
-Rozumiem, nie mam nic przeciwko.-powiedziałam.
-To dobrze-odetchnęła z ulgą.
-Lena, porozmawiamy jak wrócę, bo śpieszę się. -oznajmiłam i wyszłam z domu.
Dosłownie przed progiem spotkałam Austina. Wpadłam na niego.
-Ojć! przepraszam.-przeprosiłam go.
-Nie ma za co. Własnie miałem po ciebie zapukać.-powiedział.
-No to już nie musisz. Jestem. Ale to milo z twojej strony.
-Idziemy?-zapytał.
-Tak.

Szliśmy rozmawiając głównie o szkole. W pewnym momencie naszą rozmowę przerwał sms od Pauline.
''Rox zapraszam cię na ślub. Szczegóły prześlę później w zaproszeniu. W ogóle jutro wieczorem wpadnę do ciebie. ''

Zaraz zaraz jaki ślub!? Wpadnie do mnie jutro wieczorem? Ok. Mam nadzieje, że się czegoś konkretnego dowiem. Czyżby to było to o czym myślę? Nie
to nie może być prawda.

                                                          ~♣~

-Rox masz jakieś plany na sobotę?-zapytał.
-Nie, prócz książek.-odpowiedziałam.
-A może wybrałabyś się ze mną gdzieś?-zapytał ponownie.
-Gdzieś? to znaczy gdzie?
-Nie wiem. Wymyślę coś. -powiedział.
-Mam coś do stracenia. Chyba nie. Okej. -powiedziałam.
-Spoko wpadnę po ciebie o 20.00

Czyli randka? hah. Przecież nie można tego nazwać przyjacielskim spotkaniem. Czemu nie. Może być całkiem miło.


Wróciłam do domu po zajęciach. Leny nie było. Rzuciłam torbą, zabrałam swój kij i łyżwy i ruszyłam na trening.

Dosyć długo nie było mnie na treningu. Dziewczyny przywitały mnie serdecznie. Wyszłyśmy na lód. Jak zwykle mniej więcej to samo.
-Jutro bardzo ważny dla nas mecz-powiedział trener.
Musimy porządnie się przygotować.-dodał.

Zaczęliśmy ciężką pracę.
-Tomson!!-krzyczał trener.
Szybciej ruszasz się jak ciamajda!
Byłam przyzwyczajona do tego typu odzywek. To normalne.
Przyśpieszyłam. Jestem na pozycji napastnika. Po tej dłuższej przerwie trochę ciężko mi to szło, ale nie dałam za wygraną.

Jutro popołudniu mecz z drużyną z Kanady. Będzie ostro! Na całe szczęście nasz trener jest niesamowity i potrafi zmobilizować swoich
zawodników. Wszystkie jesteśmy znakomicie przygotowane na starcie z Kanadą. Będziemy walczyć o zwycięstwo.

Po treningu wróciłam do domu. Nie miałam już siły na nic. Lena widząc to dała  mi spokój z rozmową na temat jej przeprowadzki. Położyłam kij
obok szafy i łyżwy umieściłam na półce gdzie ich miejsce. Byłam wykończona. Przebrałam się w cieplutką piżamę i padłam zmęczona na łóżko.
Nie trudno mi było zasnąć. Ale kocham to co robię...
_______________________________________________________________________
Po mojej długiej nieobecności tutaj. Znowu jestem. I mam opowiadanie. Kurde tak trudno mi wszystko pogodzić. Masakra z nauką nie nadążam, a wszystko inne wali mi się na głowę. Nieważne. 
Komentujcie.
PS: Z góry przepraszam jak doszukacie się jakichś błędów, ale jest późno (przynajmniej dla mnie, bo miałam ciężki dzień) i naprawdę jestem zmęczona. :)